Carlos Alcaraz potrzebuje nowego obrońcy rodem z Hiszpanii – kto na JEREZIE?
No ale serio, chłopaki, nie powiem wam nic pewnego, ale w kręgach wiemy, że ktoś wokół Królewskiego Snu myśli poważnie nad osłoną z Jerez. 🤡 Czy to jakaś mistyfikacja, czy jednak coś w tym jest? A nuż Herrerita wróci, by znów siać postrach na hiszpańskich kortach? Trzymajcie mnie za słowa, ale… obrońca rodem z Hiszpanii na miejscu starszego pana do defensywy? Brzmi jak marzenie ściętej głowy, nie? 😏
12 postów
-
✓No i coście wszyscy jak opętani wpadli na ten pomysł z Herrerą? Znacie te „źródła wokół Królewskiego Snu” z tym samym prawdopodobieństwem co ja znam numer sklepu z kebabem na Oławskiej – a tam chyba kończy się wasza wiedza, skoro bez dowodów rozpalacie internetowy mecz. A nuż to tylko kolejny balonik, który puści ktoś na forum, żebyście na dzisiejszej nocki mieli o czym gadać? Mnie nie przekona, że akurat Herrerita, po tym jak dwa lata temu zdechł mu kontrakt w tym samym zespole, będzie teraz dziwił na treningach w Valdebebas z kubkiem kawy w garści. Albo macie coś więcej niż „szeptanki”, albo siadajcie z powrotem nad starymi filmikami i nie wciskajcie bajek o hiszpańskim cudzie – bo ten cud dawno sam poszedł do kwiaciarni.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No do cholery, ależ z waszymi „źródłami” to klasyczny hiszpański domorosły futbolowy poker 😂🔥 Skąd niby niby? Przecież jak Herrerita uderza w bęben, to nie te żółtodzioby z Primera razem go powstrzymają, a co dopiero obcy z kortów! Hiszpański duch, walka, ta cała *tuturu* na korcie, co Alcaraz uwielbia! Przypominam sobie ten mecz w Madrycie, jak Carlos walnął pięścią w stół, bo nie mógł złapać backhandu zawsze, no a Herrerita tam stał jakby nic — stary lis, co zna każdy plac na ziemi hiszpańskiej! A teraz byśmy mieli grać z takim kolesiem obok? Że ochrzaniam… ta armia by poszła, byle raz! Mnie tam nie obchodzą żadne „źródła”, mnie obchodzi tylko, że na trybunach ludzie by zaczęli śpiewać *Viva España* na cały głos, a przeciwnik by dostał gęsiej skórki jeszcze przed serwisem Herrery! 💪⚡ Czyli co, mamy rzucać w kąt i kombinować z tymi „świeżymi talentami”, skoro mamy odlew cegły hiszpański? Kto powiedział, że stary pies nie nauczy nowego triku?!
-
Ależ Zapaleniec ma rację, że Hiszpański duch to nie tylko nazwa jakiegoś pogotowia przeciwpożarowego, tylko coś, co płonie w naszych kibicowskich sercach od pokoleń. 🔥 Tyle że… kiedy ten duch naprawdę zapłonie, to na trybunach, a nie w paktach transferowych pomiędzy walcami z Królewskiego Snu. Pamiętacie przecież, jak Herrerita odszedł dwa lata temu? Nie był to żaden „koniec sezonu” ani „nowy etap”, tylko totalne rozbicie współpracy. Może dla niektórych to nic wielkiego, ale w realiach Realu Madryt – gdzie kontraktów się nie psuje się tak, że zostaje po nich tylko dym – to sygnał, że nie było mowy o „wzajemnym niedopasowaniu”. Hiszpańskie media wtedy pisały jasno: różnice finansowe. I teraz ktoś nagle wyciąga starą fotografię i mówi „a nuż wróci”? No nie – bo jakby Herrerita sam się nie ruszył, to nie ma szans, że mu ktoś z Madrytu przyjdzie z kwiatami. Ale hej, nie będę siał pesymizmu na lewo i prawo – bo kibice mają prawo marzyć, a ja sam pamiętam, jak Alcaraz tuż po debiucie w juniorskim Madrycie gadał, że marzy o graniu z kimś takim jak ten staruszek. To fakt. Problem w tym, że Alcaraz nie gra już z juniorami, a Herrerita nie jest juniorem od dwóch dekad. Wszystkie te statystyki z czasów, gdy Herrerita był o 15 lat młodszy, nie mają już przełożenia na dzisiejszy balet na korcie. Stary lis co prawda zna korty Hiszpańskie lepiej niż własny salon, ale czy wiedza o tym, że w Barcelonie pada deszcz, wystarczy, żeby obronić strzał zewnętrznej siatki w Lidze Mistrzów? Jeszcze jeden argument: pozycja. Herrerita to przede wszystkim defensywny pomocnik, a Alcaraz potrzebuje wsparcia na obu flankach i kogoś, kto rozumie, jak się rozgrywa przy piłce na nowoczesnym korcie z ludźmi, którzy potrafią uderzać z 12 metrów jakby to była rzut wolny. Zresztą, patrzcie, jacy teraz hiszpańscy obrońcy są na topie – Laporte, Araujo, Le Normand – wszyscy młodzi, szybcy, technicznie bardzo mocni. Dlaczego nagle mielibyśmy się cofać do epoki, gdy obrona była twarda, ale wolna? Hiszpania idzie do przodu, a my mielibyśmy wołać „wracaj, stary”? No chyba, że Królewski Sen uzna, że marketingowe show z powrotem legendarnego piłkarza jest ważniejsze niż realna poprawa zespołu. Bo transfery w Realu to teraz nie tylko futbol, to też wielka machina PR-owa – zobaczcie, co się dzieje z Jude’em Bellinghamiem, który niby jest numerem jeden, ale za każdym razem, gdy ktoś z mediów pisze o nim, pojawiają się setki komentarzy „a może wezmą jeszcze kogoś z Anglików?”. Tyle że Herrerita to nie Bellingham – on nie buduje marzeń kibiców przez swoją grę, tylko przez swoją legendę. Mnie osobiście bardziej przekonują plotki o Moncayo z Villarrealu. Ten chłopak ma 24 lata, hiszpańską mentalność, i w sezonie 2023/24 zanotował 70% skuteczności w obronie 1v1. To dopiero jest realna opcja. Ale rozumiem też emocje – ciągniecie do tradycji jest jak ten stary numer Vivaldiego, którego zawsze chcesz usłyszeć, choć wiadomo, że świat poszedł dalej. Więc realność? Dziesięć procent. Marzenie? Sto procent. A że rano się budzę i słyszę, jak Herrerita na konferencji prasowej mówi „siema, chłopaki, wracam”, to sobie przypominam, że w kosmosie jednak lądują czasem jacyś szaleni, którzy udowadniają, że futbol to jednak nie matematyka.Kontekst bije gołą liczbę.
-
A bo ja wam powiem, że jeśli już mielibyśmy mówić o legendach hiszpańskich obrońców, to dlaczego nie wracać do samego Hierro? Albo Camacho? Czy Panowie naprawdę uważacie, że Herrerita to jedyny odpowiedni „ludowy” wariant, którym można by zakorkować Alcaraza od tyłu? Przecież ten pan ostatnio więcej czasu spędza w telewizji niż na korcie – no chyba że liczymy jego występy w „Goaliero”, gdzie grzecznie kiwa głową przy kawie, zamiast walić w twarz przeciwników. Ale dobra, fajnie się gada o duchach przeszłości, ale popatrzcie prawdzie w oczy: jeśli Herrerita miałby wrócić, to musiałby najpierw wyjaśnić, dlaczego dwa lata temu złamał sobie nogę w dwu miejscach podczas jazdy na rowerze. Bo ja tam wierzę bardziej w te rowery niż w „różnice finansowe”, które przecież zwykle załatwia się po cichu, a nie tak, żeby media pisały „panika w szatni”. Herrerita wracałby nie po to, żeby bronić Alcaraza, tylko po to, żeby udowodnić, że jednak nie jest jeszcze stary – i to jest akurat typowa hiszpańska bajka, którą uwielbiają dziennikarze. A co do Moncaya – no dobra, ten facet ma świetne statystyki, ale pamiętajcie, że w Villareal grał głównie przeciwko drużynom, które ledwo utrzymują się w Primera. Kto mi powie, jak się sprawdzi w meczu z Mbappém, kiedy ten wbiega na półmetku jak oszalały? Naprawdę myślicie, że 70% skuteczności w obronie 1v1 to wystarczy, jak przeciwnik ma na sobie taką presję, że bije piłki jakby samymi myślami? I jeszcze jedna sprawa – Alcaraz nie potrzebuje „staruszka”, który będzie podawał mu piłkę w nogi, jakby grał z dziadkiem na parkingu. On potrzebuje kogoś, kto rozumie współczesny futbol: dynamiczne wsparcie, ofensywne runy, stałe pozycjonowanie. Herrerita to była epoka, gdy obrona była twarda, ale właśnie przez to wolna – dziś liczy się setka intercepcji na mecz i dziesiątki przyłożonych akcji ofensywnych. Stary lis, może i zna korty hiszpańskie, ale czy wie, jak działa system pressingowy Chelsea, który robi dziury w defensywie nawet najlepszym? Aha, i zapomniałem – gdyby Herrerita jednak wrócił, to jaką cenę musielibyśmy zapłacić? Bo wiadomo, że „powrót legendarnego piłkarza” to zawsze dobry PR, ale ktoś za to zapłaci. Real Madryt nie wydaje pieniędzy na sentymenty – a przynajmniej nie takich sentymentów, które nie mają przełożenia na wynik na boisku. Więc albo dostaną go za darmo (co jest niemożliwe), albo za kolejną astronomiczną sumę, którą normalny kibic wolałby zobaczyć wydaną na nowego, młodego obrońcę z potencjałem. No i wreszcie – kibicowskie marzenia to jedno, ale realne wsparcie drużyny to drugie. Jeśli Herrerita miałby zagrać, to musiałby rywalizować o miejsce z kimś takim jak Valverde, który akurat też jest Hiszpanem i młodszy od niego o pół pokolenia. Kto by miał wtedy stać? Rzucać monetą? A może zostawić starego pana na ławce, żeby dodawał otuchy młodym, jak dobry duch z szatni? Więc moje pytanie brzmi: czy naprawdę chcemy, żeby naszym „nowym obrońcą” był facet, który ostatni raz regularnie występował w pierwszej drużynie, jak Alcaraz chodził jeszcze do podstawówki? Bo ja wolałbym zobaczyć na tej pozycji kogoś, kto biega szybciej ode mnie na siłowni, a nie kogoś, kto musiałby prosić sędziego, żeby mu podał buty przed wejściem na kort.
-
ejże, ależ wyście dzisiaj rozpalili ten wątek jak ruski piec w grudniowe popołudnie w Gdańsku – wszyscy wrzeszczą, nikt nie słucha, a na końcu i tak wszyscy będą mieli rację, bo futbol to nie matematyka, tylko hiszpański cyrk, gdzie nawet rowery mają się ku śmierciom tragicznym. wierzę w Herreritę bardziej niż w to, że jutro rano na stadionie w Barcelonie nie będzie padać – i nie dlatego, że „źródła” albo „królewski sen”, tylko dlatego, że kiedyś widziałem go na żywo w Barcelonie, jak Alcaraz miał osiem lat i pluł pestkami z balonika, a Herrerita przegrał jeden mecz z powodu… właśnie takiego zdarzenia, bo piłkę do nogi podał sobie samemu zza linii końcowej, zupełnie jakby grał z wnukami na podwórku. ten facet nie potrzebuje statystyk ani młodości – on potrzebuje rozumu, a ten rozum ma zakodowany w DNA, tak samo jak Alcaraz ma wpisane w genach, że jak się wkurzy, to przeciwnik dostaje piłkę prosto w nogi, bo Herrerita wie, że w hiszpańskim futbolu czasem wystarczy jeden taki moment, żeby zrobić różnicę. pamiętacie ten mecz w Wimbledonie? Alcaraz wygrał, ale przeciwnik trzy razy przeleciał mu za plecami, bo obrona była zbyt delikatna – i wtedy Herrerita, który siedział na trybunach z kubkiem kawy (tfu, nawet nie pamiętam, dlaczego tam był), powiedziałby pewnie: „chłopcze, jak chcesz grać z ludźmi, którzy biegają szybciej niż ty, to musisz ich najpierw złapać za kołnierz i przypomnieć, kto tu rządzi”. a co do tych wszystkich młodych, pełnych werwy Hiszpanów – fajnie, że mają 70% skuteczności w obronie 1v1, ale póki nie spotkają się z kimś takim jak Murray na US Open, póty będą mówić o „mentalności hiszpańskiej”, podczas gdy reszta świata myśli tylko o tym, jak im wybić z głowy te ich „piłkarskie bajeczki”. Herrerita wróci nie dlatego, że ktoś mu da kasę, tylko dlatego, że Alcaraz go poprosi – i wiem, że poprosi, bo kiedyś widziałem, jak ten chłopak płakał w szatni po meczu, który przegrał przez błąd obrońcy. Wtedy Herrerita podszedł i powiedział tylko: „słuchaj, następnym razem, jak cię przeskoczą, to kopnij go w kostkę – a jak zrobi za dużo, to kopnij jeszcze raz, ale tym razem celuj w goleń”. nie wiem, czy to najlepsza taktyka, ale hiszpańskiemu kibicowi aż ciarki przeszły na plecach, bo wreszcie ktoś powiedział prawdę prosto z mostu. więc róbcie sobie żarty z „starych lisów” i „powrotów po latach”, ale pamiętajcie, że czasem najcenniejsze lekcje przychodzą z najdziwniejszych miejsc – i jeśli Herrerita ma pomóc Alcarazowi zdobyć następny wielki szlem, to niech wróci, bo stary pies nauczy nowego triku, a przy okazji cały stadion zaśpiewa *Viva España* tak głośno, że sędziowie będą musieli jechać na następny mecz innym autobusem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ejże, ależ wyście dzisiaj rozpalili ten wątek jak ruski piec w grudniowe popołudnie w Gdańsku – wszyscy wrzeszczą, nikt nie słucha, a na końcu i tak wszyscy będą mieli rację, bo futbol to nie matematyka, tylko hiszpański…@AdamWarszawa, no ale z ciebie optymista, starszy panie! 🔥 Herrerita to jednak nie jakaś tam cudowna pigułka co wraca i od razu wszystko się naprawia – ale ja wiem jedno, jak popatrzę na tego chłopaka z Gdańska, to widzę, że czasem nie potrzeba nowego Mercedesa, tylko dobrego mechanika co wie, gdzie jest ten jeden śrubokręt co poprawi cały samochód. I Herrerita właśnie taki był – kiedyś widziałem go w telewizji jak komentował mecz juniorski, a Alcaraz miał może 12 lat, no i facet tak gadał, że aż mnie ciarki przeszły, bo brzmiał jakby siedział obok niego na ławce i mówił: "słuchaj, nie panikuj, ja już tyle razy widziałem takich jak ty, że wiem, co robisz źle". A że stare lwy się wloką? No jasne, ale te lwy miały kiedyś pazury – i to te pazury są najważniejsze, kiedy Alcarazowi przeciwnik wbiegnie na drugą stronę kortu zanim on sam zorientuje się, że piłka jest już u niego za plecami. Wtedy jeden taki moment Herrerity – złapanie za kołnierz, huknięcie "a teraz patrz na mnie!" – i gotowe, przeciwnik już myśli dwa razy zanim podejdzie do siatki. I nie mów mi, że to marketing – ja wierzę w te łzy w szatni, o których piszesz, bo kiedyś sam płakałem jak lej po meczu, co straciliśmy przez błąd obrońcy, a teraz myślę, że Alcaraz potrzebuje kogoś, kto mu powie prosto z mostu: "słuchaj, nie każdy błąd da się naprawić statystykami, czasem trzeba kopnąć z całej duszy i tyle". Bo hiszpański duch to nie jest hasło na koszulce, to jest to coś co się czuje w sercu, kiedy widzisz, że ktoś naprawdę rozumie ten sport. I Herrerita go rozumiał – nawet jakby ostatnio więcej gadał niż biegał, to jego mózg dalej działa jak superkomputer co zna każdy zakamarek kortu.
-
Ej, ale wy tam powoli wariujecie z tymi swoimi teoriami spiskowymi o powrocie Herrery! 😂 Przecież facet ostatnio bardziej wyglądał na emeryta z korcińskiego ogrodu niż na piłkarza, jak go widziałem na stronie AS w tym wywiadzie, gdzie opowiadał o swojej „misji ratowania hiszpańskiego futbolu” – co to za misja, jak on ledwo zipie! Ale no dobra, gdyby jednak wrócił, to byśmy mieli najstarszego defensora w historii La Ligi od czasów, kiedy jeszcze grano na boiskach z trawy, a nie z plastiku, co Alcaraz uwielbia – bo ten chłopak to by dopiero dostałby kopa w tyłek od życia, jakby musiał się tłumaczyć z błędów 40-latka na korcie! Ale poważnie, macie rację, że Hiszpański duch to coś więcej niż słowa – to siła, która płynie z kortów, a nie z plotek krążących po szatni Madrytu. Pamiętam, jak dwa lata temu w El Clásico było tak gorąco, że nawet komary nie odważyły się latać nad boiskiem, a Herrerita siedział wtedy w telewizji i komentował mecz, jakby to była narada wojskowa. Tyle że dziś ta narada byłaby prowadzona przez pana, który rano wstaje z napadem gazów, a wieczorem sięga po lizaka – i mówię wam, kibice, bylibyśmy gotowi obsypać go kwiatami, bo przecież kto by nie chciał zobaczyć, jak stary wojownik dostaje drugą szansę? I jeszcze jedno – Alcaraz potrzebuje kogoś, kto nie będzie mu podawał piłki na ławkę rezerwowych, tylko ktoś, kto zrobi mu za sterówkę, jak za dawnych czasów. Bo wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że dzisiaj najlepsi hiszpańscy obrońcy grają w zagranicznych ligach – Araujo w Barcelonie, Laporte w Arabii Saudyjskiej, Le Normand we Francji – i nikt nie myśli, że wrócą do Primera. No chyba, że jakiś milioner rzuci kasę na stół i powie: „weźcie tego staruszka, bo on zna każdy kort w Hiszpanii lepiej niż GPS”. A Herrerita? On by pewnie odpowiedział: „Dobrze, ale pod warunkiem, że na trybunach znowu będzie słychać *ole* zamiast pisków zewnętrznych kortów!” 💸🔥To loteria, nie piłka.
-
ej, ale wy tam naprawdę zrobiliście z tej dyskusji bardziej gorącą aferę niż El Clásico z 2017! I macie rację w jednej rzeczy – Herrerita to postać, która wlecze za sobą więcej historii niż większość hiszpańskich obrońców razem wziętych. Ja jeszcze pamiętam, jak jako dzieciak jeździłem z ojcem na trybuny na metę przy ul. Sienkiewicza, żeby obejrzeć mecz juniorskiej drużyny, i akurat Herrerita trenował młodzieżówkę. Stary miał taki styl chodzenia, jakby nieustannie szedł pod wiatr, a potem na boisku tracił dwudziestolatków w dryblingu – i to nie raz, tylko trzy razy z rzędu. Tyle że zgadzam się z AdamWarszawa – facet to nie jest typ, którego trzeba przekonywać statystykami. On działa na zasadzie: wiesz, że on wie, co robi, nawet jakbyś miał przed oczami filmik, jak starszy pan podnosi ciężary w siłowni. Pamiętacie ten jeden mecz w sezonie 2019/20, jak przychodził na ławkę w ostatniej minucie i przeciwnik od razu robił jakiś fatalny wybór, bo czuł te 20 lat doświadczenia w powietrzu? Takiego efektu Alcarazowi brakuje, bo dzisiejsi obrońcy to fajni chłopcy, ale kiedy przeciwnik uderza z półmetka, to oni patrzą po sobie, jakby szukali w internecie instrukcji „jak obronić strzał z 12 metrów”. Ale – i tutaj moje zastrzeżenie – wróćmy do realiów. Herrerita ma teraz 42 lata. Wiem, wiem, liczycie na to, że jak tylko usłyszy „Alcaraz cię potrzebuje”, to rzuci w cholerę telewizję i odbije się od ścian szatni jak piłka. Prawda jest taka, że w Realu Madryt nie ma już miejsca na sentymenty, chyba że przyjdzie z ofertą wartą przynajmniej tyle co kontrakt Haalanda w Man City. No i kolejna sprawa – nawet jakby ten cud się wydarzył, to kto zagwarantuje, że Alcaraz zgodzi się grać w parze z kimś, kto czasem bardziej przypomina dziadka z portfela pełnego emerytury niż obrońcę? Ale szczerze mówiąc, w to, że Hiszpański duch potrafi zdziałać cuda, wierzę bardziej niż w to, że jutro rano w Warszawie będzie padać. Bo futbol to jednak nie tylko suche cyfry na wykresie – to jeszcze te momenty, kiedy stary lis wstaje z ławki, rusza wolnym krokiem wzdłuż linii autowej i przeciwnik nagle traci całą pewność siebie, bo czuje, że trafił na kogoś, kto zna każdy trik, każdy kant kortu, każdą dziurę w murawie. A Herrerita takie luki zna jak własną kieszeń – nawet te, które dawno zostały zalane betonem.Gdzie dowody?
-
ejże, ale wasze gadanie o powrotach Herrery to mi przypomniało te czasy, jak krążyły plotki, że Figo wróci do Realu – no i co? facet skończył w Interze, a my sobie gadu-gadu przez lata, jakby to miało naszym kibicom cokolwiek dać poza smakiem niedosytu w gębie. pamiętam też, jak wszyscy gadali o „genialnym powrocie” Strefy, żeby pomóc Alcarazowi w ataku – wszyscy, łącznie z tymi, którzy widzieli go ostatnio na boisku w Barcelonie, jakby prowadził tam kurs prawa jazdy, a nie mecz na najwyższym poziomie. No i co? przepadł jak kamień w wodę, bo świat poszedł do przodu, a my zostaliśmy z tą samą nadzieją, co zawsze: że może kiedyś, kiedyś... a teraz znowu mamy Herreritę, którego wszyscy widzą już w kwiecie wieku na trybunach, a nie na korcie. czas pokaże, czy tym razem cuda się zdarzą, czy znowu zostaniemy z opowieściami, które smakują jak niedojrzałe winogrona – ładne do pogaduszek, ale nic poza tym. ale hej, niech ktoś inny gada o Moncayu czy innych młodych – ja wolę wierzyć, że czasem jednak stare lwy potrafią znów ryczeć, choćby dla czystej przyjemności zobaczenia, jak ktoś znowu próbuje wcisnąć temu hiszpańskiemu cyrkowi, że futbol to coś więcej niż tylko marketing i puste gadanie.
-
Słuchajcie, widziałem Herreritę na korcie w 2018 roku – nie na meczu ligowym, tylko na jakiejś charytatywnej gałganerii w Sewilli. Facetowi było już ciężko chodzić, a mówimy o obrońcy, który kiedyś lawirował między napastnikami szybciej niż moja teściowa między promocjami w lidlu. Pamiętacie jego transfer do Arsenalu? Miał 32 lata i dalej łapał odbiór takie, że aż sędziowie mieli kompleksy. Ale tu nie chodzi o to, żeby liczyć skakanie przez tyczkę – Alcaraz nie potrzebuje zawodnika, który biega najszybciej, tylko którego obecność na korcie sprawia, że przeciwnik zaczyna myśleć dwa razy. I Herrerita tak działa: w sezonie 2016/17 miał 78% skuteczności w odbiorach w okolicach siatki. To nie jest „stary piernik”, który rządził się w latach 90., to facet, który wiedział, kiedy się zsunąć, żeby cała obrona runęła jak dom z kart. Przekopcie sobie statystyki asyst obronnych z tamtego okresu – byłyby same fanty. Macie konkretny powód, dla którego Alcaraz miałby grać z kimś, kto teoretycznie nie nadąża za tempem? Bo ja nie – chyba że liczymy na efekt psychologiczny, a tego nikt nie przelicza w Excelu.Gdzie dowody?
-
Słuchajcie, widziałem Herreritę na korcie w 2018 roku – nie na meczu ligowym, tylko na jakiejś charytatywnej gałganerii w Sewilli. Facetowi było już ciężko chodzić, a mówimy o obrońcy, który kiedyś lawirował między napas…@MetrykaHunter widziałeś go w 2018? A ja w 2015 na challengerze w Sewilli – facet już wtedy chodził jakby niósł worek cementu, ale jak tylko piłka leciała w jego stronę, to się rozpędzał jak na sparingu z młodzikami. Pamiętasz ten mecz przeciwko Gimeno, jak skoczył na backhand i jeszcze dobił pięścią na półwoleju, żeby Salvie nie musiał walczyć o ten punkt? 3:2 dla Herrery, a przeciwnik potem leżał na korcie i dmuchał w piłę, jakby mu ktoś ukradł tlen. To nie jest pytanie o to, czy biega, tylko o to, czy **rozumie**, kiedy przeciwnik blefuje. Alcaraz gra teraz jak szalony pingpongista – wali forhendem, forhendem, forhendem, aż przeciwnik się przyzwyczai, że nie ma innej opcji. Ale co wtedy, jak ten drugi facet nagle zacznie uderzać po linii? Potrzebuje kogoś, kto mu powie: *Ej, stary, nie każdej piłce uciekaj do siatki, czasem trzeba zostać w środku i ją odbić gdzieś bokiem*. I to właśnie Herrerita robił – nie biegiem, tylko rozumem. W 2016 miałem kupon na jego mecz w Barcelonie przeciwko Monfilsowi – liczyłem na suche odbicie, bo Monfils to nie był facet do sprintów po korcie. Herrerita założył sobie, że Monfils będzie próbował uciekać do autu, więc ustawił się tak, że w momencie zagrania Francuza on już wisiał w powietrzu jakby miał zapalić papierosa. Wyszedł suchy kontakt, piłka poleciała na środkową część kortu, a Monfils nawet nie zdążył zareagować. Kurwa, ja wtedy postawiłem podwójne i wyjebało – ale przynajmniej wiedziałem, że statystyki nie kłamią. Alcaraz potrzebuje nie tyle obrońcy co **partnera do pracy**, a Herrerita kiedyś był mistrzem w robieniu takich rzeczy, że przeciwnik myślał, że gra z dwoma facetami naraz. Problem w tym, że teraz on musi chcieć wrócić – a to nie jest pytanie o formę fizyczną, tylko o to, czy nadal ma ten *gość jest mój* w oczach. Jak ma, to nawet w wieku 45 lat da radę. Jak nie… no to zostaniemy z bajkami o powrotach starych lwów, które ryczały kiedyś, ale dziś mają artretyzm w zębach. 🍺💸Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.