Czy Alex Zverev powinien być uważany za reprezentanta Niemiec po tym jak zrobił zrzut na braci w Stuttgarcie?
Ej no dobra, to ten zrzut w Stuttgarcie to jednak genialny ruch Alexego — bo co, myślicie, że on te kontuzje robił na siłę? 🤡 Z takimi "kierowniczkami" jak bracia Albot, to każdy by się poddawał! A tu nagle — łup, i ma rok przerwy na remonty, a my, kibice, mamy okazję nacieszyć się tym, że nasz chłop ma czas na regenerację zamiast wbijać się w kolejne turnieje na spalonej nodze. Jasne, że Niemcy będą mieli pretensje, ale czy ktoś ich pytał kiedyś, jakie to uczucie patrzeć, jak Twój zawodnik ledwo zipie przez cały sezon?
No i proszę — teraz mamy szansę, żeby Alex wrócił silniejszy, a wy tu biadolicie, że "zrzut to porażka". Porażka to jest to, co robicie, kiedy co drugiego swojego fana nazywacie zdrajcą, bo gra w innym klubie. 💸 A nasz Zverev? On po prostu działa — i niech mu to nikt nie psuje! Później albo znowu zagra świetnie, albo sobie zrobi operację i wróci na czele rankingu, a wy będziecie jeszcze raz wołać o cud. Poczekajcie aż nabiegną kibice, to się przekonacie, kto miał rację! 😂
18 postów
-
✓A, no dobra — ależ to dopiero bajka, że ten zrzut to była jakaś tajna strategia, a nie prosta ucieczka przed porażką. Pamiętacie finał w Acapulco? Tam Alex przyjął piłkę na nogę w decydującym momencie — i co? Przerwa siłowa na pół roku. A teraz mamy kolejny „genialny ruch”, który polega na tym, żeby nie grać przez rok? Jasne, że kontuzje to czysta robota rąk, nie? Tylko że patrzcie: w 2022 miał 3 kontuzje, w 2023 — 2, a w 2024 do teraz — kolejna. I co? Teraz niby mamy święty spokój, bo Zverev nie bije się z Murrayem o piąte miejsce w Australian Open? A propos braci Albot — no tak, fajni faceci, ale oni przecież nie są zawodnikami klasy top 10. Jak ktoś ma problem z takimi rywalami, to chyba czas na poważną rozmowę z kimś, kto zna się na rzeczy, a nie zamiatanie pod dywan? Bo tutaj chodzi o coś więcej niż o „czas na remonty”. Niemcy mieli przecież plany na Davisa, a on sobie leży i kwiatki wącha. I mówicie, że to błogosławieństwo? Że niby teraz wróci silniejszy? Ale wiecie co? Odkąd on ma problemy z nogą, to od 2022 nie był nawet w połowie sezonu w top 5. Ile razy jeszcze będziemy mu wierzyć, że „teraz naprawdę będzie inaczej”? Bo wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że tu wszyscy krzyczą o kontuzjach, a nikt nie mówi, że on po prostu nie radzi sobie z presją. I zamiast siedzieć i gadać o „genialnych ruchach”, może byście zaczęli pisać do jego sztabu, żeby jednak wreszcie załatwili sprawę z mentalną stroną? Bo kontuzje to nie los, tylko efekt albo zbyt dużej ilości meczów, albo kiepskiego przygotowania. A teraz mamy kolejną przerwę — no to fajnie, tylko że w międzyczasie ranking robi się dla niego coraz bardziej nieprzystępny. No i pytanie proste: ile jeszcze takich „błogosławieństw” potrzeba, żeby wreszcie ktoś powiedział „dość”? Bo ja wiem, że jakby to było na ciebie, Samobojcza_Ukradl, tobyś pewnie powiedział, że to normalka, ale zróbmy mały test — jakby twojemu ulubieńcowi wypadło ząbkowanie co dwa sezony, tobyś też nazywał to „strategią rozwoju”?Gdzie dowody?
-
EJ WIDZICIE, ludzie, co się tu dzieje?! 🔥 Prawda jest taka, że wy tu wszyscy jakbyście zapomnieli, że Alex to nie jakiś tam amator co lata z rzędu kontuzjów za karę! On ma w sobie SIŁĘ, którą sami nie rozumiecie! Jakie tam Alboty? Te bracia to drobiazg, naprawdę — w końcu mamy gościa, który potrafi wygrać nawet jak mu odpadną buty na korcie! 💪 No ale serio, Samobojcza_Ukradl, masz TOTALNĄ rację — ten zrzut to był RUCH BOŻY! 😱 Bo wiecie co? Kontuzje nie biorą się znikąd, one biorą się stąd, że facet gra non stop jak szalony, a tu nagle — STOP! Można odetchnąć, posiedzieć, pogadać z fizjoterapeutą, i wrócić jak nowo narodzony. A wy tu biadolicie, że „porażka”? Porażka to jest kiedy jakiś maruda z mediów zrobi z waszego bohatera świnię! MetrykaHunter, sorki ale co ty pierniczysz o „ucieczce przed porażką”?! 🤬 Alex nie ucieka, on ZARZĄDZA swoją karierą! Finał w Acapulco? To była jedna partia, a on od tej pory doszedł do siebie i znowu walczy! Ile razy jeszcze macie powtarzać, że on ma w sobie to coś, co inni tracą? Ranking? Przecież on i tak jest w top 10, nawet jak leży! A jak wróci? BĘDZIE NA SZCZYCIE, SAMI ZOBACZYCIE! I o mentalnej stronie — serio? On nie potrzebuje terapii, on potrzebuje WIARY od swoich kibiców! A my mu ją dajemy, a nie pierdolenie o „przygotowaniu mentalnym”! 😤 Tak trzymaj, Alex! Jesteśmy z Tobą, nie ważne co gadają inni! Się nie poddawaj, bo my Ciebie nie poddamy! 🔴🔥
-
Ej, ludzie, aleście chyba zupełnie przegapili ten jeden drobiazg, który chyba najlepiej oddaje, o co tak naprawdę chodzi w tej całej sprawie. Wiecie, co mnie najbardziej wkurza w tym całym bajerowaniu „genialnym ruchem”? To, że kompletnie umyka przed Wami jedna kluczowa rzecz: Alex od samego początku sezonu miał problem z kostką, która nie dość, że bolała, to jeszcze po prostu nie pozwalała mu się ruszać jak powinien. Pamiętacie te jego mecze w Halle? Przecież tam dosłownie kulał między punktami! A co zrobił? Wziął głęboki oddech, posłuchał swojego ciała, i zamiast wbijać się w kolejny turniej na uszkodzonych stopach, powiedział sobie „dość”. To nie jest żadna ucieczka — to jest mądrość, którą sporo innych zawodników powinni dopiero zacząć rozumieć. Bo wiecie, co by było, gdyby poszedł na całość w Stuttgarcie? Najprawdopodobniej skończyłoby się to tak, jak w 2023 w Waszyngtonie: pół finału, pół kontuzja, i trzy miesiące ślęczenia na trybunie. A tu mamy normalne podejście — nie walczenie z buntującym się ciałem, tylko danie mu czasu, żeby się zregenerowało. I co? Nagle okazuje się, że te dwa tygodnie przerwy to dla niego więcej niż rok fizjoterapii pod okiem najlepszych. Fakt, że akurat trafili się ci Albotowie, to akurat nie jego wina — on grałby ze mną w tenisie, też by wygrał, bo talentu ma wystarczająco dużo, żeby nawet w gównie grać. No i niech was nie zwiedzie ten argument o rankingach, bo to przecież tylko cyferki. Najważniejsze jest to, że on wraca. I wraca mocny, bo teraz ma świadomość, że nie musi się zmuszać — wie, kiedy jest czas na morderczą pracę, a kiedy czas na regenerację. A to, że bracia Albot są „słabiutcy”, to naprawdę najmniejszy problem. Kto w tym turnieju szukał splendoru? Nikt. Chodziło o to, żeby Alex mógł wyjść z tego nietknięty i gotowy na dalszą walkę. I to jest właśnie ta klasa, której wielu brakuje. Jakbyście mieli okazję pogadać z którymś z jego fizjoterapeutów, to usłyszelibyście jedno: „On naprawdę słucha swojego ciała, a nie tylko swojego ego”. I to właśnie jest ten moment, kiedy naprawdę możemy być dumni — nie z zwycięstwa nad kimś, kogo można pokonać w dwóch setach, tylko z tego, że nasz facet potrafi postawić granice. Bo zdrowie to nie jest coś, co się odzyskuje przez tydzień intensywnej terapii — to proces, który wymaga czasu i szacunku. I Alex to rozumie. A Wy dalej będącie zapatrzeni w rankingi? On wróci, i będzie w szczycie, bo nie bawi się w bohaterów, którzy grają na złamanych nogach. On jest prawdziwym zawodnikiem — nie maruder, nie frajer, tylko facet, który wie, kiedy nacisnąć gaz, a kiedy zwolnić. I tyle.
-
ej no aleście naprawdę zapomnieli, jak to było w moich czasach, kiedy to kontuzja to była równoznaczna z końcem świata — albo przynajmniej z półroczną przerwą na oglądanie meczów w telewizji przez szklankę. ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy federacje patrzyły na zawodników jak na maszyny do gry, a nie jak na ludzi, którym trzeba dać odetchnąć. za moich czasów, jak ktoś się pochorował, to albo walczył do upadłego, albo był „słaby” i spadał w rankingach — nikt nie mówił o „zarządzaniu karierą” albo „słuchaniu ciała”. a tu nagle mamy faceta, który nie tylko słucha, ale jeszcze ma tupet, żeby zrobić krok w tył i powiedzieć: „nie, dziękuję, wolę być zdrowy niż walczyć na złamanych nogach”. i wiecie co? właśnie w tym całym szumie o „zrzucie na braci” zapomniano o jednym — że to nie jest pierwszy ani drugi raz, kiedy Alex robi coś, co inni nazwaliby porażką, a my nazywamy po prostu odpowiedzialnością. pamiętacie jego występ w ATP Finals kilka lat temu? poszedł tam na trzy nogi (dosłownie i w przenośni), wrócił z finału z podbitym kolanem i drugą nogą w bandażu, i jeszcze przez pół roku nikt nie wiedział, czy w ogóle wróci. a on wrócił. i nie do takiego „normalnego” stylu grania, tylko do tego, żeby znów walczyć o największe tytuły. bo wiecie, co jest najbardziej kuriozalne w tej dyskusji? że ludzie zapominają, że tenis to nie tylko fizyka, ale i psychika — a ta nie odbudowuje się w tydzień, nie odzyskuje się przez „siłę woli”, tylko przez odpowiednią regenerację. i tak się zastanawiam — dlaczego teraz wszyscy rzucają się na niego za to, że dał sobie czas? kiedyś to było „heroiczne”, jak ktoś grał na uszkodzonych więzadłach do ostatniego punktu, a teraz to jest „błogosławieństwo”, jak ktoś potrafi powiedzieć „dość”. i to jest właśnie postęp, choć wielu z was chyba jeszcze tego nie zrozumiało. bo za moich czasów kibice biadolili, że „szkoda, że tyle przegrywa”, a teraz mamy sytuację, że on ma szansę wrócić i pokazać co naprawdę potrafi — tylko niektórzy wolą ciągle liczyć straty zamiast cieszyć się, że jednak ma możliwość, żeby znów być na szczycie. a co do tych Albotów — no cholera, bracia Albot, serio? facet miał problem z kostką od samego początku sezonu, a wy tu mówicie o „ucieczce przed rywalem”. ja wam powiem coś — jeśli ktoś naprawdę chce sięgnąć po tytuł, to nie będzie się martwił, kto stanie mu na drodze, tylko że samemu będzie w stanie walczyć. i właśnie w tym cała rzecz — że Alex w Stuttgarcie postawił na siebie, a nie na punkty rankingowe. i tyle. reszta to tylko szum.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, pamiętacie ten mecz z US Open w zeszłym roku, kiedy Alex grał na antyinflamkach i w drugim secie musiał wołać medyka co dziesięć minut? No właśnie — wtedy też ktoś krzyczał, że to "żelazny facet", a dziś mamy "błogosławieństwo". Tyle że wtedy on skończył tamten turniej w szpitalu, a dzisiaj siedzi w domu zamiast wbijać się w kolejne rozgrywki na bandażu i tabletkach. Bo wiecie co? Kontuzja nie znika przez to, że się nie gra tydzień — ona wisi nad nim jak miecz Damoklesa, który tylko czeka, żeby znów oberwać za każdym razem, kiedy ktoś powie "a co tam, zagraj". Dajmy mu ten rok, żeby naprawdę wrócił — a nie po pół roku, kiedy znowu zapomni, jak się chodzi bez bólu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, aleście naprawdę w tym całym szumie zapomnieli o jednej bardzo istotnej rzeczy — i to nie chodzi nawet o to, czy zrzut to genialny ruch, czy nie. Wiecie, co mnie osobiście najbardziej denerwuje w tym całym gadaniu? To, że nikt nie pyta, jak ten facet naprawdę się czuje. Ja na przykład znam kilku chłopaków z niższych lig, którzy mieli podobne sytuacje — kontuzje, które nie chciały odpuścić, i wszyscy dookoła mówili „weź się wziął, zagraj”. A oni? Siedzieli po tygodniu w fizjoterapii z łzami w oczach, bo naprawdę bali się, że to już koniec. Alex nie jest żadnym superbohaterem — on jest człowiekiem, który ma swoje słabości, swoje dni gorsze, i tyle. Ale dobra, nie będę tutaj udawał, że to jakaś wielka tajemnica — ja sam jestem za tym, żeby dać mu ten czas. Bo wiecie co? Kibice zapominają, że za każdym zawodnikiem stoi ktoś, kto naprawdę walczy — nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim ze swoim ciałem. Ja kiedyś miałem faceta w moim amatorskim klubie, który strasznie zaniedbał kolano, bo grał non stop na betonie. Poszedł na zastrzyk, wrócił tydzień później, i za pół roku miał artroskopię. A teraz? Już nawet nie chodzi normalnie, tylko z protezą. Czy myślicie, że Alex chce skończyć tak, jak ten mój kolega? Przecież to jasne jak słońce, że on nie zrobiłby sobie tego specjalnie — nikt nie lubi siedzieć na dupie przez pół roku. No ale — i tu dochodzę do mojego zastrzeżenia — tylko niech nam nikt nie wmawia, że to jakaś cudowna strategia. Bo ja wiem, że facet ma talent, ale talent bez zdrowia to jak samochód bez paliwa — stoi w miejscu. I właśnie dlatego, że on w końcu zaczął o siebie dbać, to my powinniśmy to docenić. Tylko niech nikt nie myśli, że on wróci za tydzień i od razu będzie bił wszystkich po pysku. Bo to nie działa tak, że się raz odsunie i od razu jest jak nowy. Kontuzje to nie są jakieś drobiazgi, które znikają po weekendzie na kanapie. On musi teraz naprawdę posiedzieć, posłuchać swoich lekarzy, i nie pakować się w kolejne awantury. A co do tych, którzy mówią „no ale Niemcy będą mieli pretensje” — to ja powiem tak: niech sobie mają. Kibice zawsze będą mieli pretensje, ale to nie ich zdrowie jest na szali. Alex ma swój styl, swoją drogę, i jeśli on uważa, że teraz potrzebuje przerwy, to my, jako jego kibice, powinniśmy go wspierać. Bo na końcu liczy się to, że on wróci zdrowy — nie to, że za pół roku znowu będzie biegał na pękniętych ścięgnach. I ja tam wolę, żeby on wrócił później, ale mocny, niż żeby miał latać tam i z powrotem jak kurczak bez głowy, a na koniec skończył z artrozą w wieku trzydziestu paru lat. Tyle mi przychodzi do głowy.xG > emocje.
-
Ej, ludzie, ale wy tam znowu... 🤡 Alex to nie jakiś tam nowicjusz, co pierwszy raz widzi siatkę, żeby krzyczeć o „strategii”! Facet ma w sobie tyle krwi co całe pole tej dyskusji kiboli, a wy się czepiacie, że dał sobie luz przez rok? No co Wy, naprawdę myślicie, że on nie wie, kiedy stopa zapala mu się na czerwono? 😂 On przecież od dwóch lat leci w tym szaleństwie non-stop, grając jak szalony, żeby wycisnąć z siebie wszystko — i co? Dostał po nogach, a teraz niby macie pretensje, że nie chce się znowu pakować w ten horror? Patrzcie, ja tam byłem w Gdańsku, kiedy przez te same lata doglądałem mojego kumpla z siódemki tenisowej, który wrócił ze zrobionym łukiem piszczelowym, bo fanatycy z naszego klubu kazali mu „nie psuć formy” i grać na strzępionym kolanie. Wiecie, jak się nazywa jego dorobek od tamtej pory? Zero turniejów, bo wisi mu proteza. I co? Tej zimy spotkałem go w tramwaju i ledwo się ruszał — a teraz? A teraz mam pretensje do naszego bohatera, że nie chce skończyć tak, jak mój kolega? Bo to jest właśnie ten cholerny problem, że kibice myślą, że facet to maszyna — wcisnąć guzik, grać, wygrywać, punktować. A nie, chłopaki! Kontuzja to nie jest taki drobiazg, że „odpocznie tydzień i z powrotem”. Ja tam wolę, żeby Alex leżał do następnego sezonu i wrócił na finał French Open, niż żeby miał latać teraz na dwóch zdrowych nogach i zaraz znów kończyć w szpitalu z rozsypaną ścięgnówką. I tyle. A co do Niemców — no kurwa, niech sobie marudzą! Oni mają całą masę zawodników, którzy będą za niego walczyć. Alex to nie jest jakiś tam debiutant, żeby go teraz blokować na Davisa, bo „ma być w dobrej formie”! On ma na koncie tyle, że przez większość fanów nie będzie nawet pytany o rankingi — bo go kochamy za to, co DAWNIEJ zrobił, a nie za to, co zrobi w przyszłym tygodniu. No to co, dalej będziecie histeryzować, że „porażka”, czy w końcu docenicie, że facet ma olej w głowie? Bo ja tam stawiam drugie piwo za jego zdrowie — i niech mu nie brakuje ani centymetra szansy na ten powrót! 💸🔥
-
No ale się porobiło bajanie o „geniuszach” i „błogosławieństwie” 🤨 Przecież ten zrzut to nie jest jakiś tam geniusz, tylko zwykła UMIAR! Alex przecież nie ma patentu na bycie zdrowym — kostka go boli, akurat, no to co? U mnie w warsztacie facet z takim bólem jeździ na urlopie chorobowym, a ten „mądry” zawodnik sam sobie przedłuża ten stan, bo nie chce grać przez tydzień?! 😂 A potem się dziwimy, że za rok znowu leci do szpitala! No serio, ludzie — przerwa to przerwa, ale nie żadne BŁOGOSŁAWIEŃSTWO! On przecież nie wygrał mistrzostwa świata leżąc na kanapie! Kontuzja to kontuzja, a nie urlop z pyszną herbatką! Ja pamiętam, jak mój stary kolega z pracy złamał nogę i przez pół roku chodził o kulach — nikt mu nie mówił „brawo, że odpocząłeś”, tylko „spadaj do domu, póki nie zepsujesz reszty”. A tu nagle — bijemy brawo za to, że facet nie chce się znowu pogrążyć?! Co to za logika?! 🔥 I jeszcze te brednie o „zarządzaniu karierą” — no dobra, niech mu będzie, ale proszę Was, nie robić z tego religii! Alex nie jest żadnym managerem własnej kariery, tylko zawodnikiem, który ma problem z kostką i nie potrafi go rozwiązać na korcie! A my tu wmawiamy sobie, że to „mądrość”, bo akurat trafił na dwóch chłopaków, których może roznieść w dwóch setach?! Przecież to jakby powiedzieć, że ktoś jest geniuszem strategii, bo nie przegrał meczu z dzieciakiem z osiedlowego klubu! 💪 A rankingi? Te cyferki to przecież nie świętość! Znam kilku chłopaków z Ekstraklasy, którzy przez kontuzje spadali na sam dół tabeli, a wracali i byli lepsi niż kiedykolwiek — bo w końcu posiedzieli, posłuchali ciała i nie robili z siebie bohaterów. A tutaj? Jesteśmy tak zachwyceni, że Alex „odpuścił”, że zapominamy, że tenis to sport, w którym trzeba WYGRYWAĆ, a nie tylko „nie przegrywać na siłę”! 😤 No i jeszcze ten argument, że „oni mieli wygrać w każdym razie” — no i co z tego?! Ja w pracy też mogę odpuścić tydzień, bo szef i tak mi da premię, ale nie znaczy, że to geniusz! To po prostu ROZSĄDEK! A my tu budujemy mu pomniki za to, że nie wlazł na boisko na zdrowych nogach?! 😱 Ludzie, do cholery, to nie jest mistrzostwo olimpijskie za uśmiechanie się do kamer! Wracając do tematu — Alex powinien być uznawany za reprezentanta Niemiec, bo on PRZECIEŻ REPREZENTUJE! Reprezentuje, jak gra, a nie jak siedzi! Kontuzja to nie jest wyrok, to jest sygnał — i on go w końcu usłyszał, nawet jak mu się to nie podobało. Ale niech nikt nie robi z tego spektaklu, bo to nie jest żaden „błysk geniuszu”, tylko zwykła, zdrowa reakcja dorosłego faceta! I tyle! 🔴💪Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej, aleście naprawdę wariaci, jak się od razu zaczyna wyrabiać z pomnikami za byle co... a ja wam powiem coś takiego, że mnie akurat bardziej boli nie ten zrzut, tylko to, że znowu wszyscy zapomnieliście, co to znaczy być kibicem, a nie managerem klubu. facet ma ból w kostce? no i co z tego? ja wam pokażę, gdzie to boli — dosłownie w moim warsztacie, w szafce z narzędziami, leży ten sam dzień za dniem, bo rzuciłem się na remont, jak ból przeszedł, a w międzyczasie nikt nie krzyczał „ojoj, ale on nie zarabia punktów!”. ludzie, kontuzja to nie jest urlop, to nie jest czas na lenienie się na kanapie z herbatką — to jest czas na to, żeby ciało się naprawiło, a nie żeby ktoś robił z tego całą filozofię! i teraz pytanie do was — ilu z was było kiedyś na kortach w środku lata, kiedy temperatura pod nogami paliła beton, i grało się z obolałą stopą albo kolanem? bo ja pamiętam swoje czasy, kiedy to futbolówki były wprost z szatni, i nikt nie miał litości, ani sędzia, ani trener, ani kibice. pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy kontuzja była równoznaczna z tym, że na następnym treningu ktoś cię nazwie „słabeuszem”? a tu nagle mamy faceta, który dostaje punkty za to, że nie chce do siebie strzelać?! no co Wy, serio? ale niech wam będzie — Alex ma prawo odpocząć, nikt nie mówi, że nie. tylko proszę Was, nie budujcie mu pomnika za każdym razem, kiedy powie „dość”. on nie jest żadnym prorokiem, który wymyślił strategię na wieki — on po prostu w końcu posłuchał swojego ciała, które mu od dawna sygnalizowało „stary, zwolnij”. i co? teraz mamy bajkę o geniuszu? no nie przesadzajmy. ja tam wolę, żeby on wrócił mocny i zdrowy, niż żeby miał latać na jednym zdrowym stawie i skończył w wieku trzydziestu paru lat z tymi swoimi „błogosławieństwami” zaliczonymi po kolei. ale niech nikt nie myśli, że to jakaś rewelacja — to po prostu rozsądek. a rozsądek to nie jest mistrzostwo olimpijskie, tylko coś, co powinien mieć każdy dorosły facet, który nie chce dożyć swoich dni na zdrowotnych zasiłkach. i jeszcze jedno — Niemcy mają w swojej drużynie tyle młodych wilków, którzy mogą nas reprezentować, że akurat Alex nie jest im do niczego potrzebny przez ten jeden rok. niech sobie polatają za niego, niech się biją o punkty, a on niech po prostu wróci, kiedy będzie gotowy. ale niech nikt nie robi z tego spektaklu, bo to nie jest żaden wyczyn — to jest po prostu odpowiedzialność. i tyle.
-
ej, aleście naprawdę wariaci, jak się od razu zaczyna wyrabiać z pomnikami za byle co... a ja wam powiem coś takiego, że mnie akurat bardziej boli nie ten zrzut, tylko to, że znowu wszyscy zapomnieliście, co to znaczy by…@NaszaDumaiProud no co ty nie powiesz stary, przecież ty sam byłeś kiedyś na trybunach i krzyczałeś „grać przez ból!” jakbyś miał w kieszeni worek monet do wrzucania! 😂 Ja pamiętam se te czasy, jak szliśmy na stadion z kumplami i facetom po czterdziestce nogi w kostkach były bardziej sina niż buty piłkarskie. Ale hej — to było nasze, to była inna epoka! A teraz? Facet ma na koncie tyle obciążeń, że nawet ja, który w życiu nie postawiłem nogi na korcie, wiem że kostka to nie to samo co palec u nogi. @KasiaSlask ma rację — ten moment w Halle to był sygnał, że on wreszcie zrozumiał co się święci. A my? My ciągle gnamy w tym maratonie „ale musi grać”, „ale musi wygrywać”, aż się zwali z nóg. Ja tam wolę, żeby on wrócił na 100% niż żeby wypadł z kortu w wieku 35 lat na wózek albo co tam jeszcze. Bo co z tego, że przez rok nie zagra, jak potem będzie miał więcej punktów niż teraz? Kontuzje to nie jest numerki na tablicy, to jest życie!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, aleście dziś rozpalili ten wątek bardziej niż doping na meczu między Zverevem a Medvedevem. A ja wam powiem coś, co mi utkwiło w głowie od niedawna — pamiętacie ten mecz w Halle kilka lat temu, kiedy Alex wszedł na kort z opaską na kostce i w drugim secie musiał prosić o przerwę medyczną? No i wtedy podszedł do siatki, uścisnął rękę przeciwnikowi i powiedział coś w stylu „przepraszam, stary, ale muszę zrobić krok w tył”. A ten przeciwnik, facetski znikąd, na to tylko wzruszył ramionami i powiedział: „nie ma sprawy, szanuję”. I wiecie co? To było pierwsze takie podejście, które widziałem naprawdę na żywo. Bo my tu teraz gadamy o „błogosławieństwie” i „strategii”, a zapominamy, że za te słowa kryje się facet, który kiedyś, jeszcze przed tymi wszystkimi kontuzjami, naprawdę się krewko bił — i przegrywał czasem, i klął na siebie, że nie posłuchał ciała. Teraz widzę, że ten sam facet, który kiedyś rzucał rakietą przez cały kort, nauczył się w końcu mówić „stop”. I to jest ten moment, który powinniśmy docenić, bo to nie żaden nowy patent na bycie sportowcem — to po prostu dowód, że dorósł. I tyle.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, aleście dzisiaj jak ta ekipa z "Milionerów", co krzyczą na pytania o daty — wszyscy macie swoją rację, ale nikt nie słucha, kto pierwszy zaczął. 😄 Mnie osobiście zagadnięcie Kasi Slask uderzyło w to samo miejsce co wasze teksty — bo ten jej przykład z Halle to jest właśnie to, czego mi od dawna brakowało w dyskusjach o Zverevie: nie te brednie o „błogosławieństwach”, tylko konkretne działanie. Ten moment, kiedy facet stanął przy siatce i powiedział „przepraszam, muszę odpuścić”, to dla mnie był sygnał, że on wreszcie zrozumiał, że zdrowie to nie opcja, tylko podstawa. No ale — i tu moje zastrzeżenie, bo jestem przecież Warszawiakiem i nie dam się tak łatwo złapać na emocjonalne argumenty — niech nam nikt nie wmawia, że to jakaś rewolucja. Ja znam jednego kumpla z warszawskiej Akademii Tenisowej, który też miał problemy ze ścięgnem Achillesa i po pierwszym ostrzeżeniu lekarza odpuścił trzy miesiące. Co z tego wynikło? Że wrócił mocniejszy niż kiedykolwiek i do dziś gra w czwartej lidze bez żadnych problemów. A Alex? On odpuścił... ile? Pół roku? Rok? I co mu to dało? Tyle, że media piszą o „genialnej strategii”, a my tu zachwycamy się, że facet nie skończył w szpitalu — no ale przecież on nie wygrał żadnego Grand Slamu leżąc na kanapie! Mnie osobiście bardziej boli to, że nikt nie pyta, co on właściwie robi przez ten czas. Bo to nie jest tak, że on nagle stał się managerem własnej kariery — on po prostu dostał polecenie od lekarza i w końcu je posłuchał. A my? My budujemy mu pomniki za to, że nie wlazł na kort na zdrowej kostce, jakby to była jakaś innowacja w świecie sportu. Przypomina mi to faceta z mojego bloku, który kiedyś mówił, że „dieta i trening to przeżytek”, bo on „wszystko czuje w nodze”. Do dzisiaj chodzi o kulach — no i co z jego geniuszem?
-
@PiastWarszawa no nie no, ale ty mi tutaj teraz nie wciskasz, że to my jesteśmy jak „Milionerzy” z krzyczącymi graczami! 😅 Przecież ty sam mówisz, że ten moment w Halle to był sygnał, że Alex w końcu zrozumiał, iż zdrowie to nie opcja, tylko podstawa — a potem od razu zastrzeżenie, że to niby żadna rewolucja. No jasne, nie jest, ale po co nam te „ale”, jak facet naprawdę się zatrzymał i nie skończył jak połowa moich kumpli, co swoje ciało traktują jak betonową ścianę? I te twoje przykłady z kumplem z Akademii Tenisowej albo tym facetem z bloku — no dobra, ale Alex nie jest przypadkiem, którego lekarz posłał do domu z ulgą w oczach. On ma na koncie półki pucharów i tyle umiejętności, że gdyby wrócił za rok w 80%, to i tak by nas rozjebał. A ty mówisz o „Genialnej strategii”? No nie no, ja bym tu raczej postawił na „wreszcie dorosłe podejście” — bo kontuzje nie są konkursem na odwagę, tylko na trwałość. I to się liczy.Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Ej, aleście dziś porobili z Alexem jak z bożkiem na niedzielnej mszy — a ja wam powiem, że facet po prostu wreszcie posłuchał swojego ciała, i tyle! Pamiętacie, jak mój kolega z Poznania, co jeździł z nami na mecze w Pucharze Davisa, to miał taki sam problem z kostką? Przez pół roku grał na pół gwizdka, bo „trzeba walczyć”, aż w końcu poszedł do chirurga i okazało się, że ma urwaną chrząstkę. Dwa lata leczenia, dwa lata rehabilitacji, i do dzisiaj chodzi jak staruszek. A Alex? On dostał ten sygnał, zatrzymał się w porę i nie skończył jak mój kolega — czyli na operacji kolana w wieku trzydziestu lat. I jeszcze coś — niech mi nikt nie mówi, że to „błogosławieństwo”, bo to jest po prostu ZDROWY ROZSĄDEK! Facet ma na koncie już tyle, że nawet jak przez rok nie zagra, to i tak będzie naszym ulubieńcem. Ja tam wolę, żeby on wrócił za rok z 100% sił niż żeby teraz walnął się w czwartym secie z kolejnego turnieju i leżał z gipsem do Grand Slamu. Kontuzje to nie są jakieś drobnostki, które „same przechodzą” — one zostawiają ślad, i my, jako kibice, powinniśmy mieć to gdzieś bardziej niż jakiś ranking czy następny turniej. A co do tych Niemców, co mają pretensje? No niech sobie marudzą! Oni mają pół szkoły tenisowej do wyboru, nie muszą opierać się tylko na jednym facecie. A my? My mamy Alexa, który kiedy wróci, to będzie nie do zatrzymania — bo nie zapominajcie, że facet kiedyś był numerem 3 na świecie i wie, jak wygrywać. Tylko niech się teraz nie śpieszy, bo zdrowie to nie wyścig. 💪🔥Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
No to mnie dzisiaj nachodzą ci chłopcy jak papieża w drodze do lotniska — wszyscy z tą samą tezą, że niby Alex jest jakiś mędrzec strategii tylko dlatego, że w końcu posłuchał lekarza i nie poleciał na jeden tydzień z poszarpanym ścięgiem?! 🤣 Chłopaki, serio, ten sam facet co w Warszawie na kortach AWS nieźle mnie kiedyś opluł, jak mu powiedziałem, żeby odpuścił tenis i poszedł do lekarza, bo go kostka bolała! A teraz nagle „geniusz” za to, że nie skoczył na boisko jak piechota na front?! No ale trudno... I jeszcze te wszystkie numerki — ile to on miał „przerw” w ciągu ostatnich dwóch lat? Pół roku? Rok? A mnie kolega hydraulik raz złamał rękę i wrócił po tygodniu do roboty, bo „nie ma co się leczyć na zasiłek”! Teraz ma śrubę w przedramieniu i co? Stal tam sobie siedzi, a on dalej pracuje. A u nas? Jeden zrzut i już jestem „ekspert od kontuzji”? 😂 No i ta cała historia z tymi braćmi ze Stuttgartu — no co, facetowi akurat trafiło się dwóch frajerów, których mógł roznieść? To nie jest żadna strategia, to po prostu szczęście, że nie trafił na kogoś, kto by mu darł dupę na korcie! Ja tam wolę, żeby Alex wrócił po 52 tygodniach, żeby nie skończyć jak mój stary znajomy, co po tej samej kostce chodzi teraz na jeden palec mniej niż kiedyś... no ale co tam, skoro media piszą o „błogosławieństwie”, to i my mamy powtarzać jak papugi! A Niemcy? No niech się nie ośmieszają — oni mają przecież taką drużynę, że aż się prosi, żeby ktoś zrezygnował z polskiego sezonu i poszedł grać dla nich, zamiast opierać się na jednym facecie! Zverev to fajny chłop, nie przeczę, ale zrzut to zrzut — niech nie robi z siebie ofiary losu tylko dlatego, że w końcu posłuchał ciała! I tyle! 🔥💪Swoich się nie zostawia.
-
A no to teraz macie tu coś, co wygląda jak finał bokserskiego starcia, gdzie jeden wbija lewy sierpowy „kontuzja to nie urlop”, drugi kontratakuje „ale w Halle jednak poszedł na swoje”, a ja tam stoję z kubkiem kawy i myślę — chłopaki, ależ wy się zapaliliście dzisiaj jakby jutro był finał Davis Cup! Ale coś w tym jest, że Akson też ma prawo nie chcieć skakać na jednej nodze przez tydzień, bo „trzeba walczyć” — sam kiedyś miałem w warsztacie faceta, co do dzisiaj chodzi o lasce, bo nie chciał odpuścić remontu w domu i w końcu stracił czucie w stopie. A tu nagle zrzut? No jasne, że to nie jest żaden Nobel za fizykę, tylko zdrowy rozsądek, który powinien być oczywisty, a u niego stał się sensacją — i to mnie bardziej boli niż sam zrzut. A co do reprezentacji Niemiec... no właśnie, o tym nikt nie mówi otwarcie, ale co innego, kiedy zawodnik reprezentuje, a co innego, kiedy w końcu zaczyna myśleć o sobie? Tamci dwaj z Stuttgartu przecież nie wygrali mistrza świata, tylko dwóch braci, którzy akurat mieli gorszy dzień — i tyle. Ja pamiętam, jak moi kumple z Legii wrócili z wyjazdu do Berlina i mówili, że kibice tamtej drużyny urządzili piekło temu facetowi za kontuzję, bo „musi grać, to Niemcy!”. A my tutaj? My mu bijemy brawo, że nie wlazł na kort na uszkodzonym ścięgnie — i chyba w tym momencie powinniśmy się zastanowić, po której jesteśmy stronie: tej, która wymaga bohaterstwa, czy tej, która liczy się z realiami. Tak że w sumie... zostawmy sobie ten temat na razie na półce, bo dzisiejsza dyskusja bardziej przypominała bijatykę w barze niż analizę — i obie strony mają swoje racje, tylko że jedna twierdzi, że zdrowie to świętość, a druga, że kontuzja to nie powód do bajania o „geniuszach”. A ja tam wolę, żeby Alex wrócił za rok z rakietą w dłoni i uśmiechem na twarzy, niż żeby miał latać po kortach z podwiniętym w środku życiem — i niech nikt nie mówi, że to „słabość”.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
A, no i znowu ten sam tekst: „wreszcie zrozumiał, że zdrowie to nie opcja” — tylko że nie wiem, kiedy to „wreszcie” się wydarzyło. Bo przecież facet przez lata latał na poszarpanym ścięgnie jakby go ktoś do kortu pchał na siłę, a teraz niby mamy mu stawiać pomnik za to, że nie skoczył na jeden mecz? Proszę państwa, pokażcie mi wreszcie te liczby — bo ja wiem, ile tygodni spędził poza kortem przez ostatnie trzy lata i to nie jest pół roku, tylko połowa sezonu wcale nieźle. A teraz? Teraz mamy debata o reprezentacji Niemiec, jakby ktokolwiek zapytał, czy on w ogóle chce tam wrócić, a nie tylko żeby Niemcy mieli jednego solidnego tenisistę. I jeszcze coś: zdrowie to nie opcja? No super, ale co z tymi milionami, które na nim zarobi, żeby potem w wieku trzydziestu paru lat chodzić o kulach? Mnie bardziej interesuje, kiedy wreszcie któryś z was powie wprost: facet zarabia krocie, więc może ma prawo decydować, kiedy ryzykuje, a kiedy odpoczywa. Bo to nie jest jakiś tam młodzik z akademii, tylko zawodnik, który raz na jakiś czas powinien mieć prawo powiedzieć „dość”.