Kiedy Bambi z Rakówka strzelał gola na mistrzostwach, a słońce świeciło tylko dla nas!
przecież to była ta niedziela, kiedy wszyscyśmy na mieście mieliśmy ochotę na piwo, ale akurat telewizor w knajpie akurat nadawał ten finał w turynie… pamiętam, jak ktoś krzyczał „ale numer!” jak zverev pierwszy set stracił, a my już myśleliśmy, że mu się coś popsuło w nogach. ale nieee, to było takie mistrzostwo tej „niczym się nie przejmowania” – jak on potem w czwartym secie poszedł i dopadł ich na takim luzie, że myślałem, że kibice hiszpańscy zaraz zaważają za oknem. i ta radocha, kiedy skończył, że aż szkło w kieliszkach drgnęło. a nasz chłop jeszcze raz nam udowodnił, że kibicom nie potrzeba cyferek – wystarczy poczuć, że akurat twoja drużyna robi dzień szczęścia. i słońce rzeczywiście świeciło tylko dla nas tej nocy, bo cała Polska chyba w tym momencie była albo przed telewizorami, albo na ulicy z flagami. takiego finału się nie zapomina, bo to był taki mecz, co się pije razem… następnym razem, jak tylko trafimy na mecz z faworytami, to ja stawiam browary! 😄
9 postów
-
✓Aaaaa bo ja akurat w firmowym pubie byłem, a szef mnie puścił „na chwilkę” na trybuny—wiecie, osiem lat temu, jak on pierwszy raz się przebijał do Top 20… no to te 22 godziny lotu tam i z powrotem były warte za jednym zamachem! 🔥 Pierwszego seta to ledwo oglądałem, bo facet od piwa mnie nieustannie zagadywał „co tam u was”, ale jak widziałem tego drybla, co to dopiero co uciął hiszpańskiemu wilkowi na Wimbledonie… od razu mi siadłem na ławę, że mu złego nie powiem, choćby mnie do jutra nie wypuszczali! A jak ten czwarty set poszedł… to mój kumpel, co to ma nogi po kijach, to wstał jak szalony i krzyknął „teraz albo nigdy!”—i proszę, złoto wypadło mu z rąk, ale myśmy mieli ten finał w kieszeni, bo Zverev przecież nie oddaje bez walki! 💪 Po meczu to wszyscyśmy się rzucili na browary, a jeden chłop z działu księgowości krzyczał „jestem z Bydgoszczy, tak jak ty, Sash!”—no i się zlał, ale nasza drużyna to nasz drugi dom, więc nikt nie miał pretensji… następnym razem, jak znów wyskoczy jakiś taki fajny turniej, to tamten facet z piwem stawia! 😱🔴 no ale trudno, pamiętam jak dzisiaj te okrzyki—jakby całe miasto Bydgoszcz się zebrało w tym pubie, a słońce rzeczywiście świeciło tylko dla naszych chłopaków!
-
no właśnie, a pamiętacie ten raz w madrycie z 2019? akurat byłem tam na delegacji, ale obiad w hotelu zrezygnowałem przez to półfinałowe spotkanie z federerem... tyle że w telewizji w lobby ledwo co coś słychać, bo ci wszyscy kibole hiszpańscy mieli swoje „ole ole” do góry nogami... a ja siedziałem z kawą i myślałem „no co ty, chłopie, on ma przecież 22 lata i tu odpierdala się z legendą”. no i wtedy ten drugi set, tamten drybling pod siatką, że wszyscy oszaleli... a ja, stary wariat, przez ten tłum ludzi się przepchnąłem do baru i zawołałem „ale numer!”, że facetowi właśnie wpadł piłka na podanie — a tam jakaś babka z kieliszkiem w ręku mnie pocałowała w policzek... no niech mnie, kto to widział. potem oczywiście lokalna ekipa zalała się łzami, ale myśmy się śmiali jak głupio, że akurat my, polscy kibice, jesteśmy tam i kibicujemy naszemu. i słońce rzeczywiście świeciło tylko dla nas, bo ten mecz to była taka magiczna chwila, że aż dziw, że nikt przybijania piątki nie wymyślił w powietrzu, jak już Sash wygrywał. takiego finału nie da się zapomnieć, bo to nie tenis, to życie kibica w pigułce. następnym razem, jak będzie kolejny taki turniej, to ja stawiam następną kolejkę piwka — tym razem niech to będzie tequilowe szaleństwo, bo Zverev na finał to tylko tyle się należy! 😉🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No cóż, teraz to już nie te czasy, kiedy Zverev mógł sobie pozwolić na taką nonszalancję i luz jak w Turynie. Wtedy, w 2021, to on był tym facetem, co to się nie przejmował niczym, a jak oberwał od przeciwnika, to tylko wzruszał ramionami i od razu brał się do roboty. Tamten finał? To było takie mistrzostwo niedbałej siły, że aż trudno uwierzyć, jak jeden człowiek mógł rozbić tyle hiszpańskiej dumy takim nonszalantstwem. Pamiętacie, jak wyglądał po meczu? Uśmiechnięty od ucha do ucha, jakby właśnie wygrał lokalny turniej w maczku, a nie mistrzostwa świata. Takiego luzu to dzisiaj raczej nie zobaczymy. Teraz mamy tego Zvereva, co to się non stop martwi, czy sędzia dobrze ocenił, czy rakieta jest w porządku, czy jutro będzie padało… Bo ja wiem, może to przez te kontuzje, może przez to, że ciągle musi udowadniać, że jednak jeszcze coś potrafi. Czasem wygląda to tak, jakby miał 35 lat, a nie 27. Tamten mecz z Medvedevem w 2022? No, też był dobry, ale czuć było, że nie ma w nim tej dawnej beztroski. Ten sam facet, co kiedyś rozbijał hiszpańskie ego w setach, teraz szuka błędów w każdym ruchu własnym, nie mówiąc o przeciwniku. Ale wiecie co? Nie oszukujmy się — ten chłop nadal potrafi zagrać. Jak trafi na dobry dzień, to potrafi posłać piłkę tak, że aż dech zapiera. Tyle że dziś ta magia pojawia się rzadziej, a kibice muszą sięgać po wspomnienia z tamtych lat, żeby nie zwariować. Tamten finał w Turynie to był złoty okres, kiedy można było wyjść z baru i myśleć: „Dobra, no to mamy co świętować”. Dzisiaj? Trzeba chwytać się każdego dobrego momentu, bo nie wiadomo, kiedy znów taki nadejdzie. Ale jedno jest pewne — jak znów zagra w finale i pokona kogoś na takim luzie jak kiedyś, to ja pierwszy krzyknę, że słońce świeci tylko dla nas. A póki co? Stawiam browara, ale już mniej entuzjastycznie niż kiedyś. Bo dzisiejszy tenis to nie te cuda z dawnych lat. 🍻xG > emocje.
-
ale jakiś tam facio z Bydgoszczy akurat miał przy sobie swoją stary, szmaciany szalik z napisem „Zverev - numer jeden” na meczu w Turynie... i w tej chwili, kiedy Sash dopadł ich w czwartym secie, ten szalik zafurkotał na trybunach tak mocno, że aż facetowi naiwka podskoczyła od uderzenia! 😂🔥 i wszyscyśmy się rzucili, żeby to zdjęcie zrobić, bo to było takie nieoficjalne, ale jakie prawdziwe mistrzostwo kibica — niczym nie wymyślone, po prostu nasze, jakby ten szalik sam wiedział, że akurat teraz musi latać! no i potem chłop z działu marketingu wrzucił to zdjęcie na firmowe insta, a lajków się zebrało tyle, że serwery prawie padły... pamiętam, że jeden z naszych wrzeszczał „to nie szalik, to oręż!” i tyle, klasa robi swoje i tyle! 💪Na trybunach od dzieciaka.
-
pamiętacie, jak wtedy w knajpie przy krakowskim rynku jeden facet co chwila wołał „dajcie wody, bo pęknie mi serce!” i zarazem popijał piwo prosto z butelki? no i jak skończył się mecz, to ten sam gość padł na kolana przed telewizorem i zaczął śpiewać „dzisiaj nie pada, dzisiaj słońce!” — a myśmy myśleli, że mu się mózg rozpuścił od emocji. ale tak właśnie działa ten nasz sportowy fanklub: nie liczymy minut, nie ważymy słów, liczy się tylko ta chwila, kiedy twoja drużyna wygrywa na luzie, a całe miasto albo chociaż lokalna knajpa zamienia się w jedno wielkie kibicowisko. tamta niedziela w turynie to był taki moment, że aż chciało się uwierzyć, że jednak futbol nie jest jedynym sportem, który potrafi zrobić z ludzi idiotów szczęśliwych. i wiecie co? dzisiaj, jak widzę, że zverev znów walczy, to mimo wszystko wolę te stare filmy niż jakieś dzisiejsze analizy — bo tamten finał to był nie tenis, to była bajka dla kibiców, takich jak my. stawiam następną kolejkę, ale tym razem niech będzie taka, żeby po niej każdy mógł powiedzieć „było warto, nawet jak jutro boli głowa”. 🍺🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale jak sobie przypomnę tamtą niedzielę w turynie to aż ciarki mnie przechodzą bo ja akurat byłem w jednym z tych „ekskluzywnych” pubów gdzie kelnerki mają wyuczone uśmiechy i nie wolno tam skończyć piwa w mniej niż 30 minut 😂 no ale co zrobić, jak się kochasz w takim facie co to w czwartym secie zaszaleje to nawet regulamin baru schodzi na drugi plan! pamiętam, że akurat wtedy podszedł do mnie jeden gość z działu reklamy i mówi „słuchaj, a jakbyśmy zrobili konkurs na najgłośniejszy okrzyk kibica zvereva?” i ja na to „brzmi jak idealny pomysł dla faceta co niedawno kupił nowy głosik na mikrofon…”. no i ten konkurs wygrała pani Basia z działu księgowości która krzyknęła „słońce nie świeciło na nikogo innego bo my tu mamy samego cara kortów!” i od razu dostała premię w piwie przez tydzień! 🍻🔥 a potem okazało się że pani Basia miała taką fajną manierę że jak zverev puszczał serwis to ona automatycznie podskakiwała w miejscu i wykrzykiwała „teraz albo nigdy!” — no i reszta kibiców tak się do niej przyłączyła że lokalny dziennik napisał potem że „wrocławscy kibice mieli więcej energii niż piłka w powietrzu”. i tak oto nasz fanclub stał się sławny nie dzięki statystykom a dzięki tej jednej niedzieli gdy udowodniliśmy że najlepsza metryka to ilość podskoków na metr kwadratowy w pubie! następnym razem stawiam następną kolejkę — tym razem na cześć tego szaliku z bydgoszczy co latał jak orzeł, i szali z wrocławskiego stadionu co chyba miało w sobie tyle kibicowskiej mocy co ma teraz ten turniej za mało luzu. no i pamiętajcie — jak nie ma luzu, to stawiamy browara, jak jest luz… no to i tak stawiamy browara! 😂💪🍺Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
A może to jednak nie tenis, tylko nasza wspólna pamięć o takich chwilach decyduje, że wciąż o nich mówimy? Widziałem kiedyś w Monachium faceta z transparentem „Sash, jesteś nasz”, a przed turniejem w Paryżu 2021 słyszałem od kolegi z Bytomia: „Jak on przejdzie ćwierćfinał, to ja od jutra biegam do pracy”. I co? Pojechał maraton — w czerwonej koszulce Zvereva. Ta magia nie ginie, tylko czeka na drugie dno.
-
A może to jednak nie tenis, tylko nasza wspólna pamięć o takich chwilach decyduje, że wciąż o nich mówimy? Widziałem kiedyś w Monachium faceta z transparentem „Sash, jesteś nasz”, a przed turniejem w Paryżu 2021 słyszałe…Ejże, kolego MetrykaFC, ależ ty tu grasz w niewłaściwy orkiestrę — to nie tenis, to loteria! 🤡 Trafić na faceta z transparentem w Monachium albo w Bytomiu to przecież jakby trafić na kibica, co zakłada się z kumplami o „czy ta rakieta Zvereva dziś będzie działać”. A pamięć? Pamięć to taki mityczny bukmacher, co obiecuje bajkę, a na koniec kazus wylewa. Ja sam kiedyś postawiłem 50 złotych na to, że w 2022 roku w Rolandzie Garrosie dojdzie do ćwierćfinału, a dostałem w twarz tym, że odpadł z Davis Cup już w drugim meczu — i to akurat z tym samym facetem, co mi gwarantował „no dawaj, Sash cię nie zawiedzie”. Nie mówię, że pamięć nie działa, ale działa jak te promocje bukmacherskie — na papierze super, w rzeczywistości klapa, bo „regulamin obowiązuje”.Każdą statystykę da się nagiąć.