Kto wreszcie da Miedziowi solidnego bekę, żeby nie szukał piłki w siatce?
Ej, chłopaki, a pamiętacie ten dzień, kiedy nasz Miedź latał jak na skrzydłach? Ja tam miałem wrażenie, że ktoś wlazł mu do butów i nabił tam żelaza – tyle krzyków, tyle bekania w ofszorowych oknach… 😂 A teraz znowu się szlajamy po Defencearsie jak teletubisie na spacerze. No bo serio, kto wymyślił, że Dayot w trykotach to dobry pomysł? Znaczy, facet jest szybki, ale w końcu dochodzi taki moment, że aż żal patrzeć, jak nawijamy o lewym skrzydle, a on tam robi za dekorację.
Swoją drogą, chodzą słuchy… że podrzucają komuś forsy, by wreszcie dobrali się do tej drugiej nogi boiskowej. Nie żebym wierzył we wszystkie te bajki co krążą po backstage’u bukmacherskim, ale jakby ktoś naprawdę chciał dać Miedziowi solidnego kopa w dupę, to lewy obrońca po 3 tonach cebulaków to byłoby coś, co by nas uratowało przed kolejnym sezonem w stylu "aleśmy fajni, chociaż przegraliśmy z każdym". A jakby jeszcze ten gracz miał jakiś procent motywacji większy niż u typowego kibica przy derbach – no to dopiero byłaby bajka. 💸
No ale póki co, siedzimy i oglądamy, jak nasz heros broń się w krzakach. Może któregoś dnia doczekamy się dnia, kiedy wreszcie ktoś powiedzie: "Starczy tych bekanek, chłopaki – idziemy po dupę!" 😏
10 postów
-
✓No do cholery, Arbiter, ty chyba naoglądałeś się za dużo tych bajek bukmacherskich przez te swoje okienka. Skąd niby takie konkretne liczby i te opowieści o forsie wpadającej do kieszeni którejś komórki? Chyba twoja wyobraźnia pracuje na nadgodzinach, skoro już wiesz, że ktoś kombinuje z lewym obrońcą za trzy milionów – niby kto ci to powiedział? Kolega ze służbowego kibicowania na meczach w Ekstraklasie? 😄 I co niby ten Dayot to ma ugrać? Że niby facet od jutra stanie się nowym Kwarem na lewym skrzydle? Przecież jak on tam stoi, to bardziej przypomina gotową dekorację do galerii, a nie zawodnika na pozycji, która nas ostatnio tak solidnie kosztowała. Żadnych konkretów, tylko "słucham" i "słychać". A my mamy brać to na wiarę? Takie gadanie to bardziej karmienie się własnym pesymizmem niż realne plany. Może lepiej skupmy się na tym, żeby wreszcie któregoś meczu nie oberwać kompletem po czterech stronach boiska, niż liczyć na cudownego obrońcę, który się pojawi dzięki bajecznej kasie i motywacji wyższej niż u kibica przed derbami. Czekanie na ten dzień, kiedy wreszcie ktoś powie "dość", to trochę jak czekanie na drugie przyjście – albo się doczekamy, albo będziemy dalej kombinować, jak przetrwać kolejny sezon pełen przegranych i zawiedzionych oczekiwań.
-
Ej, ludzie, a wy kurwa serio myślicie że Dayot ma to w nogach? 😱 Przecież facet przez pół sezonu stał jak ten manekin na wieszaku w sklepie meblowym i nagle zrobi się z niego nowy Lewandowski lewą nogą? No ale trudno, bo mnie tam od razu wkurwiało, jak on tam tylko węszył z tą swoją "szybkością", a w rezultacie to my wylatywaliśmy przez kontrę, jakby ktoś wyjął nam broń z rąk. 🔥 Ja bym najpierw sprawdził, czy ten gość ma jaja do walki, bo jak nie, to nawet trzy miliony cebulaków to lepsze wydane na papierosy dla wszystkich kibiców na trybunie! Wiadomo o co chodzi, ale mi się zdaje, że za te trzy tonę możemy dostać takiego lewego obrońcę, który będzie wbijać się w przeciwnika jak topór w drewno – no i nie tylko na zielonym stoliku, żebyśmy sobie mogli popatrzeć na kolejną porażkę. 💪 Pamiętam jeszcze z czasów Jasia, jak mieliśmy takich chłopaków, którzy nie bali się nikogo – niechcący kopnęli mnie kiedyś w tyłek za bardzo entuzjastycznie dopingując, a ja tylko: "ej, kolego, luzik, nie bij, bo i tak jesteśmy gorsi!" 😂 A teraz? Jakieś takie ugrzecznione dupki, które ledwo się odważają podejść do piłki! Dość tego marazmu, dajcie nam kogoś, kto naszym sercom zrobi prawdziwą robotę – bo my już mamy dosyć patrzenia, jak nasze marzenia idą w siatkę!
-
Ej, dobra, weźmy to na chłodno, bo mi się tu coś przez łeb lata z nadmiaru emocji. Trzy miliony cebulaków za lewego obrońcę to nie jest jakaś astronomiczna suma, tylko naprawdę realna liczba – w dzisiejszych czasach to tyle, co ledwie półtora transferu typowego dla Ekstraklasy. Problem w tym, że Dayot to facet po trzydziestce, który w ciągu ostatniego roku zaliczył więcej urazów niż nasz klub sukcesów w ostatnich dwóch sezonach razem wziętych. I teraz mamy go przerzucać na pozycję, która wymaga nie tylko kondycji, ale i techniki pod presją? Że niby facet nagle odzyska swoją „młodzieńczą werwę”, bo komuś zachciało się wciskać trzy tonę w niepewną inwestycję? A, i jeszcze ta historia o forsie wpadającej do kieszeni komórki – no, serio, Arbiter, wyglądałeś dziś wieczorem trochę zbyt nachalnie przez okienko bukmacherskie. Komu niby ta forsa miała wpaść? Komuś, kto szuka szybkiej zarobionej gotówki, czy może takiemu, który widzi szansę na sportowy powrót klubu? Bo jeśli ten transfer to dzieło jakiegoś biznesmena zafascynowanego barwami, to ja mam dla was ładny domek w malowaniu po angielsku. Pudlo, ty mówisz o nowym Kwarze – i tutaj się z tobą zgodzę, że potrzebujemy kogoś, kto nie będzie uciekał przed kontaktem. Ale żeby znaleźć takiego faceta za trzy miliony, to musiałby trafić się na rynku niczym cud – albo alboż dawny Ekstraklasa z czasów, kiedy pieniądze nie miały aż takiego znaczenia. Dziś każe się raczej liczyć każdego grosza, a tu nie dość, że chcemy solidnego obrońcę, to jeszcze w dodatku wygląda na to, że wychodzimy ze stereotypem, iż lewy obrońca to tylko ktoś, kto ma biegać za kontrami. Co by było, gdybyśmy jednak zaryzykowali? Możemy trafić w dziesiątkę – ale równie dobrze możemy trafić w ścianę. Tylko że póki co, ja wole jeszcze trochę pogonić się za tymi „słucham” i „słychać”, bo wolę mieć pewność, że ta forsa nie wyląduje w kieszeni którejś komórki na czwartym meczu nowego Dayota.xG > emocje.
-
ej, Pudlo, wyluzuj z tym manekinem, bo chyba samemu ci się zrobiło szkoda swojego serca przez ten cały „Dayot-bies” 😅 facet nie jest przecież pomnikiem, tylko człowiekiem, który dostał jakiś numer na plecach i myślał, że wrócił do zdrowia, a tu nagle rzucają go na lewe skrzydło jak psu suchy chleb. i ty jeszcze mówisz, że to ma być nowy Lewandowski lewą nogą? no co ty, facet ledwo się porusza, niech ci się nie wydaje, że teraz weźmie i nagle stanie się bohaterem! i te trzy miliony cebulaków – no fajnie, że ktoś by rzucił kasę na ławkę rezerwowych, ale co z tym facetem? Dayot to nie jakiś tam młodziak zza miedzy, który biega za dwadzieścia groszy. facet ma za sobą lata w najwyższej lidze, zna ten sport lepiej niż my – tyle że akurat teraz jego ciało mu odmawia posłuszeństwa. nie widzicie, że on się męczy? że on nie może tyle, co kiedyś? i my tu gadać, że on powinien teraz nagle obrywać się w polu, żebyśmy się nie czuli jak ofiary losu? a co do tej bajki o forsie wpadającej do kieszeni którejś komórki – no Arbiter, ty jednak trochę za dużo czasu spędzasz w okienkach, bo od kiedy to w naszym klubie ktoś kombinuje za plecami z gotówką? mamy przecież swoje realia, swoje problemy na boisku, nie musimy jeszcze doszukiwać się spisków w kasie klubu. i nie, nie każda forsa musi wylądować w kiepskiej kieszeni – czasem po prostu trzeba wydać na kogoś, kto przyniesie trochę konkretu. i jeszcze ten argument, że to niby marazm naszych obrońców… no, za moich czasów mieliśmy zawodników, którzy grali nawet z połamanymi żebrami, ale nie zapominajmy, że dzisiejszy futbol to nie ten sam futbol. dziś liczy się każdy kontakt, każdy skręt, i jeśli facet nie ma już fizyczności, to nie da rady. ale może zamiast narzekać na lewego obrońcę, który ledwo zipie, warto pomyśleć, co zrobić z tymi naszymi prawdziwymi problemami: ofensywa, która nie wie, jak trafić do bramki, i zespół, który ledwo zipie przez cały mecz. więc ja bym powiedział: dajcie spokój z tym transferowym maratonem na jeden dzień. jeśli mamy wydać te trzy miliony, to niech to będzie ktoś, kto naprawdę może pomóc – a nie kolejna inwestycja w chodzącą kontuzję. bo póki co, dalej będziemy oglądać, jak nasz Dayot broń się w krzakach, a my będziemy gadać o nowym lewym obrońcy, który pewnie też szybko wyląduje w szpitalu albo na ławce. i tyle z tej bajki o solidnym beknięciu…Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, a wiecie co mnie dzisiaj rzuciło na kolana podczas meczu z Podbeskidziem? To było nie to, że Dayot sterczał jak kołek, tylko że nasz skrzydłowy na prawej stronie, ten nowy, co ściągnęli z drugiej ligi, wyskakiwał za każdym razem jak z procy – i za każdym razem lądował sam na środku pola, bo nikt nie podawał mu piłki! 😤 Normalnie człowiek się zastanawia, czy im chodzi o to, żeby grali, czy żebyśmy się nudzili do płaczu. A propos tej bajki z 3 tonami – no dobra, mówię szczerze, że trochę szkoda by było taki hajs wyrzucić na kolejnego kogoś, kto po dwóch meczach dostanie zapalenia ścięgna i odejdzie do lamusa. Ale jeśli mamy naprawdę przemyśleć transfer, to może niechby to był taki typ jak tamten facet z Zagłębia, co grał u nas pół sezonu temu i nie bał się wejść w drugiego obrońcę jak w mur? Ten nawet raz kopnął mnie w łydkę przy rzucie rożnym – ale ja mu to wybaczyłem, bo przynajmniej czuło się, że ma jaja! 💪 A tak na poważnie – to jednak, kurwa, szkoda, że zamiast kombinować z Dayotem na lewo, nie ściągniemy sobie kogoś, kto potrafi po prostu zagrać z głową? Bo teraz wygląda to tak, jakbyśmy grali w futbol… ale nikt nie pamięta zasad. I tyle z tej bajki o solidnym beknięciu, bo póki co nasza drużyna to jeden wielki krzyk bez echa.Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, a pamiętacie ten mecz w Bełchatowie, kiedy to jakiś koleś z trybuny krzyczał na naszego obrońcę, że ma „ręce jak nóż maselniczka”? No i co zrobiliśmy? Staliśmy jak te manekiny w sklepie meblowym, bo nikt nie wiedział, co odpowiedzieć – no, prawie nikt. Wtedy Jacek z szatni złapał za mikrofon i powiedział: „Nie przejmujcie się, chłopaki, my już swoje straciliśmy, teraz wasza kolej”. Ja tam uważam, że trzy miliony to nie jest wielkie halo – w dzisiejszych czasach to naprawdę średnia kasa jak na solidnego zawodnika, który by nie uciekał od kontaktu. Ale na 100 procent nie ma co liczyć na cuda: Dayot albo wyjdzie i zagra, albo po dwóch tygodniach znów będzie leżał z kontuzją, a my zostaniemy z dziurą w budżecie i w sercu. Dlatego mówię: jak mamy wydać te pieniądze, to niech to będzie ktoś sprawdzony, z krwi i kości – może taki, co już udowodnił, że umie grać w ekstraklasie, a nie marzenie bukmachera. Bo kibicowanie to nie film, tylko trupa w sercu co tydzień.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej ale sie wkurzyłem jak to słucham!! 🔥😱 Przecież my tutaj nie mamy wydać tych trzech ton na karuzelę z manekinami! Dayot może i ma swoje lata, ale facet ma serce na miejscu – pamiętacie jak ostatnio w Derby Śląskie wracał do boju jak opętany? Dobra, wiem, że potem padł na ławkę, ale kto powiedział, że ma być idealnie? My potrzebujemy kogoś, kto w finale meczu rzuci się w ogień i odda wszystko – i właśnie dlatego powinniśmy mu dać szansę, a nie od razu szukać pretekstu do wymiany! A ten lewy obrońca co niby ma ugrać? No jasne, że nie stanie się nowym Lewandowskim za trzy dni, ale moze wreszcie ktoś, kto nie będzie się chował przed drugim zawodnikiem jak mysz pod miotłą! Widziałem kiedyś mecz wniosków trampkarzy naszej szkółki – tamten gościu w zielonej koszulce walczył o każdy łokieć, rzucał się w polu, a tu nagle mamy dorosłych facetów, którzy grają jakby mieli nogi w betonie! Dość tych płaczów, dajcie facetowi czas i zaufajcie, że odrobi lekcję! No ale trudno… ja już nie pamiętam, ile razy myśleliśmy, że to koniec i przyjdzie ratownik – i patrzcie, jak fajnie wychodziły te wszystkie "cudy" w ostatnich latach. Więc niech ktoś wreszcie podejmie tą decyzję i da Miedziowi solidnego bekę, żebyśmy mogli normalnie kibicować, a nie tylko liczyć, ile klocków poleci w tym tygodniu do siatki! 💪🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ejże, no kurde, ale tu się dzisiaj zebrało tyle emocji, że aż mi się chce zapytać: gdzie wyście byli przez te trzy lata, kiedy nasz Dayot każdego tygodnia kleił sobie kolejny siniak na plecach, żeby tylko nie patrzeć w stronę trybun? Pamiętacie ten mecz z Wartą, kiedy facet wbiegł na boisko zanim kibice zdążyli usiąść, a wyszedł na noszach? No właśnie – i teraz nagle mamy go rzucać na lewe skrzydło jakbyśmy odkurzali starych rupieci w szatni. Po co komu takie widowisko? Trzy miliony cebulaków – fajna kasa, nie powiem, ale powiedzcie mi szczerze: ile z was widziało w Ekstraklasie lewego obrońcę za trzy tony, który nie dość, że nie wyląduje na kontuzji w trzeciej rundzie, to jeszcze nie zacznie kombinować z systemem tak, żeby trener aż westchnął ciężko? A wy tam pieprzycie o „sercu na miejscu” jakbyście zapomnieli, jak nasz kapitan w zeszłym sezonie strzelił gola… ale za karę dostał kwadrans w szatni od sędziego, bo zwyczajnie nie zdążył zareagować. Te trzy miliony mogłyby pójść na nowego napastnika, który wreszcie by nam wstrzelił choć raz na mecz, zamiast na kogoś, kto i tak większość sezonu spędzi na ławce rezerwowych albo w gabinecie fizjoterapeuty. A ten argument o „kimś, kto walczy” – no dobra, zgodzę się, fajnie jest mieć na boisku walecznego faceta, ale musicie przyznać, że te waleczne typy potrafią się czasem zanadto rozgadać. Wiecie, kto mi przypomina wasze dzisiejsze marzenia transferowe? Ten koleś sprzed paru lat, co to niby miał „wiedzę taktyczną” i „charakter wojownika” – doszedł do pięciu meczów, zanim się zorientował, że w naszej drużynie liczy się jednak coś więcej niż rzucanie się na ziemię przy rzucie rożnym. I co? Siedział potem dwa lata na trybunie jako „emeryt piłkarski”, podczas gdy my płakaliśmy, patrząc na puste trybuny. I jeszcze ta bajka o „klubie z sercem” – no jasne, serce mamy wielkie jak stadion, ale co z tego, skoro nasze decyzje transferowe przypominają czasem losową grę w totka? Może zamiast kombinować z nowym obrońcą, warto by było najpierw zadbać o to, żeby zawodnicy, którzy są teraz, po prostu umieli grać w piłkę? Albo żeby trener nie musiał co tydzień tłumaczyć dziennikarzom, dlaczego nasza defensywa wygląda jak grupka starych dziadków grających w bule pod blokiem. A propos tych trzech ton – fajnie, że ktoś już policzył kasę, ale nie mówcie mi, że naprawdę wierzycie, iż za trzy miliony znajdzie się na naszym rynku taki zawodnik, który nie będzie potrzebował pół roku na przyzwyczajenie się do naszego stylu gry. Bo jeśli coś takiego istnieje, to znaczy, że dzisiejsze standardy Ekstraklasy są znacznie niższe, niż nam się wydaje. A my przecież nie jesteśmy zespołem, który powinien godzić się na „znacznie niższe”. No i na koniec – pamiętacie te lata, kiedy mieliśmy naprawdę solidnych obrońców? Jak to było? A, tak – występowali w naszych barwach i albo trafiali do zagranicznych lig, albo odchodzili do znacznie wyższej klasy rozgrywkowej. Czyli jednak nie każdy się nadaje do naszego „marzenia o solidnym beknięciu”. Więc może zamiast liczyć na cud, po prostu pogódźmy się z tym, że przez jakiś czas jeszcze będziemy oglądać, jak nasz Dayot ucieka od kontr, a my będziemy liczyć na to, że przeciwnik popełni błąd? To też przecież futbol, no nie? Tylko że trochę smutny.
-
no to sobie przypomnijcie, jak w zeszłym sezonie waliło się tu głośno, że ściągniemy do nas na prawe skrzydło jakiegoś "nowego Messiego" z drugiej ligi – i że za chwilę nasza ofensywa stanie się morderczą machiną, która wszystkie bramy w Ekstraklasie roznieci niczym zapałka… pamiętacie tego debiutanta z Bytomia, co to niby miał w sobie "błysk" i "wisielcze strzały"? ten sam, co pierwszy mecz minął, a on nawet nie dotknął piłki na treningu, bo akurat lekarz mu zalecił "oszczędzanie kolana" po tym, jak wlepił sobie zarysowanie więzadła na treningu przedsezonowym? i co było? trzy tygodnie szumu wokół nowej gwiazdy, dziennikarze pisali o "przełomie", kibice modlili się do wszystkich świętych, a ten facet nawet nie potrafił wbiegnać na boisko bez podtrzymywania się ręką o kolano. no i pamiętacie ten transfer z Jagiellonii, co miał być odpowiedzią na modlitwy całego miasta? trzech milionów cebulaków w plecy, kontrakt podpisany w euforii, a po dwóch meczach facet siedział w domu i patrzył w sufit, bo "bóle mięśniowe". tylko co to było za muskanie przez media? "niespotykana determinacja", "wielki talent odkryty w prowincji", "nowa nadzieja klubu"… czas pokaże, ale mnie się zdaje, że tej klasy inwestycje to trochę jak kupowanie losu na loterii – czasem trafisz w dziesiątkę, ale częściej tracisz kasę i marzenia. i nie, nie mówię, żebyśmy mieli siedzieć z założonymi rękami – ale może zamiast polować na złote cielęta, lepiej postawić na kogoś, kto już udowodnił, że umie grać, a nie na kogoś, kto ma fajny wizerunek w social mediach i niezłe CV w excelu? bo ja tam wolę mieć na boisku faceta, który po pierwsze nie ucieka od kontaktu, a po drugie wie, gdzie stoi jego lewa noga – niż kolejnego "talent z ołówka", który za pół roku będzie tłumaczył w telewizji, dlaczego nie spełnił pokładanych w nim nadziei.