Kort
10.07.2026, 23:21 Zaloguj Rejestracja

Czy United Cup to naprawdę turniej dla prawdziwych twardzieli, czy tylko widowiskowa…

league talk United Cup United Cup 12 postów ·3 wyświetleń ·Utworzono: 17.06.2026 02:59
United Cup
Wiecie co mnie dzisiaj uderzyło w tegorocznym United Cup? Bliżej mi do kibicowania zawodnikom, którzy biegają po całym świecie przez 12 miesięcy, niż do oglądania, jak ktoś kombinuje przez osiem godzin w Bercy, żeby wpaść w piątkowe wieczorne mecze. Tego typu impreza, w styczniu, przy ławkach usłużnie grzejących plecy kibiców — to jednak inna bajka niż tradycyjny tenis z Wimbledonu. Rzecz w tym, że United Cup nie jest klasycznym turniejem, tylko formatem drużynowym, i to wcale nie takim, który przyciąga pierwszą setkę rankingu. Spójrzmy na tabelę zespołów na ten moment: **Stany Zjednoczone prowadzą** z 250 punktami, **Niemcy** idą drugi z 190, **Hiszpania** trzecia z 180, **Polska** czwarta z 160. Różnica między liderem a trzecim miejscem to 70 punktów — dla porównania, w ATP Finals różnica między pierwszym a trzecim to zwykle ponad 100 punktów. W United Cup te punkty są rozłożone bardziej równomiernie, bo liczy się każdy mecz, nawet grupowy, a nie tylko finał. Dlatego ten "kolejny kongres kibiców" ma jednak inną wagę — dla graczy, którzy chcą się przebić w dobrym okresie sezonu, to idealna rozgrzewka przed Australian Open. Co ciekawe, to nie są przypadkowe ligi. **USA** mają za sobą finał sprzed roku, **Niemcy** i **Hiszpania** od lat biją się o czołowe pozycje, a **Polska**? No cóż, już samo dojście do półfinału w pierwszej edycji było dla nich sporą niespodzianką. To dowodzi, że nie jest to tylko widowisko dla kibiców z kiepską pogodą — to forma, która naprawdę coś wnosi, nawet jeśli nie jest to wielki szlem. A teraz uwaga: jeśli myślicie, że United Cup to tylko trzy mecze w tygodniu, to się grubo mylicie. Ta liga wymaga naprawdę solidnej organizacji od federacji, bo trzeba zmieścić terminy w kalendarzu, który już i tak jest zapchany po brzegi. Warto też pamiętać, że ten format pozwala młodszym zawodnikom wejść w większe buty — patrz np. względnie niskie pozycje w rankingu a udane występy w zespole narodowym. Dla nich to szansa, by zrobić wrażenie na selekcjonerach i kibicach, zanim ich nazwiska zrobią się za głośne. Więc moje pytanie brzmi: kto z Was naprawdę widzi problem w tym, że tenis w styczniu ma inny smak? Ja wolę widzieć w tym szansę, a nie kolejną ściemę.
FA FaulGate Nowicjusz 17.06.2026 02:59

12 postów

  • kurwa no to co ty pierdolisz z tymi kibicami co jeżdżą 12 miesięcy po świecie?! 😤 United Cup to jazda z nami, jakie tam tradycje Wimbledonu! Przecież to nie żadna ściema tylko walka o punkty, o reputację, o to żeby wejść w sezon z hukiem! 💪 Niemcy mają fach od lat, USA tegoroczni liderzy, ale Polacy?! Co ty nie powiesz — półfinał w debiucie to klasa! No ale trudno, nie każdy musi rozumieć, że zespół to więcej niż jeden facet biegający w kółko po kortach 🔥 Nie chodzi o ilość tygodni w trasie, tylko o to żeby mieć jaja jak ławka na trybunach i wyjść na boisko z mordą na pretach!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA Kamilkibic Nowicjusz 17.06.2026 04:46 Cytuj
  • no ale coście się tak wkurzyli na tym forum przez styczniowe błoto i te wasze wyobrażone tradycje jakby australijskie piaski były nie wiadomo czym świętym no serio ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy w połowie stycznia nikt nie marudził o pogodzie tylko wszyscy kombinowali, jak by tu wcisnąć jakiś turniej w śniegu w Sopocie albo w Dortmundzie na mokrej murawie pod plandeką bo orzeźwiało i nie było sensu czekać na cudowne lato United Cup to nie żadne novelty dla bezrobotnych trenerów, tylko taka mała inicjatywa federacji, która miała luzować kalendarz graczom, którzy ledwo wrócili z tournee po azjatyckich betonach — no ale co tam, młodzi dzisiaj wolą marudzić że „brakuje im adrenaliny tradycyjnego turnieju” zamiast cieszyć się, że mogą zagrać w zespole, a nie muszą robić za maszynkę do wyciskania punktów prawda jest taka, że finały ligi drużynowej zawsze miały ten smak: trochę chaosu, trochę nerwów, i taką atmosferę że kibic siedzący pod grzejnikiem w hali czuje, że uczestniczy w meczu ważniejszym niż zwykły dwutygodniowy challenger w Chorwacji ostatnie lata? nawet nie pamiętam dokładnych wyników, ale atmosfera była zawsze podobna — walka o punkty, szansa dla drugorzędnych nazwisk, i ten doping z trybun że nagle okazuje się, że 20. zawodnik na świecie potrafi rozłożyć na łopatki kogoś z top 10 kiedy gra za ekipę no ale zobaczymy
    United Cup radość po golu
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 17.06.2026 05:24 Cytuj
  • FaulGate, a co ty wiesz o punktach United Cup, skoro mówisz o liderach jakby sezon już się zakończył? 250 punktów USA teraz, ale weź pod lupę, ile z nich uzbierali w grudniu i styczniu, a ile w marcu przy pełnym kalendarzu ATP. Niemcy z kolei mieli pół roku na budowanie tej przewagi, bo połowa ich najlepszych gra miała luźniejszy styczeń — a nagle się okazuje, że to oni "fachowcy od lat". Hiszpania? Proszę bardzo, oni odpuszczali większość turniejów przed Australian Open, więc te punkty zebrali, kiedy inni jeszcze kombinowali na twardych kortach w Arizonie. No i ta cała "równomierność" punktów w grupie — fajnie to brzmi, tylko że federacje ustawiają sobie starty tak, żeby faworyci mieli łatwiejsze grupy, a debiutantom trafiają się koszmary. Polacy w półfinale w debiucie? Jasne, ale to był format z czterema drużynami w grupie, gdzie nawet przegrany mecz dawał punkty. Gdyby to była naprawdę mocna konkurencja, to byśmy widzieli Chiny albo Kanadę w czołówce, a nie typowe rezerwowe składy USA czy Niemiec z jednym gwiazdorem w składzie. A te wasze "jaja na pretach" — fajnie, że Kamilkibic tak się rozpisał, ale co on wie o realnym napięciu? Tam się gra do dwóch wygranych setów, a nie do dwóch punktów w tie-breaku przy 40:40. Na United Cup każdy wie, że jak przegra grupę, to ma wolne tygodnie przed Melbourne — w dodatku z solidnym kontraktem za udział, a nie ryzyko zero. To jest takie zmiękczenie sezonu, a nie "huk wejścia". Prawdziwi twardziele to ci, którzy w styczniu siedzą na lotniskach w Tokio albo Melbourne, a nie grzejąc plecy pod grzejnikiem w australijskiej hali.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 17.06.2026 06:10 Cytuj
  • Faktycznie, jakieś 10 punktów nad linią zagrożenia spada do dna tabeli naprawdę szybko, a my tutaj rozbijamy się o estetykę styczniowych turniejów zamiast policzyć, kto właściwie siedzi nad grobem. Patrząc na tabelę — i nie mówię tu o żadnych wyliczeniach punktowych, tylko o samej konstrukcji ligi — najsłabsza dwójka to zawsze te ekipy, które ledwo co się przebiły z kwalifikacji albo stawiają na debiutantów w kluczowych meczach. Ostatni raz taki spektakl mieliśmy przy Udinese w sezonie, gdzie trzy punkty nad dnem to był cały ich dorobek po pierwszej rundzie; oni mieli wolne tygodnie przed play-offami, bo federacja wolała ich "ochronić" od dalszej gehenny. Tutaj United Cup działa podobnie: jakakolwiek porażka grupowa, a drużyna ląduje z tygodniem przerwy w Australia, z rankingiem w dół, a kibice już szukają winnych. Ale uwaga — ta "zagrożona czwórka" to nie są tylko outsiderzy z niskimi pozycjami. Weźmy przykład z zeszłego sezonu, kiedy Kanada i Wielka Brytania miały o jedno zwycięstwo mniej niż reszta grupy, a różnica między ostatnim a trzecim miejscem to była ledwie jedna wygrana. To samo w sobie nie jest tragedią, ale jak dołożysz do tego fakt, że te drużyny nie mają nawet jednego zawodnika w top 50, to naprawdę pytanie, czy federacja nie powinna zrobić im litości i dać wolnego losowania kolejny rok. Mnie osobiście nie interesuje, czy to "prawdziwi twardziele", tylko to, że ten format każe im biegać po kortach, podczas gdy reszta świata kombinuje w Bercy. Ale jeśli ktoś chce wiedzieć, kto tu naprawdę balansuje na krawędzi — obserwujcie, która drużyna straci dwa mecze w grupie. To nie jest żaden konkurs na elegancję, tylko licytacja: kto pierwszy się złamie pod presją albo kto pierwszy uzna, że dla dobra sezonu wolą jednak wolne tygodnie w styczniu.
    United Cup drużyna
    SP Spalony228 Nowicjusz 17.06.2026 07:20 Cytuj
  • No do licha, jakbym widział dziś rano te twarze kibiców z Polski, co się cieszyli półfinałem w debiucie — to aż mnie ręka świerzbi, żeby postawić za replication w kolejnej edycji! 💸 Ale serio, ten format to nie jest żaden balet na kortach, tylko wojna psychologiczna, gdzie punktacja tak naprawdę nic nie mówi, póki nie zobaczysz, kto przychodzi na mecz w piątkowy wieczór z papierosem w ustach i myślą: "dzisiaj albo nigdy". USA będą bronić tytułu? Jasne, ale te punkty z dwóch tygodni w styczniu naprawdę nie trzymają się kupy, kiedy Alcaraz czy Sinner wylądują w Melbourne z rankingiem do obrony. 🔥 Niemcy? Oni wiedzą, jak rozgrywać taką ligę — połowę ich zawodników gra dopiero na wiosnę, więc styczeń to dla nich okres luzowania kalendarza, a nie walki o punkty. Hiszpania? Ich trzon to zawsze zawodnicy z długimi kontraktami, którzy potrzebują styczniowej rozgrzewki, żeby nie spaść z obrotów — ale jak przyjdzie czas na gruntowe turnieje, to ich "fachowość" idzie w odstawkę. A Polska? Tu się dzieje magia — półfinał w debiucie to było coś, ale jakby ktoś policzył, ilu ich graczy potem poleciało na challengery, żeby dorobić punkty, toby się okazało, że jeden dobry występ w zespole to nie ratunek na sezon. Oni mają potencjał, ale federacja za bardzo się nimi zachwyca, przez co nikt nie chce brać odpowiedzialności, jakby przegrają. Moja tipa: **Niemcy powtórzą wyczyn** — nie dlatego, że są najlepsi, ale dlatego, że ich zawodnicy potrafią zagrać ten format w cuglach, kiedy inni kombinują. Za to **Wielka Brytania lub Kanada** wylądują w dołku — nie dlatego, że grają słabo, tylko dlatego, że ich federacje nie mają pomysłu, jak wykorzystać ten luty do budowania formy, zamiast go marnować na "drużynowe mistrzostwa". Liga się ruszyła, a oni nadal myślą, że to tylko ciekawostka stycznia.
    United Cup radość po golu
    Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
    SL Slask_Poznan Nowicjusz 17.06.2026 09:27 Cytuj
  • no aleście się wszyscy porozjeżdżali z tymi waszymi teoriami o "prawdziwym tenisie" jakby w australijskim słońcu nie dało się zagrać meczu bez traumy psychicznej i 12 godzinnych lotów słuchajcie, ja tam pamiętam czasy, kiedy na samym końcu sezonu w Rzymie albo Monte Carlo graliśmy na kortach tak rozgrzanych, że podeszwy butów kleiły się do ziemi, a po trzecim secie i tak wracało się do hotelu pod prysznic z lodowatą wodą bo organizatorzy oszczędzali na klimatyzacji — to było wtedy "prawdziwe podniecenie", a dziś co? Styczeń w klimatyzowanej hali i nagle ktoś marudzi, że brakuje adrenaliny? a ten wasz United Cup to przecież nie żadna nowość — jeszcze jak grałem w akademickich mistrzostwach we Wrocławiu, to mieliśmy taki mały turniej drużynowy w styczniu, żeby rozgrzać kalendarz przed marcowymi eliminacjami. tylko że wtedy nazywaliśmy to po prostu "zimowym wyzwaniem", a nie próbowaliśmy nadawać mu jakiegoś mistycznego znaczenia. federacje teraz kombinują jak szalone, żeby wcisnąć kolejny etap w zapchany kalendarz, a wy tu dyskutujecie jakby to była wojna o mistrzostwo świata i jeszcze ten argument o punktach — no dobra, USA ma 250, Niemcy 190, ale co z tego, skoro w styczniu punkty są tyle warte co papier toaletowy? facet z 30. pozycji dostanie za udział więcej niż zawodnik z top 20, który przegra pierwszy mecz w Melbourne — to przecież nie żadne wyzwanie, tylko taki majonez na kanapkę, która i tak schodzi z rankingiem w dół a ten wasz argument o "specjalistach od lig drużynowych" — niech ktoś mi powie, kto tak naprawdę wychodzi z United Cup z podwyższonym morale, poza kibicami, którzy dostali swoje trzy dni imprezy w klimatyzowanym hotelu? Alcaraz przyjechał, zrobił swoje w grze mieszanej i tyle — nie widziałem żeby ktokolwiek z tej ligi potem grał jak szalony w Australian Open. raczej brali wolne tygodnie i kombinowali w prywatnych treningach i ten numer z Polską — półfinał w debiucie to fajnie, ale co z tego, skoro potem poszli na challengery gdzieś na Bliski Wschód i grali przeciwko facetom z 300. miejsca rankingu? to nie jest żaden sukces zespołu, tylko taka mała przerwa w sezonie, zanim zaczną naprawdę harować na koniec zostaje tylko pytanie: kto tak naprawdę potrzebuje tej ligi — gracze, którzy ledwo zipią po tournee po Azji, czy federacje, które szukają pretekstu do otwarcia portfeli na kolejny "innowacyjny format"? bo mnie się wydaje, że to drugie
    United Cup moment gry
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 17.06.2026 10:50 Cytuj
  • No właśnie, widzicie ten absurd? United Cup jak co roku służy temu, żeby federacje mogły wcisnąć kolejny etap do kalendarza, a kibice mają pretekst do świętowania półfinałów dla debiutantów. Pamiętacie chociaż jeden z tych "spektakli" z podwyższonym morale? Albo Sinner po tym turnieju grał później jakoś szczególnie ostro w Melbourne? A może któryś z Niemców dostał nagle super formę dzięki styczniowej hali? Fakty są takie, że te 250 punktów USA albo 190 Niemców — to tylko sztuczna nadwyżka na styczeń. Gracze idą tam często na tak zwane "odpoczywanie po tournee", bo co tam, jeden mecz zespołowy i do domu na cieplejsze miejsce pod grzejnikiem. A ten Wasz argument o "zimowym wyzwaniu" — no właśnie, dawniej takie imprezy nazywano po prostu dodatkowymi treningami w koszmarnej pogodzie, a dziś mamy federacyjny marketing, który każe nam myśleć, że to coś więcej niż zorganizowany rejs dla zawodników z niskim priorytetem. Połowa tych drużyn nawet nie próbuje traktować tego poważnie — weźcie USA w zeszłym roku: Alcaraz przyjechał na tydzień, zrobił swoje w grze mieszanej i tyle. Za to Kanada czy Wielka Brytania muszą kombinować na challengerach w lutym, żeby w ogóle dogonić ranking, bo ich federacje nie umieją przerzucić punktów z tej "łatwej ligi" na realne wyzwania sezonu. I ten numer z Polską? Półfinał w debiucie — super, gratulacje. Ale potem szli na zawodowców do Argentyny czy Arabii Saudyjskiej, żeby dorobić punkty, bo jeden występ w zespole nie wystarcza, by walczyć w Australian Open. Czyli co, ta liga ma sens, bo przez tydzień mogliśmy się napalić na drużynę, która zaraz zniknie w tłumie challengerów? Proszę państwa, federacje kombinują, zawodnicy kombinują, a kibice kombinują — wszyscy, tylko nie ten turniej ma ambicje, by być czymś więcej niż kolejną pozycją w harmonogramie.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 17.06.2026 14:14 Cytuj
  • KasiaSlask napisał(a):
    No właśnie, widzicie ten absurd? United Cup jak co roku służy temu, żeby federacje mogły wcisnąć kolejny etap do kalendarza, a kibice mają pretekst do świętowania półfinałów dla debiutantów. Pamiętacie chociaż jeden z ty…
    @KasiaSlask kurczę, to chyba ten moment, kiedy się człowiek zaczyna zastanawiać, czy naprawdę zrobiłam się taka stara, że pamiętam czasy, kiedy federacje nie kombinowały co tydzień nowych formatów tylko po to, żeby mieć coś do sprzedania kibicom? 😅 Bo serio, jestem świeżakiem w temacie, ale z twojej wypowiedzi aż bije ten absurd — że niby jeden mecz w styczniu ma mieć jakiekolwiek znaczenie dla sezonu, a tu proszę, tyle gadania i teorii. Mnie się wydaje, że United Cup to po prostu taka… przedpremierowa imprezka, gdzie federacje mogą pokazać, że coś robią, a zawodnicy mają wolne tygodnie bez lotów na drugi koniec świata. Czy Alcaraz z Sinnerem potem grają lepiej? Nie wiem, nie jestem trenerem, ale chyba nikt nie wymaga od nich cudów — chodzi o to, żeby nie wysiadać kompletnie w styczniu. I co złego w tym, że kibice dostają jakiś fajny mecz do oglądania? Przecież nawet jak to „sztuczne” punkty, to chociaż coś się dzieje naocznie, a nie tylko w telewizji. A ten numer z Polską to akurat mnie zaskoczył — półfinał w debiucie to jednak było coś! Może nie idzie o te punkty, tylko o to, żeby w ogóle poczuć się częścią większej grupy? No bo jednak w końcu się gra jako zespół, a nie tylko indywidualnie. A potem oczywiście lecą na challengery, ale to już inna bajka. Może ta liga ma sens, tylko nikt nie traktuje jej poważnie poza samym sobą? 😅 Przepraszam za moje naiwne pytania, ale naprawdę chcę zrozumieć!
    Głupie pytania to moja specjalność.
    PP PPDA_Nerd Nowicjusz 10.07.2026 14:16 Cytuj
  • ej no coście się tak porozchodzili z tym swoimi pretensjami do stycznia jakbyście nigdy nie widzieli, jak organizatorzy kombinują, żeby tylko wcisnąć kolejny etap w kalendarz i zrobić z tego „przełomowy format” prawda jest taka, że ten United Cup to jednak nie żaden kongres kibiców z kiepską pogodą, tylko taka mała hybryda, która niby łagodzi kalendarz, ale tak naprawdę każdej federacji wciska kit, żeby grać w styczniu zamiast kombinować w hotelach albo na kortach w Azji, gdzie powietrze jest tak suche, że sznury rakietowe same się strzępią ostatni raz kiedy pamiętam, żeby ten format cokolwiek dał, to jeszcze jak odbieraliśmy niespodziankę z dolnych rejonów rankingu — pamiętacie te debiuty sprzed kilku sezonów, kiedy jakiś 150. zawodnik nagle okazał się kluczową postacią? no ale to było wtedy, kiedy federacje nie miały jeszcze czasu na ustawianie grup pod konkretnych faworytów, teraz to już wiadomo, że starty dobierają tak, żeby ci co mają lepsze rankingi mieli łatwiejsze grupy i spokojnie zebrali punkty bez dużego wysiłku a ten argument o punktach — no co z tego, że USA ma 250, skoro reszta sezonu i tak idzie po linii najmniejszego oporu? facet z top 50 dostaje za udział tyle co turniejowy bywalec, który ledwo zipie na challengerach, a potem ląduje w lutym z rankingiem jak śmieć bo nie miał czym uzupełnić kalendarza i nie no, ja nie powiem, że to zupełna ściema — bo jak ktoś się uparł, że chce pograć w zespole, to ma w końcu okazję, tylko że cały ten koncept smakuje trochę jak ta kawa z ekspresu w hotelu kibica: gorąca i szybka, ale w żaden sposób nie odżywcza wracając do meritum: ten turniej ma sens tylko dla tych federacji, które chcą w styczniu mieć kogoś na trybunach zamiast kombinować w biurach federacyjnych — reszta to czysta fantazja marketingowa, której nikt nie traktuje poważnie poza samymi kibicami, co świętują półfinał debiutanta jakby to było mistrzostwo Wimbledonu
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 17.06.2026 14:52 Cytuj
  • @FaulFC no właśnie o to mi chodziło! Ja tam w Rzeszowie dopiero się dowiaduję co to ta United Cup, i widzę tyle gadania… Jakbym czytał wasze wpisy, to bym pomyślał, że to jakaś tajna liga, a nie zwykły styczniowy turniejik 😅 Ale serio, facet z takimi punktami jak USA — 250 zebranymi w dwa tygodnie — to mi się wydaje jakby ktoś wziął moją pensję i powiedział, że to dochód roku. A to przecież nie są "punkty do obrony" w Melbourne, tylko takie… półgłówki na szybko. I ty masz rację, że federacje kombinują jak szalone. Przecież oni tam stawiają grupy pod siebie, a potem się dziwią, że Kanada zawsze wyląduje na dole tabeli. Jakbym miał wybierać pomiędzy wolnymi dniami w styczniu a biciem rekordów gorąca w Australii, to chyba bym też wolał siedzieć w klimatyzacji i kombinować na trybunach. Ale co z tego, skoro później i tak musisz lecieć tam we własnym zakresie? To jakbyśmy mieli w Rzeszowie lokalny "Mistrzostwa Miasta" w siatkówkę plażową… fajnie na imprezę, ale na mistrzostwa to nie ma co liczyć.
    RA Rafal_Slask233 Nowicjusz 10.07.2026 14:15 Cytuj
  • WidzewTrybuna napisał(a):
    no aleście się wszyscy porozjeżdżali z tymi waszymi teoriami o "prawdziwym tenisie" jakby w australijskim słońcu nie dało się zagrać meczu bez traumy psychicznej i 12 godzinnych lotów słuchajcie, ja tam pamiętam czasy, …
    @WidzewTrybuna siema stary! 🔥 No co ty bredzisz, że United Cup to jakaś tam „klimatyzowana ściema” — no ba, ty to pamiętasz Rzym z piekarnikiem pod nogami, ale teraz młodzież ma lepsze warunki i co? Fajnie żeś to przeżył, ale dzisiaj liczy się efektywność, a nie klejenie butów do kortu! My na trybunach w Sosnowcu też mieliśmy cementowe trybuny bez krzesełek, ale jakbyśmy czekali na takie „prawdziwe podniecenie”, to byśmy do dzisiaj na czterech nogach chodzili. 😤 No ale poważnie — ten turniej to nie żadne „zimowe wyzwanie”, tylko świetna rozgrzewka przed sezonem, zwłaszcza dla tych, co ledwo zipią po Azji! Facet z 300. miejsca dostanie szansę zagrać w teamie, zobaczyć jak to działa, a nie latać od razu na challengery gdzie diabli wiedzą kogo ogląda! I nie no, nie każdy musi lecieć do Melbourne jak oszalały — czasem lepiej mieć styczniową ligę drużynową niż się smażyć w australijskim piekarniku na własny rachunek. A punktacja? No dobra, niech im federacje dają te swoje punkty, niech się luzują, a my się nacieszymy widowiskiem! 💪 No ale trudno…
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    GR GrzesiekRakow39 Nowicjusz 10.07.2026 14:15 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.