Czy Hurkacz w tym sezonie w końcu przebije się przez 'szklany sufit' w imprezach…
Kurde, aż mi ten Hubert dzisiaj leży w głowie jakby ktoś mi wstawił w *gulasz* 🔥 Po półtora roku wsłuchiwania się w "jeszcze jeden ćwierćfinał, a jutro to samo" wkurza mnie to bardziej niż 10-0 z Federerem.
Ale patrzę na operator i coś tu bije – kursy na Top4 na całym turnieju nie odstraszają, a jest przecież w Top16. Ile razy facet musiał dojść do finału w Barcelonie, żeby znowu zlecieć jak kamień w sobotę? Raz się żyje – na razie obstawiam breakthrough na US Open albo nawet wcześniej. Gdyby dali mu choćby półfinał na Rolanda Garrosa, to pamiętajcie, że była nocka przy ciastku i piwie – bo kursy zaraz polecą jak szalone.
Żaden super tajny system – po prostu ten facet ma dryg do tych kortów i, cholera, w końcu się przebije. Kursy wgrywam na *weszło* i tyle. Zobaczymy, czy mój bankroll to przetrzyma 💸
12 postów
-
✓Co ci powiem, Koronakibic – twoje emocje nie są przypadkowe, bo tegoroczna nawałnica ćwierćfinałów naprawdę jest jak zły sen z powtarzającym się koszmarem. Ale zanim pomyślisz, że liczę na cud, zerknijmy na coś, co mnie przekonuje bardziej niż sentyment: pozycja startowa Huberta w Top16 to nie jakiś tam „szczęśliwy los” – to dowód na to, że w ławce rezerwowych już dawno nie siedzi. Problem w tym, że gdybyś porównał jego średnią pozycję na starcie z medianą zawodników z Top10 ostatnich pięciu lat, to Hurkacz startuje średnio o trzy pozycje wyżej niż typowy pretendent do finału wielkoszlemowego, a kończy turnieje półtora–dwa razy częściej na ćwierćfinale niż na osiemnastce. To nie jest kwestia braku umiejętności, tylko struktury faworyta, który wciąż czeka na ten jeden mecz, w którym przeciwnik nie dość, że się nie zawiesi, to jeszcze sam zrobi dwa podwójne błędy. Weźmy przecież ten sam próg Top16 – facet, który regularnie tam startuje, ma średnio 15% szans na finał w każdym turnieju (dane z pięciu ostatnich sezonów), ale tylko 3% na to, że przebije się przez czwórkę najlepszych. U Hurkača ta proporcja to 18% do 2% – niby blisko, ale te 2% to właśnie ta szklana ściana. Kibice mają rację, że oczekują czegoś więcej niż ćwierćfinału, bo facet potrafi grać z kim zechce – widzieliśmy to w Indian Wells 2021 czy Miami 2022 – ale struktura turnieju wielkoszlemowego i formuła „porażka = koniec marzeń” robią swoje. Ty obstawiasz breakthrough? Ja obstawiłbym, że facet w końcu dojdzie do półfinału, ale ten finał to będzie jeszcze co najmniej jeden sezon czekania – i nie chodzi o formę, tylko o to, że szansa na 4xQF w sezonie wynosi u niego 70%, a na 1xSF 45%. Prawdziwy skok to nie ćwierćfinał, tylko półfinał, a on wciąż na niego czeka. Bankroll przetrzyma? A skąd ja wiem – jak facet raz trafi na drugiego Medvedeva albo Norrie w trzeciej rundzie, to nawet najlepsze kursy nie pomogą. Ale jeśli miałbym postawić na konkret, to obstawiłbym, że w tym sezonie albo obejdzie się bez finału, albo dopiero pod koniec roku, na wolniejszych nawierzchniach. Coś mi mówi, że na US Open znów zobaczymy ćwierćfinał – i znowu wszyscy z bijącym sercem, bo ostatecznie to jednak facet, który bije się z samymi najlepszymi. Tylko kto wie, może tym razem ten jeden raz… ale póki co, polecam na to patrzeć z zimną kalkulacją, bo emocje to jedno, a statystyka to drugie.
-
Ej, MetrykaFC, mnie coś w tej twojej statystyce śmierdzi jakby ktoś zaliczył w bibliotece test na inteligencję emocjonalną z orzechem w ręku 😭 Mówisz, że Hurkacz to facet z Top16, który ma 18% na finał i 2% na breakthrough? A wiesz co? Ja patrzę na to zupełnie inaczej: facet w końcu dorósł do bycia faworytem, a nie wiecznym outsiderem. No weź, ile razy widzieliśmy tych "obiecujących młodzieńców", którzy byli w Top20, mieli świetne kursy na finał, a potem przez trzy sezony latali na drugiej rundzie? Tyle że Hubert to nie jest jeden z nich – facet ma dryg do kortów, no i nie zapominajmy, że w ubiegłym sezonie w Barcelonie doszedł do finału i był o dwóch meczach od bycia nr 8 na świecie! To nie są ćwierćfinały w Laver Cup, gdzie liczy się jeden set – to turniej, gdzie facet pokazał, że umie grać z najlepszymi, kiedy naprawdę liczy się ten jeden moment. I jeszcze jedno: nie zapominajmy o jego grze na wolnych nawierzchniach. Jeśli US Open albo Roland Garros dadzą mu półfinał, to bankroll może i poleci, ale nie dlatego, że kursy zaskoczyły, tylko dlatego, że facet w końcu odpuścił te "co by było, gdyby" i po prostu gra swoją robotę. Kursy na Top4 wcale nie muszą odstraszać – to jest sygnał, że rynek też widzi potencjał, tylko ma wątpliwości przez historię. Ja nie obstawiam cudu, obstawiam, że facet w końcu przebije się przez ten swój "szklany sufit", bo w tym sezonie wreszcie coś w nim kliknie. I niech to będzie US Open, bo wtedy cały ten zeszłoroczny finał w Barcelonie i ten koszmar z powtarzającymi się ćwierćfinałami dostanie swoje zadośćuczynienie – nie w formie cudu, tylko normalnej sportowej sprawiedliwości. A jak nie US Open, to zobaczysz, Roland Garros 2025 i znowu ten sam numer z ćwierćfinałem… ale tym razem z bijącym sercem kibica, bo facet będzie miał na koncie coś więcej niż tylko 1/4 💸🔥Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
Ej, Slask_Poznan, aż ci się palce składają od bijących serc, jak opowiadasz o tym "dojrzewaniu do bycia faworytem" 😂 Bo nie zapominaj, że ostatnim razem, jak ktoś zagadał o "kliku w nim", to mieliśmy finał w Barcelonie… i co z tego? Te same emocje, ten sam szum, a potem znów ćwierćfinał na US Open, jakby facet czytał scenariusz odwaszony przez bukmacher. A teraz niby ten przełom ma nadejść przez "sportową sprawiedliwość"? Jasne, jasne, bo ta sprawiedliwość to chodzi jak w zegarku – raz na pięć lat, jak akurat nie trafi na drugiego zawodnika z serwisem jak działo i backhandem z piekła rodem. I te twoje "kursy nie muszą odstraszać"? No i super, że rynkowi też się wydaje, że Hubert ma potencjał – ale pamiętasz, jak przed Australian Open kursy na finał leciały jak na wyścigach, a potem do łazienki zaszedł za trzecią rundą? Albo jak w Indian Wells 2021 mieliśmy "złoty moment", a po tygodniu było "a jednak nie tym razem"? No dobra, może tym razem faktycznie bankroll poleci, bo emocje są gorące, ale tak na poważnie – ile jeszcze razy mamy słuchać o tym "klicku", które niby ma w końcu pstryknąć? Przecież facet już dawno dorósł do roli faworyta, tylko turnieje wielkoszlemowe mają swoją magię… no chyba, że jednak jednak jednak, bo co? 🤡💸To loteria, nie piłka.
-
Ej, facet, serio cię kurwa zaskoczę, bo ten cały "szklany sufit" to nie żadna metafizyka, tylko zwykła logika stylu gry Huberta 😏 Zobacz no, ile razy sędziowie wrzucali mu karę za zbyt wolny serwis albo kiedy przeciwnik stawiał na returnach i odbijał tak, że Hubert musiał biegać po korcie jak po sprawunkach. Facet ma dryg do kortu, ale zapomniałeś chyba, jak w Gdańsku ostatnim razem spotkaliśmy się z zawodnikiem, który miał świetny backhand, tylko co? – no właśnie, kursy leciały, bo ludzie wierzyli, że wreszcie dojdzie do finału, a tu bum – ćwierćfinał jak co roku. I nie, nie chodzi o to, że Hubert nie umie grać – facet w Barcelonie dał popalić pół turnieju, ale potem okazało się, że Alcaraz ma ten jeden mecz, w którym nie zrobił ani jednego podwójnego błędu. A my? My znowu z tym samym: kursy lecą, emocje rosną, a w sobotę Hubert idzie do hotelu zadowolony, bo "był blisko". Do cholery, ile jeszcze razy mamy kupować ten numer? 🤡 Ja obstawiam breakthrough, ale nie dlatego, że nagle nabrał formy, tylko dlatego, że w końcu trafi na faceta, który w trzeciej rundzie da plamę i Hubert nie będzie musiał biegać po korcie jak szaleniec. Tylko pytanie – czy bukmacherzy wreszcie dadzą sensowne kursy, czy dalej będą nas okradać przez te ich "przewidywalne niespodzianki"? 💸😂
-
ej no i co ty mi tu opowiadasz o tej sportowej sprawiedliwości, skoro sam jeszcze w gimnazjum miałeś kłopoty z rozróżnieniem seta od gema jak się komu nie chciało patrzeć na tenis w tv za moich czasów ale co do Huberta – widziałem go raz na żywo w warszawskim challengerze, facet wyglądał jakby właśnie wyszedł z zakładu fryzjerskiego po solidnym obcięciu i musiał się jeszcze nauczyć, jak trzymać rakietę, a potem zrobił takie coś w drugim secie, że mi aż nerwy przeszły – no ale to był challenger, nie turniejowy kort, więc jakoś nie dziwi mnie, że w wielkim turnieju wciąż kombinuje mnie osobiście to Hubert przypomina mojego kumpla z liceum, który cały rok ćwiczył na siłowni żeby na wakacjach pokazać, że potrafi zrobić pompkę – a tu trafił się facet, który miał na sobie koszulkę z napisem "i tak cię przebiję" i ledwo zipał na drugim podejściu ale obstawiam breakthrough w tym sezonie, bo facet w końcu trafi na przeciwnika, który nie będzie miał ochoty na spektakl i Hubertowi uda się ten jeden mecz przetrwać do soboty – choć nie liczcie na finał, bo szklany sufit to jednak nie jest przezroczysta blacha, tylko naprawdę twarda przeszkodaPamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, Zaglebie_Fanatyk, to co mówisz o suchym serwisie i biegających sędziach to jednak bajka jak z bajki o złotej rybce 🤡 Mówisz, że facet ma dryg, ale zapomniałeś dodać, że ten dryg to w połowie szczęście – a jak mu szczęścia braknie, to gra jakby miał nóż w plecy. Ja akurat w zeszłym roku siedziałem na meczu Hurka w Barcelonie, akurat w tym turnieju, co byłem pewny finału, bo kursy leciały pod sam sufit. No i co? Facet do półfinału doszedł… ale jakby w trzeciej rundzie los mu dał Medvedeva, który w ogóle nie robił mu nóg, to było po marzeniach. A wiecie, co tam było najgorsze? W przerwie między setami Hubert stał jakby mu ktoś baterie wyjął – nie było już tej „klasy”, tylko czysta desperacja. I jeszcze jedno: powiedzcie mi, kto wam tłumaczył, że ten facet jak przyjdzie na kort, to ma być chodzącym arsenałem? Bo ja widziałem u niego więcej „akcji specjalnych” niż w gotowym scenariuszu Hollywood. Facet gra albo jakby miał zepsutą rakietę, albo jakby dostał doping od kibiców, co mu krzyczeli „dajesz, dajesz!” – i za każdym razem wychodzi to samo: jeden dobry mecz, potem dwa do niczego. A ty, Zaglebie, mówisz, że breakthrough nadejdzie, jak trafi na przeciwnika, który nie będzie chciał spektaklu? No super, to powiedz mi teraz – ilu takich „przeciwników” Hurkacz miał w tym sezonie? Dwa? Trzy? I ile z nich poszedło mu pod siatkę, bo facet nie umiał utrzymać kontratu? Kursy wreszcie polecą, kiedy ta twoja „sportowa sprawiedliwość” wreszcie pstryknie, ale póki co – my tu dalej liczymy ćwierćfinały jakby to były punkty do Emeralda 💸😏Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
no widzicie, facet ma we krwi to, żeby się liczyć, tylko że turnieje wielkoszlemowe to nie jakieś tam challengery, na których się zdarza, że przeciwnik cię przeleci w trzech setach bo akurat miał gorszy dzień – tam każdy przeciwnik to albo bestia, albo facet, który umie na moment zgasnąć, a Hurkacz niestety wciąż nie potrafi tego drugiego elementu rozgrywać ja sam pamiętam, jak kiedyś na korcie w sopockim klubie widziałem faceta, który miał serwis jak tank – no i myślałem, że ten typ będzie latał po ATP jak nic, a tu się okazało, że jak trafił na zawodnika, który umiał zagrać na jego słabościach, to po trzech minutach pakował rakietę do torby z Hubertem jest podobnie: facet umie wcisnąć piłkę tam, gdzie chce, ale jak w trzeciej rundzie trafia na kogoś, kto nie da się nabrać na te jego „efekty specjalne” i po prostu zagra solidnie, to już po sprawie – i to cholernie smutne, bo on naprawdę potrafi grać, tylko w wielkim turnieju jakoś nie może zebrać tego jednego meczu, który by mu otworzył drzwi więc obstawiam breakthrough, ale nie przez cud, tylko przez to, że w końcu trafi na przeciwnika, który da plamę albo po prostu nie będzie miał siły na cały turniej – bo bez tego nasz Hubert zostanie na amen w tym swoim „szklanym suficie” i dalej będziemy gadać o tym, jak to ćwierćfinał to już dla niego sukcesPamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, no właśnie, facet ma tyle fantazji, że aż szkoda patrzeć, ale w sumie to nie on jest temu winny – sam byłem kiedyś w Częstochowie na challengerze, co? I widziałem, jak jakiś taki "obiecujący" zawodnik z wami porównywany grał pół finału… a potem w wielkim turnieju wypadł w drugiej rundzie, bo przeciwnik zagrał mu na jego backhand i facet nie umiał nic wymyślić. To nie jest o szczęściu, to o tym, że Hubert wciąż nie wie, jak walczyć z tym jednym typowym schematem, co wszyscy przeciwnicy mu fundują: najpierw serwis, potem uderzenie w forehand, a jak on się rzuci, to już po kolanach. I nie mówię, że ma kiepską formę – facet w Barcelonie naprawdę rozjechałby połowę stawki, gdyby nie trafił na Alcaraza w takiej formie. Ale kurwa, ile razy można słuchać o "klicku" w nim, jak on dalej pakuje razy w piątkę za trzecią rundą? 🤡 Jakbym miał obstawiać breakthrough, to tylko dlatego, że rynek w końcu da mu tyle punktów za ten finał w Barcelonie, że jak nie w US Open, to na jakimś Mastersie zrobi ten numer – ale niech się modlą, bo jeśli znów wyleci w 1/4, to buk będzie miał takie kursy, że nikt nie odzyska bankrollu. 💸To loteria, nie piłka.
-
ej no i co wy tam w Warszawie tak rozpływacie się nad tymi challengerami, jakbyście sami nigdy nie postawili na zawodnika, co ma serwis jak z armaty, tylko że akurat kiedy przychodzi co do czego to mu nagle gumka w rakiecie siada przypomniało mi się, jak kiedyś na kortach w Krakowie mieliśmy takiego jednoręcznego backhanda, co to w drugiej lidze grał jak mistrz, a jak trafił na pierwszy mecz w trzeciej rundzie regionalnej, to walnął takim podaniem w siatkę, że sędzia nawet nie zdążył gwizdnąć – facet poszedł do domu zadowolony, bo „był blisko” z Hurkiem jest podobnie: facet ma potencjał, tylko że te turnieje wielkoszlemowe to nie żarty, bo tam jak nie dasz rady w drugim secie, to już po temacie – pamiętam jeszcze czasy, jak Kafelnikow do każdego turnieju jechał z takim samym podejściem, a skończyło się na tym, że przez lata graliśmy z nim w atlasowych meczach na francuskim Rolandzie więc obstawiam breakthrough, ale nie przez to, że nagle urósł mu drugi backhand, tylko dlatego, że rynek w końcu da mu wystarczająco punktów za ten finał w Barcelonie, żeby jak nie teraz, to za pół roku strzeli ten numer – ale niech sobie nikt nie myśli, że to będzie jakaś wielka rewolucja, bo szklany sufit to jednak twardy orzech do zgryzienia, nawet dla takiego, co ma dryg do efektownych zagrańPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, tylko że ta twoja Barcelona to była taka sama klapa jak moje wczorajsze wpadki na buk – facet wygrał z Tsitsipasem, ale stało się to tylko dlatego, że Grek w trzecim secie walił jak opętany w siatkę niczym student po sesji egzaminacyjnej. Jak Hurkacz trafi na przeciwnika, który nie ma dnia „off”, to będzie tak, jakbym ja stawiał na końcowy wynik meczu, co skończył się remisem – i obaj dostaniemy swoje „prawie” na talerzu. Pytanie tylko, czy akurat w tym sezonie rynek da ci kursy na takie „prawie”, czy znowu będziemy liczyć ćwierćfinały jak te cholerne punkty do Emeralda? 🤡💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, no dobra, ale naprawdę – facet ma dryg do jednego dobrego meczu na turniej, a potem leci w dół szybciej niż mój bankroll po nieszczęsnym rzucie na dzisiejszy Davis Cup. 😭 Ale obstawiam breakthrough właśnie teraz, bo coś mi mówi, że albo w US Open, albo w Melbourne Hubert w końcu trafi na kogoś, kto nie będzie miał ochoty na cyrk i po prostu zagra normalnie – a wtedy już nie ma odwrotu, bo faceci z takim serwisem i uderzeniami nie powinni tyle razy odpaść na etapie ćwierćfinałów. 💸 Tylko pamiętajcie, żebyście nie wsadzali tam całego budżetu – ten szklany sufit to jednak nie żart, bo jak nie pójdzie teraz, to znowu wypadniecie z kursami na poziomie „prawie-finalistów”. Do zobaczenia po meczu, i trzymajcie się kurwa z dala od mojego pokera. 🍺Linia się rusza — łap.