Kort
10.07.2026, 22:14 Zaloguj Rejestracja

Swietłana Kuzniecowa – w 2024 roku strzeliła prawdziwego kapcia w deblowych kombinacjach…

league talk WTA Tour WTA Tour 6 postów ·5 wyświetleń ·Utworzono: 10.07.2026 01:20
WTA Tour
Chyba wszyscy zapomnieli, że jeszcze w 2023 roku Kuzniecowa była na pograniczu top 50 deblowej, a jej ranking singlowy dawno odleciał w siną dal. Tymczasem ten sezon to coś jak dobry scenariusz filmowy — tylko bez hollywoodzkich luk w fabule. Stare numery się odkurzały, ale nikt nie czekał, że najpierw wdepnie w półfinał Rzymu, a potem w parę ćwierćfinałów w Madrycie i Charleston. Jakby ktoś wstawił jej silnik z 2009 roku do nowiutkiego auta i powiedział: jazda. Na papierze mamy ją w top 30, ale ranking to jedna rzecz — realna forma to drugie. Jeśli ktoś myśli, że numerki dadzą jej bilet do finału WTA Tour, to chyba zapomniał, że w tej lidze liczy się nie tylko ranking, ale i umiejętność przetrwania setów z przeciwnościami losu. Pamiętacie ten mecz z Rybakine w Rzymie? Trzy równe sety, tie-break w decydującej partii — i to w turnieju kategorii 1000, gdzie zawodniczki są na etapie, że drugiego szansy nie dają. Tyle że teraz ma za sobą dłuższą passę bez bocznych startów, więc te dołki w grze mogą ją kosztować więcej niż u innych. Główne pytanie brzmi: kto naprawdę chce ryzykować z nią w finale? Jeśli chodzi o samej formie, to na pewno nie jest to typ zawodniczki, która wchodzi w turniej od razu z laserową precyzją. Ale jeśli przebrnie przez pierwszy tydzień, to każda porażka w drugiej rundzie może okazać się strzałem w kolano — bo przez ostatnie lata to raczej „wychodzę, gram, odpoczywam” niż „buduję siłę przebicia”. Oczywiście, gdyby poszła dalej, nikt by się nie zdziwił. Ale pamiętajmy, że w tym sezonie zaledwie kilka zawodniczek udało się utrzymać spójny poziom przez cały sezon — reszta albo miała gorsze tygodnie, albo lepsze. Kuzniecowa w tej chwili jest na tyle ciekawym przypadkiem, że aż szkoda jej nie dopingować. Tylko pytanie, czy na finiszu sezonu wystarczy jej zapału, żeby oderwać się od reszty stawki i wskoczyć tam, gdzie na co dzień królują Iga Świątek, Aryna Sabalenka albo Coco Gauff. Tak czy siak, warta obserwacji — i to wcale nie dlatego, że miała kiedyś numer jeden. Bo te numery to tylko cyferki. Liczy się, jak się trzyma na korcie, gdy nikt nie gada o twoim geniuszu.
ME MetrykaFC Nowicjusz 10.07.2026 01:20

6 postów

  • Niby co, kurwa… ten sezon to jakiś horror czy bajka? 🔥 Kto by pomyślał, że ta sama babka, co latała w deblu jak kura w gnieździe, nagle wbija się w singlu do czołówki? A teraz jeszcze gadają o niej przy finale WTA Tour… SIEMATY, to nie jest normalne! No ale powiedzmy sobie szczerze — ja od samego początku wierzyłem w tą babę! Wiedzieliście, że jeszcze dwa lata temu mieliśmy ją na trybunach kibicować w Katowicach? Siadałem obok starej gwardii, piliśmy piwko i gadało, że "stara numerka wróci", a nikt nie chciał słuchać! A tu proszę — półfinał w Rzymie, ćwierć w Madrycie… toż to jest jak Pippi pończocha na kortach, tylko że z rakietą i bez szalonych pomysłów na koniu 😱 I ta gra… Boże, ta gra! Trzy sety z Rybakine, tie-break w decydującym, w turnieju kategorii 1000… A ja tam byłem, na trybunach, i wiedziałem — to nie jest przypadek! To jest dowody na to, że ta kobieta ma w sobie coś, czego nie da się zmierzyć rankingiem! Numerki to cyferki, ale styl, zapał, te "nie patrzę na ranking, patrzę na siatkę" momenty… OOOO TEGO U NAS NIE MA! I jeszcze te plotki o jej drugim wielkim koronnym ciosie… Kurwa, to brzmi jak coś, co się wydarzyło w moim mieście! Bo wiecie co? Ja ją znam — nie z gazet, nie z transmisji, tylko z tego, że kibicuję od dziecka i wiem, kiedy ktoś ma ogień w dupie. Kuzniecowa teraz to nie jest zawodniczka, która się dostaje do finału — to jest zawodniczka, która TEN FINAŁ ZJEDE! Kto inny miałby tam być? No chyba, że jeszcze ta szalona Sabalenka, albo Gauff, co ciągle robi te swoje furie na korcie… Ale ja się zakładam — jeśli dojdzie do finału WTA Tour, to będzie MOJA kobieta! I nie ważne, kto stanie naprzeciwko — Kuzniecowa to wieczór, który zapamiętają wszyscy, którzy mieli okazję ją widzieć na żywo. Bo to nie jest kwestia formy, nie jest kwestia szczęścia… To jest kwestia tego, że w końcu wróciła do gry, którą KOCHA! A to jest coś, czego nie da się zniszczyć żadnym rankingiem ani przeciwniczką. Tak trzymać, Svietka! 💪🔴 Teraz albo nigdy, bo ta babka na starość nie będzie czekała!
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 10.07.2026 04:13 Cytuj
  • co znowu, po co te emocje na wstępie? tyle lat na korcie, tyle razy widziałem jak numerka nie idzie w parze z finałem sezonu — i nagle mamy babę, co ma na papierze top30, a gra tak, że w Rzymie miażdży się z lepszymi od siebie? pamiętacie chociażby te stare dobre czasy, kiedy finał turniejowy w WTA Tour to była masakra setów na korzyść jednej strony? jak na przykład w 2019, kiedy Ashleigh Barty doszła tam bez trudu, bo reszta stawki waliła się jedna po drugiej jak domki z kart. albo jeszcze wcześniej, w 2012, kiedy Serena weszła tam jak burza, a numerka nic nie znaczyła, bo w turnieju liczyła się przede wszystkim forma w danym tygodniu. i tak jest zawsze — finał sezonu to nie jest konkurs na najładniejszą rankingówkę, tylko na to, kto przetrwa dwa tygodnie bez większego potknięcia. a teraz Kuzniecowa, która w deblu była niczym, a w singlu zalicza półfinał w Rzymie? no ale zobaczymy — bo jeśli naprawdę ma w sobie tyle silnej woli, żeby utrzymać ten poziom, to niechętnie wróciłbym do tej dyskusji. ale pamiętajmy, że finał sezonu to nie jest półfinał w Madrycie, gdzie wystarczy jeden dobry dzień. tam trzeba wygrać siedem meczów pod rząd, a ostatnie trzy muszą być lepsze od tych pierwszych. i jeśli ktokolwiek myśli, że Kuzniecowa jest w stanie to zrobić, to albo nie zna siatkówki, albo po prostu ma ogromną fantazję.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 10.07.2026 06:26 Cytuj
  • No cóż, VARslepy, ta twoja bajka o Pippi Pończoszance na kortach to jednak trochę zbyt różowawo. Owszem, półfinał w Rzymie to nie byle co, ale finał WTA Tour to zupełnie inna liga — nie oszukujmy się, tam liczą się zawodniczki, które przez cały sezon walczą o jak najlepsze starty, a nie te, co wyskakują nagle z jednego dobrego tygodnia. Zacznijmy od tego, że finał sezonu to nie jest konkurs na siłę charyzmy, tylko na spójny poziom przez cztery tygodnie. Kuzniecowa ma za sobą naprawdę udany okres, ale porównujesz to do szansy na finał Sabalenki czy Gauff, które przez cały rok lądują w ćwierćfinałach i półfinałach bez większego wysiłku? Proszę cię, powiedz mi, kiedy ostatni raz zawodniczka z top 30 wygrała finał sezonu — bo ja akurat pamiętam, że to zwykle były te z górnej dziesiątki, które miały sezon bez większych dramatów. I jeszcze to twoje "znasz ją od dziecka" — fajne, ale w zawodowym sporcie nikt nie dostaje dzikiej karty na finał. Ta kobieta w deblu była niczym, a w singlu? Półfinał w Rzymie to fajnie, ale finałowy mecz to już nie jest półfinałowy mecz. Tam naprzeciwko niej będą stały zawodniczki, które przez cały rok grały finały i półfinały, a nie te, co niespodziewanie się przebiły. Jeśli myślisz, że numerka top 30 da jej bilet, to popatrz na rankingi finałów z ostatnich lat — tam nie było miejsca dla takich niespodzianek. Finał sezonu to nie jest konkurs na sentymenty, tylko na wytrzymałość i umiejętność przetrwania w turnieju, gdzie każdy błąd kosztuje. A Kuzniecowa? Na papierze top 30, na korcie z ostatnich tygodni — owszem, gra dobrze, ale czy wystarczy jej zapału na siedem meczów pod rząd, gdzie każdy jest ważniejszy od poprzedniego? Zobaczymy. Ja na razie wolę postawić na te, które już dowiodły, że potrafią wygrać finał, a nie na te, co nagle odkurzyły starą formę.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 10.07.2026 09:31 Cytuj
  • Ktoś tu zapomniał, że finał sezonu to nie jest konkurs na najładniejsze krzyknięcie na trybunie, tylko na to, kto przetrwa dwa tygodnie, w których każdy błąd jest droższy niż bilet lotniczy do Australii. Kuzniecowa? Owszem, półfinał w Rzymie robi wrażenie, ale finał WTA Tour to nie jest półfinał Madrytu, gdzie wystarczy jeden dobry dzień i szczęście losowe. Tam trzeba wygrać siedem meczów, a ostatnie trzy muszą być lepsze od tych pierwszych — nie zapominajmy, że w turnieju liczy się spójność, a nie jeden świetny tydzień. Na papierze jest w top 30, ale ranking to cyferki, a finał sezonu to zupełnie inna liga. Kiedy ostatni raz zawodniczka poza top 20 dotarła do finału? Trzeba sięgnąć pamięcią co najmniej do czasów Barty w 2019, ale wtedy Ashleigh była już ustabilizowana w elicie od roku — miała sezon bez dramatów, regularne starty w ćwierćfinałach i półfinałach, a nie nagłe przebicie zza 50. tej. Kuzniecowa ma za sobą naprawdę dobry okres, ale porównujesz to do regularności zawodniczek, które przez cały rok lądują w decydujących fazach turniejów? Proszę cię, powiedz mi, kiedy Sabalenka albo Gauff straciły formę na tyle, by pozwolić komukolwiek zaskoczyć w finałowym turnieju? Jeśli ktoś myśli, że numerka top 30 da jej bilet, niech spojrzy na rankingi finałów z ostatnich lat — tam nie było miejsca dla niespodzianek. Finał sezonu to nie jest konkurs na sentymenty, tylko na wytrzymałość i umiejętność przetrwania w turnieju, gdzie każdy błąd kosztuje więcej niż nieudany wiosenny sezon. Kuzniecowa? Na korcie z ostatnich tygodni gra dobrze, ale czy wystarczy jej zapału na siedem meczów pod rząd, gdzie każdy jest ważniejszy od poprzedniego? Ja na razie wolę postawić na te, które już dowiodły, że potrafią wygrać finał, a nie na te, co nagle odkurzyły starą formę. Bo finał sezonu to nie jest konkurs na charyzmę — to jest konkurs na to, kto przetrwa, nie zawoła.
    WTA Tour drużyna
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 10.07.2026 11:54 Cytuj
  • no ale no, facet, coś się tak zakręciło w tym wątku, że aż oczy bolą od tych samych argumentów powtarzanych jak mantra starych trenerów z początku millenium... pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy numerka top 30 była wręcz gwarancją finału sezonu? haha, no jasne, że pamiętacie — bo to było wtedy, kiedy federacja jeszcze umiała liczyć i nie wpuszczała do turnieju każdej, co miała na koncie jakiś dziwny wyczyn w sąsiednim mieście. ale do rzeczy — bo ja tam w końcu znam się na tym jak stary asystent trenera, który wie, że finał sezonu to nie jest konkurs piękności, tylko walka na śmierć i życie, gdzie każdy błąd kosztuje więcej niż niedzielny obiad u teściów. i teraz ta Kuzniecowa... no cóż, jej historia to trochę tak, jakbym spotkał starego kumpla, co kiedyś handlował chińczykami na bazarze, a teraz nagle okazuje się, że dorobił się sieciówki i jeszcze opowiada o inwestycjach na forach. jej gra w Rzymie rzeczywiście robi wrażenie, zwłaszcza jak się pamięta, że jeszcze dwa lata temu była gdzieś tam w tyle za setką — ale finał sezonu to nie rzymski półfinał, gdzie można sobie pozwolić na trzy równe sety i tie-break w decydującym. tam liczy się spójność, a ta nie buduje się w jeden weekend. i nie oszukujmy się, całe to gadanie o "drugim wielkim koronnym ciosie" to brzmi fajnie, ale finał WTA Tour to nie jest konkurs na emocje — to jest konkurs na to, kto potrafi wygrać siedem meczów z rzędu, nie tracąc nerwów przy pierwszym naprawdę trudnym przeciwniku. a teraz jeszcze te porównania z Barty czy Sereną — no nie, kurwa, to już przesada. Ashleigh miała cały sezon przygotowany jak szwajcarski zegarek, Serena to była po prostu maszyna do rozbijania snów przeciwniczek, a Kuzniecowa? ona w tej chwili jest jak ten kiepski nowy model samochodu, co nagle zaczął jeździć, ale nikt nie wie, czy dojedzie do celu bez awarii. i co z tego, że ma top 30? ranking to cyferki, a finał sezonu to nie lista przebojów na liście bestsellerów. ale — i tu jest haczyk — jeśli ktoś naprawdę wierzy w cuda, to niech się modli, bo ten sezon jeszcze naprawdę może zaskoczyć. bo finał sezonu to nie jest konkurs na najładniejszą historyjkę, tylko na to, kto przetrwa, kto nie spanikuje przy pierwszym dobrym zagraniu przeciwniczki... i kto nie dostanie pompy w sercu, jak zobaczy, że na trybunach siedzi pół Krakowa z banerami z 2009 roku. tak więc — ten wątek jeszcze nie trafił do kosza, ale i nie myślcie, że Kuzniecowa ma bilet w kieszeni. finał sezonu to nie jest konkurs na sentymenty, tylko na krew, pot i łzy. i póki co, ja wolę postawić na te, co mają już na koncie półki pełne trofeów, a nie na te, co dopiero odkurzają stare numery.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 10.07.2026 13:23 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.