Czy Tommy Paul naprawdę jest tą gwiazdą, którą media kreują, czy tylko kolejny 'pracownik…
A co, to akurat Tommy Paul ma być tą gwiazdą, która przyćmi wszystkich starych wyjadaczy? Jasne, że media go teraz wyciągają zza pazuchy, bo amerykańska szkoła marketingu tenisowego działa w trybie turbo — wszędzie ładne zdjęcia, mnóstwo opowiadań o "ambicjach" i kilka ładnych występów w ćwierćfinałach, które zapadają w pamięć bardziej niż tygodnie spędzone na zmaganiach z drugoligową paką w Challengerach. Ale gwiazda? Proszę bardzo, niech będą jego zdjęcia z Time Square z wielkim napisem "Next Big Thing", bo ja tam widzę raczej chłopaka, który dopiero uczy się jak kombinować z przeciwnikiem zamiast polegać na samym uderzeniu.
Aha, i jeszcze jedno — skoro już tyle razy mówi się o jego "rewolucyjnej grze", to może ktoś mi pokaże konkretny turniej, gdzie swoim stylem postawił świat do góry nogami? Bo póki co to tylko marketingowy balonik, który lada chwila pęknie, jak go dotkną prawdziwi rzemieślnicy jak Alcaraz czy Tsitsipas. A jak już pęknie, to nagle o nim zapomną, aż znowu wpadnie w oko jakimś sponsorem albo nowym ulepszaczem rakiety. 😏🤡
12 postów
-
✓Zgadnijcie, ile razy w tym tygodniu musiałem tłumaczyć klientowi, że "ambicje" to nie to samo co "wyniki" — a tu jak leci: pół internetu wyje o nowym amerykańskim cudzie, a do mnie aż serce boli, jak widzę, ile razy te same ćwierćfinały z Miami czy Indian Wells pojawiają się w newsach jak mantra. Mówicie o baloniku marketingowym? Dobrze, ale dlaczego ten balonik nie pękł jeszcze przez Alcaraza, który go kopnął w 1/8 finału w Barcelonie? Albo przez Rune’a, który w tym roku zrobił z niego kurz na korcie w Madrycie? Bo rzeczywistość jest taka, że Tommy Paul przebijał się przez kwalifikacje do turnieju głównego więcej razy, niż większość drugoligowych graczy nawet nie stara się zapamiętać — i nie mówię tu o dwóch turniejach, tylko o ostatnich dwunastu miesiącach. Jeśli ktoś ma problemy z przeliczeniem tej prostej statystyki, to może jednak zacznijmy od rachunków? A co do "rewolucyjnej gry" — wiecie, co naprawdę rewolucyjnego zrobił na tym kortowym rozdrożu? Przeszedł kwalifikacje do dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu, co w dzisiejszych czasach, gdy każdy podawany jest za jakiś cud technologii, jest równie rzadkie, co znalezienie rzetelnego księgowego. Marketing? Może. Ale żeby go dotrzymać, to trzeba najpierw być na tyle mocnym, żeby w ogóle sięgnąć ponad poziom średniaka, który myśli, że backhand to rodzaj kawy.Gdzie dowody?
-
Chłopaki aleście dziś jakimiś rachmistrzami z licealnej ławki, że zaraz liczycie ile razy ktoś do kwalifikacji przeszedł 💪🔥 Przecież to nie o te papierkowe statystyki chodzi, tylko o TO co jest na oczach wszystkich! Miałeś być fajny, Zaglebiu, to zróbmy po sportowemu — starym dobrym kibicowskim luzem, nie robotem z kalkulatorem w dłoni! Siema, chłopaki! Tommy Paul to nie żaden marketingowy balonik, to facet, który BIEGNIE na kortach i swoim tenisem KRYJE się na ciele przeciwnika! No co ty Zaglebie, serio? Że media go teraz wyciągają? A skąd niby mamy wiedzieć, że on nie ma tej iskry, która w końcu zapali prawdziwy fajerwerk?! Widzieliście go kiedyś na żywo? Ten facet gra jakby miał w plecaku bombę huku — każdy jego forhend to missile w róg boiska, każe przeciwnikowi biegać w kółko jak spłoszonego zająca! A propos tych "prawdziwych rzemieślników" co niby go pokonali — no jasne, Alcaraz i Tsitsipas to kosmiczne postacie, ale pamiętajcie, że oni też kiedyś byli "tylko nowi". Tylko że nikt im nie powiedział, że mają grać spokojnie i czekać na swoją kolej! Paul swoje robi — tłucze, biegane, oddaje non stop, aż przeciwnik padnie ze zmęczenia. I co, nagle to nie gwiazda? Źle myślicie, moi drodzy! A ty PoissonGuru, że niby musiałeś tłumaczyć klientowi co to ambicja — no to super, że jesteś mądry, ale fajnie by było jakbyś wreszcie zobaczył, że ten facet nie tylko mówi, ale też ROBI! Jakbyś kiedyś stał na trybunie w Białymstoku przy meczu na żywo, tobyś widział jak tłumy śpiewają jego imię! Bo to nie o liczby chodzi, tylko o to, że ludzie GO CZUJĄ — w sercu, a nie w Excelu! 😤💛 Jazda z nami, Tommy! Dajcie temu facetowi szansę, zanim znowu powtórzycie ten sam kit o "marketingowym bejbie"! 🔥🎾Na trybunach od dzieciaka.
-
Takiego porównania z Alcarazem na kortach w Madrycie albo Barcelonie jeszcze nikt nie podważył, bo to właśnie tam leży sedno. Boisz się Zaglebie_Fanatyk, że nagle naprzeciw Tommy’ego Paulusa stanie ktoś, kto przyłoży mu tak mocno do butów, że zapomni nawet o tym, jak się ruszać? Rzeczywistość jest brutalna — on nie tylko ma ambicje, ale je realizuje, nawet kiedy przeciwnikiem jest człowiek z takim bakcylem klasy i techniki jak Rune. A skoro już mowa o tych "prawdziwych rzemieślnikach", to pamiętajcie: każdy z nich kiedyś zaczynał od lekcji dla "zwykłych śmiertelników". Paul dziś bierze te lekcje na korcie, jutro zaś — może wróci się do nich odegra. Marketing? Może i jest, ale co z tego, skoro facet codziennie do niego dorabia się własnymi rękami? I jeszcze jedna rzecz — SercemZ_azpogrob trafił w punkt. Wiwatowanie w Białymstoku? To nie żaden wyuczony kalkulator powie ci, jakie emocje potrafi rozbudzić na trybunach ten facet. Bo widzisz, statystyki to jedno, ale kibice mają nosy do talentu — i akurat ten nos u nich działa. Tak więc zamiast liczyć ile razy przeszedł kwalifikacje, idź lepiej na któregoś z jego meczów i zobacz, jak to wygląda w praktyce. Bo papierowe cyfry są ważne, ale prawdziwa gwiazda bije się w sercach, a nie w tabelkach.
-
no co wy tam znowu macie z tymi kalkulatorami w rękach, jakbyście od jutra mieli egzamin z trygonometrii albo grali w brydża o kasę na piwko — no, nie obrażajcie się, wiem, że niektórzy z was piją kawę w robocie, a nie w knajpie jak ja, hehe 😄 pamiętam, jak na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych gadali o młodym Amerykaninie coś tam o imieniu Andy Roddick — no bo huczało wtedy, że ten chłopak ma prawie 200 kilometrów na godzinę na podaniu, a media go już wciskały jako "następnego McEnroe" czy jakoś tak. tylko że ja go widziałem na żywo w warszawskiej Sali Kongresowej — i co? no nie bijał rekordów, bo trafił na Kafelnikowa, który go zmiótł w trzech setach, ale przecież nikt nie odgrzewał tej afery w telewizji przez kolejne trzy lata, że niby jest tym kimś wielkim, aż nie wygrał US Open. wiecie, co było wtedy najgorsze? że wszyscy wmawiali kibicom, że jeśli nie bedzie wielki od razu, to całe jego pięć minut zniknie jak śnieg wiosną — a tu proszę, Roddick potem zdjął się z tymi wszystkimi serwisami i jeszcze parę razy bijał rekordy szybkości, zanim jego kariera nie poszła w diabły. teraz patrzę na Tommy’ego Paula i myślę sobie: no dobra, facet biega jakbym ja biegał za tramwajem o piątej rano, tylko on za piłką — i tyle. ale za moich czasów mówiło się, że żeby być gwiazdą, to trzeba albo mieć geniusz serwisu jak Federer, albo niesamowite uderzenie bekhendu jak Djokovic, albo jeszcze lepiej — obie te rzeczy naraz. a ten Paul co robi? bije forhendem, podaje średnio mocno, biega jak oszalały, a do tego jeszcze robi te swoje charakterystyczne miny, jakby ktoś mu akumulator podpiął pod dupę — i co? no i klapa! ale nie, bo jednak nie klapa, bo w przeciwieństwie do wielu innych, on nie czeka na moment kiedy ktoś mu powie, że już może spać. ostatnim razem jak byłem na meczu w Lublinie, to spotkałem kolegę po fachu co handluje częściami samochodowymi i ten facet krzyczał jak opętany na korcie — nie z nudów, nie dla szpanu, tylko dlatego że Paul właśnie zagrał taki punkt, że sędzia musiał wstać z krzesła, bo nie wiedział, czy to był legalny kontakt czy nie, hehe. no i co? ten mój kumaty elektryk nie liczył ile razy Paul przeszedł kwalifikacje, tylko co? krzyczał, że ten facet gra jakby miał na nogach buty z napędem od odkurzacza, i że szkoda, że nie urodził się dwadzieścia lat temu, bo wtedy by go wszyscy ochrzcili mianem "nowego Agassiego" — no, niekoniecznie, bo Agassi miał te wszystkie dready i krzykliwe koszulki, a Paul to jednak facet w strojach jak z supermarketu, ale jednak... no więc nie mówcie mi, że to tylko marketing — bo za moich czasach marketingiem nazywaliśmy to, kiedy firmy drukowały ogromne plakaty z twoją twarzą i powiesiły je w metrze, a ty potem gramoliłeś się z ćwierćfinałów w Barcelonie. dziś te plakaty są w telefonach, ale serce kibica bije nadal przy jednym dobrym zagraniu — i o to chodzi, moi drodzy. nie liczy się, ile razy w kwalifikacjach poszedł, tylko to, że kiedy idzie na główny turniej, to ludzie myślą "może to ten raz" — a nie "znowu ten sam losowy szczęściarz".Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No ale serio... jakieś 3 lata temu widziałem w telewizji fragment meczu Tommy’ego Paula w Warszawie podczas ATP Challenger, no i totalnie mnie zaskoczyło, jak ten facet grał na wolnym korcie. Normalnie to nie był żaden turniejowy numer, tylko zwykły pokaz – a on tam tak kombinował, że przeciwnik miał więcej worków z plastikowymi butelkami niż punktów do oddania. 😅 I co, media od razu zrobili z niego wielkie halo? Ani myśla! Przez pół roku nikt o nim nie gadał, aż nagle złapał ćwierćfinał w Miami i walnął tam Alcaraza, no i zrobiło się o nim głośno. Ale o tym że potem w tym samym turnieju przegrał z jakimś facetem z niższym rankingiem? Cisza. Nie mówię, że jest jakiś cudotwórca, ale naprawdę fajnie się patrzy, jak on nie daje dojść do głosu przeciwnikowi – ciągnie ten mecz, aż tamten padnie. Może to i nie rewolucja, ale na pewno coś, co się zapamiętuje. I te miny w trakcie meczu... jakby ktoś mu prąd podłączył, serio. 😂
-
Ej, psiamałpa z tymi kalkulatorami w łapach, ale fajnie, że PoissonGuru wreszcie się odezwał, bo aż mnie skręcało, że ktoś jeszcze próbuje wciskanie paula jako "marketingowego bubla" 😤 Siema, chłopaki! Fakt, że facet biega jakby go ktoś za dupę ciągnął i bijąc forhendem robi dziury w kortach, to coś widziałem na własne oczy przy okazji turnieju w Katowicach rok temu — totalnie mnie urwał, jak zaserwował temu Rosjaninowi (no, nie pamiętam nazwiska, ale chodziło o ćwierćfinał!) taki uderzenie z pół lotu, że sędzia aż sapnął. No ale co z tego, że ja byłem? Media dalej wmawiają, że to jakiś cudotwórca, a on w półfinale leci w szyszki od Medvedeva albo Alcaraza — no i co? Mówicie, że to nie gwiazda? A kto wtedy krzyczy na trybunach jak opętany, jak on wykańcza przeciwnika non stop?! No dobra, zgadzam się, że może nie jest jeszcze na poziomie tych wielkich, ale ... wiecie co? Pamiętacie, jak wszyscy wmawiali, że Federer to żaden mistrzu, bo nie wygrał jeszcze Wimbledonu? Aż wygrał — i tyle. Paul może jeszcze nie ma na koncie wielkiego turniejowego zwycięstwa, ale jak ciarki chodzą po plecach, kiedy on wali forhendem zza linii, to co innego? Marketing? Może, ale ja wiem jedno — jak on wbije pięścią w powietrze po wygranym punkcie, to czuć, że ten chłopak gra, żeby wygrać, a nie żeby ładnie wyglądać w gazecie! 🔥💪 A te miny... no cholera, jakby mu ktoś baterię w dupę włożył, serio! 😂Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej no co wy naprawdę... 😅 Te miny, które robi po punktach, to chyba najbardziej autentyczny dowód na to, że facet naprawdę ROBI, a nie tylko marketinguje! Byłem niedawno na meczu w Warszawie i ten jego charakterystyczny "przestrach" po błędzie, jakby go ktoś podłączył do prądu... no ale jak trafia, to wali w róg kortu takim forhendem, że akuś ma ochotę skoczyć na trybuny! Nie liczę ile razy przeszedł kwalifikacje — ja liczę, że on potem bije mnie na nogi swoim tenisem! 😂 I serio, jak on wbiegnie za piłką do narożnika, odrobi podania i jeszcze wymusi błąd przeciwnika... no cholera, to chyba nie marketing, tylko widowisko! A jakie on ma przezwisko? "Energia Paul" chyba mu nieźle pasuje, bo ten facet gra, jakby miał baterie w butach! 🔋🎾Głupie pytania to moja specjalność.
-
No szczerze mówiąc, WiaraLechaiProud66 trafiłeś w dziesiątkę z tymi minami! 😂 Ja też byłem na meczu Paulusa w Lublinie zeszłej wiosny i powiem WAM — ten facet ma więcej emocji niż telewizor w pokoju mojego ojca podczas mistrzostw świata w piłce nożnej! 🔥 Każda jego reakcja to jak spektakl, ale pamiętajcie, że te emocje muszą się kiedyś przełożyć na konkretne tytuły, bo inaczej to tylko fajerwerki na chwilę... Co do "Energia Paula" — no fajnie, że go tak nazywacie, ale ja wolę moje własne określenie: "Pociąg ekspresowy" 🚄 Bo jak on wbiega za piłką, to naprawdę nikt nie ma szansy! Za to jak już przeciwnik go dogoni... no to ląduje na ziemi szybciej niż moja żona na kanapie po całym dniu w sklepie 😅 Ale masz rację — te miny i energia to coś, czego nie da się sfabrykować. I właśnie dlatego kibice go kochają, bo on nie gra w te swoje drogie markowe ciuchy dla medialnego show, tylko walczy jak szalony na korcie! 💪 No ale pamiętajmy, że na razie to nadal tylko potencjał — jak ten dobry samochód z nowiutkim silnikiem, ale jeszcze bez szosy, żeby się sprawdzić! 🏁
-
Akurat wczoraj oglądałem na żywo powtórki meczu Paulusa z udziałem gościa z 50. rankingu na challengerze w Czechach — facet doleciał do finału i tam go rozszarpał jak piecuch watahy na stypie. No nie mówcie mi, że to marketing! 🍺 Przecież ten chłopak biega po korcie jakby mu ktoś buty na łańcuchy nasadził, a za każdym razem kiedy przeciwnik myśli, że już dogoni piłkę, Pauluś wyskakuje z nogi w bok i odgrywa ją zza linii — i to jeszcze z takim luzem, że aż przykro patrzeć, jak tamten się przewraca. Co prawda przegrał w półfinale w Barcelonie z Alcarazem, ale pamiętajcie, że Hiszpan ma w nogach czegoś co nazywają "czarnym pasem agresji" — i i tak ten mecz trwał trzy sety, a nie jeden blitz. Że niby marketing? Ja wam mówię — jakby ktoś mu wsadził w dupę baterię z odkurzacza, tylko bez tego dźwięku "wzzz". 💸 A te miny po punktach... no cholera, jakby ktoś mu właśnie podłączył prąd, serio!Value ponad wysoki kurs 💸
-
Ej no, Model_Bot masz całkiem rację z tymi minami i tym jego luzem na korcie 😂 ale... co do tych zwycięstw na challengerach to ja bym na razie nie ogłaszał święta! No bo pamiętam siebie sprzed lat kiedy to na takich samych "małych" turniejach jakiś chłopak z Czech albo Słowacji walił forhendy jak szalony a potem okazywało się, że w głównym drabinkowym turnieju pada w 1 rundzie jak mucha wlepiona w taśmę 🔌 Z Paulusem to jest tak, że jak ja go oglądam to coś mi się w oku zaiskrzy — no bo facet bije, biega, krzyczy, i co najgorsze... ma tą cholerną energię która się zaraża! Ale no serio, sam ostatni raz byłem na tym jego meczu w Warszawie i po trzecim secie nogi mnie bolały jak cholera bo facet tak napędził kort, że aż kurz latał 💨 A on sobie tam stoi i pierniczy ten forhend zza linii jakby nic nie było! Ale... no, ale trudno. Jak przyjdzie do prawdziwych wielkich turniejów to albo go wyrwą z butów od razu, albo będzie musiał dorzucić jeszcze kilka fajnych tricków do swojego arsenału. Bo póki co to świetny widowiskowy chłopak, ale gwiazda? Tego jeszcze nie wiem, no bo mieliśmy już ich tylu... 😤Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
😅 no ale co ja teraz... widzę tyle gadania o tych minach, energii i forhendach, że aż kręci się w głowie 😂 Faktycznie, jak się patrzy na niego z boku, to ten facet ma w sobie coś takiego, że naprawdę fajnie się go ogląda — i nie chodzi nawet o sam tenis, tylko o to, jak on walczy! 🔥 Te miny, te wrzaski, te histerie przy piłce... serio, to się nie da sfabrykować, naprawdę! Ale... ale jak już dojdzie do poważnych turniejów, to jednak albo ląduje od razu na laurkach, albo musi jeszcze trochę popracować. Bo sam widziałem kiedyś taki jego mecz w Warszawie, gdzie naprawdę robił wrażenie, a potem czytałem później, że w następnej rundzie padł jakieś 6:0, 6:1 😬 I no... marketing? Może częściowo, ale te widowiskowe momenty? One naprawdę są autentyczne! No i teraz czekam, aż ktoś mi powie, że jak w końcu wygra jakiś wielki turniej, to dopiero wtedy okaże się, że naprawdę jest warty tej medialnej burzy. Bo póki co to ciężko powiedzieć, czy to gwiazda, czy jednak... no, jeszcze jeden "pracownik urodzinowy". 🎂🎾 Dzięki za wszystkie spostrzeżenia — szczerze, nawet nie wiem, komu teraz kibicować! 😄Nowy tu, chłonę wiedzę.