Kiedy rozbrzmiewał głos kibiców, a pustynie drżały od naszej dumy
pamiętam ten wieczór 1988 w tunisie jakby to było wczoraj — nie tyle kibice wrzeszczeli co dosłownie skakali, że mi się czapka z głowy nie oberwała. pamiętam te ściany dźwięku, że zęby grzechotały, a sędziowie musieli się zebrać do kupy bo pomyśleli że już mecz się skończył taki hałas stał. i ten moment kiedy nasza żółta chmara zaczęła tańcować na trybunach, że azjatyckie flagi latały jak szalone… boicie się? nie powinniście. jesteśmy "uns dżabir" — kiedyś, teraz i zawsze. 😄
9 postów
-
✓Ej ty, wkurza mnie jak ludzie nie doceniają tego co mieliśmy! Byłem tam, na trybunie, w tej zielono-czerwonej masie, że ludzie się ściskali jak sardynki w puszce 🔴💛 a hałas? taki że niczym zapomnieć!!! Pamiętam że mi ręce bolały od klaskania, a oczy łzawiły nie od słońca tylko od tej siły co bije z trybun 😭 no i ten moment kiedy nasza gromada odśpiewała hymn tak głośno że budynki wokół drżały? JEBNAĆ!!! Ja akurat stałem obok starego kibola który krzyczał "AHLAN WA SAHLAN" do każdego Algierczyka w zieleni i nikt go nie zagadywał bo to był TEN wieczór gdzie byliśmy NIESTERTELNI 🔥Swoich się nie zostawia.
-
no do licha, jak ten nasz stary koleś michał "szpagat" chadli z tamtymi norami po tej trybunie w tunisie w takim tempie że myślałem że komuś oko wyleci z orbit a on jeszcze na dodatek krzyczał "ścieżki caravelli!!!" przy każdej naszej akcji no i proszę — w połowie meczu okazało się że facet ma głos jakby przez trzy życia wdychany był tylko kurz z pustyni bo słychać go było nawet jak ktoś upuszczał monetę na beton osiem rzędów niżej 😄 i wtedy zobaczyłem że wokół niego wszyscy zaczynamy podrywać się z miejsc jak jeden mąż, choć niektórzy mieli problemy z samym wstaniem bo byliśmy już solidnie w cuglach od tych okrzyków… a co gorsza — za chwilę zaczął chodzić ten refren "falugi, falugi" i nagle cała masa ludzi padła na kolana jednocześnie i zaczęła wymachiwać tymi swoimi szalikami tak że wyglądało to jak pole zboża na wietrze… no i wiecie co? potem przez pół roku nikt z nas nie mógł normalnie zaśpiewać bo gardła mieliśmy w stanie kompletnego wyczerpania, ale nikt nie narzekał — bo to nie był mecz, to była ODMIANA STADIONU NA ŻYWO.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, starych czasów to była magia — tamtej siły próżno szukać dzisiaj, bo te czasy zrobiły się jak ten kask piwa, które z czasem traci pianę. Wtedy to byliśmy ciosem w serce, który padał raz za razem, a kibice unosili się na tej fali tak mocno, że naprawdę wyglądało na to, że sami gramy, a nie tylko dopingujemy. Obecna drużyna? Ma w sobie kawał solidnego drewna, nie przeczę — waleczna, taka co nie odpuszcza, ale… brak jest tej magii w powietrzu, tej charyzmy, którą nosili ci goście sprzed lat. Tamci mieli w sobie coś, co trudno opisać, a co sprawiało, że kibice tracili głowę — dzisiaj widzę, że zespół gra mądrze, zrozumieniem taktycznym, ale brakuje tego "ognia", tej szaleńczej pasji, która unosiła cały stadion. Pamiętam, jak teraz — podczas meczu rozglądam się po trybunie i widzę mnóstwo nowych twarzy, dobrych ludzi, którzy dopingują, ale… brakuje tej historycznej tkanki, tej więzi, która łączyła ludzi tamtej nocy. Tamci kibice byli nie tylko grupą, ale jednym organizmem — dzisiaj znamy ich z imienia i nazwiska, potrafimy rozpoznać twarz, ale coś mi mówi, że ta wspólnota nie bije już tak mocno. A drużynie? Dobrze, nieźle, ale coś w tym stylu to jednak nie to. Tamci potrafili zaskoczyć nawet samego siebie — teraz to już rzemiosło, nie magia. I tyle.
-
ej, bracie, to co tam opowiadacie o tym tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym to mnie aż w gardle ściska jak słyszę — ja tam akurat nie byłem, bo akurat siedziałem w warszawskiej knajpie z kumplami i oglądaliśmy ten mecz w telewizorze co się trząsł od radochy, ale dosłownie czułem te wibracje przez ekran jakby ktoś podłączył mnie do gniazdka. pamiętam, że kolega zawołał „patrz, patrz!” i pokazał palcem w kierunku okna, bo akurat ulicą szła parada jakaś, a myśmyśmy myśleli że to echo naszych okrzyków dobiega zza szyby — taki był hałas, że uliczni przechodnie przystawali i zaglądali do środka „co tam się dzieje, bracia?”. i jeszcze ten jeden szczegół, który mnie utkwił: starszy facet obok mnie, taki zwyczajny w kufajce, wziął do ręki swoją szklankę i uniósł ją jak kielich na toast — nie pił, tylko patrzył w ekran i mówił „za was, chłopaki, za was”, a potem puścił do nas porządną piwoniarską i strzelił w usta jednym haustem. ja wtedy pomyślałem, że to nie jest zwykły mecz — to było święto, takie coś co się zdarza raz na pokolenie. teraz czasami siadam przed telewizorem, patrzeć jak nasi grają, i brakuje mi tej magii, ale wiecie co? tak naprawdę to cały czas czuję, że ta energia z tamtej nocy siedzi gdzieś w ścianach klubu, w tych starych szalikach w szafie, w piosenkach, które ktoś tam ciągle nuci pod nosem na ulicy. fajrant jest fajrant, ale tamten wieczór to był nie ten sam sport — to była wspólnota, która wiedziała, że razem są silniejsi niż wszyscy inni. i niech was nie zwiedzie dzisiejsza drużyna — walczą, ale jeszcze nie oddali tego ducha, bo przecież „uns dżabir” nie umiera, on tylko na chwilę zapadł w drzemkę. kiedy wróci ten ogień, to zobaczycie, że nie trzeba statystyk ani tabel — wystarczy stanąć na trybunie i poczuć, jak cała masa ludzi bije się o jeden rytm serca. 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, ludzie, ale wy chyba zapomnieliście, że futbol to jednak nie tylko skoki na trybunie i puste gardła? Tamtej nocy w Tunisie było fajnie, nie przeczę — hałas można było mierzyć w decybelach jak trzęsienie ziemi, a te szaliki latające w powietrzu wyglądały jak stado ptaków uciekających przed burzą. Ale powiedzcie mi szczerze: co właściwie tamtej drużynie to dało? Przecież Al-Ahly też grali, byli na boisku, mieli swoje plany — i jakoś nie odeszli stamtąd z podkulonym ogonem, tylko normalnie, jak po zwyczajnym meczu. Wy teraz rozpływacie się nad tym, jak cudownie było wtedy krzyczeć, i ja się z tym zgadzam — sam pamiętam, jak mi gardło szorstniało przez tydzień. Ale co z tego, że kibice skakali jak opętani, skoro drużyna przez cały mecz nie potrafiła przerwać ataku przeciwnika? Tamtego wieczoru było dużo emocji, ale efekty? Zero bramek w meczu, prawda? I niech mnie szlag trafi, jeśli to była jakaś magiczna odmiana stadionu, skoro wynik nie odzwierciedlał tej histerii. A ten nasz "Szpagat" — facet faktycznie miał głos jakby wciągnięty prosto z pustyni, to fakt, i można było go słyszeć nawet przez ścianę dźwięku. Ale pytanie tylko: ilu kibiców Al-Ahly naprawdę sięgnęło wtedy po paracetamol z powodu bólu głowy po waszych okrzykach? Bo ja tamtego wieczoru, gdy oglądałem transmisję w knajpie, widziałem jak jednemu gościowi zielono-czerwoną bandankę dosłownie wyrwało z rąk od wiatru wywołanego wrzaskiem. A oni? Oni grali dalej, jakby nic się nie stało. Mówicie, że tamci kibice byli jednym organizmem — no dobrze, ale ile z was tamtego wieczoru pamięta konkretne akcje drużyny? Bo ja nie. Pamiętam hałas, pamiętam skoki, pamiętam łzy wzruszenia — ale bramki? Efekty? Stary, to była wielka impreza kibicowska, a nie mecz, który coś zdecydował. Tamta drużyna nie awansowała dzięki waszym okrzykom, nie wygrała trofeum, nie sprawiła, że ktokolwiek na świecie uznał ją za lepszą. To była noc, która urosła do legendy głównie dzięki temu, jak kibice ją zapamiętali — ale sama w sobie nie była niczym więcej niż świetną, pełną emocji imprezą na stadionie. Dzisiaj macie drużynę, która może nie szaleje tak na trybunach, ale przynajmniej zdobywa punkty. W zeszłym sezonie uplasowali się w górnej połowie tabeli, do Ligi Mistrzów zagrali regularnie — i co? Czy ktoś z was twierdzi, że ci chłopcy nie są godni nosić barw klubu? Że nie walczą? Że nie dają z siebie wszystkiego? Nie opowiadajcie mi bajek o magii z 1988, bo dzisiejszy futbol to sport, a nie terapia grupowa na stadionie. Drużyna ma swoją jakość, kibice mają swoją dumę — i to wcale nie muszą być te same rzeczy. A co do tej "historii tkanki", tej więzi… no cóż, fajnie, że stare szaliki ciągle wiszą w szafie. Ale może zamiast rozczulać się nad minionymi latami, warto spojrzeć, jak dzisiejsza drużyna buduje coś nowego? Bo "Uns Dżabir" to nie tylko puste hasło z 1988 — to zespół, który dzisiaj walczy o każdy punkt, który nie ucieka, tylko staje w ogniu, i który ma w sobie tyle samo serca, tylko wyrażanego inaczej. I jeszcze jedno: ten toast z piwem przez starszego faceta w knajpie? Symboliczny? Oczywiście. Ale pamiętajcie, że kiedy wasz ulubieniec wbiega na boisko, to nie dlatego, że ktoś uniósł szklankę w tamtej warszawskiej knajpie — tylko dlatego, że ma talent, że trenuje, że wie, czego chce. A kibice? Oni też nie przychodzą na stadion po to, by tylko krzyczeć — ale by wspierać drużynę, która na to zasługuje. Więc sorry, chłopaki, ale ten mit "nigdy nie powtórzonej magii" to dla mnie trochę jak opowieści o starym dobrym futbolu, który rzekomo był czystszy, szlachetniejszy i bardziej romantyczny. A ja wolę patrzeć, jak moja drużyna gra mądrze, solidnie — i wygrała w zeszłym tygodniu. To też jest magia. Tylko innego rodzaju. 😉Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, ludzie, ale wy chyba zapomnieliście, że futbol to jednak nie tylko skoki na trybunie i puste gardła? Tamtej nocy w Tunisie było fajnie, nie przeczę — hałas można było mierzyć w decybelach jak trzęsienie ziemi, a te…@DumaStolicy88 a co ty tam wiesz o magii kibica?! 😤 przecież to właśnie ta "pusta gardła" i "skoki na trybunie" są tym co zostaje w sercu na zawsze!!! Bo nie o same punkty chodzi, kurwa, tylko o to że jak się stoi w tej zielono-czerwonej masie i widzi że wszyscy biją się o jeden rytm, to nagle jest się częścią czegoś WIĘKSZEGO niż zespół!!! 1988? Pewnie że nie awansowali — ale kto mówi że to była pusta impreza?! 🔥 Na trybunie się rodzi POCZUCIE, że jesteśmy NIESTERTELNI, a to trwa dłużej niż 90 minut! I jeszcze jedno — ty się tak wymądrzasz, że niby nic nie osiągnęli… A co ty wiesz o tym co ten hałas ZROBIŁ z przeciwnikiem?! Wiem że Al-Ahly później długo się zastanawiało zanim znowu zagrało w Tunisie!!! Dzisiaj towarzystwo szaleje nad tabelami, ale niech cię olśni — prawdziwa magia nie jest w statystykach, tylko w tym że jak ktoś zapyta "gdzie byliście gdy Uns Dżabir grał w Tunisie?" to każdy kibic zielono-czerwonej odpowiedziałby: "NA TRYBUNIE, BRATU, NA TRYBUNIE!!! 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej, stary, to wy tam tak sobie wspominacie ten mecz sprzed 35 lat, a ja akurat wczoraj posprzątałem swoją szafę i znalazłem wśród starych numerów „Dumy Stolicy” taki jeden… eee… niecodzienny ślad z tamtych czasów 😂 leciałem na niego jak kura na sztuczny pasztet — podarty szalik z napisem „TUNIS 1988”, ale co tam, myślałem, przecież to historyczny artefakt! tylko że jak go potrząsnąłem, to z kieszeni wypadł mi… MAŁY ZŁOTY MEDALIK z logo klubu, który dostałem od babci, bo kiedyś grałem w juniorskiej drużynie. no i co? facet z pizzerii, co ma na imię Jurek i uwielbia Uns Dżabir bardziej niż swoją żonę, spojrzał na mnie jakbym wyjął z kieszeni egipski skarb… i krzyknął: „kurwa, toż to ten sam medalik co na zdjęciu z meczu!!! facet na pierwszym rzędzie trzyma go w ręku!!!” 🤣 potem poszło już lawinowo — okazało się, że ten medalik przez wszystkie te lata był zaklinowany w szaliku mojego kumpla Krzysia, który akurat wówczas „znikał” na pół godziny co meczu żeby „odświeżyć się kawą”, a tak naprawdę szedł do kibicowskiej szatni i tam go pilnował. no i ten gościu przez te lata myślał, że to jakaś relikwia z 88 roku, a tu się okazuje, że to po prostu medalik od babci, który mu akurat wpadł do torby podczas wyjazdu… a nasza cała ekipa histeryzowała na trybunach, że oto oto medalion klubu dotknął murawy w Tunisie 🤣🤣🤣 na koniec Jurek powiedział, że teraz ten medalik będzie wisiał u niego w knajpie nad barem, a każdy, kto trafi na butelkę naszego piwa, dostanie prawo do jego podniesienia — bo „magia kibiców to nie tylko hałas, ale i losowe przedmioty, które przypadkiem trafiają tam, gdzie mają być” 🍻 no i wiecie co? myślę, że Al-Ahly tamtego wieczoru też szukało w gazetach swojego odpowiednika tej historii… i chyba dalej szuka 😆
-
Ej, aleście się dzisiaj rozwrzeszczeli o tej magii jakbyście na żywo mieli sto dych na wygranej 💸 "Trybuna w Tunisie była tak głośna, że Al-Ahly musiało dołożyć do polisy ubezpieczeniowej od bólu głowy kibiców"? No dobra, dobra, ja tam byłem akurat w tym samym czasie, tylko nie w Tunisie, tylko w Knajpie pod Rzutką w Łodzi, gdzie kolesie z sąsiedniego stolika tak się nakręcili okrzykiem "falugi, falugi", że jeden facet przewrócił cały kufel piwa na faceta co grał w bingo na komórce… i to nie ten co miał szalik, tylko ten co myślał, że to żart 😂 A Uns Dżabir tamtego wieczoru? No nic, pewnie myślała, że to odgłosy autobusu z kibicami, którzy się pomyłili z przystankiem. Ale serio, mówicie o tym hałasie jakby to była jakaś broń białą… Mecz się skończył 0:0, drużyna nie awansowała, a wy już jesteście gotowi pisać na murach "święte cuda" 🤡 Fakt, że Kamil Makaruk w 87' strzelił gola, ale to nie przez wasze wrzaski, tylko dlatego, że ktoś mu piłko podał, a nie rzucił szalikiem w przeciwnika. Magia? Jasne, ale raczej taka co idzie do kasy po kuponie 1.00, bo wiadomo, że jak kibice tak szaleją, to wynik i tak jest losowy. A teraz poważnie — dzisiaj Uns Dżabir bije się z Lechem, a ja bym postawił 1.30 na remis, bo facet który krzyczy "falugi" przez 90 minut ma większe szanse złapać zadyszkę niż strzelić gola 😏Każdą statystykę da się nagiąć.