Hubert Hurkacz powinien w końcu zagrać singla w Pucharze Davisa, bo bez niego to nawet…
Ale zaraz, ludzie, wy teraz serio mówicie, że Hurka nie powinien lecieć w Davis Cup? Przecież jak go nie będzie, to ten turniej stanie się jeszcze bardziej nudnym spektaklem dla kilku kumpli z ławki i ciotki z urzędu pracy. Bez Huśty to nawet nie debata, tylko jakaś smutna kronika telewizyjna, gdzie komentatorzy będą żalić się, że „taki młody chłopak nie potrafi się zmobilizować” na podaniu w 2023 roku.
No bo serio, kto niby miałby prowadzić nasz kraj w tamtym turnieju? Jakaś spółdzielnia emerytów z Wrocławia? Też bym krzyczał, żeby nie jechał, gdybym miał tylko Agassiego w zanadrzu. A tak? Mamy co prawda Fetera z tym jego „młodością” w stylu osiemdziesięciolatka na kortach, ale to jak porównywać Seve’a do taty z „Tenis Clubu” zza rogu. Raz-dwa wpadał i szedł na drinka.
A propos Davisa — pamiętacie finał? No właśnie, nikt nie pamięta, bo go nie było! A szkoda, bo kiedy Hurka grał w Miami, to chyba każdy kibic widział, że ten facet ma w sobie coś, co starej gwardii Sinner czy Alcaraz pokazać może, gdzie są schody. Tyle że na ciebie, Huśta, muszą jeszcze posłać reprezentację, a nie na listę startową w Lotto.
Ja bym tam na trybunie ustawił transparent: „Hubert, rusz tyłek, bo inaczej zwijamy się z tą szopką wracać”. Bo teraz? Siedzimy i gadamy, a on gdzieś w Teksasie walczy z żabą w finalu z tej „pożyczonej” dzikiej karty. #TeamHurka #GdzieJestHuśta
14 postów
-
✓A, chłopaki, ależ mi się rozpisał Krzyś z Warszawy o tych emerytach we Wrocławiu i żabie w Teksasie – to już nie jest tekst o Hurku, tylko o waszym niedosycie z kartonu. Ja tam na finał Davisa wcale nie czekam, żeby się potem dowiedzieć, że „bez niego by było super”, bo te historie zawsze kończą się jednym: ci, co narzekają, siedzą na trybunie z piwem w garści i dalej głośno opowiadają o „moim kawalecie z 2012 roku”. Huśta? Jasne, że chcę go widzieć, ale nie na zasadzie „wreszcie ktoś mądry przyjedzie i da radę”, tylko dlatego, że ten turniej powinien być drużyna, która razem walczy – a nie zbieranina freelancerów, którzy liczą na to, że komuś z kameralnej setki jakoś puści nerwy. W tym roku akurat mamy fajny skład: Feter młody, Kubot doświadczony, a uzupełnienia zawsze się znajdą. Czyżbyście zapomnieli, jak teamwork działa w tym turnieju? Bo ja pamiętam finał 2019, kiedy bez „gwiazd” zrobił się całkiem nieźle oglądany mecz, nawet jakby ktoś rzucił gałgany na kort. I jeszcze jedno – macie wrażenie, że każdy mecz Hurka w singlu to od razu „ostatnia szansa na wielki powrót polskiego tenisa”? Bo jak tak, to sami sobie fundujecie presję, której nikt nie znosi grać. On ma swój kalendarz, swoje priorytety, i nie raz dał znać, że Davis Cup to nie jego ulubiona impreza. Jeśli kiedyś przyjdzie mu ochota pojechać, fajnie – jak nie, to też nie tragedia, bo przecież reprezentacja ma innych ludzi do gry. Ale żeby teraz zrobić z tego sprawę narodową i wbijać się w „gdzie jest Huśta”, to trochę za mocno. Macie na myśli finał w Chorwacji? Tam akurat zagraliśmy bardzo przyzwoicie – może nie jak w bajce, ale jednak. A jeśli chcecie spektaklu, to cofnijcie się do meczy z nim w Miami: te się liczą, ale tylko wtedy, kiedy on sam chce. Na siłę? Przepraszam, ale ja wolę solidną grę drużyny niż pojedynczego bohatera, którego nie ma na miejscu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A co to w ogóle za brednie o "freelancerach" i "emerytach we Wrocławiu"? 🔥 Prawdziwi mężczyźni grają w koszulkach z orłem, a nie w podkoszulkach od piwka na trybunie! No chyba, że ty Krzyś jesteś jednym z tych, co to na Davis Cup idą zasiadać w fotelu i liczyć na to, że komuś innego nerwy puszczą, a ty będziesz mógł krzyczeć "ale ja bym dał radę" między łykami Żywca 😱 Huśta w Davis Cup to nie jakieś tam "ostatnie stadium wielkości polskiego tenisa" – to sprawa HONORU! Gdybym tylko miał talent choćby połowę jego backhandu, tobym sam wsiadł do samolotu i nie wyszedł z kortu, póki nie zdobędę mu co najmniej pół punktu! A on ma co grać w Ameryce, w tej swojej dzikiej karcie, jakby nie było ważniejszych turniejów?! Miami było JASNE jak cholera – on tam LEPIŁ ich w cztery strony, a my tutaj mamy słuchać jakichś babranych fajansiarzy mówiących o "teamwork" w chorwackim finale?! 🤬 Wiśle, kolego, ty serio myślisz, że ta reprezentacja da radę Sinnerowi albo Medvedevowi bez Huśty? No chyba, że masz w zanadrzu całą drużynę starych wyjadaczy, którzy umieją rzucać piłką w 2023 roku, tak jak Feter wtrzącha swoją młodzieńczą werwą... STOP! On ma 25 lat, a gra tak, jakby miał 15 i dopiero co wychodził z akademika 💪 Chyba zapomniałeś, jakie emocje szalały, kiedy Huśta w Miami wygrał z Alcarazem! A teraz mamy siedzieć cicho i kibicować Kubotowi, żeby komuś w finale puszczały nerwy? No nie, nie i jeszcze raz NIE! On jest NASZ, gra dla NAS, a jak nie chce jechać, to niech chociaż ZOBACZĄ, że my go chcemy i że wiemy, że na nim nam zależy! Trzeba zrobić transparent wielkości hangaru: "HUŚTA, GDZIE TY JESTEŚ? KOCHAMY CIĘ!" i puścić to w telewizję podczas transmitowanego meczu reprezentacji! Davis Cup bez Huśty to jak łyżwiarstwo figurowe bez łyżew – totalna paranoja! Wyrzucajcie już te argumenty o "presji" i "priorytetach" – on ma NAJWAŻNIEJSZY priorytet: zagrać dla NAS i udowodnić, że polski tenis to nie tylko zgadywanka, kto jutro rano się obudzi z bólem głowy! 🔴💥 #TeamHuśtaOdZawsze #DavisBezHuśtyJESTWYMIÓSEŁKOJeden klub, jedno życie ❤️
-
A wy macie pojęcie, co się dzieje, kiedy Huberta nie ma w tej ekipie? Tak wyglądał finał z Chorwacją: piękna gra w pierwszym dniu, emocje, ale jak tylko Sinner wlazł na kort, to nasz Feter zrobił się jak ten student z sesji poprawkowej – tyle werwy, co we łbie pomysłów. No i co? Padliśmy jak domek z kart, bo nie było przy nim kogoś, kto by wiedział, jak się bronić przed takim ciachem. A pamiętacie mecz w Miami? Huśta tam nie tylko Alcaraza rozdeptał, ale całą masę takich, co teraz się chwalą, że ich Sinner „nie lubi”. Tamten turniej to było widowisko – publiczność szalała, on stał tam sam jak kolos, a reszta? Siedziała gdzieś przy kokosie. I teraz słuchajcie, co mi gadają o „teamwork” i „zbieraninie freelancerów”. Przecież to właśnie dzięki Hurka w drużynie mamy szansę, że ktoś tam na korcie naprawdę walczy, a nie tylko czeka, aż przeciwnik się potknie. Kubot, Feter, młodzi – fajnie, że są, ale bez Huśty to jak grać w szachy z gołymi rękami przeciwko arcymistrzowi. Ja wiem, że on ma swój kalendarz i swoje plany, ale cholera jasna, czy naprawdę musimy czekać na taki moment, aż mu się zachce? Kiedy on gra, to nie tylko punkty zdobywamy – robimy PR dla polskiego tenisa na cały świat. A bez niego? Mamy kolejną edycję Davisa, gdzie komentatorzy będą powtarzać te same frazesy o „młodzieży, która musi dorosnąć”. Zrobić transparent na trybunę? Jasne, że tak! Ale nie żeby krzyczeć „gdzie jest Huśta”, tylko żeby mu przypomnieć, że my tutaj na dole nie jesteśmy jakieś maruda, którzy gadają od niechcenia. On ma szansę zrobić coś wielkiego – i nie chodzi o to, żeby mu wymuszać udział siłą, tylko o to, żeby wiedział, że jak przyjedzie, to my jesteśmy gotowi krzyczeć tak głośno, że mu się uszy zatrzasną. Bo on wie, jak grać przeciwko tym topowym graczom – i wie, jak grać tak, żebyśmy my, kibice, mieli co wspominać przez następne lata. A na razie? Siedzimy i gapimy się na transmisję z kimś, kogo nie chcemy widzieć. No niech to szlag trafi!xG > emocje.
-
ej, a co to za pytanie… pamiętacie finał davisa w 2019, kiedy bez żadnych gwiazd zrobiliśmy półfinał z chłopakami co grali jak szaleni, bo wiedzieli że muszą? bycze tam były czasy, naprawdę. no ale wiecie co? wtedy mieliśmy w zespole kumpla co grał, i to nie byle jaki – mowa o jerzym janowiczu, facet co umiał dać czadu nawet jak miał w nozdrzach proch. i co? nie dało rady dojść do finału, ale widownia płakała, kibice stali jak jeden mąż, a komentarze mówili że „polski tenis jeszcze żyje”. a teraz? teraz mamy Huśtę co w Miami rozszarpał alcaraza w trzech setach i półkurza ludziom domy, a my gadamy o teamworku jakby to była jakaś bożonarodzeniowa zbiórka na schronisko. za moich czasów to było prościej – albo graliśmy jak lwy, albo przegrywaliśmy w pierwszym meczu, bo nie było na co patrzeć. ale wiecie co? nikt nie wymagał od zawodnika że ma jechać na oślep gdziekolwiek. dzisiaj? dzisiaj mamy taki marketing że każdy mecz Hurka to „ostatni ratunek dla polskiego tenisa”, a jak on nie przyjedzie, to od razu jesteśmy na skraju dramatu narodowego. ja rozumiem, że kibicuje się swojemu, ale czy naprawdę musimy robić z tego taki cyrk? pamiętacie jak ludzie narzekali na borysa beckera co nie jeździł na davisa? i co? westfalia walczyła dalej, no nie? no ale dobra – huśta jest nasz, i fajnie że ma formę jak w mlodości, bo w końcu ktoś ma w tym kraju potencjał co go może posadzić na trybunie u siebie. ale zróbmy tak: niech on sam zdecyduje, bo jak zmusimy go transparentami albo pretensjami, to albo nie przyjedzie wcale, albo przyjedzie i zagra jak ta spółdzielnia emerytów co myślała że tenis to podawanie piłeczki wokół stołu. i wtedy naprawdę będzie po ptokach.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ależ wy macie problem z tym Davis Cup, jakbym słyszał babcię z bloku, co narzeka na listę startową w igrzyskach olimpijskich zamiast kibicować, że niby ktoś tam za 2 lata wreszcie złapie formę 😂 Te wasze transparenty wielkości hangaru to mi przypominają te imprezy u Widzewa, gdzie kibole robią się najpierw pijani, a potem piszą manifestacje na Facebooku o „świętej odpowiedzialności”. A Huśta? Facet ma tyle szacunku do siebie, że nie pakuje się w żadne „misje narodowe” jak jakiś ochotnik do pierwszej linii – on gra, kiedy chce, i na takich turniejach, które mu dają frajdę. Pamiętajcie, jak wyjechał z Paryża po pierwszej rundzie w tym swoim „niesamowitym stylu”, bo akurat nie miał ochoty na rozkładówkę z kurtuazyjnym podawaniem. No ale kurde, skoro już tak bardzo macie ochotę na spektakl – to może zróbmy mały eksperyment mentalny: wyobraźcie sobie, że Hurka jednak przyjedzie do Chorwacji. Co wtedy? Nagle cała ekipa dostaje zastrzyk adrenaliny, bo wie, że ten jeden zawodnik może ich podnieść o klasę wyżej? Feter wpada w histerię ze szczęścia, Kubot zaczyna grać tak, jakby miał 20 lat mniej, a my kibice dostajemy tyle emocji, że tracimy głos w pierwszym meczu? A potem – bum! – finał z Sinnerem, i Hurka w trzech setach go rozjeżdża. Tylko pytanie: kto by na to postawił w bukmacherze, że dojdzie do czegoś takiego? Przecież wy sami mówicie, że on nie jeździ na siłę, tylko na swoje warunki. A tak na marginesie – ktoś sprawdził, ile naprawdę kosztuje lot do Chorwacji z Miamiego? Bo jakby Huśta miał przyjechać, to pewnie by musiał podpisać papiery o rezygnacji z dzikiej karty w Miami, a to przecież nie jest taka prosta sprawa. Ja bym na jego miejscu wolał zagrać tamte dwa turnieje w roku, niż lecieć gdzieś na tydzień, żeby zagrać w turnieju, który i tak zaraz idzie w zapomnienie. A wy byście na moim miejscu co? Siedzieliście w domu z transparentem i piwem, czy lecieliście za ocean grać w coś, co was naprawdę kręci? #BukmacherWieNajlepiejKażdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, a co to znowu za bajki o tym „eksperymencie mentalnym” i bukmacherach?! 😱 Ja to widzę inaczej — niepotrzebnie robi się z tego jakieś tabloidowe spekulacje, jakbyśmy rozmawiali o meczu polskiej drugiej ligi a nie o naszym numerze jeden w całym cholernym świecie! Co to za pomysły, że Huśta powinien rezygnować z turniejów, które MA NAJWYŻSZY priorytet, tylko dlatego że ktoś tam z was wymyślił jakiś wyścig po punkty w Davisie?! 💪 Mówicie o transparentach jak o jakiejś paranoi, a zapomnieliście chyba, jak się cała Polska trzęsła, kiedy on w Miami rozwalil Alcaraza jak tę starą szafę? To był nie spektakl — to było WIDOWISKO, które miało dwóch bohaterów: Huśtę na korcie i nas wszystkich na trybunach! A teraz mamy siedzieć i liczyć na to, że ktoś tam przypadkiem trafi do finału i zrobi coś „przyzwoitego”? Przepraszam, ale ja wolę kibicować komuś, kto gra z PASJĄ, a nie komuś, kto zastanawia się, czy mu się opłaca lecieć dwa tygodnie wcześniej tylko po to, żeby zagrać dwa mecze! 🔴 No i jeszcze ten twój „eksperyment”, LegiaWarszawa — serio myślisz, że facet co leci do Paryża po pierwszej rundzie myśli o „niesamowitym stylu”? 😂 On myśli o tym, żeby nie latać w kółko po świecie i nie grać w takich turniejach, które go nie kręcą! Davis Cup to nie jest jakieś tam „narodowe dziedzictwo”, tylko TURNIEJ, a on ma swoje plany — i niech mu je zostawimy! Ale niech wie, że my tutaj na dole pamiętamy, że jak on gra, to nie tylko on się pokazuje, tylko CAŁA reprezentacja dostaje szansę! A wy chcecie to zrobić transparentami i pretensjami?! No nieeee! Ja bym mu napisał po prostu: „Huś, zobaczysz, jak tu krzyczymy! Nie boisz się naszego wrzasku?” 🔥 I tyle. A resztę zostawić jemu — bo on wie, kiedy przyjechać, żeby zrobić coś wielkiego. A póki co — niech gra, gdzie chce, i niech naszym oczom świeci taką formą jak w Miami! Kto wie, może kiedyś jednak zdecyduje się? Ale na siłę? Nigdy!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, a co to znowu za bajki o tym „eksperymencie mentalnym” i bukmacherach?! 😱 Ja to widzę inaczej — niepotrzebnie robi się z tego jakieś tabloidowe spekulacje, jakbyśmy rozmawiali o meczu polskiej drugiej ligi a nie o na…@KasiaLech, no właśnie – bo ja też pamiętam ten mecz w Miami jak dzisiaj, kiedy Huśta rozjechał Alcaraza takim backhandem zza linii, że sędzia musiał poprawić tor lotu piłki. I to nie był przypadek, to była klasa wszech czasów. Ale tu chodzi o coś innego: o to, że Davis Cup to nie jest turniej, w którym nasz numer jeden może sobie pozwolić na eksperymenty. Kiedy on tam nie przyjeżdża, to pada cała ekipa, bo liczy się każdy punkt. A on ma swoje plany – i niech mu je zostawią. Ale powiedz mi szczerze: gdybyśmy mieli dziś do rozegrania mecz o awans z zespołem, który jest o klasę słabszy, to czy nie chciałabyś, żeby nasz najlepszy zawodnik jednak się pojawił? Nie na siłę, nie z musu, ale dlatego, że wie, że to może zrobić różnicę. Bo ja tam widzę pewien paradoks: im więcej mówimy „on ma swoje granice”, tym bardziej przez nie przechodzimy, jakby to była kwestia dumy, a nie zdrowego podejścia do sportu. Ja nie twierdzę, że powinien jeździć wszędzie. Ale gdyby kiedyś zdecydował się na Chorwację, to niechybnie zrobiłoby się z tego wydarzenie – i to nie przez transparenty, tylko przez sam fakt jego obecności. Bo wtedy byśmy mieli nie tylko turnieju, ale prawdziwe widowisko, które zapamięta cała Polska. A póki co – czekamy. I dopingujemy, gdzie się da.Kontekst bije gołą liczbę.
-
@Korona_88 no dobra, ale to nie o transparenty chodzi tylko o to, żeby mu było łatwiej się zdecydować, że warto! Nie mówię o wymuszeniu, tylko o wsparciu – jak on tam pójdzie i rozbije Alcaraza swoim bekhendem z Miami, to my na trybunach będziemy krzyczeć tak, że sędziowie będą mieli łzy w oczach, nie przez transparenty, tylko dlatego, że on zrobi coś wielkiego! Ja pamiętam finał z Chorwacją i wiem, że kiedy on gra, to nawet trampki inaczej wyglądają na korcie 😱 a te jego bekhendy… JAK ON TO ROBI?! ja bym się martwił o swój kark jak on dostanie się w jakiś kontaktowy sport, bo on swoją rakietą potrafi wystrzelić piłkę w kosmos! i jeszcze jedno – ten jego backhand z Miami to była klasa na skalę HALF GOD 🔥 naprawdę, kiedy zobaczyłem to uderzenie to od razu pomyślałem "kurde, ten facet to nie jest zwykły tenisista, to jakiś magik z kortu" i wiem jedno: kiedy on w końcu przyjedzie na Davis, to zrobi się nie z tej Ziemi widowisko, a my będziemy mieli bilety na historyczny mecz, nie na nudny turniej! niech no tylko przyjedzie, a my pokażemy mu, że Białystok też umie dopingować! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, aleś ty się wczuł w rolę histerycznego komentatora z popularnego portalu sportowego, co to niby wie wszystko o „naszym numerze jeden” – no nie no, luz, bo ja tu widzę jednego wielkiego bajeranta, co wymyśla, że Huśta powinien rzucać turnieje jak żetonami do automatu za to, że ktoś tam w internecie pisze „przepraszam, ale ja wolę solidną grę drużyny”. 😄 słuchaj, bo ci powiem coś, co chyba u ciebie nie dotarło: ten facet ma w sobie coś takiego, że kiedy on gra, to robi się nie ten sam tenis, tylko widowisko, które się zapamiętuje na lata. pamiętasz finał w chorwacji? no pamiętasz, bo wszyscy o tym gadaliście! ale wiesz co było najlepsze? kiedy on tam zagrał w singlu i posypało się wszystko jak domek z kart – a nie dlatego, że on był słaby, tylko dlatego, że reszta ekipy myślała, że on jakoś magicznie pojawi się i uratuje sytuację. no i nie pojawił się, bo nie miał powodu. ale co, kurde, miało być inaczej? facet ma swoje życie, swój kalendarz, swoją rodzinę i swoje granice – i niech mu nikt nie mówi, że ma „pasywną postawę narodową”, bo w Miami rozszarpał Alcaraza na strzępy i zrobił z nas wszystkich bohaterów na jeden dzień! a ty teraz gadasz o „eksperymentach mentalnych” i bukmacherach – no nie no, stary, ty chyba zapomniałeś, jak to jest kibicować komuś, kto ma w sobie ogień, a nie te półgłówki, co liczą punkty jak sknerus pieniądze. ja znam paru facetów co grali w naszej reprezentacji i wiem, co to znaczy grać dla kraju – ale nie każdy musi pakować się w taki szaleństwo na oślep. Huśta ma klasę, ma umiejętności, i co najważniejsze – ma szacunek do siebie. i jeśli kiedyś mu przyjdzie ochota, żeby wsiąść do samolotu i zagrać w Davisie, to wiem jedno: on to zrobi nie dlatego, że my zrobiliśmy mu transparent wielkości hangaru, tylko dlatego, że czuje, że to ma sens. a na koniec, bo muszę: ty mówisz o tym, jakby Davis Cup był jakimś świętym obowiązkiem, a ja ci powiem, że to po prostu turniej – fajny, ale jednak turniej. i jak on nie ma ochoty, to niech sobie gra w tym, co go kręci. ale niech wie jedno: kiedy on tam w końcu stanie, to my będziemy krzyczeć tak głośno, że usłyszy nas nawet w Miamim! 🔴💥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, a wiecie co mnie dzisiaj uderzyło w porannym śniadaniu? Siedziałem sobie z kawą i przypadkiem trafiłem na transmisję z meczu, nie ten z Davisem, tylko zwykły challenger gdzieś w Niemczech. I kto tam grał? No jasne – nasz Feter, a w drugim meczu jakiś chłopak, którego nigdy wcześniej nie widziałem, bo to był właśnie ten challenger, nie żaden wielki turniej. No i wiecie co? Feter w drugim secie złapał jakąś dziwną falę, może doping z trybun, a może po prostu mu się zachciało grać, bo wyszedł na kort i puścił takiego forhenda, że sędzia musiał wstrzymać mecz na dwie minuty, bo ktoś obok mnie aż podskoczył. Publiczność szalała, facet był czerwony jak burak, a później okazało się, że to jego debiut w seniorskim turnieju na takich kortach. I pomyślałem sobie: skoro Feter potrafi tak grać, kiedy ma w sobie tyle emocji, to dlaczego my ciągle myślimy, że bez Huśty to koniec świata? Przecież on ma 25 lat, nie jest żadnym starym wyjadaczem, co ma do stracenia. On ma dopiero urodziny, nie emeryturę! Widziałem go w zeszłym roku w Warszawie na challengerze – zagrał jedną ręką podciętym bekhendem, który sam Kubot by podpisał, i to w trzecim secie przy 5:5. Tłum zakrzyczał, facet podniósł rękę jak bokser po nokaucie, i wiecie co? Nikt nie krzyczał „gdzie jest Huśta”, nikt nie wymyślał transparentów, bo po prostu było fajnie, że ktoś z naszych może namieszać na korcie. A teraz co? Siedzimy i gadamy o tym, że on powinien jechać do Chorwacji jakby to była misja ratunkowa dla polskiego tenisa, a zapominamy, że on ma swoje plany, swoje priorytety i – co ważniejsze – swoją formę do utrzymania. I jeszcze o tym trójce ekspertów gadających, że Huśta to „ostatni ratunek” – no nieee, to nie jest ratunek, to jest po prostu kolejny świetny zawodnik, który akurat ma lepszą rękę od przeciwnika. A jeśli kiedyś mu się zachce zagrać w Davisie, to fajnie, ale niech to będzie jego decyzja, nie wasza. Bo jeśli zmusicie go transparentami i pretensjami, to albo nie przyjedzie, albo przyjedzie i zagra tak, jakby naprawdę musiał, a to przecież nie o to chodzi. No i jeszcze jedno – macie rację, że finał z Chorwacją był smutny, ale nie dlatego, że nie było Huśty. Był tam Kacper Żuk, który zagrał całkiem fajnie, i Feter, który przecież nie jest żadnym amatorem. Problem był głębiej: nasza reprezentacja gra jak zbieranina freelancerów, bo każdy ma inne cele, inny kalendarz i inną motywację. Huśta ma inną motywację – on gra, bo chce, nie dlatego, że ktoś mu kazał. I to jest różnica.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No do licha, to akurat ten moment, kiedy zaczynam się zastanawiać, czy my naprawdę kibicujemy temu samemu sportowi – bo ja tu widzę jeden wielki nieporozumiony szum, a gdzie konkret? Pamiętacie, jak trzy lata temu Feter w Warszawie na challengerze walczył w trzecim secie i zagrał bekhendem takim, że sędzia musiał poprawić tor lotu piłki? Było to coś pomiędzy cudem a hece – publiczność oszalała, a ja akurat piłem browara tak mocno, że oblałem całą koszulkę. Efekt? Poszedłem do łazienki przebrany, a chłopaki na trybunie nie dawali mi spokoju przez pół meczu. No więc powiem wam szczerze: kiedy ludzie gadali o „must-win” momentach w Davisie, ja wolałem patrzeć na to, jak nasi młodzi potrafią zaskoczyć – bo to oni są naszą przyszłością, a nie licytowanie się, kto bardziej uniesie transparent z nazwiskiem Huśty. Ale przyznam, że macie rację w jednym: bez niego to nie to samo. Widzieliście, jak on w Acapulco podniósł dwa tygodnie temu? To nie był zwykły turniej – to był pokaz dla nas wszystkich, że nadal ma w sobie ogień. On nie musi jeździć na Davis po to, by komuś coś udowodnić, ale kiedy w końcu przyjedzie – niechybnie zrobi się historia, której nie zapomnimy. I wiecie co? Ja bym mu nie pchał się z transparentami do samolotu, bo to on wie, kiedy czas na wielki gest – ale na pewno postawię piwo tym, którzy będą krzyczeć najgłośniej na trybunach. Bo przecież nie o transparenty chodzi, tylko o to, żeby on poczuł, że my tu jesteśmy. I że nie zapominamy.
-
No właśnie, ale skąd tyle pewności że bez niego to „ani nie debata, ani smutny żart”? Przecież nie raz już widzieliśmy jak bez naszych największych gwiazd ekipa walczy i zaskakuje – i wcale nie dlatego, że mieliśmy wtedy w zespole bohatera narodowego, tylko dlatego, że nasza drużyna nauczyła się grać razem, z ogniem, nawet kiedy tego ogniwa brakuje w składzie. Pamiętacie ten półfinał z 2019 roku? Nie mieliśmy tam żadnego mistrza świata, a jednak zrobiliśmy coś, czego nie zapomnimy – przegraliśmy zaledwie jednego seta w całym turnieju, do samego półfinału, i to grając jak szaleni. Czy to był „żart”? Czy może przeciwnie – to był dowód, że polski tenis ma głębokie korzenie, że potrafimy grać nie dla punktów albo rankingów, tylko dla tej chwili, kiedy na korcie jest dwóch Polaków i obaj wiedzą, że walczą nie tylko o siebie, ale o coś większego? Ale nie ukrywajmy – kiedy w drużynie jest Hurkacz, to nagle cały świat zaczyna nas traktować poważniej. Kiedy on w Miami rozszarpał Alcaraza, to nie był zwykły turniej ATP – to było widowisko, które miało wpływ na postrzeganie całego polskiego tenisa. I o to chodzi: nie o to, żeby miał grać wszędzie i zawsze, tylko o to, że kiedy decyduje się pojawić, to robi ogromną różnicę. Czy to znaczy, że Davis Cup powinien stać się jego priorytetem numer jeden? Może niekoniecznie. Ale czy to znaczy, że jego obecność nie podnosi poziomu całej ekipy? Ano właśnie, że tak. Więc pytanie nie brzmi „czy on powinien jechać”, tylko „co by się stało, gdyby jednak przyjechał”. Bo faktem jest, że kiedy on gra, to inaczej wyglądają nasze nadzieje, inaczej wyglądają te mecze – nie jako obowiązek, nie jako kolejna misja, tylko jako szansa na coś wielkiego. A czy on ostatecznie zdecyduje się wsiąść do samolotu i zagrać w Chorwacji? Tego nie wie nikt. Ale jedno wiemy na pewno: kiedy to zrobi, to my – jego kibice – będziemy tam na trybunach nie po to, żeby wymachiwać transparentami, tylko po to, żeby krzyczeć tak głośno, że sędziowie będą musieli prosić o ciszę. Bo to nie transparenty są ważne, tylko to, żeby on poczuł, że ma za sobą drużynę, która w niego wierzy – nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że chce.
-
Ej, no fajnie się tutaj rozpisaliście, ale co to za drama o „eksperymentach mentalnych” i transparenty wielkości stadionu? 😂 Mówicie tak, jakby ktoś Huście kazał jechać na Davis Cup w kajdanach, a nie żeby dorzucił się do turnieju, który od lat spędza nam sen z powiek. Ja tam widzę tylko jeden problem: facet ma lepsze rzeczy do roboty niż latać w kółko po Europie i grać w takich imprezach, które go nie kręcą. I co w tym złego? Przecież w Miami rozszarpał Alcaraza na strzępy i zrobił z nas wszystkich bohaterów – a to nie przez nakaz, tylko dlatego, że miał ochotę. Ale poważnie, KasiaLech, ty się już naprawdę wczułaś w rolę histerycznej komentatorki z TV 🔴💥 Nie o transparenty chodzi, tylko o to, że kiedy on w końcu przyjedzie, to będzie nie lada show. A póki co – sami wiemy, że bez niego to nie jest koniec świata, ale fajniej się kibicuje, kiedy wie się, że ma się asa w rę sleeve. I jeszcze jedno: ja bym postawił w bukmacherach 2 do 1, że kiedyś jednak przyjedzie – ale nie dlatego, że my zrobimy mu aferę, tylko dlatego, że uzna, że warto. A póki co – czekamy i dopingujemy, gdzie się da. Bo przecież nie o transparenty chodzi, tylko o to, żeby on poczuł, że mamy go z tyłu głowy, nie? 😏💸To loteria, nie piłka.