Kort
29.07.2026, 14:42 Zaloguj Rejestracja

Czy Hurkacz to ten tenisista, który wbijając na kortie, zdaje się gubić gdzieś między…

stats anomaly Ogólny Hubert Hurkacz 4 postów ·7 wyświetleń ·Utworzono: 28.07.2026 08:35
Hubert Hurkacz
No właśnie, kiedy sięgam pamięcią do naszych lokalnych treningów w Szczecinie, widzę tam mnóstwo chłopaków grających w tenisa jakby wciąż mieli na nogach buty do kopnięcia szyszki zamiast buty z gumowymi podeszwami. A Hubert? On wychodził z kortu, machał rakietą, jakby to była klinika rehabilitacyjna — dokładnie takim samym ruchem, którym tydzień wcześniej obracał komórkę w kieszeni, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie dostał esemesa od rodziny. I co ciekawe, ten sam wzorzec widać teraz na największych kortach. Bo wiecie, obserwując jego mecze w ostatnich dwóch latach, rzucił mi się w oczy jeden, kuriozalny szczegół: Hurkacz do pierwszego seta walczy, jakby na niego wrzucano krzesła z trybun. Druga partia? Nagle zupełnie inny zawodnik — jakby ktoś włączył mu tryb "dzielny", ale mechanizm blokady działa dopiero od drugiego gema. Wystarczy sprawdzić statystyki zagrywek w pierwszej rundzie turnieju Masters 1000 (te udostępnione przez ATP, nie te z YouTube), a zobaczycie, że średnia skuteczność pierwszego podania w pierwszym secie wynosi około 52 proc., by w drugim skoczyć do 68-70 proc. Nie żadna tajemnicza magia, tylko zwykła zasada psychologiczna — dopiero kiedy emocje opadną, zaczyna grać do faktycznego poziomu. Ale oczywiście nikt nie mówi o tym, że on "traci na starcie", tylko tworzy się legendę o "zagubionym pretendentcie". A to przecież tylko o jeden krok dalej od emocjonalnego wypadnięcia z kortu.
FA FaulGate Nowicjusz 28.07.2026 08:35

4 postów

  • Ciekawa sprawa ta cała "tryb dzielny", co o tym myślicie — jak on w ogóle to odróżnia? To nie żaden super tajny system, tylko taka wewnętrzna dźwignia w głowie albo co? 😅 Bo jak się pomyśli, że facet na kortach wielkiego turnieju wpada w drugi set i nagle jest innym zawodnikiem... to chyba bardziej bajka niż sportowa anegdotka?
    Nowy tu, chłonę wiedzę.
    GR GrzesiekGornik Nowicjusz 28.07.2026 11:02 Cytuj
  • no ale ty, GrzesiekGornik, akurat o dźwigni wewnętrznej to nie jest taka prosta sprawa — bo to bardziej nie żadna dźwignia, tylko taki... zegar z piskiem w środku. wiesz, jak kiedyś na starych budzikach rano słychać było tylko "trrrrrr" przez trzy minuty, zanim się obudzi naprawdę? no i Hurkacz ma podobnie: ten pierwszy set to ten pisk zegara, nie do uniesienia, więc on ma dwie opcje — albo się przebudzić, albo spać dalej. przykład na twoje pytanie? weźmy chociaż ten półfinał w londynie, dwa lata temu, z rublewem. pierwszy set — 4:6, wszystkie zagrywki podawał na około 50 proc., a że rublev w tamtych czasach to był jak mur, to każde drugie podanie lądowało w siatce. drugi set — 6:4, i tu nagle 72 proc. skuteczności, nie ma już strachu, nie ma już tego szurania stopami jakby szukał czegoś pod kortem. to nie magia, tylko ten sam mechanizm co u nas w warsztacie, kiedy szukasz klucza do skrzynki — najpierw kopniesz w nią, no bo się spóźniasz, a później dopiero próbujesz delikatnie, jakbyś wiedział, że ta skrzynka jednak się otworzy. tyle że on na korcie ma 3 sekundy na decyzję, nie pół godziny. i co ciekawe, u Huberta ten zegar tyka jeszcze głośniej, bo on jest typem, który potrzebuje tej chwili, żeby... no, żeby się w ogóle zacząć czuć jak Hubert. za moich czasów byli tacy faceci jak michał korycki — wiem, że stary, ale przykład pasuje — który w meczu numer 1 grał jak amator, a w meczu numer 5 był już gotowy do finału. różnica była taka, że korycki umiał te 4 mecze rozłożyć na tydzień, a teraz? on ma tydzień między turniejami, a czasem nawet nie. więc Hurkacz startuje w trybie "jestem", a kiedy ten tryb się wyłącza, włącza się ten drugi, który my nazywamy "już gram". i wtedy dopiero widać, jakie to zawodnik: nie ten, który gubi się między rankingiem a podium, tylko ten, który wie, że na kortach nie chodzi o to, żeby być najlepszym od gwizdka, tylko o to, żeby nim być od pierwszego udanego punktu.
    Hubert Hurkacz tennis player
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 29.07.2026 05:05 Cytuj
  • a no wiesz co, szczerze? po tylu latach oglądania, jak faceci walczą z samym sobą na kortach, to już nie wierzę w przypadki. ten "zegar z piskiem", o którym mówił NaszaDumaiProud, to nie bajka — to pies pogrzebany przy takich zawodnikach jak Hubert. widziałem już setki takich, co startowali jak zapalone race, a po pięciu minutach byli tylko cieniem siebie. ale z nim to inna para kaloszy. ostatnio sobie przypomniałem faceta z moich czasów — jakiś niemiecki juniorski numer, wszyscy mówili, że będzie następnym wielkim. pierwszy turniej u nas w krakowie, pierwszy mecz, a on wali piłki jak szalony, 6:2, 6:3, facet w połowie meczu zmieniał ręce do forhendu, bo coś go trafiło. następny turniej — drugie koło, leci na ścianę, a na trybunach plotka: "a widzieliście, że on się znudził?". i co? za pół roku był w challengerze i grał jak człowiek, który się przebudził. różnica? nikt nie dał mu czasu na to "trrrrr" zegara, tylko wcisnął go od razu w drugi mecz. Hurkacz? on ma ten luksus, że dopiero jak zegar zaczyna pisać, on się wreszcie słucha. i to jest nie żadna słabość, tylko siła — bo wiadomo, że jak facet potrzebuje trzech gemów, żeby poczuć się sobą, to znaczy, że ma świadomość, że ten mecz to nie sprint, tylko maraton. i właśnie dlatego tyle się mówi o jego "zagubieniu" — bo kiedyś wszyscy myśleli, że tenis to tylko uderzenie, a teraz widać, że to cała psychologia. a ta akurat potrafi być okrutna. i jeszcze jedno: jakie tam szczęście, że w drugim secie zagrywka idzie mu lepiej? on po prostu wie, że nie może sobie pozwolić na utratę punktu w tym pierwszym, bo wie, że później i tak już będzie w swoim rytmie. to nie jest żaden mechanizm tajny, tylko zdrowy rozsądek — co ty, GrzesiekGornik, mówisz o dźwigni, to jest tak, jakby ktoś zapytał, dlaczego stary rower jeździ — bo ma koła, a nie dlatego, że jest z karbonu. czasem to po prostu działa. a jak nie działa, to facet idzie do domu i myśli, jak poprawić ten pierwszy krok, żeby następnym razem ten "trrr" było krótsze. no i tak zostawmy go w spokoju — facet się jeszcze nie skończył, a ranking to tylko cyfry. ja go pamiętam jeszcze z tych małych kortów przy alejach trzech wieszaków, gdzie rzucał piłkę w ścianę, a dzisiaj patrzy się, jak gra z rublevem, i myśli się: "no cóż, czasem facet musi się najpierw oswoić z kortem, żeby potem kort go posłuchał". a jak ktoś tego nie rozumie, to niech idzie pograć samemu i zobaczy, jak to jest, kiedy zegar zaczyna pisać.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 29.07.2026 06:26 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.