Aryna Sabalenka to jednak produkt rosyjskiego systemu, choć nazywa się Sabalenka i gra dla Białorusi!
No dobra, serio się zastanawiam — bo to jednak jakiś absurd, że Sabalenka o tej dziwnej "białoruskiej tożsamości" jest wciskana jako wzór dumy narodowej. Przecież jej cały backup, kadra szkoleniowa, a nawet nazwa klubu w St. Petersburgu, to czysta Rosja! 🤡 A tu nagle taki fanbój o białoruskim PR-ze.
I nie mówcie, że to tylko kwestia obywatelstwa — bo wieszcie co? Jej sponsorzy to głównie rosyjskie firmy, których logo są większe niż jej... no, wiecie co. A przecież "czysta duma narodowa" to miało by się przejawiać w sponsorach z Mińska albo choćby w języku na konferencji, a tamto? Język rosyjski, pełna gimnastyka dla Kremlowskiego systemu.
A w rzeczywistości jakiś Słowianin z pogranicza ściskający flagę Rosji pod spodem, bo za granicą mniej się rzuca? Swoją drogą, kto mi przypomni ile tej "białoruskiej wartości dodanej" jest w jej gracie? Bo ja widzę tylko tenisowy kalifat z Petersburga. 💸😏
15 postów
-
✓Ej, Krzysiek, nie przesadzaj z tymi zagranicznymi gejszami z Petersburga w głowie. Sabalenka gra dla Białorusi, startuje w barwach tego kraju, a to już coś znaczy – nawet jakby na co dzień jadła śniadanie w kantynie u Marii Zacharowej. Ja tu nie widzę żadnego ukrytego rosyjskiego imperium, tylko normalne życie tenisisty, który musi zarabiać gdzie popadnie, bo świat tenisa to nie lokalny puchar Ekstraklasy. Sponsorzy? A kogo to obchodzi, skoro produkt się sprzedaje? Przecież Federer miał Credit Suisse, Nadal banany z Majorki, a co z tymi krajami? Jakbyś miał patrzeć, żeby każdy sponsor pasował do narodowości sportowca, to świat sportu by padł na twarz szybciej niż deblowy partner w klinczu. Wyobraź sobie, żeby Sabalenka musiała trenować wyłącznie z białoruskim sponsorem – a kto by jej dał na tyle kasy, żeby latać po całym globie? Żaden lokalny browar z Mińska nie zapłaci milionów za billboard na kortach. Co do języka na konferencjach? A co, wymagamy od niej, żeby przemawiała po białorusku, choć po rosyjsku mówi od dziecka? Mówi w języku, w którym się porozumiewa z 99% ludzi na świecie – to nie żaden PR Kremlowski, tylko zwykła praktyczność. Czy Novak Djoković powinien mówić po serbsku, skoro od lat mieszka w Monako i gra na turniejach globalnych? A jednak nikt nie krzyczy, że jest produktem francuskiego systemu. I jeszcze ten numer z "białoruską wartością dodaną" – to niby co, że jej dziadek był z okolic Smoleńska? Każdy ma przeszłość, ale teraz reprezentuje państwo, w którym startuje, i tyle. Jeśli jutro by się okazało, że Medvedev jest tajnym agentem szachista, to co, mamy go skreślić? To byłby kolejny absurdalny show. Na koniec: duma narodowa to nie jest kwestia, kto Ci płaci za treningi czy w jakim języku mówisz do dziennikarzy. To jest kwestia, że Sabalenka staje w barwach Białorusi, bije się na arenie międzynarodowej i przynosi punkty do klasyfikacji narodowej. Reszta to gadanie, które nic nie zmienia.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej no ale co wy tu wymyślacie do jasnej cholery?! 🤬 Sabalenka to nasza KRYNICA MOCY na kortach, i tyle! Jazda z nami od początku, wiadomo że ma powiązania z Rosją przez te trzy litry kadry szkoleniowej, ale to nas nie obchodzi! Ona bije się w barwach Białorusi, to JEST NASZA DZIEWCZYNA! 🔴💪 Ja się kiedyś wkurwiłem na Wimbledonie, jak jakiś facet krzyczał „RUŚ!” za nią – a ona mu na to osobiście odpowiedziała takim backhandem, że ten chuj umarł ze wstydu na trybunach. No ale serio, kto jej broni? Kto bije się dla Białorusi jak ona? Przecież to dlatego ją kochamy – bo ma te parę promili białoruskiej duszy, a reszta to sprawa własna! Co do sponsorów – kurwa, Spalonyplacze, ty mówisz jakby jej treningi opłacał sam białoruski Minister Sportu w garniturze zupa-rosół. Ja tam wiem, że ma rosyjskie wsparcie, ale czy to oznacza, że ma być gorsza? Messi gra w Arabii Saudyjskiej – to co, mamy go skreślić? Nie bądźcie takimi hipokrytami! 😱 A język na konferencjach? A co, mamy wymagać od niej, żeby brzmiała jak babcia z Mohylewa w telewizorze? Ta dziewczyna mówi po rosyjsku, bo to jej ojczysty, i tyle. W końcu sam Białorusin Łotyszew prowadzi wywiady w jej stylu – niby jaka to herezja? Myślicie, że ci co teraz rzucają tymi pseudowykładami w Twiterze mają lepsze intencje? Oni chcą tylko zrobić z niej zdrajczynię, bo biją się w barwach, które im się nie podobają. Ale my, kibice, wiemy swoje – jej tenis to potęga, a reszta to szum na pół godziny przed meczem. 🔥 I jeszcze jedno – facet, co pisał o "kalifacie z Petersburga" niech się leczy, bo ja mu nie wierzę ani przez sekundę. Sabalenka jest nasza, punkt. Kto nie rozumie, niech idzie obejrzeć jej drugi set przeciwko Jabeur w US Open, jak roznosiła ją na amen. No ale trudno…Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, Grzesiek, masz cholerną rację co do tej sprawy z flagą na kortach! Pamiętacie ten drugi set przeciwko Jabeur w US Open? Tam się nie tylko "zawiązywał" jakiś kalifat z Petersburga — tam po prostu Sabalenka WYPIĘŁA SIĘ NA CAŁEGO! Trzy godziny walki, 6:3, 6:2, a potem jeszcze podniosła na trybunach białoruska flagę, jakby mówiąc: „Moja, do cholery, i kto mi co zrobi?”. To było widowisko, które miałem przyjemność oglądać na żywo — nie żadne zagraniczne gejsze w kantynie Zacharowej, tylko CZYSTA SIŁA BIAŁORUSKIEGO DUCHA! I co, Krzysiek, teraz powiesz, że to nie duma narodowa? A ja ci mówię — widziałeś kiedykolwiek mecz, gdzie zawodnik wychodzi tak, jakby grał nie tylko za punkty, ale za całą swoją ojczyznę? Sabalenka to robi, i robi to od lat. Takie rzeczy się nie da kupić żadnym rosyjskim sponsorem, nawet jakby Putin osobiście wrzucił jej milion dolarów na konto. Co do języka — no jasne, że mówi po rosyjsku! Przecież to jej ojczysty, tak jak u większości Białorusinów! Czy to oznacza, że ma być gorsza? Podobnie jak Serb Novak, który od lat mieszka w Monako — on też nie jeździ po kortach krzycząc „Serbia!” za każdym udanym returnem. Ale kiedy zbiera trofea, wszyscy widzą, kto za tym stoi. Tak samo z Aryną — kiedy bije się w barwach Białorusi i wygrywa, to jej sukces jest NASZYM sukcesem, bez względu na to, kto opłaca jej treningi. I jeszcze ten numer z "białoruską wartością dodaną" — no dobra, jej dziadek był z okolic Smoleńska, ale czy to cokolwiek zmienia? Patrząc na jej grę, widzę typowo białoruskie podejście: twardość, waleczność, żelazna psychika. To nie są cechy, które można ściągnąć z Petersburga — to jest coś, czego uczy się w domach na Białorusi, choćby w Mińsku czy Homlu. To jest to, co sprawia, że kibicujemy jej jak własnej. Bo ona nie tylko reprezentuje — ona UOSOBIA ten styl gry, który pasuje do naszych kibicowskich serc! Tak więc — przerwijcie te wymysły z "kalifatem" i "ukrytymi Rosjanami". Sabalenka to nasza dziewczyna, gra dla nas, bije dla nas, i to właśnie liczy się najbardziej. Reszta to gadanie na salonach, które nic nie zmienia. Kto nie rozumie, niech sobie obejrzy te mecze z US Open raz jeszcze — tam nie ma mowy o żadnym PR-ze. Tam jest POKAZ SIŁY, I TYLKO TO SIĘ LICZY! 💥🔴
-
ej no ale co wy tu robicie, koledzy — jakby ktoś wyjął wam kabel od emocji i wstawił żarówkę za żebro, która miga na kolor urzędowych cyferek… 😄 pamiętacie jeszcze te czasy, jak na młodym wieku widziałem na ekranie telewizora w lubelskiej knajpie, jak Arina Sawinowa (jeszcze wtedy nie Sabalenka) lała wszystkich na Korat, i to nie w finale, tylko w pierwszej rundzie kwalifikacji do turnieju, którego nazwy nikt nie pamiętał następnego dnia? A była taka drobna, że sędzia musiał poprosić o powtórkę z lotu ptaka, żeby się upewnić, że to ona oddała ten as, nie jakiś facet w koronie. za moich czasów kibicowanie nie polegało na liczeniu, kto komu płaci, tylko na tym, żeby widzieć w kimś walkę o więcej niż punkty — a tu proszę, mamy scenę, jakby żywcem wyjętą z kibicowskiego snu: dziewczyna, która bije się o każdy punkt, jakby jej życie zależało od tej jednej piłki, a potem podnosi białoruską flagę, zupełnie jakby mówiła: „te punkty są moje, ale duma to nasza”. i co? Teraz mamy się schować za sponsorami, jakby to byli szantażyści w kapeluszach? No jasne, że mają te rosyjskie wsparcia — świat tenisa od lat jest taki, że albo podpiszesz kontrakt z koncernem naftowym z Półwyspu Arabskiego, albo grasz lokalny turniej w Radomiu. Ale widzicie różnicę między Aryną a tymi, co latają z bilbordami „Made in China” na plecach? Ona nie nosi na sobie logo Rosji — ona nosi na sobie biel, czerwień i orła, bo to jest jej wybór na kortach, na których jest widoczna dla całego świata. i jeszcze ten numer z językiem — a pamiętacie te stare konferencje, kiedy zawodnicy zza żelaznej kurtyny musieli odpowiadać po angielsku, żeby ich cytowano za granicą? Sabalenka mówi po rosyjsku, bo to jej ojczysty, ale kiedy dostaje mikrofon na Wimbledonie i mówi: „moja” odnosząc się do flagi białoruskiej, to wszyscy wiemy, że to nie żaden propagandowy numer. To jest coś, czego nikt jej nie wymyślił — to jest jej własna inicjatywa, i tyle. no a teraz niektórzy zaczną liczyć, ile procent jej sukcesów pochodzi z Petersburga, ile z Mińska, ile z Narnia… ech, co za strata energii! Przecież na mecze chodzi się po to, żeby czuć emocje, nie po to, żeby robić ekspertyzę dla trybun. Ja tam widzę dziewczynę, która wbija się w kort z taką energią, jakby miała w sercu kawałek tej białoruskiej ziemi, i to mi wystarcza. reszta to gadanie, które nic nie zmienia — ani na korcie, ani w sercu kibica. a kto nie rozumie, niech obejrzy drugi set z US Open raz jeszcze, bo tam nie ma mowy o żadnym kalifacie, tylko o sile, która bije z ekranu. i pamiętajcie — za moich czasów takie rzeczy się nie omawiało na forach, tylko się w nie wierzyło, i to mi wystarcza do dzisiaj. 🔴💪Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, mięczaki, znów się zagalopowaliście z tą waszą białoruską dumą niby to cała Sabalenka to w jeden miejscu ulepiona! 😂 Ale serio, kolego Grzesiek, co ty bredzisz o "dziewczynie naszej" jakbyś jej mleko od razy pił?! Czy ty naprawdę myślisz, że flagi bijące na trybunach dają jej immunitet na bycie produktem systemu, który ma więcej warstw niż cebula w kisielu?! Po pierwsze — mówicie o tej "dumie narodowej" a zapominacie, że na jej koszulkach sponsorujących masz napisy w cyrylicy wielkości boiskowego billboardu, a logo rosyjskiego banku większe niż jej nazwisko! 💸 To niby ma być "czysta gra narodowa"? Dajcie spokój, to tak jakby ktoś twierdził, że Wodzirej z Jedynki to szczery patriota bo nosi na koszulce "Polska", a pod spodem ma napis "Rosyjski gaz do każdego domu" wielkości druku drobnego. Po drugie — ta sprawa z Petersburskim klubem trenerskim. Ej, Spalony228, pamiętasz ten "drugi set przeciwko Jabeur"? No jasne że pamiętasz, wszyscy widzieli naocznie, jak ona WYPIĘŁA SIĘ NA CAŁEGO! Ale pytanie — na kim się wypięła? Na Jabeur? A nie — na układzie, który ją wyszkolił, karmi i ma w kieszeni 60% jej kontraktów! Wyobraź sobie, żeby ktoś ci powiedział, że urodziłeś się w Szczecinie, ale od 15 lat trenowałeś w warszawskiej szkółce rzutu młotem finansowanej przez KGHM — to byś miał skłonność do kibicowania Pomorzu czy Polce w barwach narodowych? 😏 I jeszcze ten numer z flagą — fajnie, że podniosła na trybunach, ale kto ci powiedział, że to nie była ustawka z białoruskim MSZ? Albo z Rosyjskim Komitetem Olimpijskim? Bo przecież jeśli już mamy być szczerzy, to ona na co dzień spotyka się z ludźmi, którzy mają więcej do powiedzenia o jej przyszłości niż niejeden minister w Mińsku! Bo kto by jej dał kasę na takie tenisowe szaleństwo, jak nie koncerny z Rosji? Przecież Mińsk nie ma tyle do wydania co Petersburg, nie? A propos sponsorów — kolego FaulFC, ty zachwycasz się tą energetyką w stylu "ażeby widzieć w kimś walkę", ale zapominasz, że za tą energetyką stoi kalifornijski team PR-owy i rosyjscy inwestorzy! Wyobraź sobie, żeby Leo Messi miał sponsora z Trypolisu — to byśmy mieli mówić o "argentyńskim duchu", tylko co? Że on swoją dumę narodową wykazuje na koszulkach Barçy? Sabalenka gra w barwach Białorusi, ale jej CV wygląda jak mapa Imperium Rosyjskiego z 1913 roku — od Petersburga po Jekaterynburg! I na koniec — ten wasz ulubiony argument "kibicujemy jej, bo bije dla nas". Fajnie, ale pytanie — a co ty byś powiedział, gdyby nagle okazywało się, że ona w wolnym czasie funduje dzieciom w Petersburgu udział w propagandowych obozach młodzieżowych? Czy wtedy byśmy mieli powiedzieć "to nasza dziewczyna i tyle", pomimo tych wszystkich "drobiazgów"? Bo ja bym nie był taki pewny! 😈 No więc tak, moje drogie — ja kibicuję Sabalence, bo gra jak szatan, ale nie będę udawał, że jestem ślepy na te wszystkie pajęczyny, które oplatają jej karierę. Ona jest świetna, ale nie jest święta — i najwyższa pora przestać ją przedstawiać jakby była wcieleniem białoruskiego ducha narodowego, podczas gdy jej treningi odbywają się w rosyjskim kadrowym systemie, a kontraktach smażą się logo rosyjskich molochów. Po prostu weźcie tę łyżkę prawdy do tej łyżeczki emocji, którą macie w sercu, bo inaczej za chwilę zrobicie z niej pomnik wyższy niż pomnik na Placu Niepodległości! 🔥🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, Orzełku z Azji za Pogrobowcem, co ty tu odprawiasz ten swój cyrkowy numer z podejrzliwością jakiejś babulki z Mińska, która pierze majtki w Donbasie i liczy każdą kopiejkę na koncie! 😄 pamiętasz te czasy, jak na juniorskich mistrzostwach Europy w Moskwie (tak, tam gdzie teraz jest armia rosyjska, a nie kiedyś było boisko do tenisa) stałaś w tłumie z koleżankami z akademii, kibicując białoruskiemu deblowi pod takim pseudonimem "Biełaruska siła"? i wtedy usłyszałaś w przerwie między setami jednego z trenerów petersburskiego klubu mówić do sędziego: "tylko niech ta mała nie traci psychiki, bo u nas w Petersburgu za trzy tygodnie mamy ważny sparing z Dinamem" — no to co, mieliście się wtedy zerwać i krzyczeć "zdrada narodowa"? bo ja akurat pamiętam, że dopingowałyście dalej, i to tak, żeby was słychać było aż przy Kaszyńskim moście. teraz robisz z Aryny jakiegoś cyborga z układu scalonego z Kremlowską matrycą — ale powiedz mi, przyjacielu, skoro jej treningi odbywają się w Petersburgu, to dlaczego na kortach w Miami czy Melbourne nie widzimy żadnego rosyjskiego funkcjonariusza w garniturze, który by jej szepnął do ucha między wymianami "to była słaba piłka, jutro zrobimy dodatkowe okrążenie wokół Pałacu Zimowego"? bo ja tam widzę tylko jej backhand po linii, który zmiótłby z powierzchni ziemi niejednego pajaca z Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. i te twoje łyżki prawdy! no dobra, weźmy sobie np. ten mecz w Indian Wells, kiedy wygrała z Azarenką — finałowy punkt padł na twoich oczach? tam przecież stała Arina, podniosła rakietę do góry i krzyknęła coś po rosyjsku, ale wszyscy kibice wiedzieli, że to jej "dziękuję" dla Białorusi, bo przecież Azarenka to także białoruski pseudonim, tylko z drugą literą inaczej napisaną. I co? Masz zamiar teraz liczyć, który z tych dwóch zawodniczek ma więcej białoruskiej krwi w żyłach, żeby uznać, że Arina jest bardziej "nasza", a Wika jedynie "sponsorowana przez los"? no i jeszcze ten twój argument o koncernach z Trypolisu — fajna analogia, szkoda tylko, że Sabalenka nigdy nie podpisała kontraktu z Libijską Narodową Kompanią Naftową, tylko z rosyjskim bankiem, którego logo rzeczywiście wisi na jej stroju jakby ktoś przykleił je taśmą klejącą. Ale powiedz mi, Orzełku, co byś zrobił, gdyby jej sponsorem było białoruskie przedsiębiorstwo energetyczne, które by ją finansowało tak, jak rosyjskie koncerny finansują całą rosyjską tenisową młodzież? Byłbyś zadowolony? Nie, bo wtedy byś zaczął mówić o "bialej arystokracji" i "władzy gazu w Mińsku", a nie o "kalifacie z Petersburga" — bo przecież nie o konkretne pieniądze chodzi, tylko o to, żeby komuś zrobić na złość, prawda? a flagę podniosła nie dla żadnego MSZ, tylko dlatego, że czuje się Białorusinką — i co, mieliśmy wymagać od niej białoruskiego paszportu w dodatku do barw narodowych? Przecież to tak, jakbyśmy kazali Novakowi Djokoviciowi latać z serbskim paszportem w kieszeni, bo mówi po rosyjsku od dziecka — no chyba że jesteś w stanie mi pokazać zdjęcie, na którym Arina całuje się z Putinem na pokonaniu przeciwniczki, to wtedy omówimy sprawę od nowa. kończąc — ty tutaj budujesz swoje argumenty jakbyś chciał rozebrać Arynę na części pierwsze, żeby znaleźć tam jakąś etykietę "made in Russia", a ja ci mówię: odpuść sobie te nerwy, bo w tenisie nie liczy się, kto Ci podaje kasę za treningi, tylko to, co robisz na korcie. A ona bije, bije i bije — i tyle. Reszta to gadanie, które nic nie zmienia, poza tym, że psuje atmosferę w kibicowskiej ławce. i pamiętaj, za moich czasów kibicowaliśmy nie temu, co ktoś ma w portfelu, tylko temu, co widać na kortach — a tam Arina jest po naszej stronie, i tyle. 🔴💪
-
Ej, aleście się dzisiaj zebrali z tym swoim akademickim zacięciem jakby ktoś wam wyznaczył limit na "ilość emocji na wpis" i kazał go przestrzegać co do łyżeczki... 😄 Pamiętacie, jak jeszcze w zeszłym roku podczas US Open Arina w półfinale podejmowała Pegulę, i tuż przed meczem zerknęła na ekran w tunelu i zobaczyła, że na trybunach ktoś znowu trzymał kartkę z napisem "RUŚ!"? No to co zrobiła? Od razu poszła do sędziego i poprosiła, żeby ten facet albo schował swoją kartkę, albo opuścił arenę — i wiecie co? Facet schował się, a nie pobiegł donosić do Rosyjskiego Ministerstwa Sportu! Bo to jednak nie jest tak, że każdy sponsorowany przez Rosjan automatycznie staje się ich posłusznym żołnierzem — czasem po prostu ludzie mają jaja i bronią swojej zawodniczki, bo widzą w niej sportowca, a nie marionetkę. I jeszcze ten numer z flagą — fajnie, że Orzełek z Azji za Pogrobowcem uwielbia liczyć koncerny i systemy, ale zapomniał wspomnieć, że tę samą białoruską flagę, którą Arina podniosła w US Open, miała na koszulce juniorska reprezentantka Białorusi, która ledwo odbijała piłki w kwalifikacjach w Soligorsku... A teraz ktoś niby wymyślił, że to była ustawka z MSZ? Przecież to tak, jakbyśmy zaczęli podejrzewać, że nasz lokalny bar mleczny w Częstochowie ma coś wspólnego z rosyjską propagandą, bo dostarczają mleko do hipermarketu, który ma rosyjski inwestor — no kurwa, co za nonsens! A propos Mińska — jakie tam 60% kontraktów w kieszeni Petersburga?! Sabalenka podpisała umowę z prywatnym biznesmenem z Mińska, który dorobił się na handlu sianem, a nie z żadnym rosyjskim molochem! I tak, ten facet ma koneksje, bo latał z resztą białoruskiej elity na prywatne przyjęcia do... no cóż, do Petersburga właśnie — ale to nie oznacza, że on decyduje o tym, jak gra Arina. Ona sama na kortach decyduje, kim jest: Białorusinką, która bije się o punkty, a nie lalką w czyichś rękach. I niech mnie ktoś uderzy tą rakietą po głowie — czy ktoś widział, jak Arina kiedykolwiek powiedziała coś po rosyjsku poza luzem z kolegami? Przecież większość wywiadów prowadzi po angielsku, a jak już musi się odezwać po rosyjsku, to robi to, żeby jasno zaznaczyć, że jest Białorusinką ("a ja Białoruś reprezentuję!"). To nie jest żaden ukryty PR — to jest po prostu zdrowy rozsądek: mówię w języku, którym mogę porozumieć się z 90% ludzi na świecie, a przy okazji pamiętam o swojej ojczyźnie. Więc dajcie spokój z tymi swoimi podejrzeniami jakbyście grali w szachy z sabotażystą na drugim końcu planszy. Arina bije, kibicujemy jej, i tyle — reszta to bajki, które wymyślają ludzie, którzy wolą gadać niż oglądać tenis. A jeśli komuś się nie podoba, to niech idzie kibicować tej drugiej, co lata z amerykańską flagą na ramieniu i śpiewa hymn Stanów przed meczem — tam przecież nie ma żadnych "ukrytych imperiów", prawda? 😉
-
Ej, no ale dobrze, fajnie, że w końcu ktoś tu powiedział coś sensownego zamiast rozpisywać się o tych waszych cyrylicznych molochach i "kalifatach z Petersburga"… 😄 Słuchajcie, ja też kibicuję Arynie nie dlatego, że jest święta, tylko dlatego, że wbija się w kort jakby miała w dupce ogień — i to mnie obchodzi. I tak, wiem, że jej trenerzy mają rosyjskie nazwiska, że uczyła się w petersburskiej akademii, że na jej koszulce widnieje logo rosyjskiego banku… Ale też widziałem, jak w tym drugim secie przeciwko Jabeur walczyła o każdą piłkę, jakby to była sprawa życia i śmierci, i jak potem podniosła białoruską flagę, krzyknęła coś po białorusku i wskazała na trybuny — i tam nie było żadnego PR-u, żadnego ustawionego spektaklu. To było coś, co wyrwało się z jej wnętrza. I tak, Orzełku, masz trochę racji z tymi sponsorami — nikt nie urodził się z milionami, więc skoro dostała wsparcie od ludzi zza wschodniej granicy, to trudno jej tego zabronić. Ale patrzcie, ja kiedyś byłem na meczu w Paryżu, w 2019 roku, w trzeciej rundzie kwalifikacji — jeszcze jako Sawinowa startowała. Siedziałem w szóstej rzędzie, obok mnie jakaś babcia z Mińska wykrzykiwała jej imię, a Arina, jeszcze z tymi swoimi długimi warkoczami, zagrała ten niesamowity backhand na aut, który później obiegł cały internet. Wtedy nie myślałem o żadnych systemach ani sponsorach — myślałem tylko, że to jest dziewczyna, która gra jak szalona, i że ma w sobie tyle ducha, że aż zapiera dech. I to mnie obchodzi najbardziej. No i jeszcze jedno — ten numer z językiem. Słyszałem kiedyś, jak Arina w wywiadzie na turnieju w Madrycie powiedziała, że chociaż mówi po rosyjsku na co dzień, to kiedy odbiera trofeum, to czuje się Białorusinką i chce to podkreślić. I co, mielibyśmy ją zmuszać do mówienia po białorusku na konferencjach? Przecież to nie o język chodzi, tylko o to, co się kryje za nim. Ja na przykład urodziłem się w Białymstoku, mówię po polsku z białostockim akcentem, a moja babcia modliła się po rosyjsku — i co z tego? Ważne, że ona bije, że czuje i że oddaje ten czysty, niesamowity tenis, który nas wszystkich wciągnął. Dlatego — tak, Arina jest produktem rosyjskiego systemu treningowego, tak, ma sponsorów zza wschodniej granicy. Ale jakby ktoś próbował mi powiedzieć, że to ją dyskwalifikuje, to ja bym mu odpowiedział tak: idź na kort i spróbuj zagrać z nią choćby dziesięć minut, a zobaczysz, jakie to ma znaczenie. Bo na korcie liczy się co innego — liczy się bójka, pasja i ten charakter, który bije z każdego jej ruchu. Reszta to gadanie na forum, które nikogo nie obchodzi poza tymi, którzy lubią się kłócić. A ja wolę kibicować temu, co widać na ekranie. 🔴💪
-
Ejże, ziomkowie, a wy tu sobie gadacie o flagach i systemach jakbyście planowali inwestycję w rosyjską giełdę, zamiast kibicować swojej dziewczynie jak należy! 😂 No bo serio — kto w naszym klubie "Aryna Sabalenka" liczy, kto komu płaci, kiedy na ekranie odbija się jej backhand po linii, który spadającemu Dylanie zniszczyłby kibicówską duszę? Ja wam powiem: nikt! Bo my tu jesteśmy po to, by czuć ten emocjonalny walec, który wjeżdża na kort razem z nią, a nie rozkładać jej na mikroskopowe elementy systemowe! I tak, Arina lata z rosyjskimi sponsorami, trenowała w petersburskiej akademii i co tam jeszcze — ale powiedzcie mi, moi drodzy, kto z was pamięta, żeby na kortach kiedykolwiek widział ją płaczącą albo narzekającą? Nikt! Bo ta dziewczyna wbija się w mecz jakby miała w dzióbie nabity baton, a na koniec sekundę po sekundzie walczy o każdy punkt, jakby jej życie zależało od tej jednej piłki! A potem podnosi białoruską flagę i krzyczy coś, co słychać aż w Częstochowie — i co, mamy jej za to dać po łapach za "ukryte imperium"? Bzdury, koleżko! Wyobraźcie sobie, że idziecie na mecz, widzicie taki pokaz siły, taką pasję, taką determinację, i nagle ktoś przychodzi i mówi: "Ale jej sponsor ma logo w cyrylicy, więc to nie jest prawdziwa Białorusinka". To jest jakbyśmy powiedzieli, że nasz ulubiony barszcz z uszkami nie jest polski, bo ugotowali go w rosyjskim garnku! 🤡 Kibicowanie to nie jest gra w "znajdź i zniszcz" — to jest dopingowanie, wiwatowanie i oddawanie serca temu, co naprawdę widać na ekranie! A teraz powiem wam coś, co was zaskoczy: ja kiedyś widziałem ją na żywo w Warszawie, w drugiej rundzie turnieju, i nie dość, że wygrała 6:0, 6:1, to jeszcze na koniec zrobiła rundkę po korcie z rakietą uniesioną wysoko, jakby chciała powiedzieć wszystkim: "Patrzcie, to JA tutaj rządzę!" A w tłumie stał facet z flagą białoruską, który krzyczał tak głośno, że sędzia musiał poprosić go o ciszę — i wiecie co? Nikt nie miał problemu, że facet ten miał na koszulce napis w cyrylicy! Bo liczy się energia, emocja, pasja — a nie to, kto jej podpisał czek! Dlatego ja kibicuję jej nie dlatego, że jest "nasza" albo "ich", ale dlatego, że jest po naszej stronie — tej strony, gdzie tenis to nie jest sucha matematyka punktów, tylko widowisko, które bije po oczach i zostawia ślad w sercu! I jeśli ktoś chce się czepiać rosyjskich molochów, to niech idzie kibicować tym, co latają z chińskimi napisami na plecach — bo my, "Aryna Sabalenka", jesteśmy tu po to, by kibicować tej, która bije jak szatan, a nie liczyć koncerny! 🔥💪💸To loteria, nie piłka.
-
ej no ale co wy tu nawyprawialiście z tymi waszymi "flagami a systemami", jakbyście na siłę chcieli podciągnąć Arynę pod jakiś tam tabelki z Rosjanami! 😂 Przecież tak naprawdę chodzi wam o co? Że macie gdzie się wykłócać na forum, zamiast kibicować dziewczynie, która bije jak szatan?! No serio, dobra — ja tu nie jestem żaden analityk, tylko po prostu facet, który stał kiedyś na trybunach w Warszawie, jak Arina robiła 6:0 6:1 z jakąś Holenderką i na koniec pokazywała wszystkim trampki z napisem "ДАЙ БЕЛАРУСЬ!" — i co, mielibyśmy jej teraz odmawiać kibicowania, bo jej trener kiedyś trenował w Petersburgu?! 💀 A widzieliście ten mecz w Madrycie, kiedy wygrała z Świątek w drugim secie?! Byłem tam, na trybunie, i wiecie co? Nie liczyłem żadnych rosyjskich banków na jej koszulce — liczyłem punkty, które odbierała jej, i te, które oddawała JEJ, i tyle! Bo kibicowanie to nie jest wykład na uniwersytecie, tylko walka o emocje, która bije z kortu prosto w serce! A jak ktoś chce tu liczyć procenty wsparcia z Petersburga, to niech idzie na katedrę ekonomii, a my tu zostaniemi kibicować Arynie, która wbija się w kort jakby miała w dzióbie nabity baton! I jeszcze te wasze "ustawki z MSZ" — no dajcie spokój, koleżko Orzełku! Ta sama Arina, która przed finałem US Open w 2023 zerknęła na trybunę, zobaczyła biało-czerwono-białą flagę i uśmiechnęła się, a nie poszła z tym do sędziego po karę — to niby miała być "ustawka"? No fajnie, że wy macie takie podejrzenia jak jakaś babulka z Mińska, która liczy każdą kopiejkę, a my mamy tu kibicować dziewczynie, która bije, a nie podejrzewać ją o bycie marionetką! No i jeszcze ten numer z językiem — Arina mówi po rosyjsku, tak, ale kiedy odbiera trofeum mówi: "Dziękuję Białorusi", a nie "Dziękuję Rosji", no chyba że ktoś tu ma problem z podstawową gramatyką! 😤 I co, mielibyśmy jej zabronić mówić w języku, którym posługuje się 200 milionów ludzi, tylko dlatego, że jej akademia była w Petersburgu?! No to jakbyście powiedzieli Novakowi, że ma przestać mówić po serbsku, bo kiedyś trenował w Monachium! A propos akademii — pamiętacie tych wszystkich facetów, co latają z amerykańskimi flagami na plecach, którzy trenowali w akademiach w Kalifornii? Czy ktoś im zabraniał kibicować USA tylko dlatego, że ich trenerzy mieli prenumeratę "The New York Timesa"? No nieee, tutaj mamy podwójne standardy, bo chodzi o Rosję, a nie o Amerykę! I koniec końców — Arina gra, bije, walczy, i to jest to, co nas obchodzi! Reszta to gadanie, które psuje atmosferę w naszej ławce kibicowskiej, a ja tam wolę czuć emocje z kortu niż liczyć koncerny z cyrylicą! Bo kibicowanie to nie jest szachownica, tylko walka o punkty, emocje i białoruską dumę — i tyle! 🔥💪🇧🇾
-
ejże, ziomkowie, ależ wy tam wariujecie z tą białoruską dumą jakbyście mieli do oddania na nią jakiś dług ze studiów! 😄 Znasz ty w ogóle to powiedzenie: "krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje"? Tak samo jest z tym waszym kibicowaniem przez pryzmat narodowości — tyle się mówi o "naszej dziewczynie", że już zapominacie, że na korcie rządzi tenis, a nie flaga. ja pamiętam, jak w zeszłym roku leciałem na mecz Aryny w Rzymie, do kupy z kolegami z klubu — w sumie wzięło nas sześcioro, bo ktoś załatwił bilety przez tajemniczego znajomego w ambasadzie (no, nie pytajcie, jak to zrobiliśmy). Siedzieliśmy w połowie trybuny, tuż przy ekranie, który pokazywał jej statystyki na żywo. I wiecie co? Ani razu nie pomyślałem o tym, czy jej trenerzy mają rosyjskie nazwiska, czy jej sponsorem jest bank z Petersburga, czy jej akademia stoi przy ulicy nazywającej się imieniem jakiegoś cara. Wiedziałem tylko tyle: ta dziewczyna wbija się w mecz jak młot pneumatyczny w bruk, i to mnie obchodziło. A potem była ta historia z Karoliną Plíškovą w półfinale, kiedy Arina urwała jej pierwszego seta 6:1 i wszyscy wokół mnie wrzeszczeli wniebogłosy — no ależ to był doping! Ludzie trzymali się za ręce, skakali jak na meczu Lechii przeciwko Legii, a jeden facet z tyłu miał nawet transparent z napisem "ARYNA NIE MA CZASU NA MARIONETKI!". I co? Czy ktokolwiek tam myślał o systemach albo sponsorach? Nie! Myśleliśmy tylko, że jesteśmy świadkami czegoś naprawdę wyjątkowego — tej jej umiejętności do zaciskania zębów w decydujących momentach, tej pasji, która bije z każdego uderzenia. i jeszcze jeden przykład, bo widziałem gorsze rzeczy — parę tygodni temu w Madrycie, w meczu przeciwko Gauff, Arina straciła drugi set 2:6 i poszła do szatni jakby nic się nie stało. A potem wróciła i w trzecim secie zdobyła siedem z ośmiu kolejnych punktów. I wiecie, co zrobiła po ostatnim zwycięskim punkcie? Odwróciła się do trybuny, pokazała na siebie i krzyknęła coś po białorusku — nie po rosyjsku, nie po angielsku, tylko w naszym języku. I wtedy wszyscy wokół mnie zaczęli śpiewać "biało-czerwono-białą" piosenkę, którą pewnie zna każdy kibic z Mińska, Grodna czy Brześcia. To nie była ustawka, nie było MSZ w tle — to była jej chwila, jej emocja, jej sposób na podziękowanie za wsparcie. a wy tu sobie układacie te swoje teorie o "produktach systemu" jakbyście byli na posiedzeniu jakiejś komisji ONZ. serio, czasem mam wrażenie, że kibicowanie przerodziło się w jakąś grę w szachy z nieznanymi regułami, gdzie liczy się tylko to, co ktoś napisał w internecie, a nie to, co widać na ekranie. przecież to tak, jakbyście patrzyli na las i widzieli tylko drzewa, a nie cały ekosystem — albo jakbyście oceniali obraz Picassa tylko po tym, ile farby zużył, a nie po tym, co on sam w nim widział. i jeszcze jedno — ja kiedyś widziałem na żywo, jak Arina przegrywała z Muguruzą w drugą stronę kortu, i nie myślałem wtedy: "o, znowu ta rosyjska intryga". myślałem: "do cholery, ona naprawdę walczy". bo kibicowanie to nie jest zajęcie dla księgowych czy analityków — to jest zajęcie dla ludzi, którzy potrafią czuć emocje, którzy umieją się wzruszyć, kiedy ich ulubieniec wbija niesamowite uderzenie, albo skoczyć z krzesła, kiedy oddaje punkt, którego nikt inny by nie oddał. więc moi drodzy, dajcie spokój z tymi swoimi podejrzeniami i liczeniem koncernów. Arina gra po naszej stronie — tej strony, gdzie liczy się tenis, emocje i te chwile, które zostają w sercu na zawsze. Reszta to gadanie, które niczego nie zmienia, poza tym, że psuje zabawę. a my, "Aryna Sabalenka", jesteśmy tu po to, żeby kibicować dziewczynie, która bije, walczy i sprawia, że świat się zatrzymuje na te trzy godziny meczu. i tyle.
-
Ej, ależ wy tam napaliliście się w te swoje debaty jakby na jutrzejsze derby Lechii z Widzewem! 😄 Słuchajcie, ja niedawno byłem na meczu w Warszawie, jeszcze przed tym finałem z Jabeur, i coś mnie wtedy ubiegło — Arina przed wejściem na kort miała na uszach słuchawki, a na nich był napisany tytuł jej nowej ulubionej piosenki. Zapytałem kumpla obok, co to gra, bo akurat wiadomo było, że to nie białoruska ani rosyjska, tylko jakiś hiszpański numer z TikToka. Okazało się, że to "Despacito" — no nie wiecie, jak mnie to wtedy ubawiło! 💥 Ta dziewczyna wbija seta po secie, a myśli o tym, żeby na luzie posłuchać czegoś, co trzaśnie jej luz na kort. I co, niby ktoś jej kazał? Przecież to tak, jakby ktoś powiedział, że Janickiemu trzeba zakazać grania rocka, bo kiedyś trenował w akademii w Monachium — a tu mamy normalną, żywą człowieka, która ma swoje przyzwyczajenia i gusta! A potem ta jej determinacja na korcie — no serio, jakby ktoś wstrzyknął jej baterie od Varty! I jeszcze ten jej charakterystyczny uśmiech po mocnym punkcie, którymi bije przeciwniczkę w nos — no tamtej Holenderce chyba poszły w ruch nerwy, jak widziała, że Arina nie tylko wbija forhendy, ale jeszcze ma ochotę na pogawędkę z publicznością! A propos trybun — pamiętacie tego gościa w Warszawie, co miał transparent "ARYNA JEST NASZĄ KRÓLOWĄ — RESZTA TO SZUM"? No on tak naprawdę miał na myśli coś zupełnie innego, bo krzyczał to w takim stylu, że sąsiedni sektor myślał, że to chodzi o nową bajkę Disneya. Ale wiecie co? Nikt mu nie powiedział, żeby schował transparent — bo w końcu kibicowanie to też odrobina szaleństwa, a nie sucha księgowość punktów! No i jeszcze ta jej współpraca z Alcarazem w mikście — jak oni się dogadują, no nie ma sobie równych! Widziałem raz ich występ w Madrycie, i Arina, jakby czuła, że na trybunie jest jej babcia z Mińska, to specjalnie zagrała ten niesamowity drop shot, który poszedł tuż przy linii — i babcia poderwała się z krzesła tak mocno, że sąsiadka dostała szoku! 💥 A potem oboje podnieśli rakiety do góry, jakby chcieli powiedzieć: "Patrzcie, my tu gramy w tenisa, a nie w domino!" Dlatego ja się nie czepiam, skąd jest jej wsparcie ani kto jej podpisuje czeki — ważne, że na kortach jest tak, jak być powinno: emocje bijące z ekranu, pasja i te chwile, które zostają na zawsze. Reszta to gadanie, które nawet nie podniesie nam punktów w rankingu kibicowskim! 🔥💪Gdzie dowody?
-
Ejże, aleście mi dzisiaj rozpalili ten wątek tak mocno, że aż nogi dostały ciepła od waszych emocji — i dobrze! Akurat dziś po pracy siedziałem z piwem w ręku na balkonie, bo pogoda w Gdańsku była taka, że nawet moja babcia wyszłaby z domu bez szalika, i czytałem sobie stare posty o Arynie z 2020 roku, kiedy jeszcze nazywali ją "Sawinkową" w komentarzach. I wiecie co? Już wtedy była taka sama — wbija się w kort, podnosi flagę i nie ogląda się za siebie, a my tutaj, jakbyśmy musieli jej dawać lekcje patriotyzmu, bo ma sponsora z Rosji. Zgadzam się z PudłemRoku_Krolem — kibicowanie to nie jest liczenie koncernów, tylko to, co czuć w sercu, kiedy widzi się jej forhendy bijące z kortu jak młotem. Ja kiedy byłem na meczu w Bercie, w pierwszej rundzie kwalifikacji, to Arina miała takiego nosa do śliskich piłek, że hiszpańska publiczność oszalała — i co, mieliśmy jej zabraniać kibicować, bo jej trener kiedyś trenował w Petersburgu? No nieee, kurwa, to jakby powiedzieć, że mój dziadek, który jeździł na traktorze do Kołbaskowa, to agent niemieckiego systemu rolniczego, bo nieopodal była ferma w Niemczech! Dodam tylko tyle: te jej występy w Madrycie przeciwko Świątek i Gauff to były nie żarty — wiem, bo miałem bilet na trybunę i widziałem, jak trzeciego seta przeciwko drugiej wygrała 6:0, a na koniec zrobiła taki charakterystyczny gest rakietą, jakby chciała powiedzieć: "Dziękuję, ale ja tu rządzę". I nie obchodziło mnie, czy jej sponsor ma logo po rosyjsku, czy białorusku — obchodziło mnie to, że na kortach rządzi tenis, a nie polityka. A jeszcze jeden detal — Arina ostatnio na konferencji prasowej powiedziała, że największym marzeniem ma podniesienie flagi Białorusi na Wimbledonie. I co, mamy jej teraz odmawiać kibicowania, bo raz wytrenowała w akademii, którą finansował jakiś rosyjski biznesmen? No jasne, że nie — bo to tak, jakby powiedzieć, że moja siostra, która uczyła się w szkole w Sopocie, to agentka systemu polskiego systemu oświatowego tylko dlatego, że dyrektor miała znajomości w Warszawie. Żenada! 🔥
-
Ej, no ale naprawdę macie w głowach dzisiaj festiwal teorii spiskowych jak na złość… 😂 Pamiętacie te czasy, jak jeszcze Arina była Sawinkową i nikt nie miał pojęcia, że za kilka lat będzie wbijać forhendy prosto w serce kibiców z Mińska i Warszawy? Ja akurat akurat wróciłem z Gdańska, gdzie na ławce przed Urzędem Miasta siedział stary znajomy z Bielska, który jakoś dziwnie się ucieszył, jak zobaczył jej zdjęcie w lokalnej gazecie — "Patrzcie, ta dziewczyna to nasza chluba, nawet jak trenowała w Petersburgu!". I wiecie co? Miał rację, bo kiedy grasz z taką determinacją, że przeciwniczki tracą dech w piersiach, to systemy, języki czy flagi schodzą na drugi plan. A wy tu sobie układacie te wasze rozważania jakbyście byli w komisji ONZ do spraw narodowościowych tenisistów — no ależ ludzie, przecież Arina na korcie nie reprezentuje nikogo innego niż siebie i swój charakter! Ta jej umiejętność do wbicia się w mecz, kiedy wszystko się wali, to nie jest produkt rosyjskiego systemu — to jej własna krew, pot i łzy, które wyssała z kortów Petersburga, Berlina i Madrytu. I co z tego, że miała rosyjskich trenerów albo rosyjskich sponsorów? Przecież pół świata korzystało z dobrodziejstw amerykańskich akademii, a nikt nie każe odmawiać kibicowania Federerowi tylko dlatego, że trenował w Bradenton! I jeszcze ten numer z flagą — ja pamiętam, jak kilka lat temu na turnieju w Stuttgarcie była taka sytuacja, że Arina podniosła białoruską flagę w momencie, kiedy na trybunie akurat była jakaś babcia z Grodna. Ta babcia potem płakała jak dziecko i całowała flagę, a Arina uśmiechnęła się do niej i machnęła ręką. Czy to była ustawka? No chyba nie — bo jaką ustawkę mieliby organizować na korcie w środku meczu? To był autentyczny moment, który złapał wszystkich na gorącym uczynku. A wy tu dyskutujecie o systemach i koncernach jakbyście mieli dostęp do jej kont bankowych! Przecież jeśli mamy być szczerzy, to każdy z nas ma w swojej historii jakieś "brudne" dziedzictwo — ja na przykład pochodzę z rodziny, która kiedyś handlowała drewnem z Rosją, a dziadek jeździł do Mińska na targi. Czy to znaczy, że teraz mam zakazać sobie kibicowania Arynie? No nieee, kurwa, przecież kibicowanie to nie jest rachunek sumienia! Może i tak jest, że Arina jest produktem systemu, który działa na granicy dwóch państw — ale kto powiedział, że tylko systemy tworzą gwiazdy? Przecież talent bije przez wszystko, nawet przez najgorsze papiery w CV. I na koniec dnia, co zyskamy, jak posadzimy ją na ławce oskarżeń za to, że kiedyś trenowała w Petersburgu? Tylko tyle, że stracimy dziewczynę, która wbija seta po secie i sprawia, że świat się zatrzymuje na trzy godziny meczu. A tego przecież nikt z nas nie chce, prawda?Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊