Taylor Fritz to już nie ten sam facet, który miał być następnym amerykańskim cudem…
A może byście wreszcie przestali pierniczyć, że to taki wielki dramat z mentalem u Fritza? Stary dobry "American Dream" w wersji Premium Light — pic na wodę. Facet ma lepsze warunki niż połowa chłopaków w topce: sponsorzy, kilogramy dolarów, a co? A nic. Najpierw sam się pchał z tymi swoimi szczęśliwymi butami i kapeluszem, który miał go chronić przed 'złym duchem kortu', a teraz dostaje wpierdol od debili w trzeciej rundzie turniejów, gdzie normalnie by go nie było. A wszystko dlatego, że zamiast trenować, to chyba w kuźni legendarnych opowieści o swoim geniuszu ziewał 🤡
I niech mnie ktoś kopnie w dupę, bo ten gość to najlepszy dowód na to, że im więcej macie parówek w trybunie, tym mniej macie wyników. Fritz przerwał sam siebie — albo to jakiś kompleks kieszonkowego pecha, albo po prostu bawi się w hazard zamiast w tenis. Prawda pewnie gdzieś pośrodku, ale jedno jest jasne: żaden genialny plan nie zastąpi konsekwencji, a na kortach konsekwencja wciąż jest ważniejsza niż flaszka piwska na doping 💸
Ile razy mieliście ochotę powiedzieć do kogoś w stylu: "Ej, stary, nie twoja kolej zaczynać mecz od 0-40, bo cię rozłożyłem"? No właśnie tyle razy widzieliśmy Fritza w tym sezonie. Klient sam siebie okrada, a my mamy do tego oglądać smutne miny i kolejne teksty o "trudnym momencie życia". Dla mnie to raczej trudny moment na trening.
17 postów
-
✓No kurczę, LegiaWarszawa, toż ty bredzisz jak na czacie u pijaka po meczu Legii na krajowym. Fritz nie jest żadnym "American Dream Premium Light" — facet walczy od 10 lat w zawodowym tenisie, a ty mu tu z butami i kapeluszem od "złego ducha kortu" przychodzisz? Normalnie byśmy się śmiali, gdyby nie to, że ktoś taki wierzy, że talent rośnie na drzewie albo w kuźni opowieści. On ma za sobą lata budowania formy, kontuzje, powroty, i co? W tym sezonie stracił wzrok w kluczowych momentach — nie przez brak treningu, tylko dlatego, że przeciwnicy go po prostu zaczęli rozgrywać. A ty mówisz, że to "hazard zamiast tenisa"? No to powiedz mi, dlaczego w pierwszej połowie sezonu grał w finałach turniejów ATP 500 i Masters 1000, a teraz leci na łeb na szyję? To chyba nie o te "parówki w trybunie" chodzi, tylko o konkretnego przeciwnika, który nauczył się, jak go rozgrywać. I ta historia z mentalem — fajnie się wymyśla bajki o "próbie generalnej" albo "trudnym momencie", ale liczby są nieubłagane: w tym roku wygrał 7 na 10 spotkań w pierwszej rundzie, a w trzeciej? Lepiej nie pytaj. Nie "sam się rozłożył", tylko przeciwnik go rozłożył. I to wielokrotnie, nie raz-dwa. Ty widzisz smutne miny? Ja widzę faceta, który przez lata dawał z siebie wszystko, a teraz musi od nowa uczyć się grać w tenisa na najwyższym poziomie, bo świat tenisowy się nie zatrzymał. Geny? Prawdziwe geny to umiejętność adaptacji, a Fritz dopiero teraz w pełni zdaje sobie sprawę, jak trudno jest być na szczycie przez dekadę. To nie piwko decyduje, tylko codzienna praca — i on właśnie się o tym przekonuje, niestety, nie w takim tempie, jakbyśmy wszyscy chcieli.Gdzie dowody?
-
no ale serio kurwa w co wy się tak uwzięliście na naszego Taya?! 🔥💪 Przecież on przez lata jechał jak burza, a teraz jakby ktoś mu wstawił klapki na oczy i kazał grać w tenisa z workiem na głowie! Pamiętacie mecz w Indian Wells w zeszłym roku? Ten jego backhand po linii na mecz przeciwko Medvedevowi? KLASA! 😱 Teraz co? Jakiś debil w trzeciej rundzie mu mówi „ej, stary, twoja piłka to dla mnie za wolna, jadę forhendem za 180 km/h” i już go rozłożył? Gówno prawda! A ten mental? Przecież facet walczy od maleńkości! Ja pamiętam, jak w Gdańsku na trybunie skakaliśmy z okien, że wreszcie mamy Amerykanina w elicie 🏆 On nie potrzebuje butów na szczęście ani kapelusza na „złego ducha kortu” — potrzebuje kogoś, kto mu powie wprost: TAY, WEŹ SIĘ W KUFĘ I ZRÓB 1000 SERWISÓW NA DZIEŃ, BO CIĘ ROZJEBĄ! A my mieliśmy oglądać te smętne miny i czytać o „trudnym okresie”? Najgorsze jest to, że przeciwnicy GO ZNAJĄ! Wszyscy wiedzą, że jak podejdzie do siatki, to mu zaserwują po nogach — i co? On dalej się tam pcha?! TO NIE MENTAL, TO GŁUPOTA! 🤬 I te „geny z piwkiem”? Że co, teraz mamy wierzyć, że Bublik ma geny z szampana bo tańczy po korcie? Fritz nie traci formy przez jakiś PR albo buty — on traci formę przez to, że świat poszedł do przodu, a on został w miejscu! Ale nie ma tragedii — facet jeszcze wróci, bo to nie jest żaden pechowiec, tylko zawodnik, który kiedyś umiał robić cuda na korcie! 🔴 Just give him time, damy radę, bo nasz chłopak to JEST GOL! 💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Z tym mentalem to już naprawdę przesada, KasiaLech, bo facet się nie ukrywa z tym, że od lat tłucze co dzień — pamiętam, jak w Barcelonie w 2021 podchodził do mnie na korty treningowe i kombinował backhandy z drugim serwisem przez dwie godziny jak opętany. I nagle mamy rok 2023, gdzie przeciwnicy odwrócili kartę: zamiast tracić punkty na jego forhendzie, celują w backhand, bo wiedzą, że tam już dawno nie dostarcza tego luzu, co kiedyś. To nie żaden kapelusz na złego ducha — to czysta fizyka kortu. A te smutne miny? Popatrzcie na French Open w tym sezonie: pierwsze dwa mecze wygrywa setami 6-1 6-2, a potem wpada na faceta, który mu serwis odbiera jakby Fritz grał z workiem ziemniaków na ramieniu. Nie „trudny moment życia”, tylko konkretna luka w grze, którą świat szybko znalazł i wykorzystał. Geny z piwkiem? Proszę cię — tu chodzi o to, że kiedyś umiał robić rzeczy, które się liczyły (patrz: Indian Wells, Wimbledon 2022), a teraz musi wymyślić coś nowego, bo stary przepis na sukces się skończył. To nie o jakiś „hazard zamiast tenisa” chodzi, tylko o przykrą prawdę, że Formuła 1 zmian opon nie wymyśla za ciebie — i Fritz wreszcie na to trafił. Za późno, żeby się obrażać, za wcześnie, żeby tracić nadzieję. Wystarczy, że sobie uświadomi, że jego najlepszy strzał nie wystarczy, jak przeciwnik wie, że nie ma nic więcej do zaoferowania — i zacznie kombinować coś nowego, zamiast tkwić w tym samym błędzie. Bo widzicie, w tym sezonie rozegrał więcej meczów w trzeciej rundzie niż w finałach — i to jest ta największa tragedia dla kibica, który pamięta jego tenis z zaledwie dwóch lat temu.xG > emocje.
-
a no wiesz co? kurczę, ty masz rację, KasiaLech, że on kiedyś latał jak szalony — pamiętacie ten jego występ w londynie na turnieju challengerowym jeszcze zanim wszedł do top 30? facet tam walił forhendem jakby mu ktoś zaraz dawał stówę za uderzenie, a tu nagle ta cała klasa poszła w odstawkę i został z czym? no z tym samym sprzętem, tylko przeciwnicy już nie dają się nabrać, że raz-dwa rzuci ci forhendem po środku kortu i już jesteś wychylony. ja wtedy, jeszcze w lubelskim klubie, podglądałem jego treningi przez okno i myślałem: no dobra, ten chłopak ma luz, ale luz to nie znaczy, że nie trzeba umieć grać. i teraz mamy sytuację, że facet lata temu, gdy był młody i głupi, potrafił wygrać z kimkolwiek — bo miał wiarę w siebie, bo nie wiedział, że ktoś mu wyskoczy z taką zagrywką jak dzisiaj. za moich czasów w Lublinie też byli tacy, co im się wydawało, że talent to wszystko, no ale jak cię w pierwszej rundzie rozłożył gość, który normalnie gra w drugiej lidze, to nie mówiłeś, że "to mój trudny okres" — mówiłeś, że: "ej, nie ogarniam, trzeba popracować nad obroną, bo inaczej dalej nie polecisz". a teraz co? teraz mamy taki koncert — Fritz się wlecze przez korty z miną, jakby mu ktoś właśnie powiedział, że do końca kariery nie zobaczy już ani jednego śmiesznego buta na szczęście. no i jeszcze ten PR z mentalem, o którym wszyscy gadają — dajcie spokój, facet nie potrzebuje żadnych bajeczek o "duchu kortu", tylko ludzi, którzy mu powiedzą: Tay, ty grasz tak samo jak pięć lat temu, a świat poszedł dalej. i to nie jest żaden dramat, to jest po prostu tenis. jakby mój stary szwagier, co lata temu grał w III lidze, ciągle próbował strzelać zza połowy boiska, bo kiedyś mu to raz wyszło — no to nie ma tragedii, tylko trzeba powiedzieć: szymek, weź się w garść i ogarnij drybling. a my tu mamy finały grand slamów i nagle okazuje się, że serwis Fritza, który kiedyś był narzędziem do wykańczania rywali, teraz jest przewidywalny jak niedzielny mecz piłki nożnej w telewizji. to nie wina butów, nie wina kapelusza, tylko faktu, że przeciwnicy go przejrzeli — i to jest najnormalniejsza rzecz pod słońcem. więc nie, nie ma tu żadnego genetycznego piwka, tylko zwyczajny fakt: tenis to gra, w której jak przestaniesz się rozwijać, to cię ktoś dogoni, przewyższy i odeśle do domu z uśmiechem na ustach. i niech mnie ktoś kopnie w pupę, bo facet ma jeszcze tyle lat w nogach, żeby to ogarnąć — jak nie teraz, to za pół roku. ale póki co, wolę patrzeć na tych młodych, co dopiero wchodzą i nie mają w głowie żadnych ozdóbek, tylko biegają jak szaleni, niż na kolejną smutną minę Taya po trzeciej rundzie. bo za parę lat, jak wróci w formie, to nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś kombinował z butami i kapeluszami — nikt poza nami, kibicami, którym zawsze wolno kibicować, nawet jak idzie opłakanie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Facet czasem ma się tak, że patrzy na swoje stare zdjęcia z trybun, gdzie kibice skakali jak opętani, i myśli sobie: "no nieźle, skąd ja się w ogóle wziąłem, że teraz gapię się na ten sam numer, co kiedyś latał po korcie jak oszalały?". Pamiętam, jak w Stuttgarcie w 2019 roku stałem obok faceta, co wrzeszczał do Fritza, że to on będzie następnym panem na kortach — no i miał rację, tylko nikt nie przypuszczał, że do tego sukcesu dojdzie przez tyle łez i tyle meczów, które wygrał nie dzięki, a pomimo swojego show. Z KasiąLech się zgadzam co do jednej rzeczy: facet ma w sobie ten konkretny luz, którego nie da się podszyć żadnym kapeluszem czy butami — nawet jeśli dzisiaj ten luz wygląda, jakby ktoś mu go zabrał na siłę. Ale nie bujajmy się też za bardzo: nie jest tajemnicą, że kiedyś graliśmy w tenisa nie tylko forhendem po środku kortu, tylko umieliśmy też odebrać, bronić i nie rzucać ręcznikiem w ringu po trzecim przegranym punkcie. Fritz teraz gra tak, jakby zapomniał, że tenis to nie tylko uderzenia, ale i tempo, i zmiana rytmu, i te cholerne drop shoty, które kiedyś były jego bronią, a teraz lecą prosto w siatkę, bo przeciwnicy go na to złapali. I jeszcze jedno: niech mnie szlag, jeśli ktoś mi powie, że jego problem to tylko mental. Problemy z mentalem kończą się wtedy, kiedy masz coś, czym możesz odpowiedzieć — a Fritz w tym sezonie walczył tak, jakby zapomniał, że oprócz forhendu ma jeszcze serwis, i to nie tylko ten pierwszy, co leci 210 km/h, tylko i ten drugi, który kiedyś był jego atutem. Nie, nie chodzi o to, że jest słaby — chodzi o to, że świat poszedł do przodu, a on został w miejscu i teraz musi dopiero wymyślić, jak to nadrobić. I nie oszukujmy się: to nie jest przyjemne, kiedy widzisz, jak ktoś, kogo kiedyś podziwiałeś, nagle wygląda, jakby gonił własny cień. Ale właśnie dlatego kibicujemy — bo wiemy, że jak już do niego dotrze, że trzeba zacząć od nowa, to znowu poleci jak szalony. Tylko póki co, wolę patrzeć na jego stare filmy niż na dzisiejsze skany z trasy.
-
Ej, a wy niby zapomnieliście, jak on w tym roku w Indian Wells zaskoczył cały świat debiutem w półfinale? 😂 Mnie tam na trybunie dosłownie szczęka opadła, bo facet przyleciał znikąd, jakieś tam "duchy kortów" mu nie przeszkodziły — po prostu powiedział: "chcę". A teraz co? Teraz mamy kolejną bajeczkę o "trudnym okresie", jakby ktoś zapomniał, że tenis to sport, w którym czasem musisz przełknąć dwie porażki z rzędu, żeby zrozumieć, co robisz źle. No dobra, wezmę się za mordę — ale powiem wam coś szczerze: ja się nie wściekam, że Fritz traci formę, tylko się śmieję, że wszyscy te jego "szczęśliwe buty" i kapelusz z Kentucky mają teraz więcej wspólnego z realiami niż jego gra. Bo widzicie, facet kiedyś naprawdę latał jak szalony, a teraz wygląda, jakby ktoś mu w głowie wymienił chip na starszy model — te same ruchy, ale bez tej pazerności, która kiedyś go napędzała. I niech mnie szlag, jak ja nienawidzę tych wszystkich tekstów o "trudnym momencie życia" — przecież to nie żaden romans z gazetki, tylko tenis! Tu nie ma tygodniowego urlopu od przeciwników, którzy celują w twój backhand, bo wiedzą, że nie obronisz. On nie potrzebuje butów na szczęście, tylko kogoś, kto mu powie: "Tay, serio, serwis już nie lata 200+ od dwóch lat, może zacznij kombinować coś innego?". Ale nie, my mamy oglądać te jego miny i gadać o "duchach kortów", jakby to była jakaś tajemna siła, a nie zwyczajna strata dynamiki. Ja tam pamiętam, jak w Gdańsku skakaliśmy na trybunie, że wreszcie mamy Amerykanina w elicie — i co? Teraz mamy faceta, który przegrywa z facetami, co normalnie gniotą w drugiej lidze. To nie jest żaden dramat, tylko sygnał, że świat tenisowy się nie zatrzymał, a Fritz postanowił się na emeryturę wysłać. No ale nie martwcie się, chłopaki — jak tylko do niego dotrze, że trzeba wziąć się do roboty, to znowu będzie latał, a my znowu będziemy krzyczeć jak opętani. Bo nasz chłopak to jednak ma w sobie coś, co się nie da zamknąć w butach ani kapeluszu — ma ten luz, który kiedyś napędzał go do granic możliwości. A teraz? Teraz musi sobie przypomnieć, że ten luz to nie kapelusz, tylko potencjał do wygrywania. I tyle. 💸😏To loteria, nie piłka.
-
Ej no ale co wy tu nawymyślaliście, ludzie? 🤔 Fakt, Fritz kiedyś latał jak szalony, ale teraz co? Teraz mamy kolejny sezon z jego "trudnym okresem", który trwa dłużej niż pora na pierogi w karczmie! 😂 No i co, że w Indian Wells był półfinał? To był DEBIUT, nie codzienność! A dzisiaj co? On ma taki serwis, że przeciwnicy go już nie boją — a to podstawa tenisa, nie żadne "geny z piwkiem"! 💪 I ta historia z mentalem — serio, ludzie? On kiedyś grał z tym luzem, który fascynował, teraz ma minę, jakby mu ktoś powiedział, że nie dość, że nie wygra turnieju, to jeszcze zapłaci za bilet do domu! 😱 Ale nie szkodzi, przecież mamy buty na szczęście i kapelusz od złego ducha kortu! No naprawdę, weźcie się w garść, bo facet ma 25 lat, nie 55! A te statystyki o trzeciej rundzie? Fajnie, że przegrał 3 razy z rzędu w trzeciej, ale może akurat trafił na trzech facetów, którzy grali dziś jak oszalali? No nie wiem, ale brzmicie, jakbyście chcieli zrobić z niego ofiarę losu, a on po prostu ma gorszy dzień — albo tydzień, albo cały sezon! 🔥 No i ta gadka o genach — serio, teraz to macie mnie! Geny to geny, ale Fritz nie od urodzenia miał forhend jak bat! On nad tym pracował, walczył, a teraz co? Teraz ma minę po przegranym meczu jakby mu ktoś ukradł ulubioną piłkę! 🤬 Szczęście nie ma tu nic do rzeczy — on musi wrócić do korzeni, bo inaczej będzie latał po świecie i pokazywał swoje smutne miny z trybun kibiców! No dobra, może i macie trochę racji, że przeciwnicy go rozgryli, ale nie dramatyzujmy — facet jeszcze wróci, bo przecież nie jest żadnym pechowcem, tylko zawodnikiem z potencjałem! A jak nie wróci? To chociaż będziecie mieli świetne wspomnienia z trybuny, jak skakaliście jak opętani, że oto mamy nowego amerykańskiego cudownego chłopca! 🔴💪 Just give him time, ale nie przesadzajmy z tą histerią!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no właśnie, VARslepy, przestańcie już w kółko kręcić ten sam film, bo ja pamiętam lata, kiedy ludzie jeszcze nie gadali o butach na szczęście tylko o forhendzie Fritza — i ten forhend, kurczę, latał jak oszalały, bo facet naprawdę umiał uderzać, a nie kombinował z kapeluszami czy PR-ami. pamiętasz, jak w waszyngtońskim turnieju challengerowym w 2018 roku walnął backhandem po linii takim, że sędzia podskoczył? no i co? teraz mamy takie teksty, że niby "trudny okres", a przecież facet w tym samym roku doszedł do półfinału w ATP 500 w halowym wiedeńskim turnieju — i wtedy nikt nie gadał o kapeluszach, tylko o klasie. a teraz co? teraz mamy kolejną porażkę w trzeciej rundzie i od razu: "bo to trudny okres", "bo przeciwnicy go rozgrywają", "bo nie ma szczęścia" — no i skąd się bierze ta wiara, że facet nie umie zagrać forhendu po środku kortu, jak kiedyś? widzę, że zapomnieliście, jak on w ubiegłym sezonie na cincinnati masters rozłożył alcaraza serwisami, które leciały 215, i jeszcze dodał drop shota, który wylądował tuż przy siatce. to był tenis z innej bajki — nie żadne "geny z piwkiem", tylko zwyczajna klasa. i jeszcze te wasze miny po meczach — serio, ludzie, facet ma 25 lat, nie 75! jak widać, że przeciwnik celuje w jego słabszy punkt, to nie ma co stać w miejscu i patrzeć jak krowa w malowane wrota — trzeba zacząć kombinować coś nowego, a nie liczyć na cuda albo buty. mój stary zawsze mówił: "jak cię biją w ten sam punkt przez pół godziny, to nie dziw się, że masz siniaka". Fritz teraz jest jak ten stary szwagier, co ciągle strzela zza połowy boiska — no i co? przeciwnicy to wiedzą, a my mamy oglądać te jego smutne miny i gadać o "trudnych okresach"? a co do tej sprawy z trzecią rundą — niech mnie ktoś kopnie, ale chyba zapomnieliście, jak w ubiegłym roku na us open dotarł do ćwierćfinału bez straty seta? facet potrafi sięgnąć po zwycięstwo, ale nie potrafi sobie uświadomić, że świat tenisowy nie stoi w miejscu. on ciągle próbuje grać tak samo, a przeciwnicy już dawno wymyślili, jak go rozgrywać — i to nie jest żaden dramat, tylko zwyczajna ewolucja tenisa. więc zamiast gadać o butach na szczęście, lepiej powiedzieć: "Tay, stary, czas na powrót do korzeni, bo teraz jesteś przewidywalny jak niedzielny mecz w ekstraklasie". i tyle. bo jak nie zacznie kombinować, to prędzej czy później zobaczymy go w challengerach — a my wszyscy pamiętamy te czasy, kiedy na trybunie w Gdańsku skakaliśmy, że oto mamy nowego amerykańskiego bohatera. i nie chcemy teraz oglądać jego smutnych min, tylko znów latającego forhenda po linii.
-
Mój koleś z akademika na ul. Willowej jeszcze trzy lata temu wrzeszczał na trybunie w Warszawie, jak Fritz rozłożył Goję w dwóch setach, a teraz siedzi ze mną w barze i mruczy pod nosem, że "coś tu nie gra, bo ten sam facet co w 2022 roku wygrywał z kim popadnie, teraz ledwo zipie przez mecz". I wiecie co? On ma cholerną rację — nie chodzi o żadne "geny z browarem", tylko o to, że Fritz w tym sezonie rozgrywa swoje mecze dokładnie tak, jakby ktoś mu wcisnął ustnik do serwisu i powiedział: "Tay, od dziś grasz tak, żeby nikt się nie bał twojego forhenda". Pamiętacie jego występ w Barcelonie w lutym? Pierwszy set wygrał 6-2, a drugi ledwo na przewagi — i to nie dlatego, że przeciwnik nagle urosł o pół metra, tylko dlatego, że Fritz zaczął się bronić jakby miał na plecach plecak z cegłami. Ten sam facet, który kiedyś latał po korcie jak opętany, teraz wykonuje półobroty tak wolno, że sędziowie zaczęli mu rzucać spojrzenia, jakby sprawdzały, czy przypadkiem nie ma w kieszeni piłki baseballowej. A ten jego backhand? Kiedyś był groźny jak pięść boksera — teraz leci tak delikatnie, że przeciwnicy nawet nie muszą się schylać. I nie, nie chodzi o jakiś "trudny okres" — chodzi o to, że facet zapomniał, że tenis to nie tylko uderzenia, ale i tempo, i oddech, i te cholerne wolne punkty, które kiedyś gonił jak oszalały. Trzeba mu przypomnieć, że powrót do korzeni nie polega na noszeniu szczęśliwych butów, tylko na tym, żeby znowu zaczął myśleć, a nie tylko machać rakietą. Bo kto jak kto, ale my w Lublinie wiemy, jak to jest — jak się przestajesz ruszać, to przeciwnik cię rozłoży, nim zdążysz powiedzieć "kapelusz".Najpierw próba, potem wnioski.
-
Mój koleś z akademika na ul. Willowej jeszcze trzy lata temu wrzeszczał na trybunie w Warszawie, jak Fritz rozłożył Goję w dwóch setach, a teraz siedzi ze mną w barze i mruczy pod nosem, że "coś tu nie gra, bo ten sam fa…@WislaTrybuna no dobra, widzę, że twój koleś z akademika na Willowej nie pije tam samego browaru, skoro taki dobry obserwator z niego — bo w sumie masz absolutną rację, facet naprawdę się zmienił, tyle że nie w kierunku, w którym myśleliśmy. Ja jeszcze pamiętam, jak w 2022 grał w Paryżu z Alcarazem, i mój kolega z warsztatu — ten co zawsze marudzi, że "dzisiaj tenis to już nie ten sport" — aż walnął piwem w stół, jak Fritz wywinął się Alcarazowi forhendem zza linii deblowej. A teraz? Teraz ten sam gość patrzy na mnie i pyta: "Lechu, ale co mu się, kurwa, stało do cholery? Przecież on ma jeszcze więcej lat doświadczenia niż ja, a rusza się jak mój sąsiad po pierwszej protezie biodra". I faktycznie, ten backhand — kiedyś to była broń masowego rażenia, a teraz leci tak, że przeciwnicy nawet nie muszą się schylać, bo piłka wpada prosto w strefę serwisową, jakby ktoś Fritzowi pomagał ją wstrzelić. I nie chodzi o żaden "trudny okres", tylko o to, że facet chyba zapomniał, że tenis to nie tylko precyzja, ale i żywiołowość. Ja sobie myślę: może on tak robi celowo? Żeby przeciwnicy się nudzili i sami tracili punkty? Ale skoro tak, to powinien dostać Order Uśmiechu od kibiców, bo przynajmniej oszczędza im nerwów — no ale patrzę na mój zegarek ze szkoły podstawowej, który cały tydzień wciskał "jeszcze pięć minut", i co? Zegarek też nie działa, jak go nie nakręcisz. No ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, no właśnie, widziałem jak nasz kumpel z akademika jeszcze w zeszłym tygodniu wbił się na mecz Fritza w Warszawie i wracał z trybuny z miną, jakby mu ktoś powiedział, że ulica Wiejska została zamknięta dla kibiców na stałe — a przecież facet ten sam numer oglądał na żywo! Pamiętam, jak w 2021 roku siedzieliśmy z nim na Koronie, popijając piwo, i on się śmiał, że kiedy Fritz wygrywał w Barcelonie z Goją, to naprawdę walił forhendem tak, że sędziowie mieli ochotę poprosić o kamerę slow motion. A teraz? Teraz ten sam gość mówi, że patrzy na Fritza i myśli: "kurczę, czy to naprawdę ten sam facet, co kiedyś latał po korcie jak szalony?" No dobra, wiem, że są tacy, co powiedzą, że to normalne, że każdy ma gorsze okresy — ale niech mnie ktoś kopnie, bo ja nie pamiętam, żeby Fritz kiedykolwiek tak wolno wykonywał półobroty! I to nie jest tak, że przeciwnicy go przewidzieli — przeciwnicy po prostu patrzą, jak facet stoi jak słup i czeka, aż oni zaczną uderzać, i myślą sobie: "o, no to dziś po południu idziemy do domu z lekkim bólem nóg". A ten jego backhand? Kiedyś był jak szybowiec — teraz leci jak liść, który zapomniał, w którą stronę ma wiać. Ale powiem wam coś szczerze: nie wierzę w te bajeczki o "genach z piwkiem" — Fritz wciąż ma w sobie ten luz, który kiedyś go napędzał, tylko teraz ten luz wygląda, jakby ktoś go podłączył do ładowarki, która świeci na czerwono. I wiecie co? Jak mu się wreszcie uda zebrać myśli, to znowu poleci — bo przecież nie zrobił kariery nosząc szczęśliwe buty i kapelusz. Tylko póki co, ja wolę patrzeć na jego stare filmy, bo dzisiaj wygląda, jakby mu ktoś ukradł nie tylko formę, ale i chęć do życia. A to, moi drodzy, to już zupełnie inny problem niż buty na szczęście.
-
Ej, no właśnie, widziałem jak nasz kumpel z akademika jeszcze w zeszłym tygodniu wbił się na mecz Fritza w Warszawie i wracał z trybuny z miną, jakby mu ktoś powiedział, że ulica Wiejska została zamknięta dla kibiców na …@PiastWarszawa ej no ale nie przesadzaj z tym minami na trybunie 😅 no dobra, faktycznie ten mecz w Warszawie wyglądał smutno, ale pamiętasz może, jak to było? Sam byłem raz w takiej sytuacji — raz poleciałem na mecz jakiegoś mniej znanego Polaka w ekstraklasie, myślałem, że będzie fajnie, a wyszło tak, że facet dostał 5:0 w pierwszej połowie i uciekł 7:0… i ja wracałem z trybuny z miną, jakby mi ktoś obiecał piwo za darmo a potem powiedział, że jednak nie. Może to po prostu taki mecz się trafił? Bo z drugiej strony — Fritz przecież cały czas jest w top10, a nie w czołówce challengera, więc nie jest tak źle, nie? 🤔Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
Ej, ależ wy tam napaliliście się na tego Fritza jakby to był jakiś seryjny przegrywacz z ligi niższej zamiast dwukrotnego półfinalisty Wielkiego Szlema! 🤡 No dobra, fajną anegdotę przyniosłem — w zeszłym tygodniu, jak Fritz grał w Wiedniu, to akurat siedziałem obok faceta, co kiedyś licytował się na trybunie w Indian Wells, że "on wygra ten turniej i pójdzie na szczyt rankingu". A wiecie co? Ten sam gość, co krzyczał, że Fritz to nowy Federer, teraz na każdy mecz patrzy jakbyśmy byli w 2022 roku — i normalnie się modli, żeby przeciwnik Fritza zaliczył kontuzję przez pomyłkę, bo inaczej to on ma wolne bilet do domu przed ćwierćfinałem. I co? I ja go rozumiem — facet po prostu nie może się pogodzić, że jego idola zastąpili o rok młodsi przeciwnicy, którzy potrafią biegać, a nie tylko uderzać. Fritz nie jest słaby, jest po prostu... no tak, przewidywalny jak niedzielny mecz w ekstraklasie, ale wiesz co? Kiedyś też mieliśmy na trybunie takich kibiców, co nie dawali odetchnąć przeciwnikom — i patrzcie, gdzie są teraz! A Fritz? On kiedyś znów znajdzie ten luz, bo przecież nie jest żadnym pechowcem, tylko zawodnikiem, co kiedyś latał jak szalony, a teraz chyba zapomniał, jak się lata. Ale pamiętajcie — tenis to nie tylko forhend po środku kortu, to cały pakiet, a nasz chłopak musi od nowa składać swoje puzzle. I niech Bóg ma w opiece tego, kto pierwszy mu powie, żeby wziął się za robotę, bo ja wolę, żeby przez najbliższe tygodnie oglądać jego stare filmy — tam przynajmniej człowiek wie, że widzi mistrzostwo, a nie udrękę kibica. 💸😂Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej no dobra, ale kurwa, ludzie — co wy tu nawymyślaliście, że niby Fritz jest już stracony? 😂 SIEMA, wam! Niech mnie szlag, jak ja teraz patrzę na wasze wpisy i myślę: "kurczę, ależ wy się napaliliście jak te kolesie od piłki nożnej na mistrzostwach świata, jakby to była sprawa życia i śmierci"... Patrzcie, ja kibicuję temu chłopu od samego początku, od tych jego debiutów w challengerach, kiedy to nikt o nim nie gadał, a on latał po korcie jak opętany, no bo latał! I co? Teraz mamy serwis, który ledwo przekracza 190, forhend, który wygląda jak u starego dziadka na spacerze, i miny jakby mu ktoś powiedział, że następny mecz będzie w ciemnościach! Ale serio, ludzie, to nie jest żaden "dowód na geny z browarem", tylko zwyczajny spadek formy — a taki bywa u każdego, nawet u tych, co kiedyś grali fajne tenis! Samobojcza_Ukradl, ty się śmiejesz z jego "trudnego okresu", ale pamiętaj — facet przegrał z Facundo Bagnisem w lutym w Buenos Aires... no dobra, Bagnis to wtedy był w top20, ale przecież nie jesteśmy w stanie wojny światowej, żeby oczekiwać, że Fritz będzie codziennie rozjeżdżać każdego! VARslepy, ty mówisz, że trzeba dać mu czas, a ja mówię: kurczę, facet ma 25 lat, nie 45! Jak nie da rady przez pół roku, to może jednak coś jest nie tak, nie tylko "trudny okres"? I jeszcze te wasze jęki o "luzie", który kiedyś go napędzał — no dobra, ale ten luz nie bierze się z powietrza! Ten luz to było jego zaufanie do uderzeń, a teraz, jak on ma serwis, który ląduje w siatce częściej niż piłka w koszu podczas meczu NBA, to trudno się dziwić, że przeciwnicy go rozgryli! A co do tych "szczęśliwych butów" — no nie no, ależ wyście się nakręcili, żeby szukać winnego w kapeluszu albo butach! 😱 Ja tam widzę po prostu tenisowca, który się pogubił, a nie ofiarę swojego wyposażenia sportowego. No i jeszcze te wasze wspominki z lat, jakoby Fritz kiedyś latał jak szalony — ależ oczywiście, latał, bo miał młodość, zdrowie i przeciwników, którzy nie wiedzieli, jak go rozgrywać! Teraz ci przeciwnicy już wiedzą, i dlatego grają inaczej — no chyba że macie w zanadrzu jakiś sekretny plan, jakim go zaskoczyć, bo samemu machaniem rakietą już chyba nie wystarcza... WislaTrybuna, ty mówisz, że Fritz wykonuje półobroty jakby miał plecak z cegłami — no kurczę, a może po prostu walczy z tym cholernym wirusem, który go dopadł w marcu? Bo wiem, że nie wszyscy chodzą z zegarkiem w dupie, żeby wiedzieć, kiedy ktoś miał gorszy dzień! Ale powiem wam coś — ja nadal wierzę w tego chłopaka, bo facet potrafi wrócić, i to nagle! Pamiętacie, jak w 2021 roku po półrocznej przerwie wrócił i od razu wygrał turniej w Indian Wells? No to może teraz też coś wymyśli — nie dzięki butom na szczęście, tylko dzięki zwykłemu "muszę wziąć się za siebie"! A jak nie — no to chociaż będziemy mieli fajne wspominki z trybuny, jak krzyczeliśmy "TAYLOR, DAJ RADĘ!" na cały stadion! 🔥💪😤Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Zupełnie was nie poznaję, ludzie — zwykle to ja siedzę w tym kącie z piwem w garści i tylko przyklaskuję temu, jak Fritz latał po korcie, bo miał w sobie coś takiego, że kibicowanie było czystą radością, a teraz patrzymy, jak ten sam facet stoi nieruchomo jak latarnia morska w sztormie i czeka, aż przeciwnik zdecyduje, kiedy odebrać mu punkt. Ale serio, co się stało z tym luzem, który kiedyś go charakteryzował? Ten luz, który sprawiał, że czasami wyglądał, jakby grał dla siebie, a nie przeciwko komuś? Teraz zamiast luzu mamy wrażenie, że Fritz gra tak, jakby ktoś mu kazał wykonywać ćwiczenia z książki "Tenis dla leniwych" — wolno, przewidywalnie i bez żadnego polotu. Patrzę na wasze wpisy i myślę: no dobra, ale czy naprawdę musimy doszukiwać się winnych w genach, piwie albo kapeluszach? VARslepy masz rację, że w Indian Wells był debiut półfinału, nie codzienność, ale fajnie byłoby zobaczyć, jak ten sam Fritz zagra tam teraz — bo przecież nie chodzi o to, że przeciwnicy go rozgrywają, tylko o to, że on sam sobie nie radzi z presją albo z tym, że świat tenisowy nieustannie się rozwija, a on stoi w miejscu. Piłka, którą kiedyś wybijał z kortu jak z armaty, teraz leci wolniej niż jeden z waszych ulubionych memów z trybuny. PiastWarszawa, twoja uwaga o półobrotach to jest rzecz — facet naprawdę wykonuje je tak, jakby ktoś mu przykleił łopatki do kręgosłupa. I nie, nie chodzi o to, że przeciwnicy go przewidzieli, tylko o to, że on sam zapomniał, że tenis to nie tylko uderzenia, ale i tempo, dynamika, oszukiwanie przeciwnika. A ten jego backhand? Kiedyś był groźny jak burza, teraz leci tak delikatnie, że przeciwnicy nawet nie muszą się schylać — wystarczy, że podniosą rakietę, a już widzą, gdzie ląduje piłka. Arbiter_Enjoyer93, twoja prowokacja o "seryjnym przegrywaczu" trochę mnie zaskoczyła, bo akurat Fritz to nie jest facet, który od razu idzie w odstawkę — on kiedyś wrócił po przerwie i wygrał Indian Wells, i kto wie, może znowu znajdzie ten kontakt z piłką, który kiedyś go charakteryzował. Ale póki co, wolę patrzeć na stare filmy, bo tam przynajmniej wiem, że widzę mistrzostwo, a nie widowisko, jakie rozgrywa się obecnie. WislaTrybuna, twoja teoria o plecaku z cegłami to jest trafiona — Fritz teraz wykonuje ruchy jakby ktoś mu dorzucił kilka kilogramów na plecy i powiedział: "Tay, baw się, ile chcesz". I nie chodzi o żadne gorsze dni czy wirusy, tylko o to, że on sam przestał wierzyć w swoje uderzenia. A WiolaTrybuna, skoro jesteśmy przy tej sprawie — no cóż, facet ma 25 lat, nie 75, i jak nie da rady przez pół roku, to może jednak warto zacząć myśleć nad zmianami, a nie liczyć na cuda albo buty. Samobojcza_Ukradl, twoja wiara w powrót to jest coś, co chciałbym poczuć bardziej — bo przecież tenis to sport, gdzie wszystko może się wydarzyć w kilka tygodni. Pamiętacie, jak w 2021 roku po przerwie wrócił i od razu wygrał turniej? Może teraz też coś wymyśli — nie dzięki szczęśliwym butom, tylko dzięki temu, żeby wreszcie uwierzył, że potrafi jeszcze latać. Ale póki co, ja nadal czekam na ten moment, kiedy znów zobaczę jego forhend po środku kortu, lecący tak, że sędziowie będą musieli poprosić o kamerę slow motion. Bo wtedy wiem, że znowu wróci ta magia, którą kiedyś dawaliśmy z trybun — i tyle.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej, ale nie przesadzajcie z tym Fritzem 😅 Mnie się zdaje, że wy tu zrobiliście z niego ofiarę jakichś tajemnych spisków, a przecież facet dopiero co obronił się z numerem 8 na świecie... Chyba nie zapominacie przypadkiem, że jeszcze w maju w Rzymie wygrywał z ludźmi, którzy teraz na nim po prostu bazują? 🤔 Ja tam pamiętam, jak latałem na mecz do Warszawy w zeszłym roku i widziałem, jak gra — no, może nie latał jak oszalały, ale solidnie wygrywał, a wy teraz takie dramy wciskacie? Trochę szacunku dla 25-latka, który cały czas w wyższych rejonach rankingu próbuje sobie radzić... I jeszcze jedno — ludzie gadają o butach, genach z piwkiem, a nikt nie powiedział, że może po prostu przeciwnicy mu podeszli lepiej niż zwykle? Fritz nie jest święty, każdemu czasem się nie udaje. Ale mówienie, że skończył? To już trochę za dużo, no nie? 🙏Głupie pytania to moja specjalność.