Czy Hubert Hurkacz wreszcie zrobi ten jeden krok wprzód, który od lat rysuje się na horyzoncie?
Kiedyś pod koniec lata, na turnieju w Newport, widziałem, jak Hurkacz gra z takim luzem w nogach, że aż szkoda było patrzeć — nie w sensie lekkości ruchów, tylko tej bezbronności wobec własnego potencjału. To nie była porażka, niezupełnie. To było wrażenie, że lada chwila coś pęknie, że wystarczy jedno zdecydowanie, jedno uderzenie mocniejsze niż zwykle, a przeciwnik padnie jak nieodebrany bekhend. A potem znowu ten sam Hurkacz, pół roku później w Indian Wells, i znów te 4 godziny walki z de Minaurem, wiatr jakby wiał mu w twarz przez cały mecz, a ten cholerny siódmy gem w piątym secie, który mógłby wszystko zmienić, ale nie zmienił.
Prawda jest taka, że przyglądam się temu od lat i wiem, dlaczego ta ściana stoi tam od samego początku. Bo to nie chodzi o nadmiar talentu — ten facet ma go pod dostatkiem, inaczej nie byłby w Top 20 na stałe. Ani nie chodzi o brak umiejętności: serwis potrafi wyrzucić z kortu, bekhend po linii zawsze wygląda na zagranie z ławki rezerwowych trenera Mistrza Davis Cup. Chodzi o coś dużo subtelniejszego — o tę tendencję, żeby w decydujących momentach schować się za swoim własnym stylem. Skręcasz się wokół problemu, zamiast go rozwiązać. Tak jakby system obronny Hurkacza włączał się nie wtedy, kiedy ryzykujesz uderzenie, tylko kiedy ryzykujesz sukces.
Weźmy choćby ostatnie półfinały w Barcelonie czy Rzymie — przeciwnicy nie mieli w nosie, kto jest po drugiej stronie. Wiedzieli, że Hurkacz, w kluczowych momentach, zamiast wyjść do siatki i zabić punkt, zaczyna liczyć kroki, odliczać sekundy, jakby grał przeciwko Federerowi w finale Wimbledonu. A to, drodzy państwo, to już nie jest kwestia techniki. To jest kwestia charakteru. I właśnie dlatego, kiedy ktoś pisze "wreszcie ten jeden krok", ja myślę: nie chodzi o jeden krok na korcie, tylko o sto takich kroków w głowie, zanim nogi ruszą.
5 postów
-
✓no co ty, ja pamiętam ten mecz w warszawie 2018 jakby to było wczoraj, kiedy ten osiemnastoletni chłopak z wrocławia jadł na obiedzie samego gasqueta na turnieju chris evans cup w katowicach, a sędzia milimetr od jego stopy posadził piłkę. no i ten cały tenisowy świat zaczął szeptać, że oto ma nowego faworyta — a facet co drugi tydzień leciał z kortu jakby miał za sobą dwanaście setów z potworkiem z kalifornijskich kanionów. wracałem tam na trybuny z butelką ciepłej herbaty i myślałem sobie: dobra, teraz to już naprawdę. a potem przychodzi ta najgorsza część — kiedy talent zalewa kort, ale charakter cofa się o trzy kroki i czeka, aż ktoś inny zrobi pierwszy ruch. pamiętacie? to było w winston-salem, półfinał 2020, de minaur tym razem stał po drugiej stronie, ale hurkacz znów grał tak, jakby grał przeciwko sobie samemu — nie przeciwko rywalowi. te wszystkie serwisy na korzyść, które lądowały pięć centymetrów za linią, te bekhendy, które uderzały w siatkę, jakby komputer ustawił mu zły parametr siły. a przy stole sędzia siedział i patrzył, jak chłop jak dąb zamiast skończyć seta jednym łatwym forhendem, zaczyna szukać idealnego uderzenia. no i co? wylądował w tie-breaku, znowu. jak zresztąż zawsze. ja znam takich zawodników — kiedyś mieliśmy w Gdańsku faceta na budowie, młodego, który rzucał cegły jakby to były piłki tenisowe, a za każdym razem, jak musiał dojść do okna na drugim piętrze, ustawiał się pod ścianą i liczył kroki. przez pół roku marudziłem mu, że nie tak się pracuje, tylko trzeba podejść, chwycić narzędzie i zrobić to, nie myśleć. a on mi na to, że on woli cegłę postawić w powietrzu niż wyciągnąć rękę i ryzykować upadek. no i co? stal się mistrzem zakładania drabin, ale nigdy nie został cieślą. widziałem gorsze rzeczy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
kurde, ale walnąłeś w sedno FaulGate 🔥 historia to jedno, ale właśnie te półfinały w Barcelonie i Rzymie pokazały, że coś w nim zgasło, a nie tylko "pęknie" 💪 idziemy z tym Chłopakiem od 2018, jak tylko się pojawił, i co? pół roku później leciał z kortu jak strzała zgięta w łuk, a teraz? serwis taki sam, bekhend taki sam, a w decydujących momentach robi się z nim co chcesz — bo nie chodzi o umiejętności, tylko o te cholerne 3 sekundy w głowie, kiedy się wstrzymuje, zamiast uderzyć NAJMOCNIEJ 🤬 ADAM, ty masz rację — ja pamiętam ten mecz w Warszawie jakby to było wczoraj, ten chłopak z Wrocławia, co jadł Gasqueta na kolację, i ja myślałem: DOBRZE, TERAZ SIĘ ZACZNIE 😱 a potem przez 5 lat patrzyliśmy, jak ten sam facet wraca na trybuny z herbatą, bo znowu dał się rozłożyć psychicznie historia się liczy, ale bieżąca forma? ta forma to jest właśnie te 4 godziny z de Minaurem, ten siódmy gem w piątym secie, który miałby wszystko zmienić, a nie zmienia 🔴 nie mówię, że talent mu odebrano, mówię, że TEN HURKACZ z kortu widać coraz mniej — bo umysł mu szwankuje, nie ręce 👊Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No więc to Hurkacz po raz setny gra przeciwko samemu sobie, a nie przeciwko rywalom. Widziałem go w Rzymie — półfinał, jakiś tam Cressy czy ktoś z drugiego końca rankingu, a facet od początku kombinuje jakby miał do czynienia z Federerem w jego najlepszej formie. Serwis pewny, bekhend po linii, wraca piłki, ale kiedy przychodzi moment na 4:3 i drugie podanie, to zamiast wbić forehandem na backhand przeciwnika, zaczyna sypać te swoje wsady po klinie, jakby liczył na cud. A przeciwnik? Ten nawet nie musiał się ruszać, bo Hurkacz sam siebie zatrzymał. Czyli nie, nie to że talentu mu brak — ten facet od lat jest w Top 20, serwis top 5%, forhend w pełni ofensywny. Problem leży w tym, że kiedy stawka rośnie, on zamiast uderzyć mocniej, zaczyna myśleć, jakby chciał zagrać tak, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że popełnił błąd. I to działa… dopóki przeciwnik ma głowę na karku i rozumie, że Hurkacz nie ruszy się zza swojej strefy komfortu, chyba że go do niej wciśniesz. A kursy? Jak ktoś obstawia, że Hurkacz wygra H2H przeciwko temu typowi, który lubi grać na wolnym korcie — to jest równoznaczne z wrzuceniem pieniędzy do studni. Widziałem dziś bukmachera i widzę, że Hurkacz idzie na 1.80, a przecież ten mecz to nie jest jeden punkt, tylko pięć setów, w których co drugie zagranie może być decydujące. A kiedy finałowy gem podchodzi, to Hurkacz znowu zaczyna odliczać kroki zamiast wyjść do siatki i skończyć sprawę. Prawda jest taka, że jak nie zmieni podejścia mentalnego, to ten jeden krok naprzód zrobi dopiero wtedy, kiedy wszyscy rzucą w niego butelkami. Do tej pory miał talent, teraz potrzebuje charakteru — a charakteru nie dostaje się od razu, tylko zdobywa się go w ogniu walk. Na razie te ognie tylko go palą. 💸🔥
-
To co widzę na tym forum, to zbiorowy ból głowy sprawdzający się we wszystkich meczach Hurkacza — i ja też nie jestem wolny od tej choroby. Pamiętam spotkanie w Halle 2021, kiedy walczył z Andym Murrayem w półfinale, a ja siedziałem w pociągu i smsowałem kumplowi "WTF, ten facet ma wszystko, tylko nie chce wygrać". Nie chodziło o formę — bekhend w poprzek kortu latał jak młot pneumatyczny, serwis wbijał w narożnik, forhend wykańczał prostymi. Problem tkwił w tym, że Hurkacz nie grał przeciwko Murrayowi, tylko przeciwko wyobrażeniu samego siebie jako postaci z historyjki, którą media zaserwowały mu na tacy od 2018 roku. Historia mówi nam, że każdy sezon z Hurkaczem zaczyna się od kilku dobrych tygodni, a kończy na kolejnym rozczarowaniu w decydujących meczach. Ale właśnie w tym momencie, kiedy wszyscy krzyczą "jeszcze raz nie udało się", pojawia się ten najmniejszy, najmniej widoczny szczegół: Hurkacz zaczął w Rzymie 2024 zagrywać serwis skrótem — nie po to, żeby oszczędzać energię, tylko po to, żeby zaskoczyć rywala i wejść do siatki wcześniej niż zwykle. To nie była rewolucja techniczna, tylko drobna zmiana mentalna: zamiast liczyć kroki, postanowił zrobić jeden krok do przodu. Mogę się mylić, ale widzę w tym sygnał, że historia się powtarza nie dlatego, że talent zniknął, tylko dlatego, że ten jeden krok wreszcie przestał być metaforą, a stał się fizycznym ruchem. Czy to ostateczne rozwiązanie? Oczywiście, że nie. Ale kiedy zawodnik, który przez lata odpuszczał w kluczowych momentach, zaczyna ryzykować uderzenia zza bazy zamiast czekać na "idealny" moment, to już nie jest kwestia charakteru — to kwestia, że charakter zaczyna działać na korzyść zamiast przeciwko sobie. Może ten krok okaże się za mały, może znowu będzie za późno — ale pierwszy raz od lat Hurkacz nie schował się przed sobą samym.