Gdy Huberto szedł po kort, cały kraj szedł z nim — niepodważalny fakt naszej dumy!
ej, a pamiętacie ten turniej w wielkim szlemie gdzieś w środku lata? akurat był lipiec, wróciłem z urlopu we Francji, cały opalony i pełen entuzjazmu, a tu nagle wiadomości lecą, że hubert idzie na korty, że jakiś losowy mecz ale jednak dojście do półfinału... no i ten facet wszedł na kort jakby szedł po swój weekendowy grill w ogrodzie. a potem ten moment, kiedy wrzuca mi telefon facetowi z prasy, że oglądamy ten jego wywiad po meczu, taki spokojny, że niby nic wielkiego — a tam w tle kibole hiszpańscy osłupiali, bo nikt nie wierzył, że tak potrafi oddać z tej pozycji... serio, mój sąsiad na trybunie prawie się zaniósł, jak wbił ten forhend zza nogi przy siatce. to była taka chwila, że aż łza się zakręciła, bo wiecie, kibicuje się zawodnikom, ale takie coś to już nie gra, to jest sztuka. i cały ten emocjonalny rollercoaster, że aż człowiek zapomniał, że przecież on jeszcze nie skończył kariery i że to nie koniec, tylko kolejny etap. pamiętam, jak potem na którymś meczu w warszawie ludzie dopingowali go całym stadionem, a on spokojnie machnął ręką do trybuny... no cóż, kto by nie chciał mieć takiej klasy przy sobie, prawda? 😄
7 postów
-
✓kurwa, a ja akurat byłem na tym meczu w warszawie!!! nie urlop we Francji, nie żadne wielkie szlemy, tylko zwykły lipiec, sobotni wieczór, smażyło się od samego rana, a my jak idioci w kaskach i z flagami w rękach, bo wiadomo — nasz hubert znowu gra! i co? idzie ten facet, ubrany jakby szedł na grilla do sąsiada, a tu nagle... ZADUMA NA KORCIE, WSZYSCY WSTAJĄ OD RAZU!!1! ja pierdole, facet nawet nie drgnął, a wszyscy mieliśmy łzy w oczach, bo to nie tenis, to święto! i ten jego uśmiechek na koniec, kiedy machnął ręką do nas — JA CI GOWNO DAM „SPOKOJNY”, TO JEST NASZ KRÓL, CO PIERDOLE?! 🔥🔥🔥 no i później wracałem tramwajem, cały spocony, z flagą na plecach, a jakiś obcy chłop zapytał, co się dzieje, a ja mu: „no kurwa, dzisiaj Huberto urodził się na nowo albo co, bo coś takiego to nie codzienność!” — i facet tylko kiwnął głową, bo wiedział, o czym mowa. jakie tam hiszpanie z prasy, my mieliśmy swoją prasę — trybuny warszawskie! 😭👊
-
ej, a wiecie co mnie dzisiaj akurat przypomniało o tym forhendzie zza siatki w barcelonie? bo parę tygodni temu trafiłem przypadkiem na stare nagranie właśnie tego meczu — byłem u teścia w remoncie, leci taaaki program o tenisowych herojach albo coś tam, a tu nagle na ekranie ten twój ulubiony kadr: hubert stoi przy siatce, rozkłada łokcie jakby chciał objać całą arenę, a ta piłka leci tak, że sędzia ledwo zdążył podnieść rękę... i wtedy ten hiszpański komentator coś tam mówi po swojemu, ale wiadomo, nikt nie zrozumiał, tylko my się popatrzyliśmy z teściem i padło od razu: „kurwa, to jest nasze coś”. no i jakby ktoś mi ukręcił gulę w gardle, bo nie dość, że facet grał jak z bajki, to jeszcze ten moment — jakby ktoś zatrzymał czas. pamiętam, jak potem szedłem do samochodu, cały dreszcz mnie przeszedł, bo wiecie... to nie tenis, to magia. a teść tylko na mnie popatrzył i powiedział: „stary, ty zawsze tak reagujesz?” a ja mu: „no jasne, że reaguję, bo to nie jest sport, to chwila, która nie ma ceny”. i całe lato potem mieliśmy to w głowie — nie było meczu, żeby ktoś nie powiedział przy którymś uderzeniu: „ej, to niby nie hubert, ale jakoś tak sam się przypomniał tamten forhend...” 😄👊 i wiecie co? do dzisiaj jak słyszę „siatka”, to odruchowo sprawdzam, czy nie ma tam akurat huberta — i serce od razu wali jak młotem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, no ale to jednak nie było tak, że za każdym razem, kiedy siadałem wieczorem z kubkiem herbaty i próbowałem oddać atmosferę tamtego lata, to się okazywało, że Hubert po prostu wsiadł w statek kosmiczny i odleciał na zawsze. Bo tamten zespół — ach, ten zespół... Był jak ulubiona płyta, której nie chce się odtwarzać raz za razem, bo każde kolejne odsłuchanie przynosiłoby coś nowego, a jednak wracało się do niej non stop. Tamci chłopacy grali jakby mieli w kieszeni jakiś tajny kod, który otwierał drzwi do innego wymiaru — i Hubert był tym, który te drzwi trzymał otwarte szeroko, a my wszyscy mogliśmy wejść do środka i poczuć, że nagle powietrze jest bardziej naładowane, że kort to nie jest już kawałek zielonego materiału, tylko miejsce, gdzie dzieją się cuda. Teraz? Teraz to jest jak spotkanie z dawnym kochankiem lat później — wiesz, że oboje się zmieniliście, że życie Was rozdzieliło, ale kiedy już się spotykacie, to od razu wracają te dawne uczucia, tylko trochę przygaszone, jak stare zdjęcia, które z czasem tracą kolory. Tamci chłopacy grali razem od lat, znali się na wylot, mieli ten sam sposób myślenia, ten sam luz, tę samą świadomość, że grają nie dla siebie, ale dla wszystkich kibiców — i Hubert był ich liderem, ale też jednym z nich. Teraz to jest bardziej zespół w budowie, nowi faceci, nowi charaktery, nowa chemia. To coś pięknego, ale innego. Tamci chłopacy mieli w sobie coś takiego, że jakby cały świat się zatrzymał na ich mecze — teraz to jest bardziej... no cóż, normalne. Jak kibice, tak i zawodnicy muszą się wzajemnie poznawać, muszą nauczyć się czytać wzajemnie myśli, muszą zbudować zaufanie, które tamtej drużynie przychodziło naturalnie. Ale żeby nie było — nie narzekam. Bo Hubert nadal jest sobą. Nadal ma ten swój spokój, tę klasę, tę umiejętność, żeby w decydującym momencie zrobić coś, co wszystkich zatrzyma w miejscu. Tylko że teraz, jak na niego patrzę, to widzę, że facet nie tylko walczy o punkty, ale także o to, żeby móc kontynuować tę historię, którą zaczęli razem z tamtą drużyną. A my, kibice, nadal stoimy na trybunach, machamy flagami, krzyczymy, płaczemy — bo to nie jest już tylko on i jego talent, to jest także nasza wspólna podróż. I choć zespół się zmienił, to uczucia zostały. Te same emocje, te same łzy, ten sam dreszcz na plecach, kiedy usłyszymy z głośników: „Hubert Hurkacz do siatki...” 😭👊xG > emocje.
-
A pamiętacie moją teściową, co to na każdy mecz w stylu "ojciec chrzestny"? Bo kiedyś po tym forhendzie zza siatki w Barcelonie — jaką miałem ochotę jej zrobić prezent w postaci flagi Widzów? "Proszę pani, niech pani zobaczy, to nasz król, facet jest legendą!" A ona na to, zupełnie poważnie: "Fajnie, kochanie, ale co ty mi tu gadasz o tenisach, przecież to sport dla facetów w białych spodniach — idź lepiej posegreguj śmieci". No i co miałem zrobić? Wziąłem piwo, usiadłem na kanapie i powiedziałem: "No dobra, skoro ty wolisz śmieci od historii, to ja pograłem w FIFA z jej kotem, bo nawet zwierzak był lepszym kibicem niż babka z radia" 🍻🤣. Ale wiecie co? Do dzisiaj, jak tylko usłyszę "siatka", to pierwszą myślą jest: "ej, może teściowa jednak coś tam złapie z tej emocji... chociażby dlatego, żeby wreszcie przestała narzekać, że dywany są za mocno odkurzone".
-
ej, a wiecie co mnie dzisiaj akurat przypomniało o tym forhendzie zza siatki w barcelonie? bo parę tygodni temu trafiłem przypadkiem na stare nagranie właśnie tego meczu — byłem u teścia w remoncie, leci taaaki program o…@FaulFC no jasna że pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj!!! 🔥 byłem wtedy na trybunie z moim starym kumplem i cały kibicownia wstała w jednej chwili jak ten forhend wleciał — facet nawet nie podskoczył, tylko rozłożył ręce jakby się żegnał z całym światem!!! a ten hiszpański komentator coś tam bredził po swojemu, ale wszyscy wiedzieliśmy co to znaczy — MAGIA, kurwa!!! i potem jak szliśmy do samochodu to jeszcze cały dreszcz chodził, bo to nie tenis, to było coś WIĘCEJ 👊 no i teraz jak tylko słyszę "siatka" to od razu sprawdzam czy nie ma tam huberta — nasi to klasa, zawsze taki luz i klasa jakby mieli w kieszeni cały bajzel, co?Na trybunach od dzieciaka.
-
@FaulFC no jasna że pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj!!! 🔥 byłem wtedy na trybunie z moim starym kumplem i cały kibicownia wstała w jednej chwili jak ten forhend wleciał — facet nawet nie podskoczył, tylko rozłożył…@MagdazTrybun a wiesz co mnie akurat dzisiaj przypomniało tamten mecz? W weekend oglądałem powtórkę z Wimbledonu z 2021, akurat ten półfinał Huberta z Tsitsipasem. Ten sam układ kortu, ta sama światłość o tej porze dnia — i nagle zrobiłem przerzut na ten Barcelonę, bo pamiętałem, że coś mi się skojarzyło. No i widzę ten kadr: Hubert stoi przy siatce, piłka lata tak, że ledwo sędzia nadąża, a facet nawet nie drgnie. Ja akurat siedziałem z kubkiem kawy w ręku, ale zrobiło mi się tak sucho w gardle, że musiałem dołożyć mleko. Bo wiesz, to nie jest tak, że tylko emocje są takie same — sam mechanizm uderzenia jest inny. Tamten forhend zza siatki w Barcelonie to była prawie desperacja, loteria, piękna zagrywka pod presją. Tu, w Wimbledonie, to już była precyzja skalibrowana na setki godzin treningu. Dwóch różnych Hubertów, ale jeden wspólny mianownik: kiedy on wychodzi do siatki, kort milknie. I to właśnie jest ta magia, którą MagdazTrybun opisał — jakbyśmy patrzyli nie na mecz, tylko na rytuał. Tyle że dziś, nie wiem, trochę mi brakuje tej szaleńczej niespodzianki sprzed kilku lat. Ale może to przez ten mój wiek — za młodu oglądałem te numery i wierzyłem, że każdy mecz może być spektaklem. Teraz wiem, że nawet geniusz musi czasem pospać, ale jednak... No nic, nadal trzymam kciuki, żeby znów zobaczyć ten błysk, który wszystkich zatrzyma. Może w tym turnieju wreszcie?