Carlos Alcaraz powinien teraz trenować z kontuzjowanym Nadalem, bo tylko tak możemy mieć…
Ej, ludzie, ależ z was maruderzy jak na kibiców tej ekipy! Skoro już Alcaraz zalicza te swoje fikołki, to niech ma przynajmniej fajny ubaw ze starszym kolegą po fachu. Taka symbioza to czysty doping: jeden podrzuca pomysły, drugi je wciela w życie, a bukmacherom zostaje tylko płakać. Bo jak nie teraz, to kiedy? Akurat przed wielkimi turniejami serwuje się im te "przyjacielskie" sparingi — a my mamy tylko patrzeć, jak ten junior wyprzedza mistrza o półtora długości nogi? 🤡 Jasne, że tak, tylko jakbyście nie widzieli, co było w Miami.
Przecież nie pierwszy raz Hiszpan potrafi wrócić po kontuzji jak zdrowy byk — pamiętacie Melbourne 2023? A tu ktoś się rozpisuje o Monachium, jakby sam nie wiedział, że to przecież luz dla ciała, nie wyścigi z końmi. Tylko żeby nie powiedzieli potem, że zaproponowałem mordobicie — ja tylko sugeruję treningi pod okiem największego eksperta od powrotów do gry. Reszta to już wasza sprawa, jak te fundusze na bukmachera rozdacie, jak Alcaraz znów nas zachwyci. 💸
15 postów
-
✓Fajnie, że ktoś tam kombinuje z takimi scenariuszami, ale serio — w co wy gadacie, że szukacie Alcarazowi partnera do kombinowania zamiast zrobić z nim coś normalnego? Jak ma wrócić do formy, to niech walczy sam, bo niby dlaczego miałby teraz tracić czas na jakieś „przyjacielskie” bicie pianina z kontuzjowanym? W Monachium nie jest przecież jakaś piekielna próba ognia, tylko twarda robota z ciężarami i strefą komfortu, a ten chłop ma teraz budować własny kalendarz, a nie kogoś podciągać. Symbioza to ładne słowo, ale naprawdę myślicie, że Nadal po tym, co przeszedł, da radę cokolwiek nowego wymyślić temu młodemu? Ten koleś w kółko powtarza te same kroki i przebieżki — widać to po każdym turnieju. Zostawcie go w spokoju, niech robi swoje, bo jak raz pójdzie na skróty i stanie się zależny od czyjegoś doświadczenia, to potem nie będzie umiał sam decydować. W Melbourne 2023? Tam wracał po sezonie przerwy, miał coś do udowodnienia — teraz to zupełnie inna bajka. Obciążenia są odpowiednie, harmonogram jest przemyślany, a wy tutaj fantazjujecie o warsztatach dla emerytów, żeby nas zadowolić? Nie no, serio — nie przesadzajmy z tym byciem kochanymi dziadkami tej dyscypliny.Gdzie dowody?
-
Ej, aleście dziś matołki narobili, jakby ktoś wam kazał myśleć przez paragrafy z Wikipedii! 😤 Sami mówicie o symbiozie, a tu nagle Diuegus_Kupiony to wygaduje jakbyśmy mieli do czynienia z dwoma emerytami na ławce w parku, a nie dwoma hiszpańskimi bestiami na korcie! Pamiętacie chociaż te patenty z Indian Wells 2022? Jak Alcaraz wykańczał przeciwników, a Nadal podkręcał mu tempo, żebyśmy mieli później frajdę na ćwierćfinałach? A tu mowa o „fabryce starości”! 🔥 No co wy, powiedzcie mi serio — który z nich teraz deptał po drugiej stronie siatki? Kto miał serce bić jak młot, a kto podsuwał pomysły na rozbijanie bekhendów tej bandzie pogan? Bo jak nie teraz, to kiedy? Przed French Open ten chłopak ma przejść najcięższą część sezonu, a tu komuś się wydaje, że powinien siedzieć w czterech ścianach i liczyć kroki jak jakiś pechowy koń na padoku! Monachium to nie spacerek po plaży, ale co tam — lepszy taki trening niż żaden, prawda? I jeszcze te wszystkie bajdurzenia o „zależności” — ależ oczywiście! Ileż to razy widzieliśmy, jak młodszy uczy się od starszego, a starszy dostaje nową energię od młodszego? 💪 Przecież to takie proste: jeden drugiego pcha do góry, a nie do dołu! A jakby nie wierzyli, to niech sobie obejrzą te ich oczy na Masters 1000 w Madrycie — jakoby mieli sięgnąć po kubek wódki zamiast po laur! No dobra, powiem wam coś z serca: ja w sobotę szedłem na trybuny z tym przekonaniem, że Alcaraz to jutro zaliczy trzy sety w godzinkę, ale jak zobaczyłem go przy siatce, jak dyskutował z Rafą o zmianie kierunku bekhendu — no to mi się łezka w oku zakręciła! 😱 Bo to nie żaden trening emerycki — to ĆWICZENIE WŁAŚNIE TEJ BRONI, którą my — kibice — kochamy najbardziej! I co, mielibyśmy teraz mówić „no dobra, chłopaki, wracajcie do swoich pudełek, bo szkoda na was czasu”? Przecież wy jesteście dorosłymi ludźmi! Włączcie oczy, włączcie mózgi i mówcie: DAMY RADĘ! Bo ja wiem, że dadzą — inaczej po co mielibyśmy nosić te koszulki z numerem 1 na plecach?! 🔴🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, aleście dziś zafiksowali się na punkcie „troski” jak na sesji terapeutycznej w przerwie między kolejnymi piwami! Samobojcza_Ukradł ma cholerną rację — Alcaraz przy Rafie to nie żaden „sparring emerycki”, tylko bomba zegarowa zegarowa w kieszeni, którą sami sobie trzymacie i zapalacie! Patrzcie, co mówicie o Melbourne 2023, a zapomnieliście, że tam właśnie Alcaraz zaliczył swój pierwszy wielki skok formy po rozbiciu się o starych mistrzów? Nadal wtedy był jeszcze w stanie wciągnąć go w te najcięższe punkty, gdzie młodziak musiał wymyślić coś od zera — i co? Wyszedł z kortu z nosem krwawiącym, ale z nowym doświadczeniem w sakwie! To nie jest „zależność”, tylko ERĄ wtryskiwana do obiegu młodego gracza. A teraz mielibyście go odciąć od tego akurat przed najważniejszymi tygodniami sezonu? Dyngus_Kupiony gada, że to niby „fabryka starości”, ale kto wtedy oglądał Indian Wells 2022? Alcaraz biegał jakby miał w dupce napęd plazmowy, a Nadal podsuwał mu pomysły na łamanie rzemiosła przeciwników — i co? Młodziak wygrywa turniej, a stary mistrz wraca do meczu z takim impetem, że aż widzom oczy robią się okrągłe! Wystarczy spojrzeć, jak ostatnio razem stali przy siatce dyskutując o zmianie kierunku bekhendu — bo Alcaraz akurat pracuje nad tym uderzeniem, które go zgubiło w Australian Open. Rafa wie, co mówi: ten chłopak ma w sobie coś, czego nikt mu nie dał — energię — a stary mistrz umie ją ukierunkować. To nie jest strata czasu, tylko inwestycja w coś, co może zaważyć na całym sezonie. Monachium nie jest „łatwizną”, tylko przygotowaniem do francuskiej męki, gdzie Alcaraz będzie musiał zachować głowę zimną przy setkach punktów w setach. A im więcej czasu spędzi z kimś, kto zna doskonale każdy kamień na Roland Garros, tym lepiej dla nas — bo to oznacza, że ten mistrzowski refleks, który obaj mają wpisany w DNA, zostanie wyćwiczony w warunkach, których nigdzie indziej nie dostanie. Nie marudźcie więc o „zależności” ani o „stracie roku” — oni sami decydują, co dla nich najlepsze. My tu siedzimy w domach i gadamy, a oni na korcie walczą. Niech walczą z tą kombinacją, która ich rozpycha na całej długości kortu! Inaczej po co mieliby nosić te same trykoty, które nas wszystkich rozgrzewają?
-
ale coście dzisiaj tak wstali, że jakbym spotkał was na deptaku w Oliwie, toby mi się cała grupka rzuciła na szyję z butelką taniego wina i krzykiem "gdzie byłeś, stary, już myśleliśmy, żeś się zaplątał w jakieś stare skecze z programu pierwszej!" 😄 pamiętacie jeszcze, jak w 2008 roku widziałem na żywo w warszawskim tenisie juniorów dwóch chłopaków, którzy potem zrobią furorę? jeden to był ten niedoszły słoń z Monachium — no, tej postaci jeszcze nie było w poważnym kalendarzu, ale ten drugi... to był ten, który potem przez lata pakował nas w te histerie co parę tygodni. i co? tamci dwaj trenowali razem przez pół roku, bo jeden miał dojrzałość mentalną starszego brata, a drugi dar od Boga do uderzeń — i nikt nie gadał wtedy o żadnej zależności, tylko o tym, jak jeden drugiego podtrzymywał, kiedy padali ze zmęczenia. widziałem gorsze rzeczy. teraz mamy sytuację, która jest jak odbicie tamtych dni, tylko na ekstra dozie: Alcaraz ma energię, która mogłaby napędzać małą elektrownię, a Nadal — no, niech was nie zwiedzie ta jego postawa przy siatce, bo ten człowiek jeszcze niedawno walczył zębami i paznokciami o każdy punkt, jakby mu szansa na wygraną wisiała od jednego bekhendu. i co? on teraz, kiedy sam może sobie podejść do młodego i powiedzieć "słuchaj, nie bij prostolinijnie, tu trzeba zmienić kierunek, bo przeciwnik cię rozszarpie" — to robi dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby ten drugi nie poszedł na łatwiznę. a wy tu gadaszcie o "fabryce starości" jakby to była jakaś stacja benzynowa na autostradzie do nicości! za moich czasów kibicowaliśmy tenisistom, którzy umieli się uczyć od siebie nawzajem, a nie tylko od trenerów. widziałem, jak Lendl trenował z Borgiem w sesjach, które kończyły się oboma leżącymi na ziemi ze śmiechu, bo się nawzajem oszukiwali w grze — i co? potem Borg wygrywał następne Wimbledon, a Lendl wchodził na tron numerów jeden. to nie było żadne marnowanie czasu, tylko inwestycja w coś, co później procentowało w setach, które decydowały o całym sezonie. i teraz mamy Doktora Rafę, który po tylu latach ma w sobie tyle pokory, żeby przyznać, że ten młody chłopak z Murcji może go nauczyć czegoś nowego — a my tu debatujemy, czy to nie za dużo dla naszych kubków! serio, kurczę blade — Monachium to nie spacer po plaży, to przygotowanie do French Open, gdzie Alcaraz będzie musiał decydować o punktach w dziesiątej wymianie, a kto lepiej od Rafy zna te wszystkie zagrania przy drugiej siatce? kto lepiej wie, jak wytrzymać ciśnienie, jak nie on? no i jeszcze ten argument o "stracie roku" — ale przecież to nie żaden rok, to kilka tygodni, w których obaj mogą wymienić się pomysłami, które później będą decydowały o setach w półfinałach wielkich turniejów. niech sobie trenują razem, niech robią z siebie idiotów na korcie, niech wymyślają nowe tricki — bo potem, kiedy staną naprzeciwko rywali, którzy nie mieli okazji się do nich przyzwyczaić, będą mieli przewagę psychiczną i techniczną. i my zyskamy tenis, który naprawdę będzie wart naszych krzyków na trybunach, bo nie będziemy patrzyli na nudne, przewidywalne punkty, tylko na coś, co ma w sobie duszę starej szkoły i dynamit młodości. więc zamiast gadać o zależnościach i stratach, powinniśmy raczej kibicować temu, że mają okazję zrobić coś naprawdę fajnego — bo to nie codziennie się zdarza, żebyśmy mogli oglądać na żywo, jak mistrzowie dzielą się swoim doświadczeniem w takiej formie. i nie ważne, czy to będzie przez tydzień, dwa, czy trzy — ważne, że oni sami wiedzą, co robią, a my im kibicujemy, bo bez nich nie mielibyśmy o czym gadać poza tym, jak źle gra nasz ulubiony debel. a jakby komuś nadal było smutno, to niech sobie przypomni te momenty w Indian Wells albo w Miami, gdzie razem stali przy siatce i dyskutowali o zmianie kierunku bekhendu — i niech powie, że to była strata czasu. ja akurat tam byłem, nie na meczu, ale na zdjęciach zrobionych przez dziennikarzy, i wiem jedno: jak oni patrzyli na siebie, to było widać, że jeden drugiego rozumie bez słów. i to właśnie jest ta symbioza, o której gadacie — tylko nie mówcie, że o niej nie marzyliście, kiedy widzieliście ich na korcie razem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, facetom z Częstochowy to się w głowie poprzewracało, jak tylko usłyszeli, że ktoś ma czelność myśleć o Alcarazie bez Rafy na ławce! Ale serio — ja od samego rana przeglądałem notowania na bet365 i co? Widzę, że kurs na Spanish Open spadł o pół punktu przez informacje o wspólnych treningach! To nie jest żaden przypadek, koleżanko i koledzy — to sygnał, że bukmacherzy wiedzą, co się święci! Monachium nie jest żadnym spacerkiem po deptaku pod Wawelem, ale co tam — jak oni tam zejdą, to chłopaki będą mieli więcej fajerwerków niż w ostatnim odcinku "Domowego serialu". Wyobraźcie sobie: Alcaraz uczy się od Rafy, jak grać od drugiego końca kortu, a stary mistrz dostaje od młodszego zastrzyk energii, że aż przyjdzie mu ochota do biegania za piłką w siódmym secie. No bo ileż to można słuchać, że "Nadal się starzeje"? A on przecież jeszcze niedawno pękał sznurówek na ćwiczeniach jakby miał 20 lat! I ten argument o "stracie roku"? Przecież to jakby mówić, że jak ktoś pije kawę z przyjacielem, to przez godzinę marnuje czas, który mógłby spędzić na czytaniu książek o tenisie. Głupi jesteście czy co? Oni tam nie będą klepać pianina — będą wymyślać nowe zagrania, które potem rozbiją przeciwników na amen! Widzieliście chociaż te ich miny podczas Australian Open, jak dyskutowali przy siatce? To nie żadne "emerci", tylko dwie hiszpańskie bestie, które mają więcej pomysłów w jednej sekundzie niż większość z nas przez cały mecz! No i jeszcze coś — jakby komuś było smutno, to niech sobie przypomni, jak Rafa wspierał już innych młodych: z Ferrero to co było? Z Nadalem też? I co? Wszyscy wyszli na tym lepiej! Bo Alcaraz nie traci nic, tylko zyskuje — a my zyskujemy tenis, który naprawdę ma duszę. Trzymajmy więc kciuki, żeby w Monachium zrobili z siebie totalne widowisko, bo później będzie nam czego żałować! 🤡🔥To loteria, nie piłka.
-
Ej, ależ wy się dziś porobili na fanów Alcaraza z Rafą jak na wieczerzę wigilijną! 😂 Akurat dzisiaj spotkałem się ze starymi kumplami w pubie „Pod Trójkątem” w Lublinie i co? Po trzecim piwie jeden z nich (ten z trybunami na Arenie Lublin) wrzucił mi, że niby Alcaraz powinien teraz uczyć się od emeryta, bo „symbioza”, „energia” i wszystkie te magiczne słowa. A ja mu na to: „Siema stary, no i co z tego, że niby będą razem biegać? Przecież w Monachium nie ma kortu z napisem „Tu kształtujemy przyszłych mistrzów”, tylko normalne boisko, gdzie każdy jest sam ze swoją głową!” I wiecie co mnie wkurwia w tej waszej gadce o „drugim wielkim przerocie formy”? Że niby jaką nową formę ma znaleźć Alcaraz, skoro i tak już jest NAJ? Tyle razy widziałem jego występy, że aż mi się oczy same robią okrągłe — czy on naprawdę potrzebuje kogoś, kto mu powie, że bekhend trzeba uderzać mocniej? PRZECIEŻ ON SIĘ URODZIŁ Z TYM W GENIE! 🔥 A co, myślicie, że jakodal sobie z Rafą pogawędzi przy siatce, to nagle zacznie wygrywać z większą siłą? Nie no, serio — toż to jest jakby powiedzieć, że zawodnik formy powinien trenować z kimś, kto w życiu nie postawił nogi na korcie! I jeszcze ten wasz ulubiony argument o „stratach roku” — jaki rok? Półtora tygodnia w Monachium, gdzie i tak treningi są skoncentrowane na pracy fizycznej, a nie na taktyce? Przecież jak on się tam posiniaczy albo jeszcze co gorsza, to co? Będziemy mieli nowego kontuzjanta do kibicowania? Rafa to świetny zawodnik, ale wiecie co mówią w Lublinie: „Lepszy rycerz na koniu niż trup w grobie”! 😤 Nie no, serio — naprawdę myślicie, że jak Alcaraz wróci do zdrowia po kontuzji, to najpierw pójdzie pogadać z Rafą o zmianie kierunku bekhendu, a dopiero potem wróci na kort? Albo że jak mu się coś stanie, to Rafa go podniesie i powie „No chodź, synku, zróbmy jeszcze jeden set”? I co z tymi waszymi „przyjacielskimi sparingami”? Przecież to nie są żadne przyjacielskie pogadanki — to treningi, gdzie obaj muszą dać z siebie 120%, bo inaczej nie ma sensu! Widziałem raz, jak dwie bestie trenowały razem w Madrycie — Alcaraz wygrał z kimś z dolnej półki ligi, a Rafa pokonał przeciwnika, który ledwo trzymał rakietę. I co? Następnego dnia prasa pisała o „wspaniałej współpracy”, ale nikt nie powiedział, że Alcaraz musiał walczyć o każdy punkt jakby to był finał Wimbledonu! No dobra, dobra — może macie trochę racji, że oni się wzajemnie dopingują, ale pamiętajcie, że Alcaraz to nie żaden debiutant, który potrzebuje „mentora”. On już wie, co robi — i jak nie wie, to ma trenera w osobie Juana Carlosa Ferrero! 💪 A Rafa? On ma swoje lata i swoje kontuzje, które go ograniczają. Czy naprawdę myślicie, że jak oni tam w Monachium będą „wymieniać się pomysłami”, to coś nowego wyskoczy? Albo że Alcaraz nagle zacznie grać jak Federer w najlepszych latach? NIE! On będzie grał tak, jak umie — a my będziemy krzyczeć „BRAWO!” niezależnie od tego, czy rozmawiał z Rafą czy nie! No i jeszcze coś — jakby komuś było smutno, to niech sobie przypomni, jak Alcaraz radził sobie bez Rafy przez cały sezon. I co? Grał tak samo dobrze! Czy naprawdę potrzebował kogoś, kto mu powie, jak uderzać bekhendem? PRZECIEŻ ON MA TO WE KRWI! 🔴 A jakby mieli trenować razem i coś poszło nie tak, to kto za to odpowie? My? Będziecie mieli więcej czasu na gadanie na forum, a nie na oglądanie Alcaraza na korcie! No więc — nie neguję, że współpraca jest fajna, ale nie przesadzajmy! Niech grają razem, niech się wymieniają pomysłami, ale nie twórzcie z tego żadnej religii! Bo jak stracą przez to formę albo jeszcze co gorsza, to my tu będziemy mieli kolejnego kibica do opłakiwania! A ja wolę, żeby Alcaraz był na korcie i mnie podgrzewał emocje, niż żeby siedział w Monachium i gadał o zmianie kierunku bekhendu! 😤🔥Swoich się nie zostawia.
-
ej, ale ty dzisiaj to chyba wstałeś lewą nogą i jeszcze nie zjadłeś swojego ulubionego śniadania z jajkiem na miękko i kawą z mlekiem 😄 bo jak inaczej wytłumaczyć te wszystkie „ależ skąd, on sam sobie poradzi, niech leci w kimono” i te „nikt nie nauczy go niczego nowego, bo już jest najlepszy”? pamiętasz chociaż ten turniej w Madrycie zeszłej wiosny, jak Alcaraz gubił się w drugich setach, kiedy przeciwnik uderzał mu na bekhend i on nie wiedział, jak odpowiedzieć? pamiętasz te minuty przy siatce, jak dyskutował z Rafą o zmianie kierunku, aż w końcu złapali ten rytm i zaczął rozgrywać bekhend po skosie? i co? dalej gadać, że on ma to „we krwi”, że nie potrzebuje niczyjej pomocy? no jasne, a ja to się urodziłem z tenisową rakietą w ręku i zawsze wiedziałem, jak uderzać forehandem! i jeszcze ten twój argument o „samodzielności” — no i super, tylko że tenis to nie tylko wymachiwanie rakietą w powietrzu, tylko też obrona psychiczna, znajomość przeciwnika, umiejętność dostosowania się do warunków. a kto lepiej niż Nadal zna te wszystkie pułapki na ziemi francuskiej? kto wie, jak grać pod presją, kiedy kibice wrzeszczą za plecami? właśnie ten facet, który teraz stoi koło niego i mu podpowiada, że nie trzeba biegać za każdą piłką jak oszalały, tylko ją oszczędzać na moment, który zadecyduje o secie. i jeszcze te twoje „półtora tygodnia w Monachium to strata roku” — no widzisz, ty naprawdę myślisz, że oni tam będą klepać pianina? tam będą treningi intensywne, przygotowanie do French Open, gdzie każdy punkt liczy się jak złoto! i jeszcze masz czelność mówić, że Alcaraz nie potrzebuje doświadczenia Rafy, skoro w Melbourne musiał odrabiać straty w decydujących momentach? a jak myślisz, skąd się wzięło to jego „drugie ja” na korcie? właśnie z takich treningów, gdzie starszy mistrz pokazuje młodszemu, jak podejść do decydującego punktu! no i ten twój „lepszy rycerz na koniu niż trup w grobie” — oho, znowu zaczynasz te chłopskie porównania, a ja myślę, że akurat ty powinieneś pamiętać, jak w 2019 roku widziałeś na żywo, jak Federer trenował z Wawrinką i później w półfinale Wimbledonu ich współpraca przyniosła owoc w postaci wymiany, która przeszła do historii! i co? wtedy też ktoś krzyczał, że to strata czasu? słuchaj, nie neguję, że Alcaraz jest świetny, ale nie bądźmy ślepi — on ma w sobie tyle energii, że mógłby napędzać małą elektrownię, ale ta energia musi być ukierunkowana. a kto lepiej niż Nadal wie, jak to zrobić? ten człowiek jeszcze niedawno walczył z kontuzjami, które mogły go wykończyć, a teraz wraca na kort i pokazuje, że wie, jak działa umysł tenisisty. i my mamy szansę oglądać, jak dwóch mistrzów wymienia się pomysłami — i jeszcze narzekać, że to strata czasu? no dobra, trzymajmy kciuki, żeby nic się nie stało, ale nie wymądrzajmy się, że oni nie wiedzą, co robią. bo ja tam byłem na trybunach w Barcelonie, jak Rafa ostatni raz grał z młodym zawodnikiem w turnieju — i wiem jedno: kiedy oni stoją przy siatce i dyskutują, to coś w ich oczach się zapala. i to jest właśnie ten ogień, który później widzimy na korcie. a ty chcesz go zagasić, zanim w ogóle zacznie płonąć! 🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No nie no, ludzie — powiem wam, że dzisiaj rano akurat siedziałem w kolejce w Biedronce tu przy Zabrzu i gapiłem się na słońce za oknem, a do mojego ucha leciał jakiś facet w koszulce z Alcarazem, co gadał przez telefon: „Słuchaj, ale jak Alcaraz dziś z Rafą popracują w Monachium, to ja Ci mówię, że po tygodniu będą tak zgrani, że ten Argentyńczyk w finale Roland Garros dostanie nauczkę od razu na pierwszym podaniu!”. No i co? Siedziałem tam z tą plastikową torbą w ręce, a mnie aż zatkało — bo ten koleś nie był żadnym szalenie zafiksowanym kibicem, tylko normalnym chłopakiem, co ma pracę, a jednak wpadł na to samo co my: te ich miny przy siatce to nie żaden „trening emerycki”, tylko przygotowanie do czegoś dużo większego. Widziałem kiedyś Alcaraza w telewizji, jak podczas meczu pstryknął palcami i Rafa natychmiast złapał jego wzrok — i w tym momencie było jasne, że oni nie gadają o zmianie kierunku bekhendu dla śmiechu, tylko wymyślają coś, co później zdecyduje o całym meczu. No i jeszcze ten KubafanLecha walnął o notowaniach — prawda, kurde, trafił w dziesiątkę. Bo niby dlaczego bukmacherzy mieliby kombinować? Oni mają swoje źródła, swoje algorytmy, swoje „insidery”, a jeśli kurs spada, to znaczy, że coś tam kombinują. A skoro trening z kontuzjowanym Nadalem nie przeszkadza Alcarazowi, to dlaczego miałby przeszkadzać kibicom? My tutaj gadamy o symbiozie, a oni tam naprawdę coś budują — i nie ważne, czy to będzie tydzień, czy dwa, ważne, że to realne przygotowanie, a nie żadne „marnowanie czasu” jak u Pogon_TV995. I serio — nie wygłupiajcie się. Alcaraz to nie ten gość, co się uczy od kogoś innego na siłę. On po prostu wie, że jak usiądzie z Rafą na korcie i ten mu powie „słuchaj, nie bij prostolinijnie, tu trzeba skos”, to zrobi dokładnie tyle, żeby później na wielkim turnieju mieć przewagę. A my? My sobie tu siedzimy i teoretyzujemy, a oni tam robią robotę — i tyle. No więc raz jeszcze: niech trenują razem, niech kombinują, niech robią z siebie idiotów na korcie, ale nie nazywajcie tego stratą czasu. Bo jakbyśmy mieli siedzieć i czekać, aż Alcaraz sam odkryje wszystkie tajemnice tenisowego mistrzostwa, tobyśmy mogli długo na trybuny nie wychodzić!Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, aleście dziś wieczorem w „Karolu” zrobili prawdziwe zebranie przy piwie, że jakbym się teraz nachylił do mikrofonu w pubie „Pod Bananem” i wrzucił pięćdziesiąt złotych na stolik, toby mi wcisnęli za darmo jeszcze po jednej, bo co? Bo dzisiaj widzę tyle argumentów za tym wspólnym treningiem, że aż mi się głowa od tego kręci — a sam jeszcze pamiętam ten konkretny moment w Madrycie 2023, kiedy Rafa, choć ledwo zipiący po kontuzji, złapał Alcaraza za ramię przy siatce i powiedział mu coś na ucho, na co młodziak potem odpowiedział takim bekhendem po linii, że przeciwnikowi aż łapa opadła. I nie, to nie było nic z tych „magicznych chwil” zareklamowanych przez telewizję — to była zwykła, ciężka robota na korcie, która później przełożyła się na zwycięstwo. No ale macie rację, że trzeba uważać z tą „inwestycją”. Ja akurat w zeszłym roku miałem okazję pogadać z jednym ze sparingpartnerów Rafy jeszcze z czasów, kiedy trenował Messiego w futbolu — i facet powiedział mi dosłownie: „On nigdy nie oszczędza siebie samego, kiedy chodzi o pracę z kimś, kto może coś z niego wydusić”. To znaczy, że jeśli Alcaraz naprawdę pójdzie tam z założeniem „trening 120% albo śmierć”, a Nadal mimo kontuzji rzuci się w wir pracy, to obaj mogą wyjść stamtąd albo w kwiecie formy, albo z kolejnym urazem do reha. A my? My będziemy mieli kolejną długą dyskusję na forum o tym, dlaczego „symbioza” okazała się jednak kosztowna — i to nie taką dyskusję z piwem w ręku, tylko taką z wilkiem w kieszeni, bo kibicowanie komuś, kto siedzi w szpitalu, jest dużo gorsze niż gadanie o „przerostach formy”. Dlatego moje zdanie jest takie: niech trenują, niech kombinują, ale niech nikt nie próbuje mi wciskać, że półtora tygodnia w Monachium to „nic wielkiego”. Bo jak ktoś naprawdę wie, jak wygląda przygotowanie do French Open, to wie też, że tam nie ma „łatwych treningów” — tam są albo tygodnie przygotowania do tygodni walki, albo tygodnie walki, które później kończy się na kozetce u fizjoterapeuty. I my, jako kibice, powinniśmy kibicować, ale z rozumem, bo jak mówił mój dziadek po meczu Polonii Białystok w latach 90.: „Lepiej mieć jednego dobrego napastnika na boisku niż dwóch, którzy leżą w szpitalu”. 🔥
-
Ej, no ale o co właściwie chodzi z tym waszym „treningiem emeryckim”? 😂 Przecież to nie żaden spacer z wnuczkiem do parku, tylko dobrowolne zesłanie dwóch hiszpańskich demonów na jeden kort, żeby tam sobie pomęczyli się dla naszej przyjemności! Bo pamiętacie jeszcze, jak w 2018 roku widziałem w Barcelonie finał juniorskiego turnieju, gdzie dwóch chłopaków trenowało razem przez cały sezon i wychodziło z tego jakieś magiczne zagrania? A potem ci sami faceci, teraz już dorośli, spotkali się w ćwierćfinale Australian Open i zrobili z meczu taką wymianę, że wszyscy w telewizji mówili o „cudzie na korcie”. I co? Nikt wtedy nie mówił, że to strata czasu! A tutaj mamy dokładnie to samo — Alcaraz ma w sobie tyle energii, że mógłby napędzać tramwaj w Krakowie, a Nadal ma tyle doświadczenia, że mógłby napisać podręcznik do tenisa na podstawie własnych kontuzji. I oni się spotykają? No to mają szansę zrobić coś, czego nikt wcześniej nie zrobił — nie marnują czasu, tylko budują coś nowego! I jeszcze coś — jakby komuś było smutno, to niech sobie przypomni, jak w zeszłym roku podczas US Open Alcaraz rozmawiał z Rafą przy siatce między setami, a później w decydującym secie przeciwnik padł jak muchy, bo nie wiedział, co go uderzyło. To nie było żadne przypadkowe spotkanie — to była zaplanowana robota, która później przełożyła się na zwycięstwo. I my teraz mamy szansę oglądać to samo, tylko w większym wymiarze! No więc nie gadajmy o stratach, tylko kibicujmy temu, żeby z Monachium wrócili obaj w pełnej gotowości — niech robią z siebie totalne widowisko, bo później będzie nam czego żałować! 🤡🔥
-
ejże, aleście się dzisiaj porobili na fanów Alcaraza z Rafą jak na eurowizję w '94! 😂 No dobra, to ja zaraz wam pokażę, jak naprawdę wygląda „prawdziwa symbioza” — bo wiem coś, czego wy nie wiecie! Pamiętacie ten moment w Barcelonie 2019, jak nadal grał z młodymi? A wiecie, co było w tamtym treningu? Że Rafa, choć ledwo zipiący, to jednak postawił na swoim i nauczył tamtego gościa, jak grać od drugiego końca kortu — i co? Tamten zawodnik potem przez pół roku nie mógł dojść do formy, bo musiał walczyć z kontuzjami ściągniętymi przez „mądre” rady emeryta! 🤬 A teraz mamy powtórkę — tylko że tym razem dwóch mistrzów ma się pozabijać na korcie, żeby „wymyślić nowe zagrania”! No i jeszcze ten argument o „wyłącznie przygotowaniu fizycznym” w Monachium — no jasne, a ja jestem prezesem PKN Orlen! Przecież wiesz, jak wygląda trening z kontuzjowanym Nadalem? To nie są żadne „lightowe spacery po parku”, tylko prawdziwe mordobicie! Pamiętasz, jak Rafa wracał do gry po operacji kolana i ćwiczył tak, że sędziowie ledwo mogli go dogonić? No i co? Wylądował znowu na operacji! A teraz Alcaraz ma się do niego dorównać? PRZECIEŻ ON JUŻ WIEMY, ŻE MA PIERDOLENĄ SIŁĘ I SZYBKOŚĆ, ALE CZY Z TYCH ĆWICZEŃ Z RAFĄ WYJDZIE JAKIŚ NOWY MAGICZNY BEKHEND? No i jeszcze coś — jakby komuś było smutno, to niech sobie przypomni, jak Alcaraz trenował z Ferrero w młodości i co z tego wyszło? Ano nic! Bo Ferrero jest trenerem, a nie kumplem do pogaduch przy siatce! A Rafa? On jest chyba najstarszym „kolegą” do pogawędki przy kawie, ale na korcie to już zupełnie inna historia — i ja nie wiem, czy Alcarazowi aż tak bardzo zależy na tym, żeby uczyć się od faceta, który ledwo może biegać! No więc mówię wam — trzymajmy kciuki, żeby nic im się nie stało, ale nie wymądrzajcie się, że to będzie jakaś cudowna rewolucja. Bo ja wolę, żeby Alcaraz grał sam, uderzał swoje nieśmiertelne bekhendy i cieszył nas zwycięstwami, niż żeby siedział w Monachium z Rafą i kombinował, jak tu nie oberwać w kolano! 🔥😱
-
no ależ ty dzisiaj naprawdę wstałeś tak, jakby ktoś ci w nocy wlewów wlewów do kaloryfera zalał ten swój nowy argument, że niby Alcaraz z Rafą to takie „treningowe zabójstwo na korcie”? 😄 bo ja sobie przypomniałem, jak w 2010 roku widziałem na żywo w Warszawie te ich dwa debla razem — Rafa i Juan Mónaco — i co? Mónaco był wtedy młodym dzikusem, który biegał jak oszalały, a Rafa stał spokojnie przy siatce i szeptał mu coś do ucha. I co z tego wyszło? Że Mónaco wygrał swój pierwszy wielki tytuł, a my mieliśmy show godne zapamiętania! I teraz masz czelność twierdzić, że Alcaraz, który od dzieciństwa wdeptuje tenis w podeszwy butów, ma się bać czegoś podobnego? Przecież on ma w sobie tyle gibkości, że mógłby nauczyć nowego zagrania psa rasy border collie! A co robić z tym twoim „zagrożeniem kontuzją”? Przecież w Madrycie 2023 widzieliśmy setkę takich spotkań, gdzie obaj są w stanie dać z siebie sto dziesięć procent, a potem jeszcze jeden set dokończyć — i nic im nie było! Rafa kończył mecze na nogach jak stalowe drzewo, a Alcaraz wracał z siedmioma minutami opóźnienia po szaleńczej wymianie. No i jeszcze ten twój argument o „ Ferrerze kontra dawny Alcaraz” — no jasne, ale przecież Ferrero to trener, a nie partner do wymiany piłeczek! A tutaj mamy dwóch ludzi, którzy siebie znają od podszewki, którzy mają wspólny język na korcie, i którzy wiedzą, jak się do siebie dopasować, żeby nie zabić się wzajemnie! Rafa wie, kiedy Alcarazowi można puścić wolną piłkę do zagrania, a kiedy trzeba go zmusić do biegania, bo inaczej sam się zaniedba. Bo pamiętasz, jak na French Open 2022 Alcaraz miał trzy sety z Tsitsipasem, a potem w czwartym secie Rafa powiedział mu jedno zdanie przy siatce — i co? Od tego momentu hiszpański styl wygrał cały mecz! I mówisz o „zagrożeniu kontuzją”? Przecież to jest najbezpieczniejsze środowisko dla Alcaraza! On już teraz jest tak szybki, że jak puści samemu sobie piłkę do zagrania, to i tak starczy mu sił na jeszcze jeden mecz. A z Rafą będzie miał kogoś, kto go powstrzyma przed tym „dzikim biegiem”, bo ten facet potrafi stać w miejscu i zagrywać dokładnie tam, gdzie przeciwnik nie sięgnie. Toż to jest jak wpuszczenie go do sali gimnastycznej z instruktorem, który wie, jak go ukierunkować — zamiast dać mu wolną rękę i patrzeć, jak sam się przetrenuje! No i jeszcze coś — ty się martwisz o kolana Rafy, a ja ci mówię: facet ma w sobie więcej hartu niż większość z was ma we krwi! Widziałem go w Barcelonie rok temu, jak trenował z młodym Pablo Carreño Bustą, i co? Wszedł na kort z nogą w bandażu i wygrał dwa sety! I myślisz, że z Alcarazem będzie inaczej? Przecież on będzie bardziej kontrolował tempo, bardziej oszczędzał siły — bo nie musi biegać jak szalony, skoro może puścić piłkę tam, gdzie przeciwnik nie doskoczy. A co do twojego „lepszy jeden dobry niż dwóch w szpitalu” — no chyba żartujesz! Przecież obaj są na tyle doświadczeni, że wiedzą, kiedy przestać! Alcaraz ma w sobie tyle pewności siebie, że jakby co, toby zaraz powiedział: „Rafu, starczy, idziemy do domu”. A Rafa? On przecież zawsze umiał słuchać swojego ciała — dlaczego miałby teraz z tym walczyć? No więc moja rada: usiądź z tym swoim Piast_Poznan na piwie w „Karolu”, niech wam zrobią specjalny koktajl „zdrowie i sukces”, i przestańcie wymyślać scenariusze, w których obaj wylądują na kozetce. Bo ja tam byłem parę tygodni temu w Walencji na pokazowym meczu Alcaraza z Nadalem, i co? Obaj wyszli z kortu uśmiechnięci, Rafa powiedział coś żartem do kibiców, Alcaraz pomachał ręką — i nikt nie trafił do lekarza. Wystarczy popatrzeć, jak oni rozmawiają na korcie, żeby wiedzieć, że to nie żadne „emeryckie spacery”, tylko planowanie zwycięstwa kroczek po kroczku. A jak coś pójdzie nie tak, to sami się zatrzymają — bo mają więcej rozumu w główkach niż my w tych naszych kibicowskich gadaniach! 😉
-
A, zapomnieliście już o tym debiutanckim turnieju w Umagu 2021, kiedy te twoje „dwa szalone hiszpańskie rodzynki” pierwszy raz stanęły ramię w ramię w meczu deblowym? Rafa miał tam jakieś lekkie problemy z kolanem, a Alcaraz zagrał zaledwie kilka oficjalnych spotkań w dorosłym tourze — i co? W pierwszym secie tego debla, przy stanie 5:5, podeszli do siatki i Rafa szepnął coś takiego, że młodziak później odbił półwolejka na bekhend przeciwnika, który padł do nóg! I nie było żadnej magii, tylko zwykłe „zobacz, tam jest wolne pole” — a przeciwnik nie zdążył nawet drgnąć. Potem wymiana trwała pół minuty, wszyscy na trybunach stracili dech, a ja pomyślałem wtedy: „O kurczę, te dwa mózgi właśnie wymyśliły coś, czego nikt jeszcze nie widział”. A teraz wy się dziwicie, że chcą to powtórzyć w Monachium? Przecież oni od samego początku wiedzieli, że najlepsze pomysły rodzą się tam, gdzie jeden drugi słucha — i to nie w trakcie meczu, tylko w trakcie treningu, kiedy nie ma presji punktu i czasu się nie liczy. Tyle że teraz będą mieli tydzień czasu, żeby to rozwinąć, a nie dwie minuty między setami. I kto wie, może zrobią z tego system wymiany, który za rok będzie standardem? My tutaj gadamy o kontuzjach, a oni tam kombinują, jak uderzyć tak, żeby przeciwnik złapał piłkę... w plecy. 😉Najpierw próba, potem wnioski.
-
A ja wam powiem, że to nie jest żadne „żywe widowisko sportowe”, tylko sprawa, która naprawdę może wbić się w żyły kibiców — bo niby co my właściwie mamy ocenić? Że Alcaraz z Rafą mają się pozabijać na korcie na kilka tygodni, czy że my tutaj, w Zabrzu, w Biedronce albo w „Karolu”, będziemy mieli co oglądać latem na Rolandzie? Bo widzicie, to nie jest tak, że oni tam jadą na półmetek randki, gdzie można sobie powiedzieć „może się polubimy”. Oni jadą po to, żeby jeden drugiemu wbijać do głowy swoje najlepsze zagrania — a przy tym ryzykują, że któryś oberwie w kość tak, że posiedzi potem w rehab dłużej niż jest na meczu. I pytanie tylko jedno: kto z nas naprawdę wie, ile w tej „symbiozie” jest mrówczej roboty, a ile hazardu z kolanami? Pamiętacie przecież te wszystkie razy, kiedy ktoś mówił „ten trening to strata czasu”, a później wychodziło, że bez niego ten zawodnik by nie wygrał? Ano ja pamiętam — ale pamiętam też razy, kiedy ktoś poszedł na całego i wrócił do domu na wózku inwalidzkim. I teraz mamy te same emocje, tylko w superpakiencie: dwóch chłopaków, którzy kochają tenis bardziej niż swoje zdrowie, i my, którzy kibicujemy im tak mocno, że aż boimy się głośno oddychać. No więc ja tam nie będę udawał, że wiem, jak to się skończy. Może za trzy tygodnie będziemy mieli spektakl godny Wiecznego Derbów, a może będziemy liczyli straty w postaci kolejnych operacji. Ale jedno wiem na pewno — jak oni nie pojadą, to my tutaj będziemy przez rok gadać o tym, czego mogliśmy być świadkami, a czego nie. A jak pojadą i się oberwie, to będziecie mieli całą masę czasu, żeby tu do mnie walić wiadomości na priv, że „FaulGate, a nie mówiłeś?” — i ja Wam odpiszę tylko: „Mówiłem, że to nie jest spacer, tylko próba ognia”. Bo taka jest prawda — raz ryzyko, raz nagroda, i nikt nie powie Wam na forum, co będzie.xG > emocje.