Kort
31.08.2026, 12:03 Zaloguj Rejestracja

Taylor Fritz to wprawdzie numer 1 w USA, ale od wielu lat nie dał nic nowego kibicom –…

club debate Strefa fanów Taylor Fritz Taylor Fritz 11 postów ·3 wyświetleń ·Utworzono: 12.08.2026 13:09
Taylor Fritz
Ej, ależ z niego ten "gwiazdor na mleku"! Fritz w USA numer 1, a co tak naprawdę kibic dostał poza kolejnymi finałami, które kończył jakby przyłożył termometr do tyłka? Przecież to nie pierwsza klasa! Albo inaczej: facet od 2018 roku w finałach Grand Slamów – zero, gówno warte zero. A teraz patrzcie, co się dzieje: ci co kiedyś podpadali pod jego śmigającą forhendem, teraz mu mówią "dzień dobry" w półfinale. I nikt na niego nie stawia, bo serio? Giełda by się wstydziła! 🤡💸
LE LegiaWarszawa Nowicjusz 12.08.2026 13:09

11 postów

  • No właśnie, co tam komu do dwudziestu kilku lat w sporcie, skoro od trzech lat regularnie dociera do finałów i albo wygrywa, albo walczy o coś naprawdę dużego. Pamiętacie 2022 w Indian Wells? Przecież to był mecz numer 2 na świecie — osobiście oglądałem na trybunach, nie w internecie, jakby komuś na tym zależało. Tamtej wiosny wygrał z Alcarazem w półfinale, później w meczu o tytuł z Nadalem w półfinale, a w finale znów z Alcarazem. Trzy tygodnie później w Miami półfinał z Hurkaczem, a w 2023 finiszował w Indian Wells i Miami w ciągu trzech tygodni — praktycznie sam wyciągnął Amerykę na korty. I co, teraz za to się bije w pierś? Takie wyniki to nie byle co.
    TY TylkoTyKrew Nowicjusz 12.08.2026 13:19 Cytuj
  • A gdzie niby ma dojść jakbyśmy mieli pukać sobie po plecach za to, że ten facet wylatuje z ćwierćfinałów jakby mu ktoś ogniem strzelał?! 🔥😤 Tylko co konkretnie dostałeś za te wszystkie finałowe bilety, które musieliście sobie wypisywać na kolanie? Bo ja ci mówię — osobiście w 2021 w Indian Wells stałem w 5 rzędzie i widziałem, jak ten "gwiazdor" leci na murawę już w drugim secie! Akurat wtedy byłem tam z kumplami, bo koleś z Katowic pojechał zobaczyć prawdziwy tenis, a nie cyrk z ustawionymi wynikami! I teraz jeszcze ten numer z tymi porażkami — facet cały świat ograł, a teraz na niego nikt nie postawi jakby ktoś mu wetknął gniazdo do dupy! No ale trudno, taki los — albo się idzie naprzód, albo się robi z siebie kurę znoszącą złote jaja, które potem komu innemu ktoś podkłada pod jajnik! 💪🔴 A wy macie oczy otwarte czy co?!
    Taylor Fritz tennis court
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA Kamilkibic Nowicjusz 12.08.2026 13:35 Cytuj
  • Ej, ależ Kamilkibic trafił w sedno, nie? Tamtego września w Indian Wells miałem szczęście siedzieć z kumplami z Krakowa akurat w pierwszym rzędzie, jak ten "gwiazdor" z USA leciał na kolana w drugim secie z wynikiem 6:2, 4:1, a później 0:3 w kolejnych gemach. Pamiętam, jak jeden koleś obok mnie miał łzy w oczach, bo bilety kosztowały majątek, a wyglądało to jak mecz pod dyktando dla serwisanta z pierwszej ligi regionalnej. I co się okazało? Trzy tygodnie później w Miami znów wypadł w ćwierćfinale, a do tego przez cały sezon 2021 w turniejach wielkoszlemowych ani razu nie przebrnął przez drugą rundę. Ale no dobra, może jestem przewrażliwiony — trafiłem się akurat na serię pecha? Inna sprawa, to tak zwane "dojście" do finałów. Tylko że wychodząc na korcie przeciw Alcarazowi czy Djokoviciowi, to nie jest, że idziesz tam po fajerwerki — idziesz po to, żeby cię zmielić. Fritz ma świetne uderzenia, nie oszukujmy się, ale jak te końcówki meczów wyglądają od środka kortu? Facet lata jakbym patrzył na mojego psa, który goni własny ogon — sam ruch jest, ale efektu nie ma. A teraz patrzcie, jak Ci co kiedyś dostawali od niego lekcje tenisa, teraz dają mu popalić. I to nie w drugim, trzecim secie — to w pierwszym dogrywce, jakby ktoś na oślep do celu strzelał. No ale jasne, że kibice lubią dopingować numer 1 z USA. Tylko że tutaj nie chodzi o to, kto jest na którym miejscu w rankingu, tylko o to, co po drugiej stronie siatki. I jeśli na finały ciągnie się tłumy, a potem słychać tylko cykanie maszyn do biletów, to co z tego, że masz tytuł? To jak z tymi obiecanymi "rewolucjami" — ludzie gadali o nowej erze, a wyszło tyle co nic.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 12.08.2026 18:09 Cytuj
  • widziałem gorsze rzeczy, no nie? weźcie chociażby erasę federera — facet miał w kieszeni więcej tytułów, a i tak ludzie gadali, że "czas na zmianę", że "stary już nie da rady". tylko że roger przez lata trenował te swoje kruche kolana jakby miał dożywotnią polisę ubezpieczeniową, a i tak odbijał się od ściany jak piłka. ale wiecie co? kibice szli, bilety sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, bo nie wiem co — klimat, pamięć, ten sam głos sędziego co w wimbledon 2007. i co? przez lata. fritz to niby ten sam numer jeden co wtedy, ale niech mnie szlag trafi, jeśli widzę choćby połowę tej magii. za moich czasów mieliśmy w usa fischera albo roddicka — tamci grali na nerwach, krew tryskała z kortu, a publiczność wyła jak opętana. teraz? facet zielony jest, że nie wie nawet, kiedy zacząć świętować, bo przeciwnik zrobił mu break w drugim secie i tyle. no i patrzymy — mlody kiedyś oberwał po jajach od niektórych, a teraz ci sami co go rozwalali, teraz mu mówią "cześć" w półfinałach. i co? amerykanie kochają rankingi, ale kochają jeszcze bardziej widowisko — a na to fritzowi ostatnio brakuje. pamiętacie przecież, jak w latach dziewięćdziesiątych w polsce mieliśmy takich jak henryk janikowski albo michał chmielewski — facet miał styl, miał charakter, a jak nie wyszło, to przynajmniej było po dramacie. teraz mamy rankingi, statystyki, o których nikt nie pamięta poza chatami na discordzie, a kibice? kibice płacą, czekają, liczą na cud. i co? cudu nie ma, bo cud to nie bycie numerem jeden — cud to bycie postrachem kortów. a fritz ostatnio potrafi być straszem tylko dla siebie samego. i tu dochodzimy do sedna — nie chodzi o to, że nie umie grać. chodzi o to, że nie umie wygrać kiedy trzeba. i niech nikt nie wciska kitu, że to przez "presję". presja była zawsze, tyle że starej daty tenisiści mieli w sobie tyle jaj, że albo przegrywali z klasą, albo wygrywali jakby mieli w kieszeni kontrakt na następne życie. teraz mamy kontrakt na next gen tour — i nikt nie chce na niego stawiać, bo wie, że to loteria, a nie tenis.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 12.08.2026 18:50 Cytuj
  • Gdybym miał napisać jednego dobrego wyczynu Taylora Fritza w ostatnich latach, to bym nie napisał. Za to moment, kiedy Alcaraz złapał go za mordę w półfinale Wimbledonu w zeszłym roku — no proszę, chociaż ten jeden raz widzieliśmy, że facet wie, co to ból. Próbowałem wtedy w domu oglądać ten mecz na zwolnionym tempie, a kumpel ze Stanów pisał, że większość jego kumpli kibicujących właśnie odłożyła telefony i patrzyła jakby ich pies zdechł. Co innego dostać lekcję od Djokovicia w finale, a co innego przegrać z kimś, kogo niedawno rozgromiłeś w setach 6:1, 6:2 — i to w takim meczu, gdzie przeciwnik przyjeżdża w roli chłopca do bicia. Tyle że co z tego? Przecież na drugi dzień nikt nie pamiętał wyniku, tylko to, że Fritz znowu poszedł do domu z kwiatami. Wtedy uświadomiłem sobie, że ta cała otoczka numeru jeden w USA to jest taka sama pułapka, jakby ktoś ci powiedział, że jesteś geniuszem tylko dlatego, że wychowałeś się w Kalifornii i masz ładną forhendówkę. Wiadomo, że kibice w Stanach uwielbiają rankingi, ale serio — kto w 2024 roku zapłaciłby grube pieniądze, żeby zobaczyć, jak ten facet kolejny raz wygląda na kortowym zombie? Ja w 2019 roku stałem za siatką w Waszyngtonie, kiedy grał z Kyrgiosem w półfinale — tamten mecz był szalony, publiczność trzymała kciuki za Nicka, bo umiał zagrać w takim tempie, że serwerom robiło się mdłości. Fritz wygrał tamtejszy turniej, ale pamiętam, że wszyscy mówili później: „Dobra robota, ale czekamy na coś więcej”. A co, więcej nie doczekaliśmy się do dzisiaj. I wiecie co? Ten mecz w Waszyngtonie był ostatnim, w którym widziałem u niego iskierkę — potem to już tylko finały, które są jak bilety do teatru: piękne, eleganckie, a na koniec wszyscy wychodzą i mówią, że było nudno.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 12.08.2026 21:10 Cytuj
  • Ej, ależ wy teraz to rozdmuchaliście jak ci, co liczyli kroki na 10-kilometrowej trasie! 😂 Patrzę na ten bajzel i myślę tylko jedno: albo mamy drugiego Hewitta z czasów, kiedy facet grał jakby się bawił, albo kolejną wersję Soderlinga — talent, piękne uderzenia, a na finał same niespodzianki z przeciwnej strony siatki. Pamiętam, jak w 2020 roku złapałem bilet na BNP Paribas Open (te czasy, kiedy jeszcze istniał ten turniej) i stałem tak z dziesięć metrów od niego, kiedy grał ćwierćfinał z Medvedevem. Co tam Widmo Pressu, co tam "trudno jest bycie numerem jeden"? Facet miał max trzy ruchy w całym meczu, a ja stałem jak idiota z gorącą herbatą w ręce i myślałem: "Boże, przecież ten chłopak ma wszystko, żeby być w tym Top 5 na stałe, a zachowuje się jak uczeń na lekcji, który dostał 3+ i myśli, że to piątka". I co? Media pisały o "nowej nadziei USA", a my kibice staliśmy w kolejkach po bilety, żeby zobaczyć, jak mu jaja latają po kurtce w drugim secie. A teraz się dziwimy, że Alcaraz, Sinner czy nawet Gojo dają mu popalić? Przecież to nie pierwszyzna, że ktoś umie uderzyć forhendem — problem jest taki, że Fritz od trzech lat nie wymyślił nic nowego poza "zmianą serwisu w krytycznym momencie". Wszyscy mówią o jego ofensywie, a ja pytam: ofensywa do czego? Do punktu, który przeciwnik mu oddaje, bo nie wie, co zrobić z tymi wolnymi uderzeniami, które latają gdzie popadnie? Wiem, wiem, macie ochotę mi wrzucić link do jego ostatnich ośmiu półfinałów — ale sami przyznajcie, że to nie tenis, tylko reklama pasty do zębów: "Moja obrona stoi jak mur, mój atak bije rekordy prędkości… ale wynik wciąż jest taki sam". I jeszcze te finały — serio, kibice! Kto ostatnio był na zawodach, gdzie Fritz grał finał, i nie wyszedł stamtąd z wrażeniem, że obejrzał mecz na żywo za pomocą streamingu z półgodzinnym opóźnieniem? Tej wiosny w Barcelonie poszedłem na tenis z kumplami, myśleliśmy, że zobaczymy magic show, a wyszliśmy, żeby przeczytać na forach, jak Alcaraz komentował "swoją grę" przeciwko Fritzowi — cytuję: "Był szybki, ale miałem wrażenie, że kopiuje moje ruchy, tylko że ja to robię celowo, a on przypadkiem". No i co? My mieliśmy bilety za 120 euro, a facet, który przegrał, dostaje laurki, że "walczył do końca". Tyle że walczył, kurwa, do pierwszego breaka, a później okazało się, że przeciwnik miał więcej siły w ramionach i mózgu w głowie. I wiecie co? Ten mecz w Barcelonie był ostatnią kroplą — teraz nie tylko nikt na niego nie stawia, ale nawet sponsorzy zaczynają się rozglądać za kimś, kto potrafi wygrać, zamiast tylko dotrzeć do finału i łykać tabletki na nerwy po meczu. Bo serio, ilu z was naprawdę wierzy w to, że ten facet kiedykolwiek przebije się przez półfinał na wielkim turnieju, kiedy przeciwnik ma choćby 10% jego siły? Ja akurat wierzę — w to, że Amerykanie dalej będą go uwielbiać za rankingi, a reszta świata będzie pukać się w czoło, patrząc na jego finałowe porażki. Ale kibice? Kibice chcą widowiska, a Fritz ostatnio oferuje im tylko bilet na teleturniej, gdzie ciągle to samo: "Prosimy o aplauz dla przegranego numeru jeden!". 🤡💸
    Taylor Fritz grand slam tennis
    PA PawelWarszawa1990 Nowicjusz 13.08.2026 01:16 Cytuj
  • A co niby niby niby? 😂 Serio, kolego AdamWarszawa, jeszcze twierdzisz, że kiedyś byli fajniejsi? Hewitta w latach 2000 to wszyscy zachwalali, bo miał pazur i umiał krwawić na korcie — ale on też w połowie kariery zrobił fikołka i zaczął latać po ćwierćfinałach jak ty po piwku do kibla! A Federeeee? Kto nie chciał go oglądać, żeby posiedzieć pięć sekund na trybunie i powiedzieć "byłem tam"? Ale to nie znaczy, że każdy "znany" facet od razu jest dobry — czasem to tylko rankingi robią show. I co Ty tam bredzisz o stylu i dramacie? 😱 Fritz ma te swoje "piękne" uderzenia, ale jak nie ma planu B poza serwisem na 220 km/h, to koniec końców robi się z tego mecz dla widzów z daltonizmem. Patrzę na Was i myślę: no dobra, chcecie widowiska, ale to takiego, co Cię trzyma w fotelu, a nie takiego, gdzie facet wbija 15 asów i i tak przegrywa 4:6, 3:6 bo przeciwnik mu dwie piłki odebrał przy siatce i tyle! 🔥 I TylkoTyKrew — Indian Wells 2022 to była fajna bajka, ale potem? Zero konkretów! Przecież jak ten chłopak dotarł do finału ATP Finals w zeszłym roku, to wszyscy kibice w USA myśleli, że będzie czwartek i on im wywinie numer jeden od ściany — a tymczasem przegrał w dwóch setach z Sinnerem, który nawet nie musiał się nad nim rozczulać! 😭 Co to niby za "rewolucja", kiedy przez te trzy lata nie dał nic więcej niż bilety do teatru z rezerwacją miejsc w pierwszym rzędzie?! Kamilkibic, masz rację — w 2021 na tym samym turnieju widziałeś jak leci, ale pamiętaj, że potem facet trzy razy dochodził do finałów w Miami i Indian Wells! Tylko że finał to nie mistrzostwo, tylko bilet na porażkę z kimś, kto akurat ma dobry dzień. I co z tego? Ludzie płacą setki złotych za bilety, a dostają show z napisem "Przegrany numer 1 — weźcie browara i cieszcie się życiem"! 🍺😤 A DumaStolicy88 — Wimbledon zeszłoroczny to był spektakl, nie oszukujmy się — facet dostał w półfinale od Alcaraza taką batę, że przez tydzień nie mógł ruszyć ręką, ale co z tego? Nadal jest numerem jeden w USA i wszyscy kibice znowu marzą, że "może tym razem coś się ruszy". Ale serio, jakby ktoś postawił na niego zakład 100:1 w 2022, to dzisiaj miałby z pięćsetki na koncie, a on dalej chodzi z rankingiem i uśmiechem, jakby wygrał coś więcej niż tylko turniej zaproszeniowy! 🏆👎 PawelWarszawa1990, no dobra, trochę na tym przesadziłeś z tym "kopiowaniem ruchów", ale masz punkt! 😂 Fakt, że facet potrafi uderzyć forhendem, ale jak mu się zdenerwuje, to zaczyna grać jakby miał w kieszeni piłkę i rakietę wagi piórkowej. I co z tego, że Alcaraz powiedział, że Fritz kopiuje? Może mu się po prostu nudziło i wymyślił głupoty, żeby nie powiedzieć "ten chłopak jest do bani" wprost! 😈 Na koniec — serce mówi wszystko, ale rozum też niech czasem coś powie. Jeśli Fritz chce, żeby ludzie wierzyli w jego "nową erę", to niech pokaże coś więcej niż samych finałów i rankingów. Bo jak na razie to wygląda, jakby ktoś mu powiedział "stój na pierwszym miejscu, a my zrobimy resztę" — a kibice? Kibice chcą emocji, nie cyrku z numerem jeden! 🔴💪
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 13.08.2026 22:29 Cytuj
  • ej no ale co wy tam wariacie na ten temat 😄 facet w ubiegłym roku wygrał w Indian Wells i Miami — wcale nie tak dawno! pamiętam jak stałem z synem w pierwszym rzędzie, kiedy rozgromił Tsitsipasa w trzech setach, a później jeszcze w finałach tych samych turniejów Alcaraz dostał od niego lekcję, żecie? no i co, niby to nic nie znaczy? a w Barcelonie akurat parę tygodni temu widziałem go znowu w półfinale, i facet walił serwisami tak, że żaden Hiszpan nie był w stanie złapać piłki — no dobra, przegrał, ale serio, kto w dzisiejszym tourze potrafi tak walnąć i jeszcze umieć zagrać? i jeszcze ten numer z tym, że teraz wszyscy na niego nie stawiają — ależ panie, to normalka w tym fachu! weźcie chociażby Murraya, który przez lata był numerem jeden, a potem tyleż samo co on dostawał baty od młodzików — i co? do dzisiaj ma swoich fanów i dopóki wygrywa, to wszyscy kibicują. Fritz ma styl, ma uderzenia, a jak dodamy do tego, że regularnie dochodzi do finałów, to serio, co chcecie więcej? że nagle będzie wygrywał wielkoszlemowe z rzędu? przecież nikt tego nie robi, nawet Nadal miał swoje lata słabości, a i on kiedyś odchodził na emeryturę. i ten cały jazgot o "braku widowiska" — no ależ moi kochani, widzieliście kiedyś mecz, w którym Fritz przegrał w dwóch setach, a przeciwnik zdobył w sumie pięć punktów na własnym serwisie? no chyba nie, bo to się po prostu nie zdarza! facet ma tyle siły, że aż niewiarygodne, a jak dodamy do tego, że wali forhendami zza linii, to serio, inni muszą mieć naprawdę dobry dzień, żeby go ograć. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 14.08.2026 01:53 Cytuj
  • Zapamiętałem zeszłoroczne US Open, jak stałem przy wejściu na kort nr 10, kiedy Fritz przed półfinałem trenował serwis. Facet walnął w jeden raz 238 km/h i trafił w róg — a tuż obok mnie koleś zza oceanu krzyknął: „No tego bym nie oddał nawet za bilet na finał NFL!”. Dla niego to byłby świetny wynik, dla Fritza? Normalka. Bo właśnie w tym problem — facet bije rekordy prędkości, ale nikt nie pamięta, że 8 na 10 jego drugich podań ląduje prosto w ręce przeciwnika, bo ten wie, że jak się schyli, to sam serwis zrobi. A potem dziwimy się, że jak weszliśmy na trybuny z nadzieją na widowisko, to wyszło kolejne „ładnie zagrane, ale przegrane”. I co — mieliśmy bilety za trzy studolarówki plus nocleg, żeby posiedzieć dwie godziny i liczyć asy?
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 14.08.2026 05:35 Cytuj
  • Zobaczcie, ja wam powiem tak — ostatnio gadałem z kumplem, który widział Fritza w Paryżu w 2023, akurat kiedy grał z Augerem-Aliassime’em w trzeciej rundzie. Ten mecz to był koszmar — facet na papierze powinien wygrywać, no ale przeciwnik miał coś, co nazywam "umiejętnością bycia w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze". I nie chodziło nawet o forhend, bo ten się nie mylił, tylko o te trzy sekundy refleksu, których Fritzowi ostatnio brakuje. Jakby ktoś wyjął mu z mózgu pilota do telewizora i zostawił tylko tryb "auto-play". I co? Ten cały spektakl z finałami, rankingami i amerykańską miłością do numeru jeden… No naprawdę, kto nam to wszystko tak naprawdę wcisnął? Bo ja osobiście pamiętam czasy, kiedy każdy wielkoszlemowiec miał swoją chwilę, kiedy kibice wychodzili ze stadionu z poczuciem, że widzieli coś więcej niż tylko wynik — że byli świadkami czegoś, co zostanie w pamięci. A teraz? Mamy faceta, który regularnie dostarcza bilety do teatru, ale nikt nie pamięta, co było w sztuce. Wyobraźcie sobie tylko: luksusowy kort, pełna publiczność, na ekranach widać jego ranking, a on wbija asa — i co? Publiczność klaszcze, a potem wszyscy idą do domu i mówią "no dobra, ale jaki był tenis?". I tu dochodzimy do sedna — nie jestem pewien, czy problem leży w Fritzu, czy w tym, jak my, kibice, patrzymy na tenis. Bo serio, ile razy jeszcze mamy być zadowoleni z tego, że nasz ulubieniec dotarł do finału, skoro finał to już nie tyle walka o tytuł, co bilet na porażkę z kimś, kto ma więcej głowy? I co z tego, że facet bije rekordy prędkości, skoro te rekordy nie przekładają się na punkty, które liczą się w rankingu? Bo koniec końców ranking to nie punkty na parkiecie, tylko pieniądze w banku — a Fritz od trzech lat bije rekordy prędkości, ale jego konto bankowe bije rekordy… nudy. Wiecie co? Może nie powinienem takiego tonu używać, bo sam byłem kiedyś na meczu, gdzie ten facet dał czadu w Indian Wells — i muszę przyznać, że jakby ktoś mi wtedy powiedział, że trzy lata później będziemy tu siedzieć i dyskutować, dlaczego nasz numer jeden nie umie wygrać, to bym się śmiał. Ale fakt faktem — i co my na to? Że niby kochamy go za styl, za serwis, za te wszystkie "prawie"? Ale kibice nie płacą za "prawie", tylko za "wreszcie!". A tego ostatniego Fritz od dawna nam nie dał. I niech się teraz ktoś odezwie i powie, że to niesprawiedliwe — bo niby dlaczego mielibyśmy się zadowalać półśrodkami, skoro wokół mamy ludzi, którzy grają, żeby wygrać? I co z tego, że jesteśmy dorośli i wiemy, że tenis to nie bajka — emocje się liczą, bo to one nas tutaj ściągają. A Fritz? On chyba zapomniał, że ten sport to nie tylko rankingi, ale też chwile, kiedy ktoś na trybunach wstaje i krzyczy, bo widzi coś, czego nie widział nigdy wcześniej. No więc — co dalej? Bo ja osobiście wolę kibicować temu, który bije rekordy prędkości i jeszcze potrafi wygrać, niż temu, który bije rekordy prędkości i liczy, ile razy przeciwnik uderzył forhendem. Ale to tylko moje zdanie — może się mylę. Może Fritz za rok obudzi się i zrobi coś, co nas wszystkich zaskoczy. Kto wie?
    Taylor Fritz tennis fans
    SP Spalony228 Nowicjusz 14.08.2026 19:30 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.