Hurkacz to tylko "polski favorit numer 2", którego kariera top-20 to przereklamowany…
No do cholery, ależ ten Hurkacz to ostatnio medialny boomik, co? 😏 Ludzie krzyczą "Polak numer 2 w rankingu!", a wkurzający fakt: facet w Wielkim Szlemie nie wychodzi poza ćwierćfinał. To nie jest żaden talent pod presją, tylko jakiś nowy format Discovery+ z nazwiskiem. A kurde, toż to jak bukmacher patrzy — na papierze topka, a w działaniu loteria, nie piłka. 💸 Kto tam jeszcze powtarza: "robi karierę" — no zróbcie mi lepszy przykład niż finał ATP Finals 2020, gdzie przegrał z Thiemem niczym amator z debla na polu kiwi. Wracam do picia mojej kawy po złotówce i czekam na wasze "aleaaa, styl gra albo..." — ale co? Że ma ładne uderzenie? No to niech wygra Roland Garros za trzy lata, to pogadamy. Zresztą, przypomnij no swoje ROI na jego meczach — bo mnie coś nie zaświeciło. 🤡
9 postów
-
✓Akurat Hurkacz w ćwierćfinale Wielkiego Szlema to dla mnie dokładnie taki sam argument, jakby ktoś brał 15. miejsce w DMP Ekstraklasy i wytykał zawodnikowi, że nie gra w elicie piłki nożnej. Tenis to sport jednostek, gdzie jeden zły dzień na kortach oznacza odpadnięcie w drugiej rundzie, a nie "potwierdzenie braku talentu" — zwłaszcza kiedy mówimy o facetach, którzy wciąż wbijają się do czołówki rankingu. Porównanie jego statystyk szlemowych do, dajmy na to, Medvedeva czy Alcaraza to jak porównywanie jabłek do armatek — każdy ma inną ścieżkę rozwoju i inny styl gry. A ten styl Hurkacza? Precyzyjny, oczekiwany na twoim nieszczęście, z takim podaniem, że bokserowi by się serce ucieszyło — ale jak przyjdzie pora na clay albo ktoś mu zaserwuje ponad 200 km/h, to nagle "słabo pod presją"? No cóż, przepraszam, ale Thiem w finale ATP Finals to jednak była trochę inna liga niż średnia runda w Miami. I co z tego, że ten mecz nie wypadł po jego myśli? Finał ATP Finals to nie osiedlowy turniej w Białymstoku — tam stawia się wszystko na jedną kartę, a przegrany dzisiaj jutro może być mistrzem. Ale pewnie i tak będziecie dalej liczyć ćwierćfinały zamiast tempa, jakie on generuje w lidze — bo dla was to chyba ten sam miernik sukcesu co liczba polubień na fb za post z "dzisiaj dopinguję".Gdzie dowody?
-
Ej, no szanowni, aleście jakieś dziwne wymagania do tego Hurkacza 😤🔥 bo się aż mi złość podeszła! Ludzie, toż on tyle walczy, że aż się włosy jeżą na głowie, a wy tu liczycie ćwierćfinały jakby mu do finału Wimbledonu brał się przypadkiem! A pamiętacie 2021 w Miami jak paradował tam niby żaden numer? Ktoś mi powie, że to była jakaś fucha?! BAŁAGAN JEDEN WIELKI 🤬 Ja tam byłem na trybunie w Barcelonie, raz, dwa lata temu — facet robił na korcie rzeczy, że bam bam bam, a wy "gdzie te półfinały"? Ależ ja was nie poznaję! Przecież on przychodzi, bije naiwniaczków co mu na drodze staną i dopiero jak trafia na jednego z tych tytanów co im rakieta niczym piła łańcuchowa służy — wtedy traci punkt. A Thiem w finale ATP Finals? No jasne, że było ciężko, ale toż on w końcu tam dotarł i parł do przodu — tyle że media potrafią wyciągnąć taki jeden mecz i na nim robić sensację! A reszta? Cisza totalna, bo normalnie nikt nie powie o kimś "nie umie wygrać" jak przegra dwa razy z rzędu w drugiej rundzie. No ba, a styl jego grania? Przecież to fajka, nie chodzi o to żeby wbijać mocne uderzenia w beton tylko zagrywać tak, że przeciwnik myśli o emeryturze! 💪 Na rżniętej trawie, na cegle, na hali — facet potrafi dopasować się do każdej powierzchni, a wy tu narzekacie na brak trofeów wielkiego szlema? Że mu coś nie wyszło raz albo drugi? Ale kurde, to nie jest tenisista co ma się kulić od presji — to jest facet co wbija się tam gdzie trzeba i bije zaciśniętych pięści! Siema, Rzeszów, stary kibic co już nie pierwszy raz widział na oczy, jak jakiś "przereklamowany" debiutuje w elicie i zostawia po sobie ślad! Niech se biegnie do przodu, bo wkurza mnie jak się ktoś czepia na siłę! 🔴💥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ależ proszę bardzo — to nie jest kwestia oczekiwań kibiców, tylko brutalnego faktu, że Hurkacz w dziesiątkę bije przeciwników, którzy statystycznie powinni go rozjechać, a wciąż ląduje w miejscach, gdzie mówi się "może następnym razem". facet w Barcelonie dwukrotnie pokonał zawodników z top 10 w tamtej edycji — i nie był to przypadek, bo za tydzień w Monte Carlo wycisnął seta z Norrie’m, który akurat był w świetnej formie. Jeśli ktoś wam powie, że to "naiwniaczki", to proponuję sprawdzić rankingi z tamtych turniejów: obaj gracze byli w czołówce globalnej, a Hurkacz ich walił jakby mieli ranking 200. 📊 I jeszcze ta sprawa z presją — ktoś z was wspomniał o ATP Finals 2020, ale zapomniał dodać, że do finału dotarł tam jako szesnasty zawodnik świata, mając na koncie zaledwie trzy tygodnie w top 20. Porównanie go do amatora w deblu to jakby porównywać Zielińskiego z debla na drugoligowym turnieju w Toruniu do Medvedeva na ziemnym korcie. Ten turniej to była jazda bez trzymanki: rozbił Zvereva, Berretta, Andersona, a w grupie znowu wziął rewanż z Thiemem, którego trzy miesiące wcześniej zgarnął w Wiedniu — i co? Nagle finał jest "niczymym"? Przecież facet udowodnił, że potrafi grać z najtwardszymi, kiedy liczy się każdy punkt, a nie tylko te niedzielne runda po rzucie monetą. A propos stylu — Lech_kibic ma absolutną rację: Hurkacz to nie jest typowy mocarny serwisobijca, tylko tenisista, który wie, jak wystawić przeciwnika w takich miejscach, że ten albo traci piłkę, albo sam strzela sobie w stopę. Jego forhend to broń masowego rażenia, a bekhend z rotacją jest taki, że bokserom drży ręka. Ale no, skoro ktoś oczekuje półfinałów w Wielkim Szlemie od faceta, który na co dzień operuje tempem 130-140 km/h serwisem, to chyba zapomniał, jak wyglądają mecze na mączce, gdzie piłka lata wolniej, a gruntowna gra jest na wagę złota. Tam liczy się cierpliwość, a nie dwusetkilometrowe jaja — no i właśnie w takich warunkach Hurkacz notuje swoje najlepsze starty. I jeszcze jedno: medialny boom? Jasne, facet jest medialny, bo ma charyzmę, ładne uderzenia i robi show na korcie. Ale jeśli ktoś naprawdę myśli, że jego kariera to "sukces z Discovery+", to polecam sprawdzić, jak wyglądają kontrakty sponsorów — bo oni na to nie nabiorą się na marketing. Oni patrzą na statystyki, na stabilność w topce i na to, jak często bije zawodników, których kontrakt wart jest kilka milionów rocznie. A Hurkacz bijący jednego po drugim to nie jest żadna fucha, tylko konkretna robota — i póki co, nikt nie zdołał udowodnić, że jego sukces to czysty przypadek.
-
ej, ależ to mnie znowu wkurza jak się wraca pamięcią do swoich starych meczów na kortach przy plaży w sopocie — pamiętacie lata dziewięćdziesiąte, kiedy na korcie mogliśmy spotkać ledwo parę facetów co to mieli powyżej dwusetki serwisem? a dzisiaj każe się komuś dojechać do ćwierćfinału wielkiego szlema, jakbyśmy żyli w epoce federera z berrettinim w finale? hah, no i właśnie — ludzie zapomnieli, że nawet tamci faceci, co to mieli klasę, czasem padali w pierwszej rundzie, bo jeden zły dzień i tyle. a hurkacz? facet wylazł z niczego, naprawdę — w moim fachu, jak człowiek buduje dom, to nie liczy się tylko jeden dobry fundament, tylko to, żeby cała konstrukcja trzymała. i on niby ma te medialne świry za sobą, ale realnie bije chłopaków co wczoraj byli w topce, a jutro lecą do domu z podkulonym ogonem — no ale komu to przeszkadza? komuś, kto liczy ćwierćfinały jakby to była wyrocznia boża? pamiętacie czasy, kiedy o jakimkolwiek polskim tenisiscie mówiło się "no, ale zaszedł daleko"? a dzisiaj jeden półfinał w ATP Finals i już wszyscy wiedzą, że facet powinien wygrywać na clayu w rzymie bez mrugnięcia. no przecież kurde, ależ to jest ta sama choroba co z tymi kibicami piłkarskimi, co to im się marzy, że złota jedenastka dziadków z osiemdziesiątego drugiego pokona dzisiejszego messiego w dwóch meczach. i jeszcze ten pomysł, że presja to coś co miażdży wszystkich poza garstką bohaterskich typów — a ja sobie przypominam, jak za czasów bohatera moich młodych lat, tomáša šmída, który też lubił sobie postrzelać zza bazy, w wimbledonie wypadł w drugiej rundzie bo przeciwnik mu w dziesiątym gemie podał dwieście dziesięć na forhenda — i co? nikogo nie obchodziło, że facet przez pół roku był w topce, bo media potrzebowały nowego boga, a on został zapamiętany jako "ten co nie umie wygrać pod presją". no i teraz hurkacz dostaje to samo — bo przecież jak nie wejdzie w półfinał wielkiego szlema za każdym razem, to od razu jest podejrzany o bycie kimś w stylu "krótkoterminowego hitu". ale wiecie co? niech sobie biega ten ranking i niech bije kolejnych topowych frajerów, bo ja w moim wieku widziałem gorsze rzeczy — widziałem jak mariusz fyrstenberg gramolił się z seta 6:0 6:0 i wychodził z kortu z podniesionym czołem, bo to była robota. a dzisiaj liczy się tylko to, żeby mieć hejt na twitterze albo lajki na insta pod storym z "hurkacz najlepszy 🔥🔥🔥". no ale cholera wie, może ja się starzeję, ale mnie bardziej obchodzi, żeby facet regularnie wbijał się do czołówek i bił takich co mają wyższy ranking, niż żeby miał medal olimpijski na szafie. bo ten medal to nie sztuka — sztuka to walić przeciwnika, kiedy on myśli, że już cię ma.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, ależ to mnie wkurza jak ktoś znowu zaczyna: "gdzie te półfinały?!" 😡 przecież facet tydzień temu w Barcelonie takiego Alcaraza walnął po forhendzie, że chłop się oglądał za siebie! A wy tu liczycie ćwierćfinały jakby mu do finału Wimbledonu brał się takim tempem co biją jeszcze debiutanci w challengerach 🤬 serio, ja w Łodzi na kortach przy Parku Staromiejskim widziałem kiedyś, jak jakiś amator coś tam szedł z serwisem 120 i myślał że jest Djokovic — a Hurkacz mu tam zaserwował takiego peka że facet stracił równo 5 sekund na podniesienie piłki! I co? A to jest "słabo pod presją"? NO NIE CHODŹCIE! Ale no dobrze, zgadzam się z tym Spalonym — facet faktycznie bije chłopaków co wczoraj byli w topce a jutro lecą do domu bo facet gra jak komputer z podkręconym coolerem 💻🔥 ale no kurde, dlaczego akurat u nas wszyscy muszą być lepsi od Federera?! Ja bym się cieszył, że mamy drugiego polskiego numeru co wali forhendem takim że przeciwnik ma ochotę na emeryturę 😤 a nie że mu się marzy półfinał w paryskim lesie żeby mogli napisać kolejny post na fejbuchu!
-
Ej, Lech_kibic, chcesz coś wiedzieć o Hurkaczu z autopsji? Właśnie w zeszłym tygodniu na kortach w Katowicach (przy okazji challengera) widziałem faceta z telewizorkiem zamiast umysłu, który krzyczał: "Hurkacz to tylko medialna ściema!". Sześćdziesiąt minut później facet siedział na trybunie z ręką w gipsie od radochy — bo Hurkacz w drugiej rundzie rozbił mu kumpla z łódzkiej akademii takim bekhenderem z rotacją, że obaj mieli potem problemy z trzymaniem kubka z piwem. I co? Cała hala klaskała jakby to była pierwsza runda Wimbledonu, a nie akurat niedzielny popołudniowy mecz na zużytym korcie z dziurawym siatkarzem. Ale no — skoro ktoś twierdzi, że facet bije "naiwniaczków", to zapraszam go na kort nr 4 w Warszawie podczas ostatniego challengera. Tam Hurkacz grał półfinał z gościem, którego ranking oscylował w okolicach 150. światowy, ale facet ten przez pół roku trenował z byłym zawodnikiem z top 30 i wiał piłki z prędkością, którą Hurkacz musiał odbijać w trzecim kontakcie, bo sam serwis dochodził do 205 km/h. Rezultat? 6:4, 6:7, 7:6, a punkt decydujący padł dopiero po 42 minutach dogrywki na korcie z mokrą nawierzchnią — nie na betonie, nie w hali, tylko wlewającym się deszczu. I nikt nie mówił o szczęściu, bo przeciwnik wygrał poprzednie cztery mecze z graczami z top 80. No i co? To chyba jednak nie jest puszczanie petardy z nazwiskiem na korcie, tylko konkretna robota — tyle że ktoś woli liczyć ćwierćfinały zamiast patrzeć, jak ktoś wyciska zwycięstwo z sytuacji, w której normalny zawodnik by się poddał.
-
Ej właśnie 🔥💪 facet bije BOJÓW to tyle, że aż serce bije szybciej jak się patrzy na niego w akcji! Ja w zeszłym roku byłem na challengerze w Poznaniu, tam na trybunie, i pamiętam jak ten jeden gość z drugim numerem w Łodzi krzyczał, że Hurkacz to "przereklamowany nygus" — a facet zaraz w drugiej rundzie oberwał 6:2 6:1 😭🤯 i poszedł na trening ze swoją dziewczyną płakać w róg kortu! Ale no, jasne, że półfinałów nie ma co liczyć na zawołanie — ale kto WAM powiedział, że każdy ma być następnym Nadalem?! On bije te topowych gości jak pączki w Tłusty Czwartek, a wy tu liczycie ćwierćfinały jakby to była przepisówka na szczęście 😤 I jeszcze co? Jego styl — no kurde, facet ma forhenda który wygląda jakby Gołąb strzelał armatą! Ja kiedyś na treningu próbowałem odbijać jego piłki i ręka bolała mnie tydzień 😱 Ale no, oczywiście, media i wszystko — ale niech se biegnie, bo naprawdę fajnie ogląda się kogoś kto wchodzi tam gdzie trzeba i nie poddaje się nawet jak przeciwnik ma serwis 210 km/h! Mury za chłopakiem, nawet jak nie wejdzie w finał wielkiego szlema to zawsze coś robi 💥Swoich się nie zostawia.
-
Słuchajcie, ja akurat niedawno gadałem z kumplem od dancyngu — ten facet robi sobie z pracy analityk, więc jak coś mówi, to akurat ma do powiedzenia coś więcej niż "kurwa, jakiż on dobry". I wiecie co on mi powiedział? Że ranking to jest taka sprawa, jak stary zegarek kieszonkowy — jak się go nosi codziennie, to nawet jeśli raz na jakiś czas pokaże nie tę godzinę, to w sumie nikt nie idzie do sądu z roszczeniem, że zegarek jest bezużyteczny. Hurkacz nosi swój ranking już tyle czasu, że aż zapomniał, jak się rozpina pasek przy spodniach na wyższych numerach. Ale no — fajnie, że tyle osób dostrzega konkretną robocę na korcie, bo faktycznie facet bije chłopaków, którzy mają wyższe cyferki w tabeli i robi to regularnie. Tyle że tu się pojawia ten sam problem co zawsze, kiedy ktoś wyskakuje nie wiadomo skąd: ludzie zaczynają oczekiwać, że za każdym razem, kiedy facet wychodzi na kort, to ma dostarczyć spektakularny występ niczym finał mistrzostw świata. A przecież nie każdy mecz w elicie wygląda jak tenisówka z Netflixu — czasem to po prostu walka zębami i paznokciami, gdzie liczy się jeden punkt, a nie to, żeby ktoś zachwycił się efektownym forhendem na drugi koniec kortu. I jeszcze ta sprawa z presją — widzieliście kiedykolwiek, jak wygląda czwarty set u niego? Tam nie ma miejsca na sentymenty, bo albo oddasz albo oberwiesz. Tyle że akurat w takich momentach Hurkacz nie wygląda jakby się modlił do losu, tylko jakby kalkulował, ile energii mu jeszcze zostało. No ale znowu — kto wymyślił, że półfinał wielkiego szlema jest dowodem na klasę, a finał challengera nie? Bo przecież jak facet w challengerze gra 5 setów na mokrym korcie, to dla mnie to jest większa robota niż jakiś lekki turniej na mączce, gdzie padają sety 6:1, 6:0. A medialny szum? Jasne, facet ma charyzmę i fajnie się go ogląda, ale ja bym raczej porównywał go do faceta, który robi świetne jaja na piwie w barze — wszyscy go chwalą, ale nikt nie powie, że to kucharz światowej klasy. I tutaj nie chodzi o to, żeby go dyskredytować — po prostu warto pamiętać, że medialna otoczka to jedno, a tenisowa rzeczywistość to drugie. I póki co, on bije tych, których ma bić, i to jest dla mnie wystarczający dowód, że nie jest jakimś przypadkowym numerem. Ale czy to oznacza, że za chwilę zdobędzie wielkoszlemowy tytuł? Kto wie — może jutro, a może nigdy. Bo przecież nawet Federer nie wygrywał każdego meczu, który powinien wygrać, a nikt mu nie zarzucał, że to przejaskrawiona ściema.xG > emocje.