Aż nie do wiary, że to już prawie dekada jak Hubert z Raduniaka wbijał debla na kortach…
no dobra, z Raduniakiem to ja jeszcze się w mobilce szarpałem przy remoncie pawilonu na olimpijskim, a tam pół gdańskiej młodzieży kibicowało Hurkaczowi jakby to był finał wimbledona... pamiętam, jak facet w tej białej marynarze schodził z kortu po meczu i podbiegła do niego jakaś staruszka z biało-czerwoną szaliką, naprawdę nie żartuję, i mu powiedziała „synku, kiedyś na Wimbledonie zagrasz” — on tylko się uśmiechnął, a na sali wybuchł ryk. trochę się wtedy zastanawiałem, czy to już takie pewniaki wychodzą z akademików, czy po prostu los ma swoje humory, ale klimaty były takie, że potem jeszcze parę razy wracałem na te korty, żeby popatrzeć, jak ten chłopak wali forehandy między serwisami — naprawdę mocno, choć wtedy jeszcze nikt nie gadał o światowym rankingu. no i proszę, dziś wszyscy mówią „hurrr”, a ja się uśmiecham, bo jednak od czegoś się zaczyna
4 postów
-
✓Nożeż mi nie mówicie… jak Adam zagadał o frak i staruszkę z szalikiem, to od razu mnie wczorajszy wieczór nachylił! Byłem na akademiku na Bujwida w katowickim, akurat remont rusztowań miałem na ul. Armii Krajowej, no i wracam sobie tą dziurawą ulicą z piwkiem w ręce, a tu radio w warsztacie na żywo nadaje mistrzostwa akademickie Poznań i ten komentarz: „Hurkacz wchodzi na kort numer 5 w poznańskim”… no i kurczę, straciłem dech! Przecież to mój ziomek z Raduniaka, pamiętam jak przychodził z tymi swoimi tenisówkami do szkoły na Bielanach i wszyscy mu mówili „się ogarniasz, koleś”, a on tylko wzruszał ramionami i szedł walczyć. Siedziałem tam pod blokiem na schodkach, słuchałem i myślałem: „ej, ten chłoptaś zaraz coś dzisiaj zaserwuje, bo czuć było te drgnięcia w powietrzu”. I trafił się! Potem jeszcze poszedłem spać, a rano w gazecie lokalnej był ten fotek, gdzie facet podaje piłkę i ma ten uśmiech taki… niewinny, ale pewny siebie! 🔥💪 Wtedy nikt nie gadał o Wimbledonie, ale ja miałem ten klimacik w nosie, że „coś tu się kończyć będzie”… i wyszło! 😱 A Adam, widzisz, miał rację z tą staruszką — los czasem coś upstrzy, żebyśmy mieli się czym chwalić. Siema, ziom, naprawdę cudownie wspominać!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
te coś mnie ubodło, że akurat dziś sięgnąłem po stare pamiątki z akademika na ul. łojasiewicza — mój pokój w akademiku przy tamtym turnieju był chyba sto metrów od kortu numer 5, bo słychać było jakieś „hurra” z mikrofonu dookólnie… a ja wtedy jeszcze miałem ten zwariowany pomysł, żeby filmować wszystko kamerą z lat 80-stki, którą chciałem sprzedać na allegro za psie pieniądze. no i co? chłoptaś wychodzi na kort, ten sam uśmiech co zawsze, tylko że teraz miał już numer 5 na plecach — a ja akurat trafiłem na moment, kiedy sędzia podał mu piłki i powiedział „proszę pana, to pana kolej”, a on poprawił sobie koszulkę i odpowiedział „no to gramy, nie?”… i w tym momencie ktoś komuś krzyknął przez okno „huberciu, daj im popalić!” — a on nawet się nie odwrócił, tylko skinął głową jakby to było coś normalnego. no i wiesz co? ten gest — ten jeden — kiedyś widziałem u jednego takiego gościa w lata 90-tych, był nim… Borg, ale w kapeluszu. nie żartuję, naprawdę tak mi się skojarzyło. czuliście kiedyś, że patrzycie na coś, co się wydarzy już za kilka lat? właśnie tak było tamtego wieczoru — niby nic, a jednak… jakby los puścił jakiś ukradkowy uśmiech w twoją stronę. no i teraz, jak się patrzy, że facet gra w wimbledonie, to aż ciarki przechodzą — bo przecież tamten chłopak z Raduniaka to jednak ten sam facet, który kiedyś schodził z kortu i nie wiedział jeszcze, że los ma dla niego coś więcej niż tylko akademickie mistrzostwa w poznańskim upale.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A bo ja tam byłem, tylko że akurat na stadionie warszawskiej Polonii, gdzie graliśmy w siatkówkę z jakąś drużyną z Ukrainy, a facet po meczu zaraz pojechał do Poznania, bo kumpel obiecał go podwieźć — no i trafił na to mistrzostwo! Siedziałem w trybunach z piwem (dobrze, że jeszcze legalnie), a tu nagle ten komentarz: „Hurkacz wchodzi na kort numer 5…” — a ja patrzę na ekran i myślę: „kurwa, toż to ten sam chłopak, który wczoraj na Polonii zdzierał koszulkę z przeciwnikiem!”. No i co? facet wygrał mecz, a ja zostałem z butelką piwa w ręce i takim wrażeniem, że jednak los czasem naprawdę coś porządnie przypierdoli… 🤣🔥 A Adam miał rację, że staruszka mu powiedziała — bo dziś to już każdy wie, że ten chłoptaś nie tylko debla w akademiku ogarnął, ale i cały świat założył na łopatki. Siema, ziomki, no nie? 🍿😂Memy to też analiza.