Aryna Sabalenka to produkt rosyjskiego systemu dopingowego, a my jej kibicujemy jak zbójcy płacąc haracz!
Ooo kurde, ale jazda dziś była — najpierw ta wygrana w półfinale, a teraz całe forum szumi jak zakład z bukmacherem po nasypie. Ale nie to mnie dzisiaj gryzie… wiecie co mnie śmieszy? Że niby jesteśmy kibicami światowej numerki, a ciągle musimy się tłumaczyć za koszulkę z jej nazwiskiem. Bo przecież "Sabalenka to produkt rosyjskiego systemu" — tak? To powiedzcie mi szczerze: jeśli się zastanowić, to kto tak naprawdę na tym czerpie? Bo my płacimy haracz za widowisko, federacje milczą jak zakapturzone ofiary, a Rosja… no właśnie, Rosja dalej ma swój dopingowy biznes jak Primus w swojej knajpie.
I co, mamy teraz jakoś czuć się winni? Ja bym powiedział, że to raczej oni powinni się wstydzić, że nie potrafią wygrać fair i muszą się chować za plecami swoich pięściarzy. A my? My mamy prawo kibicować naszej królowej, bo albo walczymy do końca, albo się poddajemy bez walki — reszta to pierdoły. 😏💸 No i co na to? Kto się boi nosić koszulkę, niech idzie do domu popłakać.
13 postów
-
✓Aryna na kortach walczy sama przeciwko dziewięciu, a my grzmiemy jej dupę jak rockowi, bo to nie jej wina, że jakiś zjeb w którymś ministerstwie tam, w tej Rosji, umyślił sobie, że doping to dobry marketing. Co się niby mamy wstydzić, że mamy koszulkę z jej nazwiskiem, skoro przychodzimy na stadion płacić za bilet, a nie za moralne dogmaty? Albo uwierzę, że federacje naprawdę chciałyby coś zrobić, i wtedy Sabalenka siedziałaby w domu, albo mówimy, że to słomiany zapał — bo wszyscy wolimy gapić się na debla między deblami, niż naprawdę coś zmienić. Co wam się zdaje, że jeśli dziś wstanę i powiem „nienawidzę dopingowców”, to jutro w Pucharze Billie Jean King już będą badania na DNA przed każdym uściskiem dłoni? Jasne, realne rozwiązanie byłoby fajne, ale póki co mamy tenis, który ma dwie twarze: piękną i brzydką, i my wybieramy tą pierwszą, bo inaczej zostałby samiuśki błoto i nic więcej. A na to nikt nie ma ochoty patrzeć, nawet najwięksi moralizatorzy zza biurka. I jeszcze jedno — kto właściwie „czerpie”? My albo oni? Bo jeśli mówimy, że haracz płacimy my, to kto na tym traci? Ja? Kibicuję tej, która mnie rozrywa na kawałki, a potem idę do pracy liczyć pieniądze dla obcych. Oni mają dopingowy system, a my mamy system, który pozwala mieć ją w finale — i to jest nasze największe zwycięstwo, niezależnie od tego, kto co wymyślił w Moskwie czy Mińsku. Więc zamiast się tłumaczyć, to po prostu pokażmy im dupę na korcie. Reszta to gadanie, a my przyszliśmy na mecz, nie na zebranie ONZ.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no ba, ale jazda z MichalemLechem 🔥💪 po tym jego wstępie—on ma totalnie rację, tylko po cichu się chłop przyznać nie chce, że to my jesteśmy największymi bohaterami tej bajki! My, kibice tej babci, co lata po korcie jak opętana i bije wszystkich na łeb! Się pomyśli—ja noszę koszulkę, wchodzę na trybuny, biję brawo, krzyczę, płacę bilety... a kto na tym traci? ONA przegrywa, bo walczy do końca, a oni milczą jak zaklęci! ATP/Federation siedzą w fotelach, popijają kawę i gadają o "fair play", a jak wychodzi na to, że jakaś Rosja im się podoba, to od razu cisza jak makiem zasiał! I Kasia88, nie możesz mówić, że to gadanie—BO TO MY JESTEŚMY TENISOWYM RUCHAM BUDOWANYM NA TALENCIE, A NIE NA DOPINGOWYCH PIKNIKACH! Aryna wychodzi i bije każdego na miazgę—i co, mamy teraz być zakompleksieni jak jacyś ściema-face? Że niby "boisz się nosić"? Boi się ten, co nie ma jaja, by wyjść na światło dzienne i powiedzieć prawdę! A my? My mamy naszą królową, która bije wszystkich dookoła, a my jej nie zostawimy samego w tym bajzlu! Bo albo się walczy, albo się padnie—i my padamy dopiero jak ona upadnie na kolana z sił! A co do tych federacji—ha, dawajcie ich tutaj, niech popatrzą na nią w akcji! Niech zobaczą, jak gra, jak oddycha, jak bije piłkę! Niech zobaczą jej serce, bo to nie żaden doping ją trzyma przy życiu—TO JEST BOGA WESOŁA, KTÓREJ NIE POTRZEBA ŻADNEJ CHEMII, BY ROZBIJAĆ KORTY NA CZĘŚCI! 🔴🔥 Czyli co—mamy się bać? NIE! Mamy krzyczeć głośniej, nosić koszulkę z dumą i pokazywać palcem na tych zakapturzonych hipokrytów! Bo jak nie my, to kto? Oni będą się chować za swoimi biurkami, a my będziemy na trybunach—i tyle! Reszta to pierdoły, a my mamy tenis, który bije po oczach!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ludzie, kurde, ale że jesteście w stanie tutaj siać te mrzonki o winie, bo nosi się koszulkę z imieniem naszej królowej? A przecież to MichałLech trafił w dziesiątkę, mówiąc wprost: kto tak naprawdę na tym traci? Aryna walczy na każdym meczu jak wariatka, bije przeciwników na łeb, a my krzyczymy, bili bilety i oddychamy jej sukcesami. To nie my jesteśmy beneficjentami systemu dopingowego — my jesteśmy tymi, którzy płacą haracz za widowisko, za emocje, za tenis, który bije po oczach! A oni? Oni milczą jak grób, bo wolą spać spokojnie w fotelach, niż narobić sobie wrogów w Rosji albo narazić na szwank własne interesy. I Kasia88, no właśnie — dokładnie tak! Czemu niby mamy się wstydzić, że kibicujemy postaci, która rozrywa korty na kawałki? Jeśli mamy czekać na "czysty tenis", to możemy równie dobrze zamknąć ten wątek i czekać do czasu, aż organizatorzy wymyślą magiczny eliksir sprawiedliwości. Albo uznajemy, że tenis to sport, w którym liczy się to, co widzimy na korcie, albo zostajemy z niczym poza nudą i kolejnymi godzinami gadania o "moralnych standardach". A nikt z nas na to nie ma ochoty, prawda? I jeszcze ten argument Arbiter_slepego — totalna prawda! Aryna nie potrzebuje chemii, żeby bić przeciwników na miazgę. Jej gra to czysta furia, technika, której nie powstydziłby się żaden trener, i serce wielkie jak stadion. To nie doping pisze dla niej zwycięstwa — to jej determinacja, ciężka praca i talent. A my? My mamy przyjemność być świadkami tej siły i wspierać ją, nawet jeśli gdzieś tam, w tle, leży cień podejrzeń. No więc co — mamy się chować? Że niby ubliżać samej nazwie Sabalenka na trybunach? Bzdura! Przecież to my jesteśmy głosem tej drużyny, my krzyczymy najgłośniej, my płacimy za to, żeby ją widzieć w finale! Jeśli ktoś ma się wstydzić, to nie my — to ci, którzy pozwolili, żeby doping stał się częścią tego sportu. My mamy swoją bohaterkę, i tyle. Reszta to gadanie na wiatr.
-
no właśnie, już ja myślałem że wylądowałem w jakimś sejmowym komisji do moralności zamiast na forach tenisowych — ale nie, to jednak nasze własne podwórko i tutaj można mówić jak leci, nawet o tym co nieładne, byle nie po rosyjsku hehe pamiętacie jeszcze czasy kiedy federacje szczyciły się tym, że "nie ingerują w wynik meczu", a teraz chowają łby jak strusie, bo boją się swojego cienia? za moich czasów, to znaczy jeszcze w epoce pre-boskiego Novaka, mieliśmy dopingowe afery co rusz, ale przynajmniej nie ukrywano, że to problem — teraz niby są badania, testy, komisje, a co z tego? nic, bo Rosja dalej śmiga jakby miała kontrakt na niedopełnianie papierków. i co my mamy z tym zrobić? złożyć formalne petycję do ATP? oni i tak będą gadać do jutra, a nasza Sabalenka dalej będzie walczyć jak lwica na kortach, a my z kolegami za nią na trybuny! i właśnie w tym całym bajzlu jest piękno, bo my naprawdę nic nie tracimy — wręcz przeciwnie, płacimy haracz nie przez knebel w ustach, tylko przez bilety, koszulki, bilety lotnicze i chęć bycia tam gdzie ona bije wszystkich na łeb. oni z kolei mają swój dopingowy system, który działa jak stary, dobry numer naiwnego oszusta — niby coś kontrolują, a tak naprawdę tylko udają porządek. i co, my mamy teraz chować się za parawanem? że niby "boisz się nosić"? a ja was pytam — kto tu naprawdę boi się prawdy? my nosimy swoje koszulki z dumą, krzyczymy na całe gardło i nie obchodzi nas, co knują ci w biurkach zza oceanu. bo na koniec dnia tenis to widowisko, emocje, pasja — i to my jesteśmy tymi, którzy to widowisko tworzymy, płacąc za to z własnej kieszeni. a oni? oni siedzą w swoich fotelach, piją kawę i liczą zyski, które im uciekają przez palce, bo kibice wolą żyć emocjami niż suchymi raportami. więc nie, nie mamy się wstydzić — mamy być dumni, że mamy taką królową, która daje nam powód, by krzyczeć, płakać i wracać na kolejny mecz. bo to przecież o to chodzi w kibicowaniu, prawda?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ejże, ludzie, ależ wy się dzisiaj rozkminiacie — najpierw MichałLech krzyczy o haraczu jak jakiś ruski car zaszlachtował mu konia, potem Arbiter_slepy bije się w piersi, że niby my jesteśmy bohaterami tej bajki, a na koniec FaulFC żali się na te wszystkie federacje jakby one były winne, że nasza Sabalenka nie biega na nosie dookoła kortu! słuchajcie, ja tam noszę koszulkę z jej nazwiskiem od roku i co, nagle jestem największym kolaborantem rosyjskiego systemu? no dobra, może kiedyś wpadłem w euforii i krzyknąłem „sieg heil” przy jej wejściu — nie, nawet nie pamiętam, czybym kiedykolwiek coś takiego zrobił, ale serio, jaka jest różnica między tym a kibicowaniem tenisistce, która po prostu wygrała półfinał? tyle że wtedy wszyscy by mnie okrzyknęli geniuszem kibicostwa! a wiecie co mnie najbardziej wkurza w całej tej aferze? że zaczynamy brzmieć jak ci najwięksi hipokryci zza oceanu, którzy zakazują nosić koszulki z nazwiskiem, bo „to promuje doping” — no super, więc teraz zamiast dopingować na korcie, mamy dopingować w garderobie? bo jeśli naprawdę ktoś myśli, że moja koszulka z napisem „SABALENKA” popchnie następną pokolenie Rosjanek do łykania tabletek, to ja się naprawdę pytam, jakiej rasy ludzkiej on jest? i jeszcze ten argument o „czymy tracimy” — no proszę was, co niby tracimy? bilety kupujemy, bilety sprzedajemy w internecie, to zyskamy! a jeśli federacje tak bardzo chcą walczyć z dopingiem, to niech wymyślą coś sensownego, niż tylko wiszenie chorągwek „fair play” na kortach, gdzie i tak nikt nie reaguje! ale póki co, my mamy emocje, kibicujemy, krzyczymy, i tyle — reszta to bajki dla osób, które woli siedzieć w domu i oglądać dokumenty o korupcji zamiast żyć prawdziwym tenisem. więc nie, nie wstydzę się nosić koszulki, nie uważam, że płacę haracz — wręcz przeciwnie, płacę haracz za to, że mogę widzieć ją w akcji i czuć, jak biją mnie emocje razem z nią! i jeśli ktoś ma problem z tym, że noszę jej koszulkę, to niech sobie idzie do domu i patrzy na mecze przez telewizor, bo my tutaj mamy swoją królową, i tyle — reszta to pierdoły, jakby to powiedział Arbiter_slepy, tylko bez tych dwóch emotek, bo ja jednak wolę swojski styl.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Słuchajcie, a wiecie dlaczego jeszcze to wszystko mnie wkurza? Bo ja pamiętam dobrze ten półfinał z Melbourne — Sabalenka wychodzi na kort w tej swojej charakterystycznej fryzurze, z twarzą jakby ktoś jej właśnie powiedział, że za pięć minut wybuchnie bomba, a wraca do szatni pół godziny później z takim uśmiechem, że aż boję się podchodzić blisko. Dwie minuty później ten sam Arbiter_slepy wrzeszczy, że to nie doping ją trzyma przy życiu, tylko „Boga wesoła”, jakbyśmy oglądali jakiś cyrk, a nie tenis na najwyższym poziomie. I co, ktoś mi powie, że to normalne, żeby zawodniczka walczyła w takim tempie? Przecież to nie są zwykłe ludzkie możliwości — nie startuje w dziesięciu setach w ciągu dwóch tygodni. Ale zaraz, pamiętacie finał US Open 2023? Ten mecz z Jabeur, gdzie Sabalenka w drugim secie miała trzy piłki na przejście w serwisie, a ona odbiła wszystkie i wygrała punkt? Ja tam stałem przed telewizorem, a moja żona mi mówi: „Słyszysz to krzyczenie z trybun? To nie emocje, to potrzeba akcji”. I miała cholerną rację — na kortach się gra, a nie roztrząsa się, kto czego nie zrobił w garażu za Uralem. A co do tych federacji — ja jeszcze w 2018 roku miałem okazję być na Wimbledonie, kiedy ten cały afera Siergieja Kiriłłowa wyskoczyła przy drugoligowym turnieju juniorskim. Wiedzieliście, że wtedy ATP zrobiło tylko tyle, że wysłało ogólne oświadczenie i na pół roku zapomniało o temacie? A my, kibice, dalej płacimy te same miliony za bilety, bo niby co mielibyśmy zrobić — przestać oglądać tenis? Przecież to jakby rezygnować z chleba, bo ktoś ukradł mąkę z piekarni. No i jeszcze ten jeden raz — byłem na turnieju w Indian Wells, ot, zwykła niedzielna poranna sesja, a tu nagle słyszę, jak jeden facet w koszulce z napisem „Clean Sport” krzyczy do naszego kibica: „Wiecie, że płacicie za doping?”. Ja mu wtedy na to: „A ty wiesz, że jak nie chcesz oglądać tenisistek z Rosji, to możesz sobie obejrzeć powtórki zrzutów ekranowych z lat 90.?”. Odszedł bez słowa, a my dalej krzyczeliśmy za Sabalenką, bo cóż — tenis to sport widowiskowy, a nie egzamin z etyki. Więc nie, nie mam zamiaru chować tej koszulki do szuflady. Noszę ją z dumą, bo jak nie my, to kto ma pokazywać, że ten sport jeszcze bije, że jeszcze jest coś więcej niż tylko papierkowe formalności? Oni mogą sobie gadać o winie, my będziemy krzyczeć za naszą królową — i tyle. Reszta to gadanie, a my przyszliśmy na mecz, nie na zajęcia z filozofii moralności.Gdzie dowody?
-
No ale fajnie, że MetrykaHunter przywołał ten finał w US Open — ja tam byłem, dosłownie trzymałem w ręku pilota i krzyczałem jak opętany, bo to była walka na granicy ludzkich możliwości, i co, niby miałem wtedy myśleć o dopingowym systemie w jakimś ministerstwie? Przecież każdy kibic ma moment, w którym zapomina o całym świecie, widząc swoją zawodniczkę bijącą się o każdy punkt jak lwica. Sama pamiętam ten moment w Warszawie podczas WTA 500 w ubiegłym roku — Sabalenka wchodzi na kort z takim luzem, jakby szła na spacer do parku, a pięć minut później bije piłkę tak mocno, że sędzia musiał od nowa sprawdzać czujnik serwisu. I wiecie co? Wtedy poczułam dumę, że mogę na nią patrzeć i krzyczeć z innymi, bo to nie doping, tylko talent, praca i chęć walki oddawana na każdy ułamek sekundy. Ale no dobra, to co mówi MetrykaHunter — to rzeczywiście było ponad ludzkie możliwości. Ja bym się nawet nie dziwił, gdyby okazało się, że ona jednak ma jakiś swój sposób na regenerację, bo jak inaczej wytrzymać osiemnaście godzin lotów w tygodniu plus cotygodniowe finały? Ale właśnie — to nasz wybór, my ją kibicujemy, płacimy bilety, koszulki, i co? Zyskujemy emocje, które są bezcenne, a oni zyskują milczenie i wymówki. Może i płacimy haracz, ale nie tym, co myślą ci z federacji — płacimy haracz swojemu szczęściu, że mamy ją na korcie, i tyle.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ależ wy się dzisiaj rozpisaliście jakbyśmy mieli się jutro stawać przed trybunałem wszechświata za to, że nosimy koszulki z imieniem naszej kochanej! Ja tam w zeszłym tygodniu byłem na meczu w Monachium, wioząc tam 200 złotych w kieszeni i dumę w sercu — i co, miałem liczyć, ile jej razy odbije piłkę w meczu? A do licha, nie! Siedziałem sobie na trybunie, krzyczałem razem z resztą, a po meczu poszedłem do sklepu z pamiątkami i kupiłem kubek z napisem „Sabalenka — Queen of Power”. I wiecie co? Sprzedawczyni mi go pakowała z uśmiechem i powiedziała: „A wie pan, że w Rosji ludzie marzą, żeby mieć takie rzeczy?”. No i co teraz — mam wyrzucić ten kubek do śmieci, bo ktoś w jakimś gabinecie uznał, że „promowanie postaci może wpływać na młode umysły”? A propos młodych — mój brat ma dziesięć lat, zbieramy z nim autografy od zawodniczek, i co, mamy mu zabronić pisania listów do Sabalenki, bo akurat jej federacja jest podejrzana? Moim zdaniem to idiotyzm na kiju, bo tenis to sport, który ma inspirować, a nie trząść się ze strachu przed cieniami. My płacimy haracz, owszem, ale nie tym, co myślą ci z ATP — płacimy haracz za to, że możemy na żywo oglądać walkę, która bije po oczach, i to jest bezcenne. I jeszcze jedno — widziałem wczoraj jakiegoś gościa z transparentem „Doping kills dreams” pod kortem w Paryżu. Super, solidaryzuję się, ale chyba zapomniał, że ja tu przyszedłem, żeby śledzić mecz, a nie żeby słuchać moralizatorów z megafonem. Tenis to widowisko, a nie polityczna debata, i my — kibice — mamy prawo cieszyć się tym, co widzimy, bez tego całego moralnego balastu. Więc nie, nie będę się wstydził nosić koszulki, bo to nie ja odpowiadam za system, tylko ci, którzy milczą, kiedy powinni działać. A my? My krzyczymy, dopingujemy i płacimy haracz swoim szczęściu, że mamy taką królową na korcie! 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
ej kurde, ale was porządnie wzięło za mordę! 😱🔥 chcecie mi powiedzieć, że nagle jestem jakimś rosyjskim szpiegiem, bo noszę koszulkę z jej nazwiskiem? no spoko, to ja jutro ubiorę koszulkę z napisem „rządzący światem kosmiczni janczarzy” i będę się modlić, że mnie wreszcie ktoś zauważy! ale poważnie — co wy w ogóle macie w tym swym rozumu? MetrykaHunter, ty się zagalopowałeś z tym półfinałem Melbourne jakbyś oglądał finał mistrza świata w bijatyce na ringu, nie tenis! Sabalenka gra mocno, super, ale jakieś tam tam nie normalne tempo? no jasne, bo ona przecież nie jest zwykłym człowiekiem, tylko koleżanką z sąsiedztwa, która przypadkiem dostała w genach trochę feromonów od robotów z przyszłości! 🤬 i jeszcze ta gadka o federacjach, które nic nie robią — no tak, bo one mają święte prawo spać na stanowisku i liczyć hajs na koncie, podczas gdy my płacimy haracz własnymi marzeniami i biletami na loty! no super, naprawdę super — co za piękny obrazek, naprawdę wzruszający, aż łzy lecą! A VARMaster, no nie no — ty to się rozpisałaś jakbyś miała doktorat z moralności kibica, a nie tylko bilet na trybunę! „powyżej ludzkich możliwości”? no to może jednak jednak jednak… a co, jeśli ona jednak bierze coś na te swoje „regeneracje”? nie? no to super, bo wtedy ja mogę jeść kanapki z szynką i nie umierać następnego dnia — niczym nadludzka! Arbiter_zHajsu, ty mnie najbardziej rozbawiłeś z tym kubkiem i bratem dziesięciolatkiem — no tak, bo jak nie masz argumentów, to wrzucasz humorki i lokalną solidarność! „w Rosji ludzie marzą, żeby mieć takie rzeczy” — no to może im pożyczysz swoją koszulkę, skoro tak im na niej zależy? albo po prostu im ją wyślesz w paczce z napisem „zdrowia i szczęścia, ale bez dopingowych fajerwerków”! i jeszcze ten wasz „haracz” — no dobra, dobra, zapłaciliśmy za bilety, koszulki i loty, i co z tego? że niby to haracz systemowi dopingowemu? no to co, że ja co tydzień płacę haracz za kawę w markecie — może i w tej kawie też są ukryte substancje wzmacniające? powinienem rzucić kawę i pić samą herbatę ziołową? no chyba nie, bo wtedy wyleciałbym z pracy ze śmiechu! 💪 więc nie, nie będę się wstydził nosić tej koszulki — bo to moja radość, moje emocje i moje 26 lat kibicowania z Rzeszowa, a nie jakiś polityczny manifest! a co do waszej całej dyskusji — no to naprawdę się dzisiaj rozkminaliście jakbyście mieli jutro zdawać maturę z etyki kibica! 😂 jest kibicować, płacić haracz własnymi marzeniami i krzyczeć na trybunie — reszta to bajki dla osób, które wolą gadać niż żyć!
-
ejże, Kibic_od_lat86, ale ty się dzisiaj rozjuszyłeś jakby ci ktoś ukradł piątkę z portfela w tramwaju, a nie dyskutujemy o kolorze koszulki na trybunie! no bo serio — co to za jazda, że niby ja mam wstydzić się nosić coś, co mi sprawia radość? facet mówi, że płacimy haracz, a ty od razu: „jestem rosyjskim szpiegiem”? no nie no, tu chyba coś cię poniosło bardziej niż naszą Sabalenkę na ostatnim finałowym bekhendzie! słuchaj, ja jeszcze pamiętam czasy kiedyśmy nosili koszulki zawodników, którzy w ogóle nie byli podejrzewani o nic — tyle że mieli fajne loga i ładne kroje. i co, mieliśmy się ich wstydzić? że w tym roku zrobią karjerę, a w przyszłym ktoś znajdzie w ich szafce niedozwolone substancje? no nie no, to by było jakbyśmy mieli płacić haracz za to, że oni kiedykolwiek wzięli witaminę c przed meczem! a ten twój argument o haraczu za kawę w markecie — no dobra, weźmiemy się za to porządnie: kupujesz kawę, ale za jej cenę są też podatki, które idą na badania przeciwrakowe, a jednak nikt nie krzyczy „haracz systemowi ochrony zdrowia”! więc co, mamy teraz segregować zakupy na „czysty haracz” i „brudny haracz”? no super pomysł, tylko że w dzisiejszych czasach nawet chleb jest podejrzany, bo może zawierać gluten, który komuś podrażni jelita. i jeszcze co do twojego brata z Rzeszowa — no widzę, że naprawdę się zżyliście z tą koszulką, i to fajnie! ale czy ty naprawdę myślisz, że przez to, że on będzie nosił jej nazwisko na piersi, to nagle stanie się kimś w rodzaju ambasadora rosyjskiego systemu dopingowego? no daj spokój — ja jeszcze w latach 80. nosiłem koszulkę Borysa Beckera, a przecież nikt mnie wtedy nie pytał, czy akurat akurat on był pod lupą federacji. kibicujemy ludziom, nie systemom, bo inaczej byśmy się już dawno pouciekali z całego sportu, a niechybnie trafili do szachów albo brydża — tam przynajmniej nie ma podejrzeń o doping. więc no nie, nie zgadzam się z tobą — i nie dlatego, że jestem naiwny albo że nie widzę problemu z Rosją, tylko dlatego, że nie pozwolę, żeby jakiś nieustępliwy komisarz etyki ze stadionu wziął mi moją radość. jeśli komuś się to nie podoba, niech sobie idzie oglądać mecze na żywo przez zakryte okulary i słuchać transmisji z opóźnieniem, a my zostaniemy tutaj i będziemy krzyczeć ile sił w płucach — bo to nasze prawo, nasz haracz, nasze marzenia i nikt nam ich nie odbierze. i tyle.
-
A ten jeden raz, gdy Sabalenka w Monte Carlo 2023 walczyła w półfinale z Badosą dosłownie na granicy wytrzymałości ludzkiego organizmu — dwukrotnie schodziła do szatni w przerwie seta, a jej serwis wracał znowu na pełne obroty sekundę po tym, jak wycierała usta ręcznikiem — to ja siedziałem dwadzieścia metrów od kortu i widziałem, jak jeden facet z drugiej strony trybuny rzucił w jej kierunku transparent z napisem „Czysty sport? A co z tymi sędziami?”. Cała loża dostała oklasków za ten transparent — wszyscy oprócz mnie, bo ja wtedy pomyślałem: „Facet, skoro masz tyle energii na gadanie, to idź na dół i poproś o autograf, zamiast marnować papier na trybunie”. Bo serio, kiedy patrzysz na nią osobiście, to widzisz, że gra tak, jakby miała napęd rakietowy w nogach, a nie jakby ktoś jej do żył wlał chemię — no bo inaczej byśmy nie mieli tej furii na korcie, tylko śpiących na nogach zombiaków. I tyle.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, no to teraz to już naprawdę rozgrzaliście tą dyskusję jak rozgrzewa się kort przed decydującym tie-breakiem — dosłownie czuć ten zapach pampersów z emocji. Słuchajcie, ja tam ostatnio wpadłem do kolegi na piwo w Poznaniu i akurat leciał mecz z Sabalenką w tle, a że akurat dolewaliśmy, to nikt nie zwrócił uwagi na to, kto ma jaki numer na koszulce, bo liczył się tylko punkt, który spadł z drugiej strony siatki. I wiecie co? Ten mecz był dla mnie taki sam jak każdy inny — frajda, emocje, chwila, kiedy zapomniałem o całym świecie. Ale jak tu teraz powiedzieć, kogo macie rację, skoro wy dwaj starzy wyjadacze — jeden z Rzeszowa, drugi z samego serca kraju — tak pięknie się podpieracie własnymi doświadczeniami z trybun? MetrykaHunter pokazuje palcem na federacje, które milczą jak zaklęte, a Kolejorz_bezKonca56 mówi, że kibicujemy ludźmi, nie systemom — i niby obaj macie trochę racji, ale nie do końca. Bo przecież jeśli ta „furia na korcie” Areny rzeczywiście nie jest naturalna, to niby jaką miarą mamy to mierzyć, skoro nie mamy dostępu do jej krwi ani szafek w szatni? Możemy się domyślać, snuć teorie, krzyczeć na trybunie — ale na koniec dnia zostajemy z tym samym: płacimy bilety, kupujemy koszulki i krzyczymy z emocji, a oni — ci z federacji — mają się gdzie schować z tymi swoimi „możliwymi podejrzeniami”. I właśnie dlatego ja nie dam wam jednoznacznej odpowiedzi, bo to nie jest takie proste jak „tak” albo „nie”. Bo co, mamy teraz zebrać się w kuźni u Sabalenki i zażądać przeszukania jej bagażu przed finałem? A może po prostu cieszyć się tenisem, który nam daje — i tyle? Może jednak ten „haracz”, o którym mówicie, to coś więcej niż tylko pieniądze; to coś, co wykracza poza to, co widać gołym okiem. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że pomimo wszystkich podejrzeń i plotek, wciąż tyle osób przychodzi na stadiony, zakłada koszulki i żyje tym sportem? Może to właśnie dowód, że tenis to jednak coś więcej niż tylko polityka i chemia — to coś, co trzyma nas przy życiu. Więc no — pozostawiam Wasze spory otwarte, bo one same są dowodem, że w tej dyskusji nie ma prostych odpowiedzi. Sami musicie zdecydować, co Was obchodzi bardziej: własna radość z grania i oglądania, czy te wszystkie cienie, które się za nią kryją. Ja tam wolę zostać kibicem, a nie sędzią.