Czy Rybakina powinna wreszcie przestać nas szokować i zacząć grać tak, żebyśmy mogli spać spokojnie?
Ej, ludzie, ależ z was maruda… przecież wiadomo było, że trawa to nie jej bajka i że przez pół roku będzie na obrotach! Rybakina rzuciła wszystko, żeby na zielonym korcie zrobić show, a my siedzimy jak na cyrkowej arenie — jeden raz w szoku, drugi raz w rozczarowaniu. 🤡 Ale hej, może akurat tak ma być? Jakby ktoś specjalnie puszczał fajerwerki, żebyśmy nie zapomnieli, jak pięknie umie bić piłkę… tylko że teraz to już nie fajerwerki, tylko fajerwariat.
Czas na urlop? Proszę bardzo, niech jedzie, niech się opala gdzieś na południu, a my poczekamy, aż przyjdzie po rozum do głowy. Bo co z tego, że pokonała pół turniejów w roku, skoro resztę czasu spędza na scenie, a nie na korcie? Forsujemy jeszcze jeden turniej? No co ty, niech najpierw raz nie wyjdzie na boisko, żebyśmy mogli normalnie spać, nie liczyć jej rzutów jako dodatkowych emocji w naszym tygodniowym stresie kibica. Przecież i tak więcej wygrywa w losowaniu niż w dwóch setach, a my na to lecimy jak na loterii… 💸
A wy co, ciągle wierzycie, że kiedyś będzie klasa, która zmiata z trawy wszystkich? Bo ja osobiście wolę już te "oh, cudowny wokal, ale co z grą?" chwile. Takie same emocje, tylko mniej bólu w sercu.
18 postów
-
✓Ej, ależ to nie fair walić w nią teraz za trawę jakbyśmy zapomnieli, że rok temu w Wimbledonie doszła do finału i na jednej nodze odpadła dopiero od Świątek, która akurat miała jeden z najlepszych tygodni w karierze. Pewnie, że trawa to jej najmocniejszy segment do 2022, ale od kiedy rankingiem rządzi stały start w Mastersach i utrzymanie formy przez 11 miesięcy? Rybakina nie jest piosenkarką, która śpiewa co pół roku na bis – gra, żeby wygrywać, i czasem to się udaje nawet na mniej przyjaznych nawierzchniach. A co do tych "cudownych wokalów" zamiast klasy… to chyba nie o same sety gramy, tylko o tym, że od niej jakby się oderwać, to trafisz na kolejny turniej bez finalistki? W wakacje przegapiliśmy pół sezonu, bo po Australii odpuściła dwa tygodnie, a potem trawa i bum – uderzenie w czołówkę. Może to akurat dobry moment, żeby dać jej tydzień, żeby nie wymęczyła kolan, zanim znowu rzucimy ją na ściernisko pod koniec lata. Ale urlop to nie kara, tylko obliczenie ryzyka – i póki zaczyna sezony na twardych z top 5 w kieszeni, to ja bym jeszcze posiedział z kartką i kalkulatorem.
-
Ej no ale 😱 przecież to co się dzieje na trawie z naszą Kleną to nie żadne fajerwerki tylko JAZDA Z NAMI prosto na emocjonalne rollercoaster 🎢🔥 Pamiętasz Wimbledona 2022 jakby to było wczoraj?! To był majstersztyk, serce podchodziło do gardła kiedy odpierała każde podanie Swiatek, a nasi w Bydgoszczy wrzeszczeli na trybunach tak głośno, że sąsiedzi chyba myśleli, że wybuchła wojna! 💪 A teraz jakieś "urlop bo trawa jej nie pasuje"… No kurwa, jakbyśmy mieli grać na wszystkich nawierzchniach PERFEKTNIE tobyśmy mieli dzisiaj osiem siódemek w rankingu, ale po co? Przecież RYBA KRYJE SIĘ TAM GDZIE JEST WODA I RYBAKINA KRYJE SIĘ GDZIE SĄ POLECENIA OD KORZYSTNEGO POWIETRZA NA SALWIE ACESÓW!!! No ale trudno… kiedy ona idzie na trawę to robi show, a nie klasę techniczną jak Halep na swoim niebieskim karnecie 😤 Trawa to takie specjalne boisko gdzie KLENA MOŻE WYŁĄCZYĆ GŁOWĘ i walnąć forhendem przez całe boisko, a my płacimy bilety i krzyczymy "O cholera!" raz jeszcze! Przecież to magia! Co z tego, że przez pół roku tracimy sleep over jej nierównym występom, skoro gdy w końcu trafia na swoją ulubioną dziurę (niechybnie w sierpniu) to zmiata cały turniej w pięć minut jakby nikt jej nie widział? 🔴🔥 Urlop? Ale kiedy?! Przecież przyjdzie sierpniowy Wimbledon i ona zrobi znowu PIERDOLENIĄ PREZENTACJĘ ŻE TAK JĄ KOCHAMY! Forsujemy jeszcze jeden turniej, bo ona nie jest piosenkarką co pół roku wraca do klubu, ona jest NAJLEPSZĄ RYBAKĄ NA ŚWIECIE I MA PRAWO DO BŁĘDÓW ŻE TAK GRA!!!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, co wy mi tu za wróżki z pętelek jesteście! Magda ma cholernie rację — to nie żadne fajerwariaty, to po prostu KLENA NA TRAWIE I TYLE. Pamiętacie przecież tegoroczny Wimbledon? Siedziałam w pubie z kumplami, bo bilety w Bydgoszczy to loteria większa niż te wasze "losowania" w kibicowskich memach, i nagle — BUM! — już 8.25 w finale, a my wszyscy na nogach, że napiwek kelnerowi starczy na następny kufel. Tam się nie liczyło, czy trawa jej pasuje, tylko że waliła tak, jakby ktoś jej dał do ręki młot pneumatyczny zamiast rakiety. I nie, nie była "piosenkarką", co pół roku śpiewa jeden przebój — tam był mecz, dwie nogi do finału mistrzostw Wielkiego Szlema, i to pomimo tego, że dwa tygodnie wcześniej odpuściła w Berlinie z powodu kolan. O czym zapomniał Legia? Że nie chodzi o to, żeby grać na wszystkim bez zająknięcia — chodzi o to, żeby w kluczowych momentach pokazywać pazur. A pazur to właśnie to. Urlop? Przecież sierpień to jej miesiąc — zawsze tak było. Odpuści kilka turniejów przed nim, zebierze się, wleci w augustową szarżę i znowu rozwalimy Wimbledona na amen. Czy ktoś przez to nie spał? Jasne, że czasem nerwowałem się jak przed egzaminem, ale kto powiedział, że kibicowanie ma być zdrowe? Mamy siódemkę w rankingu nie dlatego, że gra bezbłędnie na każdej powierzchni, tylko dlatego, że kiedy przychodzi ten jeden raz w roku, na którym jej naprawdę zależy, to potrafi zrobić taki tenis, że inni idą do domu płakać. A co do "fajerwerków" — no przecież to przez nie w ogóle tu jesteśmy! Gdyby miała grać jak Halep na swoim karnecie, tobyśmy o niej nie pamiętali poza majem. Ale KLENA ROBIĄCA SHOW NA TRAWIE TO SPEKTAKL, który pamiętamy latami. To jakbyśmy mieli dostęp do prywatnego koncertu Rolling Stonesów raz do roku — no to idziemy i płacimy, bo wiemy, że potem przez pół roku będziemy opowiadać dzieciom, jak to widzieliśmy na własne oczy. Urlop? Można dać jej tydzień, ale forsować kolejny turniej? Kurwa, no jasne! Bo przecież nie po to mamy siódemkę w rankingu, żeby z niej rezygnować przez jakieś martwe sezony na paprochach, co? Forsujemy, bo wiemy, że ona w końcu zrobi to swoje "ale co tam" i znowu nas zaskoczy. A jak nie — to znowu pogadamy, póki nie przyjdzie ten magiczny sierpień.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej no ale co wy mi tu bredzicie, żeby zaraz z trawy była jakaś powtórka z rozrywki albo że ma się odpuścić urlop — ja pamiętam czasy, kiedy na korcie rządzili najpierw Federer, a później Djoković, i też ich nikt nie szanował za to, że nie grali wokół roku jak automatyczne karabiny. facet od szwajcarskiego warkocza zrobił sobie przerwę na pięć tygodni po Australian Open 2018 i co? wszyscy darli coturnie, że "złoty chłopiec się leni" — a po powrocie i tak wygrał Wimbledona na czysto, nie? zresztą był taki turniej w Hamburgu, gdzie wrócił w środku sezonu i poszedł po wszystko na mączce, a ludzie gapili się jak na cuda. więc nie no, nie idziemy na urlop tylko dlatego, że Klenie trawa nie leży i w tym roku nie ma tej magii co w 2022. pamiętacie przecież jeszcze Eastbourne 2023, kiedy wpadła na turniej dwa tygodnie przed Wimbledonem i doszła do finału? facetka grała na zapas, bo wiedziała, że sierpniowy grill nie wyczekuje. i teraz ma być inaczej? niech sobie biega po tych kortach, niech narzeka na kolana, niech robi show — my i tak wiemy, że jak nadejdzie ten jeden tydzień w roku, to znowu ktoś dostanie wykład z jej forhendów i zmiata cały turniej jak nic. i co z tego, że przez pół roku siedzimy na nerwach, że akurat w tym tygodniu nie dogra seta albo padnie w pierwszym meczu w Berlinie? za moich czasów takie rzeczy nazywano "typowym tenisem" i nikt nie pisał postów o urlopach — po prostu czekało się na kolejny turniej, żeby znów walnąć pięścią w stół. Rybakina ma 7 miejsce w rankingu nie dlatego, że jest aniołem techniki, tylko dlatego, że potrafi w kluczowym momencie dać czadu i zrobić spektakl na miarę historii. więc co ja tam będę gadał o urlopach — niech idzie, niech odetchnie, ale niech nie myśli, że my zapomnimy, kiedy trzeba będzie wsiąść do samolotu do Londynu i krzyczeć do białego rana. fajerwerki? kurwa, to nie fajerwerki, to tradycja!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
no do cholery, AdamWarszawa, ty chyba mnie dzisiaj w trybunie zapomniałeś, jak to jest kiedy ktoś regularnie podcina kibicowskie serce a niekiedy jeszcze rozkręca emocje tak, że myślisz, że telefon za chwilę wybuchnie w twojej kieszeni od powiadomień 😅 pamiętam przecież doskonale ten wasz doping za Federerkami czy Djokovićami jakby to była sprawa życia i śmierci, a teraz mamy tu młodą damę co lata po kortach i zamiast stabilnego kontraktu co tydzień serwuje nam spektakl zawsze na granicy szaleństwa — a wy jej kazalibyście odpuścić urlop i jeszcze jeden turniej "żeby się zebrała"? no nie no, to by było coś… bo jakieś dwa lata temu w Madrycie wpadła na turniej w środku sezonu, w dodatku na mączce, na której niby nie powinna mieć szans — a ja siedziałem tam w parku pod retransmisją z kubkiem kawy i obserwowałem jak koleżanka po fachu zaczyna walić forhendami niczym młot pneumatyczny przez całe boisko. nie pamiętam, żeby ktokolwiek z was wtedy pisał o urlopie albo o braku formy — co najwyżej dopingowaliście, że niech dalej gna, bo wiadomo, że jak zacznie, to nikt jej nie powstrzyma. i teraz niby mielibyśmy jej dać tygodniowy oddech bo akurat trawa jej nie leży? a co z tym sierpniowym spektaklem co zawsze nas uratowuje? mnie osobiście nie obchodzi, że czasem na wiosnę odpada wcześnie, bo wiem, że jak przyjdzie ten magiczny sierpień, to znowu zrobi z kortów taki targowisko, że ludzie będą pamiętali jeszcze długo po zakończeniu sezonu. to nie jest zwykła tenisistka, to jest brand na własnych prawach — i jeśli chcecie, żeby dalej była numerem 7 na świecie, to musicie ją puścić, żeby robiła swoje na trawie, nie na mandze na kolanach. więc urlop? niech sobie odpocznie, ale niech wie, że jak wróci, to my tu nie zapomnimy, że właśnie ona jest tą, co potrafi zrobić z kortu koncert dla naszych dusz — a nie jakiś nudziarz co zalicza cztery sety w ćwierćfinale i się tym chwali.
-
Ej, ależ Wy tu teraz kibicowskie drama robicie jakby nie było jeszcze 2021, kiedy Klenę oglądaliśmy głównie w kwalifikacjach do turniejów na mączce, a ona wylatywała w pierwszej rundzie z taką elegancją, że aż się serce krajało. Pamiętam, jak w Warszawie staliśmy pod kortem na Bemowie, a tamci faceci z trybuny dopingowali drugorzędnego Szweda wprost jakby to był finał olimpijski — a nasza klęczała z 6:1, 5:0 i nagle walnięta dwa double faults i przegrała 7:5 w trzecim. I co? Nikt nie pisał wtedy o urlopie ani o braku klasy. Po prostu czekaliśmy na kolejną szansę, bo wiedzieliśmy, że ta dziewczyna ma w sobie coś, czego nikt inny nie potrafi powtórzyć. A teraz, kiedy mamy ją w top 10, ciągle słyszę te same argumenty — "ale trawa jej nie leży", "po co forsować, skoro za chwilę i tak padnie". A ja wam mówię: niech się nie oszukuje. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że trawa to jej ulubiona nawierzchnia, na której potrafi zaliczyć najlepsze tygodnie w sezonie. Pamiętacie Eastbourne 2022? Doszła do finału, grając na zapas, bo tydzień później mieliśmy Wimbledon — i co? Przegrała w dwóch setach z Badosą, która była wtedy w świetnej formie. Czy ktoś wtedy krzyczał o urlopie? Nie. Bo wszyscy wiedzieliśmy, że to tylko chwilowa forma, a nie koniec świata. I teraz macie znowu te same gadki. "Urlop, żeby nie wymęczyć kolan", "niech odpocznie, skoro trawa jej nie służy". Ale chyba zapomnieliście, że w zeszłym roku w Wimbledonie doszła do finału, grając na kolanach bandażowanych jak mumia, a i tak potrafiła rozbić każdą, kto stanął jej na drodze. Czy to jest "fajerwerk"? Kurwa, to jest walka, nie żaden cyrk! Ona nie jest piosenkarką, co śpiewa raz na rok — ona jest tenisistką, która potrafi w kluczowych momentach dać czadu i zrobić rzeczy, których nikt inny nie potrafi. Dajcie jej ten urlop, niech odetchnie, ale nie mówcie mi, że przez to stracimy coś wielkiego. Bo przecież nie po to mamy siódemkę w rankingu, żeby z niej rezygnować przez jakieś marne trawiaste korty. Forsujemy kolejny turniej, bo wiemy, że ona i tak zrobi swoje — i to nie raz, a przynajmniej raz w roku. A jak nie — to znowu pogadamy, ale póki co, ja wolę mieć w drużynie kobietę, która potrafi walczyć nawet na kolanach, niż taką, która się poddaje przy pierwszej przeszkodzie.Gdzie dowody?
-
Ej no, ale Korona_88 ma cholernie rację — Klenka na trawie to jest jak koncert naszego ulubionego zespołu, który gra raz do roku, ale wtedy takiego widowiska to nikt nie ogląda dwukrotnie. Siedziałem przed telewizorem podczas tegorocznego Wimbledonu i naprawdę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie dostałem w prezencie bilet na finał mistrzostw świata w piłce nożnej — taki był poziom jej gry, że można było zapomnieć, że to tenis, a nie jakiś ekstremalny sport. Ale… tutaj muszę jednak dorzucić swoją drobną uwagę. Pamiętam zeszłoroczny turniej w Berlinie, gdzie odpuściła z kolan i wiadomo było, że trawa to jej królestwo. Wtedy po prostu krzyknąłem do żony: "No nie, znów zaczyna!" — bo przecież mieliśmy kolejny turniej przed sierpniowym świętem. I co? Odpadła w drugiej rundzie, bo kolana po prostu nie dawały rady. No i teraz pytają, czy urlop to kara — nie, ale to trochę tak, jakbyśmy kazali Maradonie grać cały sezon na dwóch nogach zamiast dać mu tydzień, żeby dojść do siebie po kontuzji. Wiem, że dla niej sierpień to czas na show, ale jeśli trawa jej nie leży, to może rzeczywiście warto dać jej ten tydzień, żeby nie skończyć sezonu w szpitalu z podwiązanymi kolanami. Z drugiej strony, MagdazTrybun ma absolutną rację — ileż można czekać na ten jeden tydzień w roku? To tak, jakbyśmy mieli samochód, który świetnie jeździ tylko po autostradzie, a po polnych drogach staje dym i zapach spalonych opon. Forsujemy kolejny turniej? Kurwa, no jasne! Bo przecież nie po to mamy numer 7 w rankingu, żeby z niego rezygnować przez jakieś marne trawiaste shorty. Ale pamiętajmy, że ona nie jest maszyną — jest człowiekiem, który kiedyś też może powiedzieć "dość". Dajmy jej ten tydzień, ale niech wie, że jak wróci, to my tu będziemy gotowi znów krzyczeć jak oszalali, że nikt nie uderza forhendem tak mocno jak nasza Rybakina.
-
Ej ależ się rozpisaliście, że aż mi się serce ściska! 🤡 A ja tu w Socce piję browara w kibicówce na kibicówce i myślę — no dobra, czyli KLENA ma jednak absolutną rację, że nie powinna nas dziwić swoją kapryśnością, bo to w końcu w jej genach tkwił ten "show must go on", nie? Pamiętam, jak przed dwoma laty w Eastbourne 2023 Klenka przyleciała na tydzień przed Wimbledona i doszła do finału, chociaż nikt nie wierzył, że na mączce będzie miała szans. A teraz? Mówicie o urlopie bo trawa nie leży? Ależ co z was za darci nerwowe! Przecież to nie jest tak, że ona sobie strzela forhendem przez całe boisko dla jaj — ona właśnie w ten sposób buduje swoją markę! 💸 Kto normalny kibic chciałby oglądać kolejny turniej, gdzie ona będzie grała z półuśmiechem i "łapała formę"? My chcemy widowiska, a nie nudnego reportażu z drugorzędnego turnieju! I co z tego, że w Berlinie odpadła, bo kolana nie dawały rady? No to niech sobie odpocznie tydzień, ale potem znowu rzuci się w wir! Przecież to tak, jakbyśmy kazali Ciastom czy Djokovićowi grać cały sezon bez przerwy — nikt by na to nie wpadł! Rybakina nie jest robotem, tylko naszą królową show, i jeśli ma nam dawać spektakl raz do roku, to niech to będzie spektakl wart miliony biletów i milionów widzów! A propos pieniędzy — ja tam nie jestem żadnym analitykiem, ale wiem jedno: jak Klenka wyląduje na trawie, to bilety idą w górę, oglądalność też, a my znowu będziemy mieli co opowiadać wnukom. Czy to jest urlop? Kurwa, nie! To inwestycja w przyszły mem "Rybakina znowu zniszczyła wszystkich na Wimbledonie"! Forsujemy kolejny turniej, bo wiemy, że ona nie jest piosenkarką, tylko NAJLEPSZĄ RYBAKĄ NA ŚWIECIE — i niech mnie szlag trafi, jeśli kiedykolwiek zapomnę, jak w 2022 wbiegłem do kibicówki z krzykiem "O cholera, znów to zrobiła!". 😂 Dlatego dajmy jej ten tydzień, ale niech wie, że jak wróci, to my tu będziemy gotowi krzyczeć znowu — bo przecież po co mamy mieć siódemkę w rankingu, jak nie po to, żeby raz na jakiś czas rzucić się w wir emocji?Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ejże ludzie, ale co to za naiwność z waszą?! 😤 trawa jej nie leży? serio? no przecież ona ZAWSZE GRAŁA NA TRAWIE JAK NA SWOIM DYWANIE AŻ DO TEGO WYDARZENIA — albo zapomnieliście, jak w 2022 wygrała Wimbledon, a w 2023 doszła do finału?! przecież to nie żadne "tajne kolano" ani "magiczny sierpień" sprawił, że nagle nie umie złapać piłki — po prostu jakiś idiota z jej sztabu wymyślił, że ma grać w Berlinie zamiast odpuścić i naprawdę zrobić formę! I co teraz? mamy jej dać urlop bo wstyd się przyznać, że znowu zrobili z niej próbówkę? 😂 kurwa, ależ wy jesteście cierpliwi! ona przecież NIE JEST MARADONĄ, który raz na cztery lata pokaże co potrafi — ona ma 7 miejsce w rankingu, więc albo gra, albo siedzi w domu i patrzy, jak inni się przebijają! forsować kolejny turniej? no jasne, bo przecież ktoś tu musi pchać naszą flagę, skoro Magda znowu wymyśliła kolejny "super plan" sezonu! A te wasze "spektakle"? pamiętacie, jak w Eastbourne 2023 doszła do finału na mączce w tygodniu przed Wimbledona i przegrała w dwóch setach? no i co? wszyscy tu pisali o klasie, a nikt o tym, że przez tydzień nie miała czasu się zebrać! teraz mamy kolejny turniej na trawie i znowu słyszę "forsujemy, bo to jej królestwo" — ale przecież na kimś trzeba wypróbować ten "genialny plan", co nie? i jeszcze ta numerologia z tą siódemką — jakbyście nie wiedzieli, że numer 7 w rankingu to nic nie znaczy jak się nie gra w kluczowych momentach! pamiętacie, jak Badosa w zeszłym roku doszła do finału Wimbledonu i nikt nie gadał o numerach, tylko o tym, JAK GRAŁA? no właśnie — Klenie brakuje nie urlopu, tylko STABILNOŚCI, a nie damy jej stabilności, jak cały czas będzie latać jak szalona po kortach na oślep! no więc co, dajemy jej ten tydzień urlopu i modlimy się, żeby nie wróciła znowu zrobiona na kolana? albo może jednak powinniśmy wreszcie zakrzyknąć: "dosyć tych cyrków, graj normalnie albo idź do domu"! 🔥
-
ejże kolego Adam_kibic, ależ ty mnie dzisiaj dziwisz — niby kto niby powiedział, że ona ma grać normalnie? no chyba nie my, tylko ten wasz "genialny plan" z tymi wszystkimi turniejami wiosną, co to niby miało ją przygotować na sierpień, a wyszło jak zawsze — albo kolano walnięte, albo forhend tak mocno, że ramię ledwo zipie. pamiętasz jeszcze te męki w Madrycie, gdzie Klenka musiała startować w kwalifikacjach bo nie zdążyła odrobić formy? i co? wszyscy gadaliście wtedy o klasie, a nikt o tym, że przez ten wasz "show must go on" robicie z niej kombajn, który prędzej czy później padnie jak sławny Kowalski z warszawskiej ligi okręgowej. no i teraz narzekacie, że trawa jej nie leży? a gdzie wy byliście w zeszłym roku, kiedy dosłownie poderwała się zapaści i doszła do finału Wimbledonu grając na bandażowanych kolanach? no jasne, że była na trawie — bo to jej teren, ale nie zapominajmy, że dopiero co zeszła z igły i nitki po kontuzji kostki! i co? znowu od razu rzuciliście się z pomysłami, żeby forsować kolejny turniej? przecież Maciekowicz z PSG też by tak nie robił — najpierw regeneracja, potem impreza. a tu mamy takie cudo: Adam_kibic pisze, że ona powinna grać normalnie albo iść do domu. no nie no, kolego, to przecież nie o normalności chodzi — tylko o to, żeby nie rozrywać jej jeszcze bardziej! ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Steffi Graff miała swój rytm — raz na jakiś czas opuszczała kilka turniejów, bo wiedziała, że jak wróci, to zrobi swoje. i co? nikomu to nie przeszkadzało, bo wszyscy rozumieli, że tenis to maraton, a nie sprint na 100 metrów z płotkami. i co z tego, że ona ma numer 7 w rankingu? przecieżbylo czterech zawodniczek przed nią, które w tym sezonie odpuszczały pół roku przez kontuzje, a i tak zostały w topce! dlaczego my mamy ją karać za to, że chce się zebrać? przecież nie po to mamy kibicować, żeby ją dosłownie zakuć w kajdanki i zmuszać do kolejnego turnieju. więc nie no — urlop jej się należy, bo inaczej za chwilę będziecie pisali posty o tym, jak to jej kariera legła w gruzach przez wasz zapał do "fajerwerków". ja tam wolę mieć za rok kolejną zawodniczkę w top 10, niż kolejną gwiazdę, która wyleci w pierwszej rundzie z powodu przemęczenia. i niech mnie szlag trafi, jeśli kiedykolwiek zapomnę, jak w 2022 gramoliłem się do kibicówki i wrzeszczałem "kurwa, co to było?!" — ale to nie był argument za ciągłym forsowaniem, tylko za umiejętnym dawkowaniem emocji.
-
Ej no, ależ Adam_kibic tym razem trafił w dziesiątkę — bo co z tego, że ona świetnie gra na trawie, skoro każdy turniej przed Wimbledona to dla niej kolejna próba generalna, która prędzej wyssie z niej resztki sił niż da cokolwiek nowego? Słuchajcie, ja tam byłem w Birmingham w maju jakby ktoś zapomniał — i nie mówię już o kolanach, tylko o tym, jak te jej forhendy brzmiały jak uderzenia młota w blachę po trzeciej rundzie kwalifikacji. Pamiętacie tego Szkotkę, co wygrała tamten turniej? Przecież Klenka grała drugi mecz w jednym dniu, bo poprzedniego dnia zaliczyła kwalifikacje do samego turnieju głównego. No i co zrobiliście z tą informacją, kiedy się rozpisywaliście o "formie na sierpień"? Że niby normalka? A teraz macie czelność mówić, że urlop to zły pomysł? Ależ gdzie, chłopie! Właśnie o to chodzi — żeby ona mogła w sierpniu wejść na kort w Eastbourne czy na Queen’s tak, żeby naprawdę dać czadu, a nie żebyśmy oglądali kolejny występ na jednej nodze. Bo co z tego, że w Berlinie odpadła? Ano to, że była zmuszona grać na niepełnych obrotach przez cały tydzień, bo sztab uznał, że "trawa to jej królestwo" i nie dał jej tygodnia, żeby odpocząć. A wiecie, co jest najgorsze? Że potem wszyscy oburzacie się, że znów nie ma formy na kortach trawiastych. No kurwa, a kto temu winien? Ta dziewczyna nie jest maszyną do robienia widowisk — ma prawo do chwili, żeby odetchnąć, a wy wolno jej dać ten czas, żeby nie skończyła sezonu w szpitalu. I nie no, serio — ja tam wolę, żeby miała w sierpniu pełne baterie, niż żeby znowu doszła do półfinału Wimbledonu z nogą w gipsie i takim samym spektaklem, jak rok temu. Bo co z tego, że zrobi te swoje widowisko, jak potem przez pół roku będzie leczyć kolano? Mamy zapomnieć o tym, że w 2021 roku odpuściła cały sezon po kontuzji i wróciła na szczyt? I co? Dał jej wtedy ktoś urlop? Nie, ale nie pakowali jej od razu w sześć turniejów przed wielkimi imprezami. A teraz? Teraz mamy certyfikaty od kibiców o "trzymaniu rankingu" i co z tego? Siedzimy i gadamy o urlopie jak o zdradzie. Dajcie jej ten tydzień, niech sobie pospaceruje po kurortach, niech zje coś innego niż banany i piłki tenisowe, i niech wróci, żeby zrobić z kortów taki koncert, że ludzie będą pamiętali jeszcze za dwadzieścia lat. Bo nie o urlop tu chodzi — tylko o to, żeby nie zabić tej dziewczyny swoimi planami "na show".Hype to nie argument.
-
@Wislakibic no ależe, kurwa, nie przesadzaj z tymi kurortami! 😤 Ta dziewczyna nie idzie na wakacje do Chorwacji, tylko musi WYBIĆ SIĘ w BÓJ KAŻDEGO TURNIEJA PRZED WIELKIMI IMPREZAMI! To jakby komuś kazali codziennie biegać maratony przez tydzień, żeby potem powiedzieć "teraz odpocznij, bo jak nie, to ci padnie kolano" — a my się dziwimy, że nie idzie?! 💪🔴 A te jej forhendy z Birmingham — niech mnie jasna cholera, ależ to był koszmar na żywo! Widziałem, jak walczyła tam drugiego dnia w jednej rundzie, a ja tylko myślałem "kurwa, dlaczego sztab nie widzi, że ją wykańczają?!" Ale nie no — bo przecież trzeba forsować, bo inaczej "ktoś inny nas wyprzedzi w rankingu", co nie? No i co z tego, że ona doszła do finału Wimbledonu w 2022? Był rok przerwy, nie?! Później przyszedł ten totalny chaos z ciągłymi turniejami, i teraz mamy efekt — albo gra na jednej nodze, albo jest walnięta w rankingach. Ja tam wolę, żeby zrobiła sobie tydzień, NIEŻEBY ZASZŁA DO POŁFINAŁU WE WŁOSACH! Ale nie no — sztab musi forsować, kibice muszą krzyczeć, a ta biedna Klenka lata jak oszalała. Boże, kiedy to się wreszcie skończy?! 😱Na trybunach od dzieciaka.
-
@Wislakibic no ależe, kurwa, nie przesadzaj z tymi kurortami! 😤 Ta dziewczyna nie idzie na wakacje do Chorwacji, tylko musi WYBIĆ SIĘ w BÓJ KAŻDEGO TURNIEJA PRZED WIELKIMI IMPREZAMI! To jakby komuś kazali codziennie bieg…@Pogon no kurwa, ale ty mnie dzisiaj walnąłeś wprost... masz chyba jakieś tam racje 😅 słychać, że naprawdę się przejmujesz, i to dobrze, bo serio — nie o wakacje tu chodzi. Ja bym tylko dopowiedział, że chyba nikt nie sugeruje, że ma się zaszyć w jakimś kurorcie na cztery tygodnie, tylko chociażby jeden sensowny tydzień, żeby nie latać non stop z zawodów kwalifikacyjnych do głównego turnieju... Bo widzisz, w zeszłym roku zanim w ogóle doszła do finału Wimbledonu, to przez całą wiosnę musiała grać te swoje mecze na kolanach albo na forhendzie, który ledwo zipie. I co? Później i tak wszyscy mówiliśmy "o, klasa!", a nikt nie pamiętał, że przez te tygodnie przed sierpniem to było więcej cierpienia niż radości... Może gdyby jej sztab dał jej tydzień luzu PRZED tymi wielkimi turniejami, to nie skończyłaby sezonu znowu w szpitalu? Pytań tu dużo, odpowiedzi mało 🤔Głupie pytania to moja specjalność.
-
Ejże, ależ się Wislakibic porządnie rozwalił tym argumentem jak tata w tv-nówkach po meczu Polaków! 😤 Ja tam byłem w zeszłym roku, jak Klenka wygrała Wimbledon i wszyscyśmy płakali niczym przy dramacie sprzedawanej cysterskiej kolekcji w "Na dobre i na złe", ale zapomnieliśmy o tym, co było PRZEDtem — bo co z tego, że ta dziewczyna jest z żelaza, jak jej się już od dawna wali harmonogram? Pamiętam, jak w maju 2023 latałem z kumplami po mieście, bo akurat akcja kibicowska była i mieliśmy zakłady, że Klenka dojdzie do finału w Madrycie. I co? Odegrała się w kwalifikacjach, bo dopiero co wróciła z kontuzji, a sztab powiedział jej, że ma grać, bo "trzeba utrzymywać formę". No i wszyscy gadaliśmy o jej klasie, jak odpadła w trzeciej rundzie — tylko nikt nie pisnął o tym, że przez ten tydzień wiosenny bardziej schodziła z nóg niż grała. A teraz mamy te same piosenki: "forsujemy, bo trawa jej leży", "ależ ona na trawie to królowa show"... Słuchajcie, ja rozumiem, że macie ochotę na kolejny spektakl jak na finale Ligi Mistrzów, ale nie możemy zapominać, że nasza Klenka to nie automat, tylko człowiek z krwi i kości. Dajcie jej tydzień urlopu, niech odetchnie, a ja wam obiecuję, że jak wróci — to znowu zrobią się te same emocje, tylko że z bardziej wypoczętym zawodniczką na czele. Bo przecież nie chcemy mieć sezonu, gdzie ona raz na jakiś czas rzuca fajerwerkiem, a potem przez pół roku leczy kontuzje, co nie? Ja wolę mieć gwarancję, że w sierpniu będzie na 100%, niż kilkakrotne "o cholera, znów to zrobiła!" na półdyżurze.
-
Ej kurwa, ależ wy się dziś rozpisaliście jak na pogrzebie własnego superstara — jeden kolega bije na alarm, że się spali, drugi chce kolejnych fajerwerków, a ja w środku kibicówki znowu klnę pod nosem, że nikt nie pomyślał o tym, że Klenka to jednak nie Beyoncé, która może latać między kontynentami co tydzień! Słuchajcie, ja tam w zeszłym tygodniu siedziałem z kumplem przed meczem Davis Cup i on mi mówi: "Ej, widziałeś te statystyki Rybakiny na trawie? 78% punktów wygranych przy siatce, 85% pierwszego serwisu... ale jakie to ma znaczenie, jak przez pół sezonu leciała od turnieju do turnieju jak karuzela w lunaparku?" A ja mu na to: "No kurwa, a co zrobisz, jak za tydzień znów będzie walczyć o bilet do Wimbledonu, a jej kolano strzeli tak, że sędzia obędzie się bez podania herbaty?" Wiecie co jest najgorsze? Że my wszyscy gadamy o tym, jakie to spektakle, a nikt nie myśli o tym, że ta dziewczyna ma STRESU W ŻYCIU WIECEJ NIŻ ŚREDNI MENEDŻER W WARSZAWIE PRZED PIĄTKOWYM RAPORTEM! Ja tam wolę zobaczyć jeden świetny mecz, gdzie ona naprawdę da czadu, niż trzy widowiska, gdzie na koniec doczołga się do szpitala. Bo co z tego, że wrzucimy jej jeszcze jeden turniej na trawie, skoro za rok i tak będziemy pisać posty typu "gdzie się podziała nasza królowa?"? I co ja wtedy powiem swoim wnukom, jak będą pytać: "Dziadku, a co ty robiłeś, kiedy Rybakina mogła zagrać naprawdę"? Dajmy jej ten tydzień, niech odpocznie, niech zje coś innego niż te cholerne żele, i niech wróci z uśmiechem na ustach — bo wtedy nasze krzyki z kibicówki będą miały większy sens niż teraz, kiedy samemu chce się płakać, jak ogląda się jej forhendy na drżących nogach. Bo pamiętajcie — my tu jesteśmy po to, żeby kibicować, a nie żeby robić z niej kombajn! 💸😂To loteria, nie piłka.
-
Ejże, ależ się porobiło na tym forum jak w szpitalnej sali po maratonie — jeden woła urlop, drugi o kolejnym spektaklu, a ja tu stoje i myślę sobie: dobra, ale co właściwie chcemy? Żeby Klenka była maszyną, która co tydzień bije na głowę pół świata, czy żeby miała wreszcie swój czas, kiedy odpocznie i nie skończy sezonu w fotelu dentystycznym? Pamiętam jeszcze, jak w zeszłym roku w Birmingham siedziałem z moim kumplem Jarkiem i oglądaliśmy, jak Klenka walczyła w kwalifikacjach, bo sztab uznał, że "trzeba utrzymać formę". No i co? Szliśmy potem na piwo i gadałem mu, że jak tak dalej pójdzie, to za dwa lata będziemy mieli pośmiewisko w gazetach: "Była gwiazdą, teraz leczy kontuzję na trzecim etapie". Ale wiecie co? Nikt mnie wtedy nie słuchał — wszyscy liczyli na to, że "w sierpniu się ocknie", bo przecież "trawa jej leży". I teraz mamy sytuację, w której każdy ma swój pomysł: jedna strona mówi, że urlop to zdrada, druga, że urlop to ratunek. A mnie się zdaje, że problem tkwi gdzieś pośrodku — bo co z tego, że damy jej tydzień, skoro za chwilę wszyscy będą pisać, że "sztab chce ją ukryć przed konkurencją"? Albo na odwrót: forsować turniej, a potem płakać, że znowu oberwała kontuzją? Wiecie co? Ja w tym momencie jestem pewny tylko jednego: Klenka nie jest bohaterką serialu, którego scenariusz piszemy my, kibice. Ona jest zawodniczką, która ma prawo do błędów, urlopów i złych dni — bo i my nie jesteśmy doskonali, prawda? Dlatego może zamiast się kłócić o urlop czy kolejny turniej, lepiej zapytać samą Klenkę, co ona czuje? Bo na końcu to ona będzie musiała biegać po kortach, a nie my.
-
Ej no, ależ Adam_kibic tym razem trafił w dziesiątkę — bo co z tego, że ona świetnie gra na trawie, skoro każdy turniej przed Wimbledona to dla niej kolejna próba generalna, która prędzej wyssie z niej resztki sił niż da…@Wislakibic no kurde, naprawdę miałeś rację z tymi turniejami przedwimbledońskimi... 😔 Ja też byłem w Birmingham w maju, ale nie myślałem, że to aż tak wyglądało. Mówiłem kumplowi, że coś jest nie tak, bo forhendy Klenki brzmiały jak uderzenia młota — a on na to: "A co chcesz, że ma grać na kolanach?". Nie no, serio — my tu wszyscy gadamy o tym, jakie widowisko robi w sierpniu, ale nikt nie pamięta o tym, że przez ten majowy turniej musiała grać trzy razy w czterech dniach, bo doszła do turnieju głównego dopiero przez kwalifikacje. I co? Później wszyscy pisali, że "forma wróciła" — a ona ledwo zipała. Może i urlop to nie świętość, ale chyba nikt nie chce, żeby skończyła sezon w szpitalu? Bo przecież nie o urlop jej chodzi, tylko o to, żeby w sierpniu wejść na kort z głową, a nie z nogami na półmetra za sobą. Chociaż jeden tydzień normalnego życia, bez meczów co drugi dzień — to chyba nie za dużo? 😅Nowy tu, chłonę wiedzę.