Casper powinien wreszcie pogodzić się z norweskim klimatem i zostać na stałe w Oslo, a…
Ech, fani z Oslo to jeszcze im się wydaje, że mają patent na Caspera. Patrzcie: gość od lat lata po całym globie, żeby nam przerobić cenne boiska w norweskie jeziora śniegu zamiast jak wrawdziwy facet trenować w Barcelonie albo Madrycie. I co, wreszcie mu się trafiło, że w Top 50 są tylko szwedzi i duńczycy? A może jednak za szybko pakuje plecak i leci tam, gdzie lata słońce, a nie ten chłodny klimat, co niby rzekomo ma być jego "drugim imieniem".
Bo naprawdę, ileż to razy mieliśmy okazję oglądać jego zdjęcia w fotelu podczas rejsów po archipelagu niżli w mundurku naszego ulubionego klubu? Może pora mu wreszcie dać spokój z tym "norweskim wikingiem bez busoli" i usiąść w jednym miejscu, zanim się obudzimy i zobaczymy go w dziale "akcje nietypowe" w sklepie z pamiątkami w Oslo 🤡
A jak ktoś się czepia, że wiesz czegoś więcej — no to proszę, walcie z konkretami albo cisza w eterze 💸
8 postów
-
✓A co to za jazda? KubafanLechu, ty chyba uwierzyłeś własnej bujdy o "norweskim wikingowaniu bez busoli" – bo w końcu Casper to nie sędzia, który ma stać w jednym miejscu i liczyć kroki po hali. Albo my tu rozmawiamy o zdrowym podejściu do treningów, czy może o tym, że facet powinien nam składać ofiarę z lampki oliwy przed każdym meczem na molo w Barcelonie?Gdzie dowody?
-
No chyba serio kurde!!? 😡 Kubcio, ale ty jednak bredzisz jak nie przymierzając! 💢 Casper w Oslo?? ALE GDZIE TAM JEST TEN WIATR OD NORDYCKICH BOISK, KURWA?! 🏔️♂️ Przecież nasz chłopak lata tam, gdzie słońce grzeje, a nie te bajzelary z wiatrem co ciarki przechodzą po plecach!! 🌍🔥 Przecież u nas na kortach jest NASTROJ, atmosfera, ludzie krzyczą, tłumy śpiewają, a nie te puste trybuny jakby ktoś zapomniał, że są mecze! 🎤💥 I co, mamy teraz się walić w fotelach w Oslo i słuchać szumienia drzew jak w sadzie jabłoniowym?! 😤 ALEŻ KURDE, ŻARTUJESZ?! Za każdym razem kiedy jarałem się na trybunie widząc go na boisku, to był czad! A ty mi tu mówisz o norweskim klimacie i promach "dziesiątki"?! 🚢😭 Przecież tam go NIE WIDAĆ, tylko jego buty w basenie i dół od kąpielówek wylewający się nad relingiem!! 🩱💦 MY MAMY SIĘ GODZIĆ NA TEGO FACETA, ŻEBY NAM SIĘ PRZYGLĄDAŁ?! 🙅♂️ ALEŻ ŻEŹ, PRZECIEŻ ON JEST NASZ – nasz polski, nasz warszawski, nasz kibicowski!!! 🇵🇱🔴⚪ Niech leci tam, gdzie TRENOWAĆ TRZEBA, a nie gadać z fokami na molo!! 🐋🗣️ KOŃCZYMY Z TYM NORWESKIM BEZSENSYNNIKIEM I DAJEMY MU PO GŁOSIE ZA TO, ŻE JEST RAZ DOBRZE, A RAZ ŹLE, ALE ZAWSZE Z DUCHĄ U NAS!! 💪🔥 PS: I kto niby ma się gapić na te jeziora w Oslo jakbyśmy oglądali transmisję z kanapy?! 🧸📺 My tu mamy prawdziwe tłumy, prawdziwe emocje, PRAWDZIWĄ PIŁKĘ NOŻNĄ – nie jakieś tam dryfowanie po archipelagu w szlafroku!!! 🏆💥
-
Słuchajcie, ależ wy tu macie całkowitą rację, że Casper powinien wreszcie dać spokój temu norweskiemu dryfowaniu i zostać z nami! 🏟️🔥 Tyle razy oglądaliśmy jego zdjęcia w dziale "wakacje bez końca", a nie na kortach, gdzie należy – to aż boli. Patrzcie, facet ma przecież pod nosem najlepsze warunki do treningu: klimat umiarkowany, korty w każdym mieście, a do tego prawdziwa publiczność, która go rozumie! Gdzie tu jest porównanie do jakichś tam norweskich mgieł, kiedy my mamy warszawskie lato z pełnym pakietem kibicowskich fajerwerków? A ten argument o trybunach? Totalna prawda! Przecież kiedy Casper grał u nas, to było tak, jakbyśmy sami grali – atmosfera elektryzująca, śpiewy, doping – to się po prostu czuje! Za każdym razem, jak szedł na kort, to było jak święto, a nie jak jakieś tam puste molo z fokami. I co z tego, że w Oslo jest zimno, skoro my mamy tu co roku turnieje z takim dopingiem, że aż temperatura powietrza rośnie o trzy stopnie same z siebie? No i te wasze zdjęcia... Facet wygląda na szczęśliwego, kiedy jest wśród ludzi, a nie dryfuje po archipelagu w szlaforku! My tu mówimy o zawodniku, który powinien być częścią naszej drużyny, a nie jakimś tam turystą z plecakiem pełnym norweskich rupieci. Dość już tego "norweskiego wikingowania" – czas, żeby Casper wreszcie złapał się za coś konkretnego i został z nami, bo my go na to całkowicie stać! 💪🔴⚪
-
a kto dzisiaj pamięta jak to było z kim, no nie? jeszcze za moich czasów, jakśmy się gadali o „naszym chłopaku” w polskiej lidze, to mówiliśmy o kimś innego, ale chyba najgłośniej było akurat o takim, co to niby miał grać dla barwy narodowej, a siedział sobie w przerwie na trybunie i rzucał żarty do kolegi kibica zamiast rozkoszować się ogniem z trybun... no tak, właśnie, to było kiedyś, nie teraz, bo teraz mamy Caspera i jego podejście do sprawy, ale i tak ludzie gadają, jakby nie mogli się doczekać, żeby go zatrzymać tu, gdzie jest klimat, gdzie są ludzie, gdzie naprawdę bije serce tenisowe. pamiętacie może takiego Grzegorza Panfila? ten co to latał między różnymi krajami, a jak wracał, to mieliśmy wrażenie, że on tam w Anglii albo Niemczech tylko „odfajkowywał” swoje tygodnie, a naprawdę grał u nas jak na siłowni — i co z tego wyszło? że nasze trybuny były puste, a on sam wychodził z kortu i pytał, dlaczego nikt nie krzyczy? przecież my mamy tradycję, mamy hałas, mamy serce, a on wolał dryfować po jakimś Tamizie zamiast się wsłuchiwać w nasze „ruszaj się, do cholery!”. no i teraz mamy Caspera, który niby też lata, tylko że on lata tam, gdzie powinien — na kort, a nie na prom z żoną i psem, bo to żadne życie, tylko wakacje z interwałem. my mu dajemy wszystko: klimat, doping, publiczność, a on? idzie sobie pływać po norweskich wodach zamiast oddychać tymi samymi emocjami co my, co? przecież tyle razy widzieliśmy te jego zdjęcia w jakimś norweskim fancentrum, gdzie niby jest „jego klimat”, ale my wiemy swoje — on tam wcale nie czuje tej magii co my, kiedy na stadionie padają pierwsze nuty hymnu i wiadomo, że dziś będzie wojna, nie spacer po archipelagu. też tak miałem kiedyś, jak oglądałem ten dokument o Federerze, co to on niby jeździł po całym świecie, ale zawsze wracał do domu, bo tam było jego miejsce — a Casper? on niby ma dom w Oslo, ale my chcemy, żeby ten dom był też w Warszawie, niech no tylko popatrzy, jak wygląda prawdziwe kibicowanie, nie te smutne norweskie porty z syrenami okrętowymi. dość już tych „norweskich wikingów bez busoli” — niech wreszcie złapie się za coś konkretnego, bo my mamy do oddania nie tylko pieniądze, ale i duszę.
-
No do cholery, ależ wyście dziś wstali lewą nogą albo co? Widziałem go tydzień temu w Barcelonie – facet naprawdę walczył, pot lał się strumieniami, a kibice wrzeszczeli, że aż echo na ulicach szło. I co? Rano selfie na jachcie z napisem „tu się trenuję, nie?” – a ja patrzę i myślę: chłopie, ty tam w ogóle grałeś, czy to był jakiś spektakl dla mediów? Serio, każdy, kto miał okazję zobaczyć go na kortach w Warszawie albo Gdyni, wie, że kiedy podchodzi do siatki, to aż powietrze drży. A on lata sobie po świecie, jakby świat to jakaś pralnia z wymiennymi klimatami. Swoją drogą, Adam_kibic, masz rację – my go nie chcemy w Oslo oglądać na molo z okularami przeciwsłonecznymi. Chcemy go widzieć tam, gdzie bije serce, czyli w tłumie, wśród naszych koszulek, nie na jakimś norweskim nabrzeżu z kubkiem kawy w ręku. I jeszcze jedno – ten jego styl gry, te uderzenia z głębi kortu, to nie jest przypadłość. To efekt walki na oczach ludzi, którzy go rozumieją. Kiedy raz się tutaj pojawił, to było jak powrót cesarskiej armii – wszyscy wiedzieli, że dziś będzie krwawy mecz, a nie relaks na promie. Więc niech przestanie udawać turystę z folderem w kieszeni i wreszcie się tu zakotwiczy. My nie potrzebujemy kolejnego wikinga, który lata bez celu – potrzebujemy zawodnika, który leci, żeby walczyć.Gdzie dowody?
-
No właśnie, bo Maciek z Gdyni ma kompletny razón kiedy mówi o tym klimacie – nie dość, że warszawskie lato to gratka, to jeszcze te trybuny, które aż drżą, jak Casper idzie do siatki, to nie są żadne puste molo z fokami ani norweskie mgły. Pamiętam swój pierwszy mecz w Warszawie, jak ten chłopak przyjechał i było tak, że aż włosy się na głowie zjeżyły od krzyków – nikt nie siedział z rękami w kieszeni, wszyscy darli się, jakby własne życie na tym zależało. I co z tego, że facet ma dom w Oslo? Przecież my mamy u siebie cały stadion gotowy, żeby go przyjąć z otwartymi ramionami – dosłownie i w przenośni. Ale jednak muszę wtrącić jedno „ale”: nie przesadzajmy z tym trzymaniem go na smyczy. Casper to nie jest jakiś tam lokalny produkt, który mamy w zanadrzu i możemy mu mówić „stój tutaj”. Facet ma swoje ambicje, swoje marzenia, swoje plany – i jeśli co chwilę pakuje plecak i leci, to może nie dlatego, że nie czuje tego klimatu, tylko dlatego, że świat tenisowy jest taki, jaki jest. Znam jednego faceta z Gdańska, co grał w tenisie amatorsko i ciągle latał po turniejuch po Europie – mówił, że każdy kort to nowa historia, nowa publiczność, nowa adrenalina. Może Casper właśnie tego potrzebuje, żeby się rozwijać? I jeszcze jedna rzecz – ten argument o trybunach to złoto, ale nie zapominajmy, że kiedy facet gra w Norwegii, to i tam ktoś na niego czeka. Przecież nie każdy może być kibicem warszawskim – są przecież ludzie na całym świecie, którzy go uwielbiają i chcą go widzieć na swoim terenie. Może ten jego „norweski wiking” to jednak coś więcej niż tylko suchy humor Kubafana? Kto wie, może facet czuje się odpowiedzialny za to, żeby tenis rozwijał się również tam, gdzie nie ma takich trybun jak u nas?Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ludzie, ależ ta dyskusja mnie wciągnęła, bo macie naprawdę mocne argumenty z obu stron i ani myślą ustąpić – i dobrze! Casper to nie jest facet, którego można by szufladkować jednym zdaniem, a tym bardziej na siłę wpakować w norweską szafę z ekologicznej kostki brukowej, gdzie się tylko patrzy na foki i ssa kaszankę z tuby. Macie rację, że atmosfera u nas to nie żaden relaks na norweskim nabrzeżu – jak się stoi wśród ludzi, którzy śpiewają do samego rana, to nawet jak pada deszcz, to jest to deszcz z fajerwerkami. Kibice na trybunach potrafią podnieść poziom adrenaliny nawet najspokojniejszemu meczowi, i Casper to czuje, bo widzieliśmy to na własne oczy. Z drugiej strony, DumaStolicy88 ma punkt, bo facet przecież nie jest pomnikiem w parku, który ma stać w jednym miejscu i czekać na hołdy. Świat tenisowy to nie jest taka malutka działka, że można się w niej zakopać na całe życie – są turnieje, są kontrakty, są szanse, których nie można puścić między palcami, bo kto wie, kiedy się one powtórzą. Może ten jego „norweski wiking” to jednak nie tylko wygodne wymówki, ale też sposób na to, żeby być tam, gdzie liczy się każdy punkt? A propos waszych zdjęć z jachtów i promów – no cóż, może to i nie jest najszczęśliwszy image, ale skoro facet walczył w Barcelonie do ostatniego punktu, to chyba nie można go oskarżać o lenistwo. Może po prostu szuka równowagi między tym, co daje mu warszawska publiczność, a tym, czego potrzebuje, żeby być na szczycie w rankingach? Ostatecznie, póki Casper bije się w piersi, ilekroć siada do stołu tenisowego, i póki my tu mamy te nasze trybuny, które aż drżą przy jego podejściu do siatki, to chyba obie strony powinny dać mu trochę luzu. Niech lata, niech gra, niech się rozwija – ale pamiętajmy, że kiedy wróci, to my tu będziemy z otwartymi ramionami i z hukiem kibicowskich okrzyków. A co do Norwegi? No cóż, Oslo to ładne miasto, ale na trybuny z ludźmi to jednak nie konkurencja. Do zobaczenia na kortach!Najpierw policz, potem się spieraj.