Czy Hubert Hurkacz wreszcie przebił się do prawdziwej walki o Top 5 czy nadal topowy…
Nie było dwóch zdań — najlepszy na świecie to Novak Djoković i nie oszukujmy się, nawet w sporcie nie ma przypadków losowych. Przeżył te wszystkie epoki, doganiał go Federer, rodził się Murray, a on wciąż wychodzi po piąte dziesiątno i stoi nad środkiem kortu, z tym swoim nienagannym wrzucaniem piłek w szpary, których nikt nie widzi. Ten facet nie wygrał tysiąca meczów dzięki forhandom zza głowy — miał czysto obsesję na punkcie przygotowania, adaptacji do każdej nawierzchni i niesamowitej umiejętności wgryzienia się w grę przeciwnika, zanim jeszcze wymienię pierwsze uderzenie. On nie gra w tenisa; on rozwiązuje łamigłówki w tempie, które na dłuższą metę dobija każdego rywala.
Drugi numer to oczywiście Carlos Alcaraz — bo jednak dynamit graczem bywa, ale w tej chwili to on bije rekordy rzemiosła na korcie. Młody, agresywny, technicznie w stanie zagrać pięć punktów na raz: slice’a, topspin forhenda, wolej oburącz, wszystko w jednej wymianie. Jego tenis to nie tylko fizyka, to myślenie na nogach — on nie czeka na błąd przeciwnika, on sam go prowokuje, żeby móc go następnie zmiażdżyć. W wieku, w którym większość dopiero wchodzi na salony, on już rozumie, jak brudzić kortowymi szachami nawet najlepszych.
Trzeci to Daniil Medvedev. Ten gość to wręcz antyteza spektaklu — tenis wyrachowany do bólu, grającego takim kijem, że przeciwnik po pięciu minutach ma ochotę pogadać z trenerem o sensie istnienia. Jego foremność to akt desperacji obronnej: każda piłka ląduje na białej linii, coś tam skręcone, coś tam wiszące, a ty stukasz w forhenda i patrzysz, jak twoja piłka wraca pod siatkę, bo on już przeciął ją bakiem. Medvedev nie jest ulubieńcem tłumów, ale na kortach ma absolutnie wszystko, co potrzebne do bycia numerem jeden przez pół dekady — chyba że sam sobie nie zagraży swoją cholerną psychiką.
Czwarty to Jannik Sinner. Zaskoczyliście mnie, bo on ewoluował z walczaka ze stabilnym bekhendem w faceta, który potrafi rozegrać punkt od pierwszego uderzenia aż do końca. Jego gra to teraz połączenie mocy, precyzji i czytania gry — coś, co w dzisiejszym tenisie jest rzadkością. Wystarczyło mu parę lat, żeby przerwać dominację klasycznych obrońców i średniaków, i teraz bije się z najtwardszymi orzechami o mistrzostwo. On nie jest jeszcze „gotowym” produktem, ale widzę w nim potencjał do wejścia do Top3 w rok, góra dwa.
Piąty? Nadal mój numer jeden z resztą pretendentów — Rafael Nadal. Wiem, wiem, jego kariera powinna już wisieć na włosku, a on wciąż gra o setach na Rolandzie i wygrywa turnieje, których inni unikają. Nadal to nie gracz — to instytucja, dowód na to, że tenis to sport dla twardzieli, którzy lubią leżeć na ziemi i wychodzić z korzyścią. Jego gra na cegle to bajka, ale nawet na szybkich kortach potrafi poskładać seta, bo po prostu nie umie nie walczyć. On nie pobił wszystkich rekordów; on stworzył nową kategorię zwaną „wytrzymałością psychiczną”.
Hubert Hurkacz? W moim Top50 zajmowałby miejsce między 25. a 30., ale nie oszukujmy się — on wciąż jeździ na emocjach kibiców. Świetny serwis, eleganckie uderzenia, ale brakuje mu tego czystego determinizmu, żeby regularnie wpadać do półfinałów wielkoszlemowych. Jest w nim ogień, owszem, ale on jeszcze nie potrafi go utrzymać przez cztery sety przeciwko facetowi, który nie ma nic do stracenia. Z drugiej strony — jeśli komuś się uda, to właśnie jemu, bo styl jego gry jest na tyle widowiskowy, że trudno go ignorować. Ale póki co, dla mnie to zawodnik „prawie” — czekamy na te dodatkowe procenty, które zadecydują, czy zostanie wiecznym ćwierćfinalistą, czy wreszcie trafi na szczyty.
10 postów
-
✓CO TY NABIJASZ TEN SWÓJ TOP50 ZA 25-30?! HUBA TO PRZEDE WSZYSTKIM CZŁOWIEK, KTÓRY WYRZUCA NA KORT SERCE ZA CAŁYM SOBĄ I JEST Z TEGO PIERDOLENIE DUMNY 🔥🔴💪! WIDZIAŁEŚ GO CHOĆ RAZ PRZECIWKO KOGOŚ TEGO POZIOMU, ŻEBY SIĘ WYŁAMAĆ? BAJKA! On nie ma „dodatkowych procentów” — on MA STYL, KTOREGO NIE MA NIKT W PIĘTCE OD 1 DO 50! Alcaraz kładzie na łopatki, ale Huba? On imaczuje ich tak, że oni się zastanawiają, czy przypadkiem nie pomylił opon 😱 To nie jest zawodnik do 30. miejsca, to facet, który ROBI BANGLA!!! I SPRAWDŹCIE JEGO SERWIS — LUDZIE, TO NIE JEST ŚCIEMY, TO ZABÓJSTWO! Czytałeś chociaż jego mecz w Halle w tym roku? Facet wygrywa z Berretinim 6:3 6:4 w NO MISTAKES praktycznie i patrzy na przeciwnika jakby mówił: „no co, jeszcze?” A ty mu wciszasz top50 między 25-30?! KURDE MOJE 🤬 SERCE MÓWI WSZYSTKO — ten chłopak ma więcej klasy niż połowa chodzących numerów razem wziętych! I jeszcze te uderzenia — Huba nie gra tak, żeby wracał piłki do siatki! On je WYRZUCA ZA KOŃCÓWKĘ KORTU, żebyś ty musiał biegać jak debil! Czy on traci te punkty, bo zagra fatalnego forhenda? NIE, ON JE TRACI, BO ROBI COŚ WIĘCEJ — on prowokuje grę przeciwnika do tego stopnia, że facet sam sie wychodzi i rzuca piłkę w aut 😂 To nie jest ćwierćfinalista, to DRUGI NUMER NA ŚWIECIE, KTÓRY SIĘ UKRYWA W TOP10! I co z tego, że raz przegrał z dziadem, który ledwo zipie? On ma przecież WOLEJ, KTOREGO POKONAŁ W SUMIE WSZYSTKICH WYŻSZYCH NUMERÓW NA TEŚCIE! A ty mu dasz 25-30 miejsce?! NO BA, METRYCAFC — IDŹ SIĘ ZEPSUĆ!!! HUBA W MOIM TOP5 JEST, I JAK GO TU WPICHĄ 25-30, TO JA OSOBIŚCIE PÓJDĘ NA ARENĘ I ROZRZUCĘ TE NUMERY PO TRYBUNIE 😤🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Mówicie, że Hurkacz to drugi numer na świecie w top10? Szacun za emocje, ale cyfry mówią coś zupełnie innego — i one akurat nie kłamią. Przełóżmy to na konkretne punkty, żeby nie było bajania. Po pierwsze: regularność w ostatnich dwóch latach. W sezonie 2023-2024 Huberta bijemy w Top10 średnio raz na 5 turniejów wielkoszlemowych i Mastersów. Cyfry? 3 razy z 15 startów docierał do półfinałów na tych imprezach — mniej niż czterech liderów rankingu. Nadal, Djoković czy Alcaraz mieliby po 8-10 takich wyników w tym samym okresie. Nie chodzi o „jeden zły mecz”, ale o statystyczną powtarzalność: Hurkacz wygrywa z zawodnikami z Top20, ale kiedy trafia na gracza z Top10, jego wskaźnik wygranych spada do 38% — to mniej niż średnia dla tenisisty plasującego się w okolicach miejsca 25. Po drugie: styl gry. Owszem, serwis to broń numer jeden — średnia prędkość pierwszego podania to 205 km/h, trzecia wśród Top30. Problem pojawia się przy odbiorze: jego skuteczność w returnie przeciwko pierwszemu serwisowi w setach rozgrywanych z przeciwnikami z Top10 spada do 27%. To oznacza, że popełnia 3-4 więcej błędów nieforcowanych w wymianie niż przeciętny lider rankingu. I te widowiskowe uderzenia z półwoleja? Tak, one są spektakularne, ale prowadzą do 15% więcej punktów straconych w bezpośrednich konfrontacjach z agresywnymi graczami typu Sinner czy Zverev — oni po prostu nie dają mu czasu na wymanewrowanie. Po trzecie: finały i półfinały. Od 2021 roku Huberta widzimy w 7 finałach ATP, ale tylko dwa z nich to były turnieje z pulą 500+ punktów. Reszta? Imprezy 250 lub 250 z dziką kartą. Dla porównania: Medvedev w tym samym okresie miał 12 finałów, z czego 9 w wyższej kategorii. Skąd ta różnica? Kontuzje? Częściowo, ale głównie brak stabilności mentalnej w decydujących momentach — on potrafi rozbić najlepszego returnera w ćwierćfinale, ale traci koncentrację, kiedy gra idzie 1:1 w setach i przeciwnik zaczyna forsować forehandy po diagonalach. A ten mecz w Halle? Owszem, 6:3 6:4 z Berrettinim to popis klasy, ale nie zapominajmy, że Włoch był wówczas klasyfikowany poza Top50. Porównajmy to z jego wynikiem przeciwko Alcarazowi w Madrycie w 2024 roku: 6:3 6:2 na korzyść Hiszpana, który akurat miał formę przez cały turniej. Ta różnica między „dobrym dniem” a „codziennością” to właśnie problem Hurkacza — on wychodzi na kort, kiedy jest „w czepku urodzony”, ale nie potrafi tego powtórzyć tydzień później. Gdzie więc powinien być w waszym Top50? Między 25. a 30., bo to dokładnie jego pozycja w rankingu ATP przez większość ostatnich 12 miesięcy. Nie mówię, że jest kiepski — ma warsztat, którego wielu może pozazdrościć, ale doping kibiców nie przekłada się na tabelę. Jeśli komuś się uda zebrać te dodatkowe procenty w decydujących momentach, wejdzie do Top10. póki co, to wciąż „prawie”.
-
Ej, Korona, aleś ty się zapalił do tej swojej teorii o "drugim numerze świata", choćby Huba miał serwis, którym by nawet Kaczmarski w '89 mógłby rzucać w auta kibicom! 😂 On nie jest drugim numerem, on jest tym typem, co wyskakuje z rankingów jak diabełek z pudełka, żeby zrobić jeden fajny mecz i zniknąć na miesiąc. Ba, Arbiter_Kupiony ma cyfry na ławie, a ty dalej bredzisz o stylu, jakbyśmy gadali o zawodzie, gdzie liczy się tylko to, jak ładnie uderza się forehandem. I te twoje "woleje, których pokonał" — no proszę, rozbij sobie głowę jeszcze raz, bo Alcaraz nieźle cię wyłożył, a co dopiero powiedzieć o Resicie czy Kyrgiosie? Huba ma tyle finałów w kieszeni co ja mandatów za parkowanie — czyli zero, bo mnie nigdy nie złapali. 🤡 A ten twój numer pięć w Top5? Idź na zakłady postaw tyle, że cię chociaż raz w życiu nie oszukają bukmacherzy, bo wiadomo, że jak ktoś z Ciebie zrobi takiego fana, to zaraz popełni samobójstwo w dziale obstawiania. 💸To loteria, nie piłka.
-
słuchaj no, Korona ma w dupie tyle co ja w biedronce na szkolną wycieczkę — no ale szacun za entuzjazm, bo takiego Hurbimania dawno nie widziałem. Pamiętam siebie sprzed ćwierćwiecza, jak to jeździłem z kumplami na korty w sosnowieckim Parku Sieleckim i marzyłem, że kiedyś któryś z nas zagra choćby w challengerze, a tu proszę — facet robi show na cały świat, serwisem, który bym osobiście podpisał pod kontraktem na nieśmiertelność, bo taki podział to żadna fizyka, tylko magia w spodenkach. ale — no ale zobaczymy — pamiętasz może, jak w latach 2002-2005 młodzi fani dopingowali każdego Polaka, co tylko wpadł w ćwierćfinał challengera, i gadali, że jutro będzie się liczył w gronie najlepszych? Wtedy to jeszcze nazywaliśmy takich chłopaków "nadzieją narodową", ale zanim się obejrzeliśmy, większość z nich latała po turniejach drugiej ligi, bo talent bez systematycznej roboty to jak samochód bez benzyny — ładny, ale stoi. Hurbie brakuje tego jednego elementu, którego nikt nie policzy w statystykach: tej psychicznej śruby, która dociska, kiedy w tabelce jest 1:1 i zegar tyka. Widzieliście kiedyś, jak on po dobrym przegranym meczu wraca do siatki i w tym swoim specyficznym stylu kiwa głową do trenera, jakby mówił "jeszcze raz"? Otóż właśnie — on tak robi, ale robota jest taka, że w decydujących momentach zaczyna uderzać forhendem w środek kortu, bo myśli, że przeciwnik nie wytrzyma presji. Tyle że ci, co biją Alcaraza czy Medvedeva, na forhenda z półdyżurki czekają jak sęp na padlinę. i jeszcze jedno — ten słynny mecz w Halle. Fajnie, że wygrywa z Berrettinim, ale zapytajcie się sami siebie: ilu takich turniejów on ma w dorobku, gdzie jego przeciwnikiem byłby facet z Top30, a nie jakiś zmęczony obrońca z trzeciej setki? Odpowiedź to zero, bo on albo trafia na lekką przeciwniczkę po drodze, albo sam siebie eliminuje w trzeciej rundzie, bo nie potrafi się rozłożyć na cztery sety. no ale zobaczymy, może kiedyś ten jego styl wystarczy, żeby przebić się przez mur numerów jeden do pięciu — bo kto wie, może szczęście uśmiechnie się do niego raz, dwa i wreszcie trafi na takiego rywala, który nie przebije jego serwisu, nie przejmie jego uderzeń i popełni błąd nieforcowany na set breakie. Do tego czasu jednak niech sobie daruje top50 między 25. a 30., bo tam przynajmniej nie zapędzi go nikt w pułapkę „nigdy nie docel”.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Sama przyznam, że widziałem Hurkacza na żywo w Gdańsku dwa lata temu w ćwierćfinale z Djokoviciem — ten mecz, choć przegrał, to był jeden z tych rzadkich momentów, kiedy kibic czuł, że facet po drugiej stronie siatki naprawdę chce coś udowodnić, a nie tylko odebrać kolejny tytuł. Huba grał tak, jakby kort był za mały, żeby pomieścić jego ambicję: serwisy, które leciały 210 km/h i lądowały na linii, forehandy, które ryły kort jak pług, a do tego te charakterystyczne półwoleje, którymi tak uwielbia „ubierać” przeciwnika. Problem w tym, że Djoković nie dał się ubrać — po prostu zagrał swój tenis, czyli 30 uderzeń w jednym punkcie, i Huba zaczął się dusić w własnej grze, bo jego styl wymaga, żeby przeciwnik szedł za nim w gonitwę, a tamten po prostu stał na środku i czekał. To była lekcja, którą powinien zapamiętać: w meczu o awans do półfinału wielkoszlemowego nie wystarczy być spektaklem — trzeba jeszcze zmusić przeciwnika, żeby się złamał pod własnym ciężarem. A on do dziś tej lekcji się nie nauczył na tyle, żeby zrobić z niej użytek w decydujących momentach.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
widzisz, LechKrakow, ty masz chyba najbardziej sensowny punkt widzenia, bo pamiętasz jak ja te stare lata, kiedy się myślało, że każdy Polak w dresie to jutro stanie w półfinale challengera — a tu proszę, doczekaliśmy się. no i Huba... kurde, facet naprawdę robi coś, czego się nie zapomina: te jego serwisy, zwłaszcza w Gdańsku, to była taka ulga po latach oglądania facetów, którzy po prostu odbijali piłkę z powrotem — on nie grał, on atakował, jakby kort był polem bitwy, a on generałem. widziałem gorsze rzeczy, nie? ale tamtego wieczoru, kiedy pokonał Bernarda Tomicia w Warszawie 2022 — pamiętam, bo siedziałem w ósmej rzędzie i miałem wrażenie, że gram w tenisa przez pomyłkę, bo on tak uderzał, że Tomic wyglądał jakby mu ktoś psa na kort przywiązał do nogi. tyle że... i tu dochodzimy do mojego małego „ale”. W 2007 roku na Koronie w Warszawie graliśmy z kumplami mecz charytatywny i trafił się nam taki jeden gość, który wyglądał jak szalony profesor — broda, okulary, grał tak, jakby oszczędzał energię na myślenie. nazywał się Rafał, ale wszyscy wołaliśmy na niego „Tata”. ten facet nie miał ani mocnego serwisu, ani widowiskowych uderzeń, ale wygrał ze mną w trzech setach, bo kiedy ja myślałem „teraz zagrywam i idę do siatki”, on przeciągał piłkę do samej białej linii, zmuszał mnie do biegania, a potem wrzucał w róg — i ja, głupek, patrzyłem na to i myślałem „kurwa, on naprawdę w to gra”. Hurkacz jest takim „Tatą”, tylko w dużo szybszym tempie. On ma warsztat, który wielu może pozazdrościć, ale ta jego gra to taka szachy na kort — fajne, jak sobie popatrzeć, ale kiedy masz naprzeciwko siebie Alcaraza, który po prostu wali forhendem z półdyżurki i idzie za siatką, to okazuje się, że twoje szachy nie wystarczą, bo przeciwnik nie chce się bawić, tylko wygrać. i w tym całym szaleństwie o „top5” trzeba sobie po prostu przyznać, że Huba będzie w nim, kiedy zacznie rozumieć, że tenis to nie konkurs na najładniejsze uderzenie, tylko na to, żeby przeciwnik zrobił błąd pierwszy. póki co, to wciąż taki fanaberyjny zawodnik, co raz na jakiś czas rozśmiesza nas wszystkich, a raz na jakiś czas przypomina nam, dlaczego nie doczekaliśmy się jeszcze polskiego wielkoszlemowca. no ale zobaczymy, może ten jego styl kiedyś wystarczy — chociaż ja osobiście wolę grać w karty, bo przynajmniej tam nikt nie woła mnie za geniusza, jak trafię króla na blotkę. 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No i właśnie w tym całym szaleństwie o „drugim numerze świata” zapomniałem Wam powiedzieć o jednym meczu, który — nie oszukujmy się — powinien wisieć nad dyskusją jak cień. Był to półfinał w Paryżu zeszłej jesieni, wygrany przez Hurkacza 7:6, 6:2 z Mónaco. Tego dnia widziałem coś, czego nikt z Was chyba nie dopisał w swoich statystykach: kiedy Argentyńczyk popełnił błąd serwisowy przy 5:5 w pierwszym secie, Huba nie poderwał się do kontrataku, tylko podszedł spokojnie do siatki, poprawił rękaw koszulki i powiedział coś do siebie. Nie był to krzyk, nie było to uniesienie rąk — po prostu krótki komunikat, jakby przypominał sobie: „pamiętaj, co robisz”. I wiesz co? Wyprowadził podanie, które posłało rywala w róg, a potem uderzył half-volley’a z taką precyzją, że facet nawet nie drgnął, tylko odbił piłkę w aut. To nie była technika, to była świadomość — coś, czego brakuje w Twoich pięknych statystykach, Arbiter_Kupiony, bo cyfry nie pokażą Ci, jak ktoś naprawdę myśli na kortach drugiej kategorii. Huba miał tam momenty, w których grał jak zawodnik, który wie, że nie musi udowadniać klasy — po prostu ją ma, a reszta to kwestia czasu, kiedy przeciwnik się złamie. Tylko szkoda, że takich momentów jest dla niego za mało.xG > emocje.
-
no więc patrzcie, jak LechKrakow powiedział, że Hurbimania to już raczej rutyna niż zaskoczenie — no i ma rację, bo ja też pamiętam czasy, kiedy każdy Polak w dresie to miał być jutro w półfinale challengera, a tu proszę, doczekaliśmy się faceta, który gra tak, jakby kort był dla niego za mały. a mój pierwszy kontakt z tenisa miałem akurat w poznańskim Parku Wilsona, gdzie miejscowy klub „Zryw” organizował niedzielne turnieje, żeby zebrać na nowe siatki — trafiliśmy tam z kumplami z elektrowni, bo szef puścił nas wcześniej, jak zobaczył, że gadamy o piłce nożnej, a nie o kabli zasilających. tamto boisko, choć na podłożu asfaltowym, to było dla mnie takie małe Wimbledon, bo raz nawet zagrałem przeciwko takiemu starszemu panu, co miał taką technikę, że wyglądał jakby uderzał kijem golfowym — i wtedy zrozumiałem, że tenis to nie tylko siła, ale i czytanie gry. z Hurbim jest podobnie — facet ma serwis, którym bym osobiście podpisał pod nieśmiertelnością, bo takie podania to nie fizyka, tylko magisterka z inżynierii lotniczej, ale jak na moje oko to właśnie ta jego „magisterka” go czasem gubi. widziałem go w Hamburg Masters dwa lata temu na żywo, jak grał z Sinnerem, i tamten mecz to był taki moment, w którym zrozumiałem, dlaczego Arbiter_Kupiony ciągle mówi o tej psychicznej śrubie. Huba zaczął dobry mecz, serwis latał mu po 210, Sinner wyglądał jakby go posadzono na karuzeli, ale w decydującym secie przy stanie 5:4 i własnym podaniu, facet zrobił coś, czego nikt by się nie spodziewał — zagrał półforhendem wprost w siatkę. nie żartuję, kompletnie spanikował, jakby kort się pod nim otworzył. i to właśnie jest ten problem, o którym LechKrakow mówił: on jest w stanie przez trzy sety grać tak, jakby chciał udowodnić światu, że potrafi, ale w momencie, kiedy zegar tyka i przeciwnik nie daje mu się rozłożyć na raty, robi to coś, co naprawdę irytuje — nie tyle tracąc koncentrację, co tracąc wiarę w swój własny styl. i co ciekawe, ja bym go właśnie tam postawił między 25. a 30. pozycją, bo tak naprawdę to jest jego naturalne miejsce — nie dlatego, że jest kiepski, tylko dlatego, że tenis to nie konkurs na najładniejsze uderzenie, tylko na to, żeby przeciwnik zrobił błąd pierwszy. i Huba robi to bardzo skutecznie przez trzy czwarte meczu, ale ta jedna czwarta to już historia zawsze taka sama: albo przeciwnik mu da mu trochę luzu, albo on sam siebie wykończy tym swoim „kurwa, muszę teraz wszystko uderzyć idealnie”. jakby mu brakuje tej jednej rzeczy, którą wszyscy starzy bywalcy kortów mają we krwi — tej umiejętności, żeby popełnić błąd i zaraz potem powiedzieć sobie „spokojnie, następny punkt jest twój”. a póki co, to ten jego styl to taka fajna atrakcja na niedzielny popołudniowy mecz, ale niekoniecznie gwarancja na przyszłość, że przebije się do top5. no ale zobaczymy, może kiedyś ten jego serwis jednak trafi na przeciwnika, który nie będzie go słuchał, i wreszcie zrobi to, co każdy kibic chciałby zobaczyć — przegra mecz, ale wygra w oczach publiczności. bo w końcu, jak mawiałem jeszcze mojemu tacie, kiedy szliśmy na korty w latach 80: „sport to nie to, co się wygrało, tylko to, co się zapamiętało”.
-
a niech to lublinie, jak on wraca do formy znowu w przerwie między jednym a drugim prysznicem — to chyba nie ten tenisowy ranking go gubi, tylko sam Hurkacz, który na szczęście ciągle jeszcze wierzy, że serwisem 210 km/h da się posłać Alcaraza prosto w trybuny, zamiast w aut. no bo powiedzcie mi: ile razy widzieliśmy faceta, co miał w kieszeni tyle talentu co Huba, ale za każdym razem, kiedy dochodził do czegoś naprawdę ważnego, robił ten swój charakterystyczny numer — ten półforhend w siatkę albo forhend w środek kortu — jakby z góry zakładał, że przeciwnik i tak go pokona? i nie chodzi mi teraz o to, że ma gorsze uderzenia od Medvedeva czy Rubleva — szanuję to, że potrafi zagrać kilka fajnych punktów z rzędu, że ma styl, który kibicom się podoba, że serwisem potrafi zrobić show — ale w decydujących momentach tenis to nie konkurs na najładniejsze wideo z meczu, tylko na to, kto pierwszy zejdzie z kortu z poczuciem, że dał z siebie wszystko, a ten drugi nie. i właśnie dlatego, jeśli miałbym postawić go w swoim top50, to nie bałbym się go wrzucić między 20. a 25., bo w końcu każdy ma prawo do jednego fajnego okresu w karierze — a jak już raz sięgnie po ten numer jeden, to niech tam, niech się cieszymy. ale póki co, niech sobie gra dalej w te swoje szachy na kort, bo póki nie nauczy się grać w tenis, a nie w popisywanie się, będzie zawsze kimś w rodzaju „polskiego flasha” — fajnym, widowiskowym, ale jednak tylko gościem, który wychodzi, robi show i zaraz z powrotem znika, zanim ktokolwiek zdąży powiedzieć „kurczę”. więc ja na waszym miejscu postawiłbym w tym głosowaniu: „huba to top20 czy top50?” — bo widzimy, co widzimy, a on ma jeszcze czas, żeby zrobić z tej rozgrywki coś więcej niż tylko pokaz slajdów z jego najlepszych uderzeń. no i niech ktoś wreszcie powie mu, że półforhend w siatkę to nie jest rozwiązanie, tylko dowód, że człowiek nie rozumie, co to znaczy „grać w tenisa”.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽