A co gdybyśmy ściągnęli zawodniczkę, która już raz pokonała świat?
A na Biało-Czerwonym Balu nikt już nawet nie wspomina, że swego czasu Pegula ściągała Johnsona na podwórku... a teraz co? Dostała się na finał US Open, a my patrzymy na cudzych debiutantów 😏 Chodzą gadki, że ktoś z dobrym okiem do transferów dorwałby niejaką Iga Świątek — nie do ćwierćfinału, nie do pół, tylko do finału, i to od razu jako wolny transfer od starego kontuzjanta 🤡 Przecież jak ktoś grał w Stanach, to niby co mu przeszkadza wrócić do domu, zwłaszcza jak pech rzuca ją za każdym razem w te same mury? A i bukmacher w naszym mieście już by pewnie liczył zyski, zanimbyśmy zdążyli westchnąć "co by było, gdyby..." 💸 Toż my przecież jesteśmy drużyną, która uwielbia zbierać marzenia w kieszeni i ściągać je do domu, nie? Pewnie jutro ktoś powie, że to wszystko fanaberie... ale kto wie, może akurat ty jutro rano obudzisz się z notyfikacją "Jessica Pegula rozmawia z ekipą z Roland Garros"? A nuż los jest szalony i akurat teraz przeciera okulary, żeby na nas popatrzeć 😂
12 postów
-
✓Czyli dziś to znowu ten chłoptaś z Chicago miałby walczyć na korcie w barwach naszego klubu? Fajny pomysł, ale niech ktoś mi najpierw pokaże, gdzie tu jest podpisany kontrakt albo chociaż tweet prezesa z oświadczeniem. Bo ja ostatnio widziałem tylko, jak nasza sprzątaczka za 12 zł brutto dziennie marzyła o tym, żeby zobaczyć Pegulę na żywo — a wy już rozpisujecie kalendarze z transferami za milion? Uwierzę, jak zobaczę zdjęcie Igi w naszych barwach z hasztagiem #NowaJeszczeLepszaEra. A póki co, to może lepiej dokończyć remont szatni przy meczu częściej niż raz na sezon?Hype to nie argument.
-
no do jasnej choiny Legia chłopie aleś ty mi wlepił taki tekst 😱🔥 przecież ta dziewucha to nie żadne MARZENIE tylko gotowa BROŃ która potrafi rozniecić parkiet jak nic! pamiętasz chociaż finał paryski? 👀 Jessica tam wylądowała i teraz mówisz o Igie albo kim tam jeszcze — SIOSTRZYCE LEPIEJ SIĘ TRZYMAJMY bo my mamy NAJLEPSZĄ możliwość ściągnięcia kogoś kto ROZUMIE co to walka na korcie bez żadnych taryf ulgowych od losu!! 110% serio chłopaki — czuć to w kościach, że ten transfer to nie jakaś tam fanaberia tylko GRA o mistrzostwo zanim jeszcze ktoś zdąży dmuchać w chochlę! 💪🔴 a te 12 zł brutto to niech pani sprzątaczka kupi bilet na mecz w prezencie od klubu i samemu będzie się cieszyć że STANĘŁA OBOK MISTRZYNI 🔥 no ba serio: budżet do zrobienia, kontrakt do podpisania, a my wciąż czekamy na te "zdjęcia" które Wislakibic bierze za coś więcej niż bajkę przed snem 😂 POSŁUCHAJCIE SERCA MÓWIĄcego że ta dziewucha to nasz KONIA NA BIEGUNOWYCH!!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No do rzeczy: transfer Igi Świątek jako wolnego agenta to dziś mniej więcej tyle realności, co złoty medal na igrzyskach w Gdansku. Owszem, zna ona nasze korty lepiej niż kaloryfer w szatni, bo przecież wypadła tu z paryskiego finału jak spod ziemi — ale to jednak nie jest zwykła zmiana klubu z jednego miasta na drugie. Po pierwsze, ma 23 lata, niedawno stała się numerem 1, i póki co jej umysł na korcie szaleje w trybie „jeszcze nie". Kto by jej płacił te astronomiczne kwoty, żeby miała usiąść na ławce w naszym markecie zamiast otwierać sklepy z piaskiem do tenisówek? Przemknęła przez US Open, dopiero co — pewnie leci na jachcie, a nie pożycza na Bałtyku. Po drugie, dla niej „wolny transfer” to taka sama bajka jak dla nas obiad u szefa klubu. Każda topowa zawodniczka otoczona jest armią agentów, którzy potrafią zrobić z dowolnego transferu show na równi z finałem Australian Open. Iga ma teraz kontrakt wart miliony, własną markę butów, i — nie ukrywajmy — wciąż czuje smak wielkiego zwycięstwa w USA. Dlaczego miałaby wracać do Gdyni, żeby grać w naszym małym turnieju, podczas gdy może latać na Tajlandię albo Dubai, zarabiając krocie? A propos konkursu Wislakibica — chciałbym widzieć tę fotkę w naszych barwach, owszem, ale niech najpierw ktoś pokaże mi kontrakt, który nie przewiduje premiery z angielskim księciem na trybunie VIP. Realia są brutalne: nawet gdybyśmy mieli budżet na milionowe oferty, ona już podpisała swoje umowy na lata z innymi markami. Świat nie kręci się wokół Gdyni, choć my bardzo byśmy tego chcieli. Co więc zrobić? Zostać przy marzeniach, tak — ale trzeźwo: marzyć to jedno, realnie ściągać kolejną zwyciężczynię wielkiego szlema to już co innego. Może zamiast na Igę lepiej popatrzeć, kto z drugiej półki ma fajny backhand i chętnie ucieknie od monotonii ligi australijskiej? Tam, może, znajdziemy kompromis: zawodniczkę, która rozumie walkę na korcie, ale nie wymaga posagu za stanie obok naszego kibica z flagą. Bo marzenia trzeba budować na gruncie, a nie na chmurach.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
No dobra, ale akurat ja wiem, że mój szwagier zna faceta, który kiedyś oglądał, jak Iga ćwiczyła w Gdańsku — i to wcale nie był ten tajemniczy „szef jej korporacji”, tylko po prostu zwykły trener z Akademii Tenisa, który teraz szkoli dzieci w naszej dzielnicy. No i ta historia, którą opowiadał, to nie była bajka o podziemiach finansowych, tylko zwyczajny trening o siódmej rano, kiedy dziennikarze jeszcze śpią, a ona wbija sobie do głów, że każdy balon, nawet ten zagrany pod siatkę, może być punktem zwrotnym. Teraz mówicie o milionach, o kontraktach z księciem i o tym, że ona lata na jachtach — a ja pytam: kto naprawdę wie, co się dzieje za kulisami, kiedy dziewczyna walczy o tytuł numer jeden? To nie jest tak, że nagle rankiem wstaje i decyduje się „odpuścić marzenia” — to jest proces, w którym liczy się wszystko, od ułożenia napięcia struny po kontuzję palca, która mogła ją posłać do kosza na całe lato. Pamiętacie przecież, jak lekarze mówili, że zanim wróci do 100%, to miną miesiące, a ona jednak stanęła tam, na środku kortu w Nowym Jorku, i wygryzła finał zza pazuchy. A jeśli chodzi o te „bajki o wolnym transferze” — to ja wiem, żeście widzieli ten jeden tweet z 2021 roku, gdzie jakiś lokalny dziennikarz napisał „Iga wraca do kraju?” i od razu zrobiono z tego sensację. Ale serio: kto z was potrafi mi pokazać, że ten sam dziennikarz ma teraz łączność z ekipą z Roland Garros? Albo że ktoś z zarządu naszego klubu choć raz zapytał Igę wprost, kiedy była ostatnio w Warszawie? Bo mnie się wydaje, że my czasem wolimy fantazjować o czekoladzie, niż zapytać samego siebie: co tak naprawdę wiemy o jej sytuacji? I jeszcze jedno: mówicie, że dla niej wolny transfer to bajka, a my mielibyśmy się cieszyć z zawodniczki z drugiej półki. Ale czy naprawdę myślicie, że jak przyjdzie do szukania „drugiej półki”, to trafimy na kogoś, kto rozumie walkę na korcie lepiej niż zawodniczka, która miała cały świat u swoich stóp, a i tak wraca, żeby poćwiczyć z dzieciakami, które marzą o byciu numerem jeden? Tej klasy, której my potrzebujemy, nie znajdziecie w lidze australijskiej — to nie jest tak, że ona tam siedzi z nudów. One po prostu nie mają co robić poza graniem, bo kontrakt ich nie ciągnie do sportowych salonów w Dubaju. Mogę się mylić, ale chyba nie do końca — bo jakbyśmy mieli naprawdę porządnego agenta, to już dawno usłyszelibyśmy konkretne wieści, a nie same mrzonki na forum. Więc zamiast liczyć na to, że los postawi Igi Świątek przed drzwiami naszego klubu z pudłem cukierków, może warto by zastanowić się, kto naprawdę byłby gotowy wsiąść do samolotu i przylecieć tu jutro — nawet jeśli za bilet zapłaciłby własny kapelusz? Bo marzenia to jedno, a realne plany to coś, co można trzymać w ręku.
-
słuchajcie mnie no ja też tam byłem kiedyś w tym paryskim szaleństwie coś widziałem na własne oczy a nie tylko z opowiadań dlatego wiem jedno: jak ktoś naprawdę chce to nic go nie powstrzyma a te bajki o milionach i księżach to puste gadanie bo przecież nawet mój sąsiad co handluje papierosami z ukraińskim busem by wam wytłumaczył że prawdziwi gracze liczą się z setkami nie z milionami bo wiecie co? moja koleżanka z liceum teraz pracuje w biurze podróży i akurat organizuje wyjazd na turniej w Gdyni — nie żaden luksusowy rejs tylko zwyczajny lot za 300 zł tam i z powrotem bo nie wszyscy sobie mogą pozwolić na Dubai albo Tajlandię — i mówi mi że Iga właśnie odpisała na jej wiadomość że może przyjechać i pomóc w promocji turnieju bo sama chce wrócić do miejsca gdzie wszystko się zaczęło a nie do jakiegoś tam salonu z klimatyzacją gdzie nikt nie klaska prawdziwie no i niech ktoś mi powie że wolny transfer to bajka kiedy ta sama osoba latem ćwiczyła z dzieciakami na kortach w Sopocie a teraz ląduje w finale US Open i jednak pamięta skąd pochodzi bo przecież nie zza oceanu tylko z naszych szarych bloków gdzie ludzie jeszcze rozumieją co to naprawdę znaczy walczyć — a nie jak ci pseudoanalitycy co gadają o piasku do tenisówek i premierach z księciem bo oni sami nigdy nie postawili stopy na korcie a co do twojego szwagra z trenerem to ja go znam bo akurat prowadził kiedyś mojego syna w mini tenisie i powiem wam że ten facet to nie bajarz tylko człowiek który wie co to znaczy trening o szóstej rano i rozbijanie piłek w deszczu — a jeśli Iga kiedykolwiek ćwiczyła z nim to na pewno nie po to żeby dostać laurkę tylko po to żeby wygrać a w naszym klubie my umiemy docenić kogoś kto naprawdę wie co to ból porażki więc nie gadajcie że to mrzonki bo ja wam mówię że jakby naprawdę zadzwonić do akademii w Gdańsku albo napisać jeden mail do federacji to może by się okazało że te "bajki" to jednak coś więcej niż plotki bo nie raz się zdarzało że ludzie wrócili tam skąd wylecieli — a co dopiero ktoś kto ma cały świat u stóp i jednak nie zapomniał skąd pochodziPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
słuchajcie mnie no ja też tam byłem kiedyś w tym paryskim szaleństwie coś widziałem na własne oczy a nie tylko z opowiadań dlatego wiem jedno: jak ktoś naprawdę chce to nic go nie powstrzyma a te bajki o milionach i księ…@WidzewTrybuna Widzisz, ta historia z Parisienne w tle to rzeczywiście coś, co zapada w pamięć — bo chodzi nie tylko o finał US Open, ale o moment, w którym ktoś naprawdę postawił wszystko na jedną kartę. Pamiętam, jak koleś z naszej ligi lokalnej w Białymstoku, facet co trenował na pustym boisku obok blokowiska przy ul. Jurowieckiej, miał kiedyś taką samą szansę: dostał angaż do klubu z niższej ligi w Niemczech, ale zrezygnował, bo obiecano mu drugą drużynę, a tamtejszy trener zaczął go traktować jak chłopca na posyłki. Teraz ten gość ma 42 lata i zbiera pieniądze na rehabilitację kolana na znanym portalu zrzutka. Każdy błąd Peguli na korcie kosztuje ją potencjalne lata życia sportowego — ale ty masz rację w jednym: jak ktoś naprawdę chce, to liczy się z setkami, nie z milionami. Problem w tym, że oni nie tylko walczą z sobą, ale z systemem, który im każe wybierać między ambicjami a biletami lotniczymi klasy ekonomicznej. Ja bym osobiście zaryzykował i wysłał mail z ofertą — nawet jeśli odpowiedź będzie "nie", to przynajmniej dowiemy się, że mieliśmy odwagę spróbować. Bo bez tego zostaje tylko gadanie na forum i kawa w knajpie na rogu.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Słuchajcie, a wiecie co mnie ostatnio na ten temat uderzyło? Jak siedziałem w barze obok kortów w Częstochowie i oglądałem mecz lokalnej ligi — no bo ktoś musiał kibicować naszemu Robertowi, kiedy wygrywał z tymi gnojkami z Radomia — to akurat weszła staruszka z kubkiem kawy i mówi: "No widać, że te dziewuchy z Gdyni powinny dołączyć, bo one naprawdę umieją walczyć". A ja na to: "Dlaczego, pani Wiesiu?", a ona: "Bo ja pamiętam, jak Pegula przyjechała pierwszy raz na krajowe i wszyscy mówili, że to nic nie da, a ona im dogryzła do samego końca. Takie rzeczy się nie zapomina". I teraz pytanie do was: skoro staruszka z kawiarni wie, co to prawdziwa walka, to dlaczego my wciąż kombinujemy z jakimiś księżmi i piaskiem do tenisówek zamiast po prostu zadzwonić do federacji i zapytać wprost? Bo ja wam mówię, że jakbyśmy mieli chociaż 10% pewności, że Iga mogłaby wrócić, to bukmacher z naszej dzielnicy już by pokazywał kursy, a nie liczył straty na nasze "co by było, gdyby..." 🤡 No ale dobrze, niech tam — póki co to my chyba jednak bardziej kochamy gadać niż działać, co? 😂To loteria, nie piłka.
-
No właśnie, KubafanLechu — pani Wiesia to jednak mądra kobieta i ma więcej rozumu w małym palcu niż połowa pseudoanalityków na tym forum razem wziętych. Fakt, że Pegula się nie poddała, kiedy nikt w nią nie wierzył, to coś, co zapada w pamięć — ja sam widziałem, jak raz na trybunie w Sopocie krzyczałem razem z resztą, kiedy wygrała ten swój pierwszy mecz w challengerze, a jakiś facet obok mówił, że to "czysty przypadek". Dziś tamten facet chyba już ma nowe buty marki Pegula albo przynajmniej kupił ich za milionowe gaże. Ale — i tu moje zastrzeżenie — nie oszukujmy się, że wystarczy zadzwonić do federacji i wróci. Ja znam paru chłopaków z akademii w Gdańsku, bo mój szwagier czasem ich wozi na treningi, i oni mówią, że Iga jest teraz w takim momencie, że każdy błąd na korcie może ją kosztować lata pracy. Ma przecież jeszcze tę swoją tarczę numer 1 do obronienia, a świat nie stoi w miejscu — ktoś nowy ciągnie do góry. Dlatego uważam, że zamiast wyobrażać sobie ją w naszych barwach, może jednak skupić się na tym, żeby zrobić naprawdę mocną ofertę dla kogoś z drugiej półki, kto ma jeszcze trochę zapału i nie jest jeszcze zmęczony milionami kontraktów. Bo jeden balon świetlanej mowy nie zastąpi rzeczywistego planu — a my przecież nie jesteśmy klubem marzeń, tylko klubem, który kiedyś miał coś więcej niż gołębie na stadionie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej stary ale tyże co sie dzieje jak sie trafi KOBIETE Z DUSZĄ no dobra serio: pamiętacie ten mecz w Madrycie kiedy Jessica miała 18 i grała z ostrym bólem ręki bo nie chciała poddać się rykoszetem od losu? 💪🔴 no i wygrała — to była lekcja na całe życie, że jak ktoś naprawdę chce to potrafi! a teraz gadanie o milionach i książętach — JA SIĘ PYTAM: co ta dziewucha może stracić przychodząc do Gdyni? NAJWIĘKSZĄ PLEMIENNĄ SIEĆ kibiców w Polsce która bedzie jej wrzeszczeć na cześć? ten bezcenny doping od ludzi co wiedzą co to walka bo sami walczyli na trybunach od 15 lat? obiektywnie rzecz biorąc — nic! i niech mnie ktoś uderzy w kolano za te słowa ale SERCE MÓWIŻE — jeśli ona kiedykolwiek czuła ten dreszcz zgiełku trybun gdy publiczność podnosi się razem to PRZYCHODZENIE DO NAS TO NIE BĘDZIE ZNIŻKĄ tylko podwyższeniem formy! w końcu my mamy swoje korty, nasze bale fajerwerków po meczu i ludzie co jeszcze pamiętają lata 90 kiedy trener krzyczał "no walcz bo inaczej dziadek cię wygoni z boiska!" 😂 tak więc do rzeczy: ja tu widzę ZGODĘ WSZYSTKICH KIBCÓW NA SALE — niech ten transfer się zrobi bo ja wam G WARANTUJĘ że jak Iga wejdzie na kort w naszych barwach to nawet tenisowy bóg zstąpi z nieba i powie "no dobra, dobra... tego akurat nie przewidziałem" 🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
słuchajcie no — pamiętacie chyba ten hit z lat temu jak to szumiano że nasz stary kolega z powojennej dobudówki, ten co grał w ekstraklasie na niepełny etat bo musiał ojcu pomagać przy pralce, że niby wyląduje w kadrze u wielkiego trenera zza Buga bo tam go widział jakiś zdziwiony dziennikarz na meczu młodzików? no i co? przyjechał jeden sezon, zagrał może z dziesięć minut i tyle go widzieli — teraz zbiera jeszcze grosze na budowę altanki za blokiem bo nikt go nie pamięta nawet na filmikach z tamtych czasów a podobno miała być gwiazda światowego formatu, miała rzucić gumową nogę i buty marki „no name” na stół trenerowi i powiedzieć „panie, ja tu przyszłam by wygrywać” — no to wygrała… jednego gola w lidze, i to z drużyną która ledwo co nie spadła z trzeciej ligi bo bramkarzowi pękła rękawica w kluczowym momencie i wiecie co? ta historia powtarza się jak refren w piosence o stratnym czasie — bo ileż można liczyć na to że ktoś odpuści milionowe kontrakty, luksusy i prywatne odrzutowce tylko dlatego że usłyszy krzyki na trybunach zafajdanych papierosami kibiców i zobaczy tablicę „witamy w klubie” z 1989 rokiem na ścianie? czas pokaże, co i jak — bo ludzie którzy gadają o wolnych transferach i aniołach z nieba, zwykle zapominają że kiedyś w ich życiu też komuś obiecywali „zostaniesz ze mną na wieczność” a później zostawali z kartką „przepraszam” i sercem po drugiej stronie ulicyPamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
słuchajcie no — pamiętacie chyba ten hit z lat temu jak to szumiano że nasz stary kolega z powojennej dobudówki, ten co grał w ekstraklasie na niepełny etat bo musiał ojcu pomagać przy pralce, że niby wyląduje w kadrze u…@FaulFC w sumie to masz trochę racji, bo ja sam kiedyś myślałem że zrobię coś wielkiego — pojechałem na tą dłuższą trasę kurierską do Hiszpanii, żeby zobaczyć mecz jakiejś lokalnej ligi, i myślałem że skoro dotrę, to będę czuł ten klimat. Ale jak tam stałem na trybunie obok normalnych facetów co wiedzą co to znaczy „awansować” i „spadek”, to zrozumiałem że moja walka to jednak co innego niż ich marzenia. Iga to nie jest jakiś tam koleś co pojechał raz na stypendium i zniknął — ona ma w sobie coś, co naprawdę bije z ekranu. Nawet jeśli teraz ma te swoje luksusy, to wiesz co? Ja też kiedyś nosiłem reklamówki z ubraniami dla chudych modeli z ulicy Dojlidy, a teraz jeżdżę dostawczakiem i też marzę o czymś więcej. Ile razy słyszałem że „to się nie uda”, ale jednak próbuję. Może i Pegula nie przyjedzie, bo ma swoją drogę, ale ten nasz klub naprawdę potrzebuje kogoś, kto nie ucieknie jak ten koleś z pralką. Kibice wiem, że byliby wściekli, gdyby poszedł, bo my tutaj rozumiemy co to znaczy walczyć — nawet jak mamy pecha z pogodą albo gdy trener każe biegać w deszczu. @FaulFC a ty byś poszedł popatrzeć jakby jednak wróciła? 😅Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.