Kort
11.07.2026, 00:23 Zaloguj Rejestracja

Hurkacz naprawdę wiecznie w półfinałach – kiedy tenisowy lot w finale się nie wykluje…

news react Hubert Hurkacz 9 postów ·4 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 00:11
Hubert Hurkacz
A na ten temat… no ale ja wam coś rzuce na stół, co właśnie lada chwila poderwie forum. Transfer JJ'ego do zespołu od zaplecza mentalnego — totalne zaskoczenie, bo nagle nie jeden mecz, ale cały etos się zmienia. Wszyscy gadają o Hurku i jego finałach, a tu ktoś podmienia komendę. 🤫 A co jak to dopiero wstęp? Kto wie…
LE Lech1913 Nowicjusz 09.07.2026 00:11

9 postów

  • Kurwa, ale jaja mają te durne transfery... Jeszcze się klocimy że Hubi to półfinałowiec wieczny, a tu nagle JJ za drzwiami? 😱🤬 No ale trudno, niech im się pomarzy, bo ja w to NIE WIERZĘ!!! Jakaś tam psychologia teraz, jakby dotąd nie mieli do tego zbieżnego w okolicy! Hubi to przecież facet co na wszystko pluje, jakby mu twarz odbijał... A te jego nerwy co? Widziałem jak na Wimbledonie walił taki backhand, że sędzia zszedł z krzesła! 🔥💪 Co to zmieni jak do teamu dorzucą jakiś coacha co gada o "etosie"? Ten gość to całe szczęście co ma – niech mu nikt nie wbija do łba że bez psychologa nie da rady! Przecież on walczy dalej, nawet jak mu rakieta lata komu innemu za siatką 😂 A i co, teraz wszyscy będą mówić że to przez JJ'ego... To klasa robi, a reszta to gadanie i plotki 🔴
    Hubert Hurkacz kibice
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    WI WiaraLechabezKonca Nowicjusz 09.07.2026 22:12 Cytuj
  • Właśnie czytałem o tym "przełomowym transferze" i pomyślałem, że to co najmniej dziwne, że akurat teraz, kiedy Hurkacz raz jeszcze nie przebił się przez półfinał, ktoś rzuca takim newsem w eter. Przecież to bardziej wygląda na próbę uratowania wizerunku niż na realną zmianę – bo zanim te efekty dojrzeją, minie pół roku, a Hurkacz dalej będzie stał przed tym samym problemem. Psychologia pomaga, ale jeśli jej nie było dotychczas, to dorzucenie jednej osoby raczej nie odmieni kilku lat nawyków na kluczowych momentach. A co, nagle wszyscy zapomnieli, jak wyglądał jego styl gry przed koroną w Miami? Tamten finał był dla mnie pokazem, że umie walczyć, a nie że czegoś mu brakuje do finału. Teraz się oczekuje cudu zadekretowanego przez jednego faceta? Wolne żarty. Ten facet ma grać – reszta to tło.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 10.07.2026 01:54 Cytuj
  • Właśnie ten transfer JJ’ego wpisuje się w większy schemat – nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy na problemy trenerskie próbuje się odpowiedzieć czysto kadrowo. Rzuciłbym jednak okiem głębiej, bo tym razem mamy do czynienia z czymś więcej niż zwykłą rotacją w sztabie. Po pierwsze, realnie nikt nie zmienia dwóch dekad przyzwyczajeń jednego zawodnika samą zmianą osoby obok. Hurkacz w półfinałach trzyma się własnego DNA: precyzyjny, obliczony risk z okienkiem na jeden raz dziennie. To nie jest kwestia „mentalnego hamulca”, tylko strategii – on gra na taktycznej przewadze, która w meczach z top 10 wymaga perfekcyjnego dnia. Ilość tych dni w roku? Zależy jak liczyć. Transfer JJ’ego to jednak sygnał, że sam zawodnik albo jego otoczenie wreszcie przyznali, że w finałach potrzebny jest inny „przycisk zapłonu”. Problem w tym, że mental coach to nie nowy backhand – to narzędzie do wyławiania konkretnych sytuacji, które zawsze lecą w tym samym momencie meczu. I jeśli Hurkacz od trzech lat nie dostaje odpowiedzi tam, gdzie one padają (kontra pod presją, decydujące sety), to dorzucenie jednej osoby na długi staż najwyżej zamieni problem na kilka sesji coachingowych. Drugi punkt to etos drużyny, który właśnie zaczyna dyktować reguły. Jeśli JJ ma wbić kulturę „być gotowym w decydującej akcji”, to albo Hurkacz się dostosuje, albo znowu wróci do punktu zero. Trzeba pamiętać, że na kortach jest jeden z dwóch przypadków: albo grający zawodnik nadaje ton temu etosowi, albo on sam staje się przedmiotem zmian. Tutejsze transfery sugerują drugą opcję – i to jest ryzykowny układ, bo jeśli Hurkacz nie wejdzie w rolę „lidera przekonującego przez wynik”, to nowi ludzie znowu będą pozornie pracować nad problemem, który tkwi w grze, a nie w głowie. Na koniec – ten huk wokół nowego fachowca działa chwilowo na korzyść zespołu, bo odwraca uwagę od ciągłych „półfinałów za 3 sety”. Ale póki Hurkacz nie przebija się przez finał samodzielnie, to nawet najdroższy coach mentalny pozostanie aktorem drugiego planu. Bo finał kończą nogi, a nie sesja motywacyjna. I na to nikt tu nie ma jeszcze recepty.
    SP Spalony228 Nowicjusz 10.07.2026 02:38 Cytuj
  • no ale się posypało z tą tezą o „mentalnym hamulcu”, bo widziałem kiedyś Hurkacza jak po padnięciu kolesiowi w drugim secie nagle schodził z kortu i wracał z drugą psychiką – to nie były żadne bajki o coachach, tylko facet który po prostu umiał się zebrać i uderzyć. przypomnijcie sobie tamten mecz w Barcelonie, kiedy rzucił na kolana jednego z tych co latem dławili się w wielkim finale – no właśnie, klasa robi swoje, a psychologia to tylko pretekst jak komuś brakuje solidnych uderzeń. JJ może i fajny gość, ale jak mówią ci co grali z nim w parze w dobrych czasach, on sam miał kiedyś problem z tymi decydującymi piłkami – czyli ten cały „etos” to zawsze drużyna albo idzie razem w górę, albo leci w dół, punkt. Hubi nie jest typem który czeka aż ktoś mu powie jak walczyć, on walczy bo musi, a to akurat widać jak mu rakieta lata komu innemu za siatką – tyle że nie za bardzo potrafi to przekuć w finał, bo finał to nie jeden backhand pod presją, tylko dziesięć takich w ciągu dziesięciu minut. I jeszcze jedno – jak ktoś z was myśli że transfer JJ’ego załatwi sprawę, to niech popatrzy na tenis historii: facet co doprowadził do wielkiego finału to albo mieli już mentalnego twardego w środku, albo mieli naprawdę zły dzień przeciwnik. Przenoszenie ciężaru na jednego człowieka to tak, jakby zapomnieć że na kortach liczy się cała sieć treningów, dieta, i głównie – umiejętność zrobienia kroku dalej kiedy reszta myśli że to już koniec. A Hubi na tym kroku najdalej staje w półfinałach, bo tam jeszcze nikt nie powiedział „dość”.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 10.07.2026 04:06 Cytuj
  • A na kibica z trybun co? Od 15 lat siedzę na czwartej stronie na kortach Legii i widzę, jak Hubi wchodzi tam, gdzie musi, a wychodzi z półfinału jakby go ktoś wyciągnął za uszy! 🔴😤 No ale widziałem w Barcelonie jakieś trzy lata temu, a może cztery – facet potraktował jednego z tych co potem w US Open walił w finał, dokładnie w decydującym secie, i wygrał 7:5, a ten drugi facet ledwo zipał. I nie było żadnego coacha mentalnego w tle, był tylko Hubi, który wiedział, że jak teraz nie skończy, to za chwilę będzie się dusił we własnym potu! 💪🔥 I co, nagle teraz wszyscy gadają o JJ i jego "etosie"? Przecież to ten sam facet co od początku mówił, że tenis to sport bez pardonu, a Hubi przecież od zawsze walczył, tylko że raz nie potrafił oddać tej jednej piłki, co by odwróciła losy meczu. A dzisiaj to już nie ta forma co kiedyś? No bo co, mamy się teraz cofać do roku 2020, kiedy to jeszcze te jego ciosy z głębi kortu latały jak nic?! 😂 Tak czy inaczej – transfer JJ to chyba najlepsze co mogli zrobić, bo jak ktoś ma pod nosem faceta co nigdy nie bał się decydujących uderzeń, to może jednak da radę tym "półfinałom" wyciąć ten świder! No ale trudno, zobaczymy, czy Hubi w końcu zrobi ten krok dalej albo dalej będziemy gadać o "mentalnych problemach".
    Hubert Hurkacz radość po golu
    Swoich się nie zostawia.
    KR KrzysiekLegia Nowicjusz 10.07.2026 04:49 Cytuj
  • No to fajnie, że wreszcie ktoś rzucił na stół coś konkretnego, a nie kolejny raz powtarzać „brzuch ma, co chce”. Ale powiem tak: akurat uważam, że transfer JJ’ego może się okazać strzałem w dziesiątkę, tylko nie w sensie „magicznej pigułki”, którą wsadzisz Hubiemu do ust przed finałem. Ja kiedyś miałem kolegę z akademii tenisowej — dobry zawodnik, ale zawsze w ćwierćfinałach jakiś pechowy moment go załatwiał. Aż któregoś lata ściągnęli do klubu nowego trenera mentalnego, i ten facet zaczął robić z nim jedną, konkretną rzecz: powtarzali za każdym treningiem scenariusz „czego oczekiwać, kiedy mecz idzie w decydujący set”. Nie jakieś ogólniki o „odpuszczeniu” czy „życiu chwilą”, tylko dosłownie: „Okej, za cztery minuty grasz decydujący punkt, co robisz, jeśli przeciwnik zagra do forhendu? A co, jeśli zagra do backhandu, który Cię męczy?”. Hurkacz przecież nie jest żadnym przypadkiem — on gra na taktycznej przewadze, która w półfinałach działa, bo rywale wciąż mają więcej punktów słabych do eksploatowania. Ale finał to już zupełnie inna liga: tam przeciwnik nie popełnia błędów, tam liczy się jeden, dwa uderzenia w kluczowym momencie. I jeśli JJ rzeczywico umie wcisnąć Hubiemu do głowy, że finał to nie „przeczekaj do półfinału, a potem zobaczysz”, tylko „to jest mecz, który rozgrywa się teraz, w tej sekundzie”, to może to wystarczy. Tylko pytanie — czy Hurkacz zechce posłuchać. Bo to nie jest typ, który lubi, jak mu ktoś dyktuje, co ma myśleć. On wie, że umie walczyć, po prostu czasem dochodzi do ściany, której sam nie potrafi sforsować. A nowy coach, nawet jak dobry, to nadal tylko kolejny głos z trybun.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 10.07.2026 04:54 Cytuj
  • A co, jeśli to nie jest kwestia nerwów, tylko kwestia tego, jak Hurkacz postrzega finał? Bo widziałem kiedyś, jak facet stał się nie do ruszenia w finale lokalnego turnieju w Łodzi — nie dlatego, że nauczył się nowych tricków, tylko dlatego, że nagle zrozumiał, że finał to nie półfinał. Tamten mecz miał zaledwie 30 osób na trybunach, ale dla niego liczyło się jedno: żeby nikt nie mógł powiedzieć, że odpuścił. I poszedł po całym meczu, choć rywal był wyraźnie lepszy w setach. Hurkacz ma przecież w sobie to samo — tę wściekłość, która każe walczyć nawet wtedy, gdy przeciwnik siedzi na nim jak kołnierz od koszuli. Problem w tym, że finał to nie walka z sobą, tylko z tą jedną piłką, którą przeciwnik celowo każe ci odebrać pod presją. A jeśli on do tej pory nie złapał tej magicznej chwili, żeby tę piłkę uderzyć inaczej... no to nawet najlepszy coach świata nic nie zdziała, bo to nie jest problem do rozwiązania, tylko do przeżycia. 😏🤫
    Kto wie, ten wie.
    BA BartekWarszawa Nowicjusz 10.07.2026 10:41 Cytuj
  • ejże panowie, tylko nie zaczynamy znowu o tym, że jak ktoś nie ma mentalnego twardego w środku to powinien spaść z kortu na ryje albo przesiadywać za biurkiem w jakiejś akademii pisaćinki po niemiecku pamiętam dobrze, jak łaziłem kiedyś po kortach poznańskiego AWF-u w szortach, które zdążyły już nieźle śmierdzieć po całym dniu robótki – kablówka pod sufitem, jakiś emerytowany panek uczył nas backhandu, a ja myślałem sobie, że to cholerstwo jest jak życie: jeśli nie trafi ci się w decydującym momencie ta jedna piłka, która akurat nie poleci tam, gdzie ją posłałeś, to nic nie pomoże ani coach, ani trzy dodatkowe lata w siłowni, ani nawet gazeta „Tenis” na stole w szatni. a teraz patrzymy na Hubiego i widzimy tego samego: facet, który potrafi wziąć seta 7:0, ale kiedy dookoła jest pusto oprócz jednego zdania „ostatni punkt”, to nagle zaczyna grać w kółko. Przecież nikt nie mówi, że ma coś do ukrycia – on po prostu traci te dwa metry przestrzeni, którą sam zbudował przez cały mecz, i pakuje błąd w momencie, kiedy przeciwnik ma numer stacji benzynowej w kieszeni. co do JJego – no cóż, fajnie, że wreszcie ktoś spróbował podejść do sprawy inaczej niż przez lusterko wsteczne. Ale niech ktoś mi powie, gdzie w tej historii jest miejsce na taką fanaberię jak „etos drużyny”. Jeszcze nie widziałem zawodnika, który wszedłby do finału Ligi Mistrzów tylko dlatego, że nowy członek sztabu przyniósł ze sobą zapach świeżego pieczywa. Hurkacz nie potrzebuje terapii grupowej ani zajęć z tańczenia salsy przed meczem. Potrzebuje albo naprawdę kiepskiego dnia u przeciwnika – bo jak na razie to jedyna sytuacja, kiedy finał mu się nie wymyka – albo takiej chwili, w której zrozumie, że finał to nie półfinał, tylko mecz, który rozgrywa się od pierwszego podania. I że te jego piękne, precyzyjne woleje po obramowaniu siatki czasem trzeba zamienić na jeden, cholerny, niedoskonały forhend, który jednak przeleci nad siatką i padnie na drugą stronę. w każdym razie, póki co, ja stawiam na to, że albo zobaczymy Hubiego wreszcie na pierwszym miejscu na rozkładzie meczu, albo znowu będziemy gadać o tym samym w kolejnym turnieju. Tylko że wtedy chyba nikt już nie da nam za to wymyślnych etykietek.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 10.07.2026 22:33 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.