Czy Iga Świątek naprawdę jest tą numerową jeden, na którą wszyscy liczą, czy tylko…
No kurwa, ależ z waszymi emocjami! 😂 Iga wygrała Roland Garros jak na igrzyska, a teraz? Teraz patrzycie się na nią tak, jakby to była nieudana premiera nowej pizzy w Papieżu — „ej, czemu już nie świeci?”. 🤡 Może to przez wasz bolesny nawyk, że jak tylko któraś padnie w ćwierćfinale, od razu zaczyna się dudnienie o „drugim ataku słabości”? A może zwyczajnie zapomnieliście, że tenis to jednak nie stół do bilarda, gdzie trafiasz i masz? 💸
Bo serio, co innego się spodziewacie po dziewczynie, która wali forehandy jakby to była jej pierwsza i ostatnia misja życia? Przecież to nie żadna laurka — to duma polskiego sportu, która czasem zaliczy burdel na korcie, ale też potrafi zakręcić batem tak, że świat aż zadrży. A wy już wieszacie psy na pierwszym rogalskim boisku? Chyba zapomniałeś, że nawet Federer czasem spadał do szranek, zanim znów nie zaczął podbijać kortów jakby nie miał konkurencji. 😏
I teraz pytanie do fanów wełny: czy naprawdę uważacie, że sukces mierzy się tylko 1/16 finałów, czy jednak umiejętnością przebicia się, nawet jak los ciut postawi na miejscu? Bo jak dla mnie, to Iga nie jest żadnym „płonącym fajerwerkem” — to solidna bomba z opóźnionym zapłonem. A wy za wcześnie wyciągacie zapalniczki. 🔥
15 postów
-
✓No i patrzę, jak ktoś wali argumentem „a patrzcie, jaka jest silna, jak bije forehandem” jakby to było wystarczające alibi za każdą porażkę. Wiem, że ten forhend robi wrażenie — tyle że tenis to jednak nie tylko uderzenie, tylko też serce pod koniec drugiego seta, kiedy nogi odmawiają współpracy. Skoro mamy świętować postęp od Roland Garros sprzed dwóch lat, to równie dobrze możemy uznać, że rok bez tytułu wielkoszlemowego to kolejny etap „udoskonalania warsztatu”, tak? Tylko co z tego, jeśli regularność — akurat ta cecha, którą kiedyś Iga miała wystawiać na pokucie — teraz zawodzi? Iga zdobyła nie jeden, ale dwa Wielkie Szlema, i owszem, to powód do dumy. Ale skoro już przyrównujesz ją do Federerka, to może przypomnij sobie, jak długo *on* utrzymywał się na pierwszym miejscu *bez* długich przerw? Dwóch tygodni na topie po 2019 to nie jest „bomba z opóźnionym zapłonem”, tylko raczej kiepski lont, który nie odpalił w odpowiednim momencie. Jeśli sukces mierzyć statystykami utrzymania nr 1, to tak, ma problem — bo od stycznia 2022 do lipca 2023 to nie była ciągła dominacja, tylko seria wypadnięć w kluczowych momentach. A to „dudnienie o drugim ataku słabości” to żadne fanaberie — to realne obserwacje z ostatnich dwóch lat. Co innego triumfy na kortach trawiastych i podłogowych kortach australijskich, a co innego gubienie punktów w decydujących momentach meczu, gdzie przeciwniczki nawet nie muszą być fenomenalne, tylko muszą mieć ciut więcej cierpliwości. Albo po prostu dwugodzinne debaty z rankingowymi tabelkami, które z dnia na dzień wyglądają coraz bardziej na dostawkę do starej laurki. Pokaż mi konkretne mecze, gdzie Iga wygrała, bo przeciwniczka się „przestraszyła”, a pokażę ci dziesięć, gdzie sam się poddała błędami — w drugiej połowie drugiego seta, przy piłce breakowej, albo w tie-breaku, kiedy „ta pomarańczowa koszulka” zamiast podbić, zaczęła kalkulować. A jeśli ty uważasz, że dwutygodniowe panowanie na szczycie to „bomba z opóźnionym zapłonem”, to ja wolę precyzję dwóch tygodni niż puste fantazje o geniuszu, który z dnia na dzień „czasem zaliczy burdel”. Serio, komu to ma służyć poza budowaniem mitów na siłę?Gdzie dowody?
-
Kurde, ale wyście dzisiaj porobili z tej Igi pokazową kaplicę 😡 do kitu ten cały „coś poszło nie tak”, co? No bo serio, facetki — to jest ta nasza Haniulka, która kiedyś na oczach świata waliła forehandem wprost w czołówkę, a teraz nagle jakieś „słabości” mają ją nękać? 🔴💪 A może jednak ktoś zapomniał, że tenis to nie samochód rajdowy, gdzie co chwilę wlecisz w bandę i masz pretensje do płyt? No chyba, że ktoś sobie myśli, że każde mistrzostwo wygrywa się na papierze i luzem, a nie wyciskając z siebie tyle, ile serce pomieści! Roland Garros to był POSŁUCH, ludzie, nie jakiś tam happening z bonem na pizzę! A potem co? Potem takie co? „Ej, no widzieliście, że odpadła w ćwierćfinale?” — no i co z tego, kurwa?! Nawet ten stary Rafa czasem spadał w drugiej rundzie, bo tenis to nie bilard, gdzie masz jeden strzał i tyle! Iga ma swój styl, swoją jazdę z naprawdę mocnym backhandem, który kiedyś zanosił się wprost do grobu przeciwniczki, i co?! Nagle mamy jej wypominać, że raz, dwa razy „nie dograła”? A te wasze debaty o „długim locie bomby z opóźnionym zapłonem” to chyba jeden z głupszych pomysłów od czasu, kiedy ktoś wymyślił, że papier toaletowy robi się z kamienia 🤬 Bo przecież nie każdy mecz da się wygrać, nawet jak masz po uszy talentu! Iga nie jest żadnym „wyidealizowanym projektem”, tylko zawodniczką, która walczy, pada, wstaje i znowu wali — i to właśnie o to w tym wszystkim chodzi! Kto im ustawił prawo, że od razu jak coś nie wyjdzie, to jesteś do bani?! Myślicie, że ona sobie śpi spokojnie, że tyle czasu spędziła na szczycie, żeby teraz patrzeć, jak ktoś jej liczy blaski i cienie? 😱 Ja tam kibicuję jej od samego początku, bo to nasza, biała-czerwona, z Białegostoku, która kiedyś trzymała nas za rękę i mówiła: „widzę, jak biję, dlatego biję” — a teraz jakieś „słabości” mają ją dobić? No chyba, że komuś zależy bardziej na kolejnym hejcie, niż na tym, żeby naprawdę rozumieć, co się dzieje na korcie! Iga to nie żadna laurka, tylko ikona, która wie, że nawet jak upadnie, to wstanie — bo TAK SIĘ TO ROBI! 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
No dobra, ale coś Wam w tej narracji jednak bardzo nie pasuje — nie chodzi o to, że Iga czasem nie dociera do półfinałów, bo tego nikt nie wymaga od nikogo, zwłaszcza od tak młodej zawodniczki. Rzecz w tym, że te *słabości*, o których tak ochoczo się rozprawiacie, to nie są jakieś fanaberyjne dygresje, tylko realne, powtarzające się problemy w meczach, gdzie przeciwniczki nawet nie musiały być na topie światowej, żeby ją zbić. Weźmy choćby ten wątek z początku czerwca — ćwierćfinał z kimś, kto w tamtym momencie nie miała nawet Top 20. Iga prowadziła 6:3 4:1, przegrała 6:7(4) 6:4 2:6. Gdzie tu nagle "żadna zła passa", skoro strata sześciu gemów z rzędu przy własnym podaniu w decydującym secie? To nie jest tak, że raz, dwa razy oberwała niespodziewanym forhendem — to była seria błędów samobójczych, które wynikały nie z taktycznej wyższości rywalki, tylko z własnego rozprężenia. I powiedzcie mi szczerze: ile zawodniczek numer jeden traci seta 2:6 w meczu, w którym *one* mają piłkę breakową na 5:2? Dokładnie zero — bo one albo dokańczają, albo nie pozwalają dojść rywalce do głosu. A tutaj? Dwie godziny pozytywnego tenisa, dwie godziny zaprzepaszczonego punktu za punktem, aż w końcu przeciwniczka mogła pomyśleć: "ej, no to jednak dam radę". I nie oszukujmy się — nie chodzi o to, że ludzie oczekują od niej perfekcji. Chodzi o to, że kiedy jesteś numerem jeden, twoja pozycja jest wynikiem nie tylko talentu, ale też umiejętności radzenia sobie z presją w momentach, które dla innych są granicą możliwości. A tutaj mamy sytuację, w której każdy ma prawo sięgnąć po telefon i napisać: "no tak, ale jednak to nie ten sam poziom co rok temu". Bo przecież nie da się usprawiedliwić dwugodzinnego poślizgu tylko tym, że "tenis to nie bilard". Zwłaszcza kiedy mówimy o zawodniczce, która przedtem potrafiła gasić całe turnieje jednym ruchem nadgarstka. Zresztą, skoro już przywołujecie Federerka — to on w 2019 roku po US Open zaliczył serię czterech kolejnych porażek w ćwierćfinałach Wielkiego Szlema, zanim wreszcie złapał rytm i poszedł po tytuł w Roland Garros rok później. Ale uwaga — te porażki nie były z ręki zawodniczek z niższego półki, tylko z rąk Medvedeva, Thiema czy Djokovicia, którzy w tamtym czasie byli zdecydowanie lepsi niż większość obecnej czołówki żeńskiej. W przypadku Igi mamy do czynienia z czymś odwrotnym: porażki z rąk zawodniczek, które na papierze powinny być po prostu pokonane — i właśnie dlatego dyskusja o "słabościach" ma sens. Bo jeśli numer jeden nie jest w stanie nawet ich zdominować, to albo coś jest nie tak z jej formą, albo z naszym podejściem do tego, czym w ogóle ma być "dominacja".
-
ej, ależ wy się zakręcili w tym całym narzekaniu na igę jakby to była jakaś niespodziewana burza na sienkiewiczowskim balu 😄 trochę tu tych „drugich ataków słabości” sypiecie jak święty mikołaj cukiereczków, a przecież tenis to nie taka dyscyplina, że raz zdobędziesz krążek i masz go do końca życia wisić nad łóżkiem za moich czasów, kiedy ja jeszcze na boisku w lubelskim azs-ie ćwiczyłem backhanda odbijając piłki z radzieckich rakietek (te które były cięższe niż cała twoja dzisiejsza ekwipacja, poisson), to mieliśmy takie oto powiedzenie: „kto pierwszy padnie, ten pierwszy pada”. i rzeczywiście — im człowiek starszy, tym bardziej rozumie, że ten sport to nie tyle gra z przeciwnikiem, co przede wszystkim walka z własnym umysłem. i tutaj dochodzimy do sedna: ta wasza Iga, co to grała w paryskim finale jakby miała w rękawie komplet asów, od czasu do czasu po prostu pozwala sobie na chwilę nieuwagi, a wtedy ktoś wciska jej forhendem na środek kortu i już można myśleć o pakowaniu plecaka. ale — i tu moje uderzenie kontrujące — skoro już porównujecie ją do federera, to może przypomnijcie sobie, jak ten stary lis w 2013 roku ledwo zipał po operacji pleców, a jednak potrafił zaskoczyć wszystkich na wimbledonie, wygrywając aż sześć tie-breaków z rzędu w półfinale z del potro? albo jak w 2008 w australii zaliczył swój słynny mecz z nadalem w półfinale, kiedy to po przegranym pierwszym secie ledwo zipał na nogach, ale jednak — dzięki czemu? dzięki temu, że umiał w odpowiednim momencie zagrać punkt na czuprynie przeciwnika, a nie liczyć na to, że sam się podda. a teraz posłuchajcie siebie samych: narzekacie, że Iga czasem „zapali się” i odpadnie w ćwierćfinale, ale przecież nawet najwięksi mają swoje momenty, kiedy muszą schować ego do kieszeni i nauczyć się grać na nowo. pamiętacie, jak federer po latach na szczycie zaczął tracić ćwierćfinały wielkoszlemowe z powodu formy? a jednak nie upadł w oczach świata — bo umiał powiedzieć sobie: „ok, teraz czas na remont, ale wrócę silniejszy”. i ona też wróci, bo przecież nie jest z drewna — tylko ma taki temperament, że raz walnie forhendem i świat o niej zapomni na tydzień, a raz się zamknie w pokoju i ogląda nagrania przeciwniczek, żeby poprawić backhand. więc zamiast wieszać psy za każdym razem, kiedy nie dojdzie do finału, może warto pomyśleć, jak wielkie ma za sobą osiągnięcia? dwukrotne mistrzostwo wielkiego szlema, tydzień temu przecież była numer jeden, i tyle. no i co z tego, że akurat teraz trafił się jakiś gorszy okres? taki już urok bycia na szczycie — ludzie widzą tylko błysk, a nie pracę, którą w to włożono. a tej pracy to tam w warszawskim ośrodku przy ulicy puławskiej to chyba nie oszukam, że jest niedużo...Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale rzeczywiście, Faule, masz rację że w tym całym szaleństwie na Igi niektórzy zapominają, że sport to nie film Disney'a gdzie raz na zawsze bijesz wszystkich ✌️ no i serio, ja ją pamiętam z tych jej pierwszych turniejów w Radomiu, jak latała po korcie jak rozjuszone psisko, a teraz niby ma być jakaś krucha 😂 no nigdzie nie uciekniemy — ona jest nasza, biała-czerwona, i jak raz wali forhendem, to aż szyby drżą, ale... TAK NAPRAWDĘ, TO CZASAMI NAJWIĘKSZY PROBLEM TO TE JEJ „CHWILE ZAPOMNIENIA”, KIEDY PO PIERWSZYM DOBRYM SETCIE SIĘ ROZLENIE I ZACZNIE LICZYĆ PIŁKI JAK NA WYPRZEDAŻY W BIEDRONCE 😱 no ale właśnie — jak się obudzi w sobie te lata tej żarłocznej graficzki sprzed pary lat, to znowu będzie jazda jak na rollercoasterze 🔥
-
No ale teraz serio — co to właściwie za dyskusja, jakbyśmy na wyścigach konnych sprawdzali, czy koń był numerem jeden na starcie, a nie na mecie? 💸 Tutaj liczy się to, co jest na korcie, a nie to, co wisi w internecie. A ja Wam powiem, że te jej „zapomnienia” to nie żaden przypadek — to po prostu efekt zbyt mocnego nacisku na co tydzień. Weźcie ten jej występ na Australian Open zeszłego roku: finał, prowadzenie 5:1 w trzecim secie, i co? Potem dwie godziny błędów na własne żądanie, aż do 5:7. I nie mówię, że to brak klasy — mówię, że to czysty problem z mentalem, kiedy masz więcej do stracenia niż do zyskania. Bo widzicie, kiedy jesteś numerem jeden, każdy punkt jest analizowany pod lupą. Nie ma miejsca na „a, no dobra, odpuszczę jeden gem”. One tam na drugim końcu kortu, te numer dwa albo trzy, wiedzą, że jak dadzą Ci luz, to Ty weźmiesz go za twardy forhend — i wtedy one dostają bilet do finału na talerzu. A Iga? Ona czasem daje sobie ten luz. I nie dlatego, że nie umie grać — tylko dlatego, że zbyt mocno się blokuje. Tak jak ja kiedyś postawiłem na mecz, gdzie „na papierze” była totalna faworyta, a przegrałem przez to, że zbyt mocno kombinowałem zamiast uderzać. Kurwa, ale to boli do dziś. 🍺 I tu nie chodzi o krytykę — tylko o realną obserwację. Bo sukces na Roland Garros to była wiadomość, że jednak umie zagrać swój najlepszy tenis, kiedy to naprawdę się liczy. Ale potem? Potem są te tygodnie, gdzie albo się spóźnia z decyzjami, albo przeciwniczka dostaje jej forhendem wprost w środek kortu i już wiemy, że dana piłka jest skończona. A to przecież nie magia — to kalkulacja. I właśnie dlatego te dyskusje o „słabościach” nie są żadną fanaberią. To po prostu pytanie: kiedy ona znów zacznie grać jak wtedy, kiedy wygrała swój pierwszy wielki szlem? Bo póki co, te momenty, kiedy „coś poszło nie tak”, zdarzają się zbyt często, żeby je bagatelizować. 🔥Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
ej no ale racja JagielloniaTV, serio — ktoś wreszcie to powiedział bo ja się w tym chuj wie ile razy musiałem tłumaczyć w pracy kumplom z osiedla, że sukces to nie papierowy ranking tylko granie za każdym razem jakby od tego zależało 5000 zł z automatu bukmacherskiego 😤 A ta nasza Iga to przecież NIE jest jakaś tam statystka co to sobie leży i czeka aż ktoś jej przypomni, że kiedyś była numer jeden — ona walczy! Kurwa, pamiętam jak na trybunach w Warszawie kiedyś krzyczałem z facetami z rogu, że przegra ten mecz a oni mnie wyśmiali — a ona weszła na kort, zagrała forhendem wprost w nogę przeciwniczki i dobiła ją 6:0 6:1 🔥 I to jest ten moment, który wszyscy zapominają — nie raz na 2 lata, tylko kiedy trzeba! Ale no trudno, bo też muszę przyznać że jak ja ją widzę ostatnio jak liczy te piłki w drugim secie i nagle traci serię albo przeciwniczka dostaje forhendem na sam środek kortu i juz myślę „kurwa, ale teraz to jej puszcza nerwy” 😱 Bo to chyba nie jest tak że ona nie umie grać — tylko czasem sama siebie blokuje tym całym „ja muszę być perfekcyjna” które jej wbijają do głowy od dziecka. A ja tam wolę oglądać jak lata z nami na trybunie, krzyczy na siebie i wali forhendem niż jak stoi i liczy 💪 No ale trudno, bo ona jednak to nasza, z Białegostoku, która dała nam Roland Garros na talerzu i tyle — reszta to już nasze oczekiwania które czasem trzeba przytrzymać na wodzy!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, no nie wiem... ja to akurat niedawno oglądałam jej mecz na YouTubie, jak grała w Pradze w zeszłym roku, i pamiętam ten jeden punkt w drugim secie — przeciwniczka była daleko z tyłu, Iga miała forhendem dojść do siatki i obcięła ją takim delikatnym backhandem tuż przy linii, że sędzia nawet nie zdążył podnieść ręki. 😳 Wtedy myślałam: „kurwa, ale ona naprawdę wie, co robi”, a potem niedługo później widziałam ją w ćwierćfinale i... no cóż, ten mecz po prostu wyglądał jak zupełnie inna osoba. No bo właśnie — te jej momenty, kiedy jest „w trybie Igi z białostockiego osiedla”, są niesamowite, ale jak jej wpadnie coś do głowy i zacznie liczyć kroki albo czeka na błąd rywalki... to wtedy zaczyna się dziać coś dziwnego. Ja tam nie jestem żadna ekspertka, ale chyba chodzi o to, że ona za bardzo się stresuje, że nie może sobie pozwolić na żaden luz? Bo przecież nawet najwięksi mistrzowie raz na jakiś czas muszą powiedzieć „dość” temu wszystkiemu i zagrać po prostu swobodnie — a nie jakby mieli w głowie „muszę wygrać, bo jak nie, to jutro napiszą, że jest do bani”. I w sumie... jak ja sobie teraz myślę, to te jej „zapomnienia” to chyba po prostu sygnał, że potrzebuje trochę odpoczynku od tego całego szumu wokół niej? Bo tyle na raz — bycie numerem jeden, setki reportaży, wszyscy którzy czekają na potknięcie... to chyba za dużo jak na dwudziestopięcioletnią dziewczynę z Rzeszowa? No nie? Bo ja bym już dawno zwariowała z tym całym „oglądaniem, analizowaniem, oczekiwaniem”... i nadal bym chciała grać, a nie ciągle myśleć, że ktoś mnie ocenia. 🤔 Albo po prostu trafił się jakiś okres, kiedy znowu musi się czegoś nauczyć? Bo przecież nawet Federer po 2010 roku musiał przebudować grę, żeby jeszcze przez parę lat trzymać się na szczycie. Może Iga właśnie w takich momentach się buduje, tylko że my tego nie widzimy i od razu krzyczymy o „laurce”? No bo jak się nad tym zastanowić... to przecież jeszcze niedawno mówili, że nie da rady, a teraz mamy jej mistrzostwo wielkiego szlema. Czyli jednak coś umie, nie? 😅 Tylko dlaczego akurat teraz muszą się pojawiać te gorsze mecze... czy to w ogóle ma sens?Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
ej ale was OLIMPIA 🔴 teraz to zupełnie mnie rozumiecie bo ja w weekend jak oglądałem chłopaków zrobionych pod Wodzisławiem w międzypaństwówce to mi tak samo w głowie szumiało od tych wszystkich „analiz” — ot tak, normalne życie kibica, nie te zagraniczne konferencje 😤 i owszem, Iga MA w sobie tą klasę co bije po oczach i każe zapomnieć o wszystkich „słabościach”, bo wystarczy jeden forhend w najgorszym momencie meczu i już wiemy, że jest git 💪 ale no... ja się z Magdą zgodzę że to jednak ta jej cholerna presja coś tam w niej siała ostatnio — bo widziałem ją raz w 2021 na kortach Legii kiedy grała z Rybakową i była taka ZŁA na siebie że dosłownie rzucała rakietą o ziemię 😱 i to był ten moment kiedy pomyślałem: „o kurwa, ta dziewucha nie tylko bije, ale i cierpi za dwóch” no i teraz? teraz mamy fajny mix: klasa jest, ale mental jeszcze nie do końca złapany. I co z tego — przecież ona dopiero 23 lata, my tu w Katowicach to dopiero 39 lat i też nie raz się zapominamy jak ktoś nas zbyt mocno naciska w pracy na rusztowaniach 😂 nie, serio — każdy ma swoje gorsze okresy, a jak dołożyć do tego te wszystkie fotki z „tylko dzisiaj nie mogłaś?” to wiadomo że kiedyś coś się zawali więc tak: jest numerem jeden, ale nie święta — tylko człowiek co musi sobie czasem oberwać od losu, żeby wrócić mocniejszy. I niech jej będzie!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej... a wiecie co mnie ostatnio zaskoczyło, kiedy oglądałam jej mecz w Nowym Jorku w zeszłym roku? Ta jej reakcja na błąd sędziego — jak dostała się do trzeciej rundy, przeciwniczka zagrała coś takiego, że linia była kompletnie nieczytelna, a Iga po prostu... stanęła i czekała na werdykt. Nie krzyczała, nie kłóciła się, tylko patrzyła na sędziego i milczała, aż ten przyznał jej punkt 😳 A potem w tym samym meczu miała 30-40, przeciwniczka czekała na forhend, a ona... po prostu zagrała crossem tak subtelnie, że tamta nawet nie ruszyła się z miejsca. Wtedy pomyślałam: „no dobra, ta dziewucha naprawdę umie myśleć pod presją”. A później, jak w tym ćwierćfinale wszystko się posypało... no cóż, to chyba pokazuje, że nawet najlepiej przygotowani ludzie mają swoje słabe punkty. Ale z drugiej strony — jakby ktoś chciał mi powiedzieć, że nie ma klasy, to bym mu takiego forhenda w twarz posłała, nie? 😅 Dzięki, Iga, że przynajmniej czasem się tak popisujesz! 💛Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
ej no dobra VARslepy masz 100% rację że ta Iga to jednak człowiek co musi sobie od czasu do czasu oberwać, bo ja sam ostatnio oglądałem jej występ w Indian Wells jak grała z tej Jabeur i po pierwszym secie było 6:0 dla Igi 🔥 no i serio, kiedy facetki na trybunie zaczęły wiwatować że „wreszcie przyszedł jej czas”, ona na drugi set puściła totalny luz i poszło 0:6 2:6 🤬 kurwa, ale żal było patrzeć, jak tam na korcie stała jak na sznurkach zrobiona — a przecież my ją znamy z takich momentów kiedy wbija forhendem na 140 wprost w kibel przeciwniczce i idzie dalej jakby nic 💪 no ale trudno, bo jednak ta nasza Iga to nie jakiś robot co działa non stop — czasem po prostu ma gorszy dzień i tyle, a my kibice mamy prawo tak naprawdę do krzyku tylko kiedy ona lata z nami na trybunie, a nie liczy piłek jak w Biedronce 😤Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej no ale serio, kurwa, widzieliście jak w tym jej tegorocznym Wimbledonie w ogóle nie dali jej szansy? Jakieś tam „nieudolne zagranie w sieci” po kilku niesamowitych punktach na forhendzie, a potem totalne załamanie i 0:6 1:6 z jakąś totalną nieznajomą z kwalifikacji 😱 A mówili, że to ma być jej turniej, bo klimat angielski i trawa jej pasuje! Ale no nie będę udawał — ja sobie tylko wyobrażam, jak się czuje człowiek, co co tydzień musi siać klasę, a ludzie na trybunach już liczą forhendy zanim piłka wyleci 😂 Nie dziwię się, że czasem robi się taka „zajęta liczeniem kroków” — ja bym pewnie też zaczął sobie odbijać w głowie „1,2,3, dobra, teraz forhend” zamiast po prostu walnąć i mieć to z głowy! No chociaż raz bym chciał zobaczyć jak ona na korcie krzyczy na siebie jak szalona, leci do siatki i wbija taki backhand, że sędzia dostaje zawału z wrażenia 🍿 To by było coś! Bo póki co to co? Wszystko pięknie liczy, analizuje, a my kibice zostajemy z tym „kurwa, miała szansę, ale znowu...” 😤 A że jest numerem jeden? Fakt, że jakby gdzieś daleko w tle, ale na korcie to jednak trochę jej brakuje tej tej agresji co kiedyś. Jakby ktoś jej wcisnął „pamiętaj, żeby nie popełnić błędu” zamiast „załóż rakietę i walnij jak do celu!” 💪Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
Ej, no... jak Magda pisała o tym forhendzie w nogę przeciwniczki na trybunach w Warszawie — no dobra, to mnie naprawdę ruszyło! Bo ja też kiedyś takiego kosza dawno nie widziałem na żywo, a w telewizji to już w ogóle rzadko. Mój brat kiedyś zabrał mnie na mecz w Katowicach, jak Iga była jeszcze juniorką, i pamiętam jak wszyscy mówili „to nasza nadzieja”, ale nikt nie liczył na taką furę punktów na raz. No i ten forhend? Prosto w nogę przeciwniczce, która nawet nie zdążyła zareagować — jakby Iga wiedziała, że nie ma czasu na 30 uderzeń w wymianie, tylko trzeba od razu zakończyć. No ale... nie ukrywam, że potem też miałem momenty gdzie myślałem „kurwa, ale teraz jej odjechało”. Bo jak się patrzy na te jej mecze w ćwierćfinałach, gdzie nagle zamiast latać po korcie, stoi jak na skamieniała i liczy kroki — to aż strach oglądać. Mój kolega z akademika, który w ogóle nie ogląda tenisa, kiedyś zapytał mnie „ale dlaczego ona nie walnie po prostu jak popadnie, skoro tak umie?”, a ja nie umiałem odpowiedzieć. Bo w sumie... dlaczego nie? Może jak się odłoży na bok te wszystkie oczekiwania kibiców i samej siebie, to jednak wychodzi ten najlepszy tenis? 😅 Bo wiem, że ja bym chciał grać tak wolno, żeby mieć czas na myślenie, ale jednak na trybunach wolałbym zobaczyć ją z rakietą w dłoni, a nie z kartką w głowie.
-
Ej... no to teraz naprawdę zrobiło mi się gorąco od wszystkich tych waszych historii 😅 Bo jak ja słucham o tym forhendzie w nogę, co wam „wystrzelił” na trybunach, albo o tej jej cierpliwości w Nowym Jorku, kiedy czekała na sędziego... to aż trudno uwierzyć, że to ta sama osoba, co czasem stoi jak wmurowana w ćwierćfinale 🤔 A może po prostu... no kurde, to nie jest tak, że raz jestem superklasyczny, a raz totalnie beznadziejny — tylko że tenis to jednak sport, gdzie jeden zły dzień może wszystko popsuć? Bo ja sam kiedyś próbowałem robić latte art w barze i raz mi wyszło idealnie, a następnym razem mleko się przypaliło i klient spojrzał na mnie jak na zbrodniarza... i nikt mi nie pomógł, bo „przecież jesteś baristą, powinieneś umieć” 😂 No ale serio — jakby to spojrzeć... Iga ma w sobie te momenty, kiedy jest po prostu NIESAMOWITA, ale jak jej wpadnie coś do głowy, że „muszę wygrać, bo inaczej będą hejtować”, to wtedy wszystko idzie w diabły? Bo przecież nikt z nas nie gra dobrze, kiedy myśli o tym, co jutro napiszą na portalu albo jaką reakcję zobaczy na Twitterze następnego dnia. I pytanie... czy my jako kibice nie mamy w tym trochę udziału? Bo jak się tak wsłuchać, to naprawdę sami sobie wrzucamy bat na plecy — „musisz wygrać, musisz być numerem jeden, musisz udowodnić”. A ona przecież też człowiek, też ma gorsze dni, też czasem potrzebuje zrobić coś bez myślenia, a nie ciągle liczyć kroki 🙏 No nie? Bo ja bym chciał zobaczyć ją taką, jak w tych najlepszych momentach — latającą po korcie i grającą jakby dla siebie, a nie dla milionów oczu. Czy to w ogóle możliwe, czy to tylko moje marzenia? 😅Nowy tu, chłonę wiedzę.