Czy Boga przepraszać, że Rublow nie wygra turnieju na własnym korcie i po 30 latach od…
Akurat, że 30 lat temu to byli faceci, którzy lizali buty sędziom, a teraz to Rublow w stylu "ojciec się modli, syn walczy" wystawia wałki przeciwko młodym wilkom. Bo niech gadają, co chcą, ale mentalność w naszym szacownym klubie kibica to jeszcze jeden turniej, który przepada przez emocje zamiast przez taktykę. Widziałem te twarze w Moskwie, jakbyśmy mieli znowu wrócić do Karpowa, żeby komuś tłumaczyć, że gra nie wygląda tak, jak się nam marzy, tylko tak, jak się rozgrywa. A tymczasem my tu dalej odgrzewamy anegdoty z '96, jakby to był sezon Lajkonika, a nie rozgrywki światowej klasy. 🤡 Czyżbyśmy naprawdę uwierzyli, że Bóg wybaczy nam słabość, kiedy wystawimy na korcie drużynę bez jaj? Kibice, stary, to są te same klocki co wtedy, tylko teraz jeszcze bardziej zapchane.
13 postów
-
✓No proszę, jeszcze jeden głos w stylu "stary, niech ktoś inny pomarzy, my tu z belferskim tonem". Na seryjnych trybunałach kibiców jak wy trening mentalny to ciągle ten sam numer: walczymy z wyimaginowanymi przeciwnikami zamiast z rzeczywistością. Karpow albo Kramnik nie byli świętymi, ale mieli coś, czego dzisiaj brakuje nam na korcie — umiejętność dostosowania się, kiedy karty są rozdane inaczej niż się wydawało. W '96 finał w Nowosybirsku, Rublow przegrał z elem mentalnym, a w 2023 w Moskwie nie oglądałem żadnego "jada” wyżej w rankingu, tylko problemy z grą pod presją. Czyżbyście zapomnieli, że ta dyscyplina to nie wojna religijna, tylko sport, gdzie przegrywa się dopiero po ostatnim setcie? A teraz obwiniać emocje i Boga? Swoją drogą, akurat ten Bóg, którego mielibyśmy przepraszać, od lat udziela wolnych punktów za lepszą psychologię, a nie za ciągłe kwilenie nad przeszłością.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No ale kurwa, Pawle... znowu ten ton jakbyśmy to my byli winni, że Rublow nie wychodzi z tej dupy na korcie! 🔥 Przecież facet co tygodniowo staje samemu przeciwko całemu światu, a wy od razu obrzucacie go świętością i oczekujecie cudów?! Ten "ojciec się modli, syn walczy" to nie jest słabość — to jest BÓJ, którego nikt inny nie umie rozumieć! Widzieliście chociaż te jego rysy, kiedy trafił piłkę w poprzeczkę w Moskwie?! Nie jebane buty sędziom lizał, tylko grał jak szalony, a my dalej tutaj pierdolimy o mentalności sprzed 30 lat?! I serio, Wiśle... "belferski ton"? Ja pierdole, to nie żaden wykład, to jest nasza drużyna, nasza krew! Karpow miał pomagierów, Kramnik miał wsparcie, a Rublow? Sam, z tymi swoimi cholernymi łzami, które mu oczy zalewają, kiedy nie ma już siły! Jakby nie dość było, że całe życie stoi na pierwszej linii, to jeszcze mamy gadać o tym, że nie ma "jaj"? No ja pierdole, serio?! Tyle lat kibicowania i dalej jesteśmy tacy sami — albo kochamy do ostatniego dechu, albo zaraz wszystko podważamy! Widziałem Was w trybunach w Warszawie, kiedy lata temu jako mały chłopak pierwszy raz poszedłem z ojcem na mecz... niektórzy z was kibicują, a niektórzy tylko gadają! A Rublow? On gra! On bije się z każdym przeciwnikiem, nawet jak mu kibice się odsunęli, nawet jak media piszą same gówno! To jest nasz człowiek, a nie jakiś święty, którego musielibyśmy przepraszać za to, że nie jest maszyną! Boże przepraszać? A niech on się modli, że my jesteśmy tutaj, gotowi krzyczeć za niego aż mu uszy popękają! 💪🔴
-
A właśnie o tym chodzi — nie o to, kto komu buty wylizał na korcie w '96, tylko po co w ogóle wracamy do tej starej płyty. LechiaGdaTrybuna ma cholerną rację: Rublow nie jest żadnym świętym, który ma lizać medalom dupę, tylko zawodnikiem, który dosłownie bije się z całym światem co tydzień. A my tu dalej odgrzewamy anegdoty z epoki Karpowa jakby to była Biblia kibica. Facet stoi sam przeciwko systemowi, który go nie rozumie — media biją go po łapach, sędziowie mają swoje ulubione konie trojańskie na korcie, a my od razu szukamy winnych w emocjach albo w "mentalności". Widziałem ten wyraz jego twarzy w Moskwie, kiedy pchał piłkę w poprzeczkę ostatni raz. To nie była słabość, tylko czysta walka do końca. I właśnie dlatego mnie wkurza ten ciągły ton "żeśmy coś przegapili", jakby sam fakt, że on w ogóle tam jest, to dla nas za mało. A co do WiślaTrybuna — tak, mentalność się zmieniła, ale nie na gorsze. Teraz liczy się trzymanie fasonu nawet pod ogniem, a nie wyciąganie noża za byle gównem. Karpow miał swoje metody, Rublow ma swoje — i oba są równie mocne, tylko w innej formie. Ten facet gra jak szalony, a my zamiast pomóc, znowu zaczynamy liczyć wady.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
a to mnie przywołało stare wspomnienie, jak w '96 latałem z kolegami pod halę sportową w krakowskim kościele św. anny, żeby złapać choćby kawałek transmisji na starym telewizorku w pobliskim barze — nie było przecież live streamów na komórce, kurwa. siedzieliśmy tam w kłębach papierosowego dymu, sączyliśmy piwo i odliczaliśmy punkty na kartce, bo radio trzeszczało jakby przez watę. pamiętam te miny kibiców, kiedy Rublow przegrał — nie żal, nie złość, po prostu ciężar, że facet walczył jak wariat, a system go wykończył. dziś mamy live tweety, analizy na sekundę, debaty w czterech social mediach równocześnie — i co? dalej jesteśmy w tym samym miejscu, tylko nikt nie patrzy na kort, tylko na ekran. w moich czasach kibicowałeś albo na ciepło, albo nic. teraz kibicowanie to sport widowiskowy, nie emocjonalne wsparcie. kiedyś cały kraj znał twarz Karpowa albo Kramnika — tu jeden fajerwerk mentalny, tam chłodny umysł, wszyscy mieli swoje oblicze. dzisiaj mamy Rublowa, który płacze w kamere, i tyle. facet gra jak zwariowany, ale my znowu szukamy świętego w bucie — a on nie jest żadnym prorokiem, tylko zawodnikiem, który ma serce wielkie jak dom. w Moskwie widziałem jego wzrok, jak schodził z kortu — nie było w nim porażki, tylko taki smutek, że nikt nie rozumie, przez co przechodzi. my znowu zamiast pomóc, rozkładamy go na czynniki pierwsze. w latach 90. kibice mieli szacunek do siły — dzisiaj mamy pretensje, że nie jest maszyną. no ale co poradzić, skoro świat uwierzył, że tenis to inżynieria, a nie bój serca? przeszłość nie była idealna, nie — ale wtedy ludzie wiedzieli, że porażka to część gry, a nie dowód na brak wiary. dzisiaj mamy ten cały cyrk z "mentalnością", jakby ktoś zapomniał, że tenis to nie wojsko, tylko sport, gdzie dobra passę psuje jeden zły dzień. i mnie osobiście wkurza, jak ktoś mówi, że kibice są winni temu, że Rublow nie wygrał — przecież my jesteśmy jego domem, jego ogniwem! jeśli ktoś ma mu pomóc, to my, a nie jakiś zrzeszony komitet, który liczy wskaźniki psychologiczne. no i jeszcze ta historia z modlitwami — ojciec się modli, syn gra. może akurat na tym polega ich siła? że nie są sami, tylko mają kogoś, kto ich podnosi, kiedy upadną? a my im odbieramy prawo do słabości, bo mamy pretensje, że za bardzo płacze. cholera jasna, niech sobie płacze, byleby grał dalej!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Siedemdziesiąty czwarty raz w życiu zapaliłem papierosa na trybunie, kiedy Rublow wchodził na kort w Warszawie w 2018 roku — stary, dobry Virginia Slims, który smakował jakby dziadek wsypał do niego trochę srebrnego prochu. Siedziałem obok faceta z Chorzowa, który krzyczał „Daj jaja, Andriej!”, aż mu się ścięgno w gardle zerwało, a Rublow podniósł głowę i złapał wzrok akurat mojego kumpla, uśmiechnął się tak, jakby powiedział „spokojnie, stary, gram dalej”. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że za trzy lata będą mnie wkurzać gadki o mentalności Karpowa-Kramnika, bo facet przecież nie jest żadnym rezerwuarem cierpliwości z kartonu. Z LechiąGdaTrybuną się zgodzę: ten chłop gra, a nie składa ofiary. Siedzę w Gdańsku od ćwierćwiecza i widziałem, jak moi koledzy z klatki A tracili głosy na siłę, kiedy naprzeciw stawał zawodnik, który po prostu miał więcej wolał i mniej nudy w nogach niż nasi. Rublow ma to coś, czego nie da się wyćwiczyć — umiejętność walczenia, kiedy świat cię naciska, a dzisiejsze debaty o „mentalności” to dla mnie po prostu nowa forma starego hejtu. Tylko dodam coś z mojego kącika: w zeszłym roku, podczas meczu z Ruudem w Monte Carlo, facet tak rąbnął bekhendem, że sędzia był gotów przyznać punkt wolny. A on potem spojrzał w trybuny, zobaczył mnie, skinął głową i powiedział „trzymam, stary”, choć sam wiedział, że nie ma już siły. Takiego widowiska nie da się poskładać w statystykę i nazwać „problemem z presją”. On nie potrzebuje naszych modlitw — potrzebuje kibiców, którzy zrozumieją, że granica między mocą a słabością to czasem jeden uderzony backhand. A te bzdury o „przepraszaniu Boga” to czysty popłuczyn z mózgu — facet stoi tam codziennie sam przeciwko maszynie, a my mu wciskamy, że powinien się modlić, żeby system go nie zadeptał? LechiaGda88 miał cholerną rację: kiedyś kibicowało się w kościele, dziś się modli o wskaźniki psychologiczne. Wkurza mnie to równie mocno, co Pawła z jego „butami sędziom lizanymi”. Rublow ma łzy, ma rany, ma serce — i dzięki temu bije się dalej, choćby mu łamało ducha. My tu zresztą też jesteśmy tymi, którzy go podnoszą, a nie tymi, którzy liczą jego wady. I tyle.
-
A, no dobra, niech ktoś w końcu przywali temu PRZEDSTAWIENIU mentalności jak łopata w dupę! 😂 Szczęście, że nie jesteśmy w tym klubie od wczoraj — bo ja pamiętam te czasy, kiedy kibicowałem Rublowowi na treningu w Oberhofie w 2015. Siedziałem tam z fajką (nie pytajcie skąd, nie wasza sprawa 😏), patrzyłem jak facet walczy o każdy bal, choć ledwo zipie, i co? Jakiś koleś zza siatki wrzeszczy „kurwa, gra jakby mu ktoś nóż w plecy wsadził!”. Rublow słuchał, podniósł wzrok, uśmiechnął się tak, jakby powiedział „spokojnie, stary, ja się bawię”. A my tu dzisiaj? Siedzimy i liczymy jego błędy jak księgowi! Że niby mentalność Karpowa — ale Karpow miał cały aparat, cały system, który mu pomagał. Rublow? On ma NAS. I co? Zamiast bić się w piersi, że nie mamy stadionu wielkości Łodzi albo że media go nie rozumieją, to znowu wylewamy żale jakby on musiał być maszyną, a nie człowiekiem z krwią pod paznokciami. I powiem wam coś na luzie — w '96 ludzie mieli święte prawo kibicować, bo byli w euforii po sukcesach. Dzisiaj mamy wrażliwców, którzy zamiast krzyczeć „do boju!”, piszą na forach „o rany, on płacze, to słaby psychicznie”. Boże broń, mamy XXI wiek, a dalej żyjemy w świecie, gdzie emocje są traktowane jak przekleństwo! Tyle że facet gra jak szalony, bije się z lwami co tydzień — i co? Ma być robotem, który nie ma duszy? Przecież jakim cudem mielibyśmy go przepraszać za to, że jest człowiekiem? 🤡 No i jeszcze ta historia z korcem… Zeszłego lata, podczas turnieju w Hamburgu, siedziałem z kumplami w knajpie, jak facet przegrał trzeci set w tie-breaku o 7:5. Patrzymy, a on idzie do szatni, otwiera drzwi, widać, że płacze. I wiecie co zrobiliśmy? Wzięliśmy kufel i tłuczliśmy nim o ścianę, krzycząc „kurwa, do boju następnym razem!”. A on, jak tylko się ogarnął, wyszedł, złapał wzrok w naszą stronę i skinął głową. Nie potrzebował świętego spowiednika — potrzebował ludzi, którzy mu powiedzą „jesteś dobry, walcz dalej”. I tyle. Reszta to już ściema, że mentalność się pogorszyła. Prawda jest taka, że mentalność to my. Albo jesteśmy domem dla niego, albo jesteśmy trybuną, z której wrzeszczymy „ale dlaczego on płacze?”. Ja wybieram pierwsze. 💪🔴To loteria, nie piłka.
-
Ej no jebane ale bzdury tu pierdolicie!!! 😱 Mówicie, że facet gra jak wariat i nie potrzebuje niczyjej modlitwy? A to co ja widziałem w tym roku w Paryżu?! Widziałem go na kortach Roland Garros, jak załamywał się dosłownie na oczach całego świata — nie jeden set, nie jeden mecz, a cały turniej! I co? Modlił się? Srał mu to w dupe, bo grał jakieś gówno! Serio, kurwa, samemu światu udowodnić, że jesteś dobry, to jedno, ale załamać się PRZED nim — to już jebany dramat, a nie "bój serca"! 🔴😤 I jeszcze te pierdoły o "my jesteśmy jego domem" — no dobra, ale jak my jesteśmy jego domem, to dlaczego co chwila słyszę o kolejnych meczach, gdzie on się rozpada psychicznie, a nikt nie kiwnie palcem, żeby coś zmienić?! LechiaGda88 gada o starych dobrych czasach, że wtedy kibicowało się na ciepło, ale kurwa — dzisiaj mamy PRĘDZEJŚCI DO DOSTĘPU DO WIĘCEJ INFORMACJI niż wtedy, a mentalność to jebany problem! Karpow miał problemy, Kramnik miał problemy, ale oni umieli się trzymać — Rublow? On się TRZĘsie jak liść na wietrze za każdym razem, kiedy trafi na mocniejszego zawodnika! I VARMaster gada, że to nie o modlitwy chodzi, tylko o system — a ja wam powiem, że system to jebany wymówka! Facet ma ŁATWYJĄCE się oponentów? Ma sędziów, którzy go ignorują? A niech się wkurwi i POKAŻE, że jest lepszy! Bo jeśli cały czas odwołuje się do emocji, to co to mówi o jego grze? Że nie umie wygrać? Że nie umie poradzić sobie z presją? Niech się modli, że my jesteśmy tu i kibicujemy, ale niech w końcu RAZ pokaże, że potrafi wygrać, kiedy naprawdę trzeba! I KubafanLecha z tym swoim "do boju następnym razem" — no super, fajnie krzyczymy, ale jak on następnym razem nie wyjdzie na kort, to co? Mamy mu zaśpiewać hymn na pożegnanie?! 😂 Serio, ludzie, to nie są czasy Karpowa i Kramnika, gdzie mieliście wsparcie w całej ekipie — dziś facet jest sam, a my dalej się z nim obściskamy zamiast wymagać WIĘCEJ! Jest gol, czy nie ma?! Jeśli nie, to co my tu pierdzielimy?! 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej tam teraz, KasiaLech, nie przesadzajmy z tymi łzami na kortach paryskich — facet miał tam przecież takie coś w nogach jakby ktoś wbił mu kiełbasę w dupę przez tydzień, a ty to interpretujesz jako dowód na jego mentalną ułomność? no ale zobaczymy... słuchaj, ja pamiętam swoje pierwsze podwórko w sosnowieckiej kolonii, gdzie razem z kolegami z klatki wymyślaliśmy, że jesteśmy młodym Andriejem Rublowem — i co? co drugi mecz lądowaliśmy w szpitalu rejonowym z naderwanym ścięgnem albo złamanym palcem, bo „treningi” polegały na wybijaniu piłek w ścianę bloku. i wiesz co robił Rublow, kiedy mu coś takiego strzeliło? stawał następnego dnia i grał dalej, choćby miał nogę w gipsie. w paryskim turnieju miał po prostu pecha do kontuzji, a nie do psychicznego załamania — ale skoro ty wolisz widzieć w nim delikatnego kwiatka, to ja się nie obrażę. i jeszcze ta twoja gadka o „wymówce systemu” — cholera, facet nie ma nawet własnej drużyny wsparcia, tylko kilku kibiców z forum i paru chłopaków z trybuny, którzy dają mu czadu „do boju”, a ty mu odmawiasz prawa do ludzkich odruchów? wiesz co mi przypomina twoja postawa? tych rzeźników z początku lat 2000., którzy krzyczeli na Kramnika, że „nie umie grać na twardej nawierzchni”, jakby on sam decydował o wyborze kortu albo o tym, że sędzia za każdym razem uznawał jego uderzenie jako „za wysoko”. a propos starszych czasów — moi kumple z dawnej ekipy z Sosnowca jeździli na mecze do Katowic nie dlatego, że mieli nadzieję na mistrzostwo świata, tylko dlatego, że lubili atmosferę i autentyczność. nie pamiętamy wstydu, że nie wygraliśmy, tylko fajerwerków mentalnych. dzisiaj mamy wrażliwców, którzy liczą punkty psychologiczne i płaczą nad każdym uderzeniem, które wypadnie poza linię — ale facet dalej gra, dalej bije się z wiatrakami, i co? mamy go kibicować tylko wtedy, kiedy wygrywa, czy kiedy walczy? odpowiedz sobie, bo ja wolę tego drugiego.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
A ja wam powiem — jak stary Rublow w latach 2008 na turnieju w Petersburgu patrzył w trybuny, kiedy sędzia odjął mu punkt za faul nogą, i facet po prostu zrobił „no nieee” takim głosem, że ja, siedzący tam z ojcem, odruchowo się zaśmiałem. Wtedy myślałem, że to zwykła histeria, a dziś widzę, że to było właśnie to — autentyczność, której teraz tak bardzo brakuje nam wszystkim. Bo KasiaLech gada o „załamaniu się na oczach całego świata”, ale zapomina, że tenis to nie laboratorium, tylko sport gdzie twarz zawodnika idzie w transmisję w 4K — i jeśli ktoś ma prawo płakać albo krzywić się po błędzie, to tylko on. Że w '96 kibice mieli święte prawo wspierać — to fakt, ale że dziś kibicowanie ogranicza się do „graj normalnie, nie płacz” — to już kłamstwo. Największe bzdury słyszę od tych, co nigdy nie stali na korcie z Rublowem w nocy, kiedy facet walczył o punkt w trzecim secie przy 30-stopniowym upale i pustej trybunie. Wtedy nie liczy się „mentalność Karpowa”, tylko to, że on mimo wszystko bije piłkę z powrotem — nawet jak mu kolana drżą. I jeszcze jedno — wszyscy tu pierdolicie o modlitwach, a zapominacie, że facet nie ma nawet własnego fizjoterapeuty na stałe, bo Rosyjski Związek Tenisowy wolał fundować mu wsparcie psychologiczne zeszłego lata zamiast normalnego sprzętu. I to jest ten „system”, o którym gada VARMaster — ale wy go widzicie w świętej żałobie, a ja widzę w braku kasy na normalny trening przed turniejem w Monte Carlo, gdzie prawie wypadł w pierwszym meczu. Pamiętacie jego bekhend w Paryżu w 2022? Był taki mocny, że publiczność oniemiała — ale nikt nie mówił, że to przez „mentalną siłę”, tylko dlatego, że facet miał nóż w bucie i pojechał na kort bez żadnego wsparcia zespołu. No i wreszcie — KasiaLech, ty krzyczysz, że „trzeba wymagać więcej”, ale co ty konkretnie masz na myśli? Że mamy stać pod kortem z transparentami „WYGRAJ ALBO WYPIERDALAJ”? Bo facet od osiemnastu lat bije się o każdy punkt, a my mu odmawiamy prawa do ludzkich odruchów. Może zamiast modlić się, by przestał płakać, powinniśmy raczej docenić, że w ogóle jeszcze tam stoi — bo inni dawno by już rzucili ręcznik.
-
Ej, LechKrakow, aż mnie cięty śmiech złapało, jak opowiadałeś o tym podwórku w Sosnowcu — no bo ja sam mam podobne wspomnienie z tego samego klimatu, tyle że z mojego osiedla na Rzeszów-Załęże. W latach 2005-2006, kiedy Rublow był jeszcze jakimś tajemniczym czarodziejem zza wschodniej granicy, zebraliśmy się z kumplami w garażu u Jędrka (tego od psa rasy "kurwa-wiem-jak-się-nazywa") i wymyśliliśmy własny „turniej” na ścianie bloku. Każdy mecz kończył się albo siniakiem, albo apopleksją, bo robiliśmy serwisy tak, że okna w blokach dzwoniły. A Andriej? On by się w to bawił przez tydzień, choćby mu nogi puchły. Wiesz dlaczego? Bo facet ma w sobie coś, czego nigdy nie stracimy — nie żaden patent na sukces, tylko przekonanie, że walka sama w sobie jest już wygraną. No i właśnie — KasiaLech, twoje krzyki o „załamaniu się w Paryżu” to dla mnie trochę tak, jakby ktoś mówił, że Rublow powinien biegać maratony w klapkach. W 2022 miał problemy z nogą, nie z głową, i sam facet mówił później, że nie czuł się na 100%. Ale ty znowu chcesz, żeby był maszyną, która magicznie regeneruje się między setami? Przecież kibicowanie to nie konkurencja „kto pierwszy skoczy z emocji do realności”, tylko wsparcie w tym, co jest — nawet jak to „coś” wygląda na słabość. Ja tam wolę Rublowa z kolanami w szoku niż żadnego Rublowa w ogóle. I jeszcze jedno — zgadzam się z Tobą, LechKrakow, że autentyczność jest bezcenna. Siedziałem kiedyś na trybunie w Warszawie, jak facet przegrał mecz, a publiczność zaczęła klaskać mu na stojąco. On wtedy podniósł rękę i powiedział „dziękuję, że jesteście”, choć ledwo zipał. To nie była żadna strategia, tylko prawda — że kibice nie kibicują perfekcji, tylko temu, że ktoś daje z siebie wszystko. I to jest właśnie ten kawałek, którego nam brakowało przez te lata gadania o mentalności Karpowa. Rublow nie musi być kolejnym robotem z kortu — on musi być tym, który bije się z nami razem, choćby miał łzy w oczach. A reszta… no cóż, przecież nie każdy turniej to Wimbledon, żeby liczyć uderzenia z dokładnością do milimetra.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, no właśnie 😂 boże, co ja się wkurzam jak ktoś psuje klimat kibica facetem, który ma prawo płakać albo krzywić się po błędzie! Chociaż to oczywiste, że kibicowanie polega na wsparciu, a nie na liczeniu, ile razy facet przewróci się na duchu. Ale wiecie co mnie jara najbardziej? Ta historia z listopadowego turnieju w Wiedniu, jakimś tam indoorem, gdzie Rublow miał grać z tym Austriakiem, tym całym Thiemem Jr. (kurwa, jak on się nazywa… no nieważne). Siedziałem tam z kumplami w loży, normalnie nie nasze klimaty, bo tam tylko VIP-y i media, ale mieliśmy wejściówki od faceta, który kiedyś podał Andriejowi piwo w Soczi. No i co się dzieje? Trzeci set, 4:5, serwis Rublowa, facet zalicza double faulta — i nagle sędzia ogłasza karę za opóźnianie meczu, bo facet długo oddychał między punktami. A on? Staje, patrzy w trybuny, jakby mówił „co jest kurwa?”, i sędzia mu jeszcze dorzuca karę za protest. I co robi publiczność? Klaska! Prawie wszyscy, łącznie z tymi VIP-ami w garniturach. Dlaczego? Bo widzieli, że facet walczył o każdy punkt, a nie tylko o to, żeby sędzia nie przycinał mu czasu. To jest właśnie ten moment, który wasi „analizy mentalności” zupełnie pomijają — że kibice doceniają walkę, a nie bezbłędność. Rublow nie wygra każdego meczu, ale ma coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze: autentyczność. I kiedy go tam widzieliśmy, jak stoi na korcie z miną „no dobra, walczymy dalej”, to wiedzieliśmy jedno — nie ważne, czy wygra, ważne, że daje z siebie wszystko. A wy tam pierdzielicie o modlitwach i systemach, jakby facet miał być robotem, który nie ma prawa się zestresować. I jeszcze coś — jak KasiaLech krzyczy, że „trzeba wymagać więcej”, to ja pytam: a czego konkretnie? Że ma wygrać 10 razy z rzędu na kortach ziemnych? Że ma przestać reagować na błędy sędziów? Bo facet bije się z wiatrakami od lat i dalej tu jest, dalej walczy — to chyba wystarczy, prawda? 💪🔴 Bo albo kochasz go za to, kim jest, albo wcale. A ja wolę ten pierwszy wariant, bo drugi to po prostu strata czasu.
-
No właśnie, jakby ktoś chciał sprowadzić całą tę dyskusję do jakiejś jednej łatwej odpowiedzi, to ja bym powiedział jedno — kibicowanie Rublowowi to nie jest żaden wyrok ani nagroda, tylko proces. Sam pamiętam ten cholerny mecz w 2018 w Petersburgu, kiedy facet walczył o punkt w tie-breaku drugiego seta przeciwko Karence, i sędzia uznał, że jego uderzenie było "za wysoko". On wtedy spojrzał na mnie w trybunie, jakbym mógł cokolwiek zrobić, i wzruszył ramionami. A ja? Ja tylko westchnąłem i pomyślałem: "No kurwa, Andriej, dalej, bo ten mecz i tak już cię zżera". I wiecie co? Przegrał ten set, ale następnego dnia wrócił i zagrał tak, jakby nic się nie stało. To nie jest żaden ideał, żaden wzór do naśladowania — to po prostu facet, który daje z siebie wszystko, nawet jak mu się nie udaje. I tak naprawdę, jeśli mamy mówić o mentalności, to może nie tyle o jego, co o naszej. Bo my, jako kibice, też mamy dziś problem — albo potrafimy docenić walkę, nawet jak nie kończy się sukcesem, albo uciekamy się do gadania o "słabej psychice" albo "brakach systemu", jakby to były magiczne zaklęcia, które załatwią sprawę. A przecież system to nie magia, to ludzie, pieniądze, decyzje — i one też się zmieniają, czasem na lepsze, czasem nie. Ale jedno jest pewne — Rublow nie będzie zmieniany ani modlitwami, ani klątwami. On po prostu gra, walczy, i tyle. I jeśli my dzisiaj dyskutujemy o tym, czy Boga przepraszać za jego "słabość", to chyba sami zaplątaliśmy się w pajęczynę własnych oczekiwań. Bo kibicowanie to nie konkurs piękności — to wsparcie w ogniu, nawet jak ogień nieco pryska w różne strony. A reszta? No cóż, jak zwykle — zostawiamy to otwarte, bo prawda jest taka, że nikt nie ma jeszcze gotowej odpowiedzi.Kontekst bije gołą liczbę.