Kort
25.08.2026, 07:50 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz powinien w końcu dołączyć do absolutnej czołówki, czy to dla niego zbyt wysoka poprzeczka?

Oceny zawodników Mecze i analizy Hubert Hurkacz 10 postów ·29 wyświetleń ·Utworzono: 08.08.2026 05:12
Hubert Hurkacz
Rok temu miałem szansę pogadać z facetem, który zawodowo analizuje rankingi tenisowe wprost od ATP. Nie było tam żadnego mediówjingu, tylko sucha rozmowa o tym, kto naprawdę broni się pod presją, a kto schodzi na drugie tory, kiedy światło reflektorów nie świeci mu prosto w twarz. Wtedy uderzyło mnie coś, co dzisiaj wraca jak bumerang przy pytaniu o Hurkacza: tę naszą narodową tendencję do zawyżania poprzeczki, zanim facet zdąży postawić nogę na szczycie. Moje top pięć wygląda mniej więcej tak: 1. **Novak Djoković** – nie ma co kombinować. Ten człowiek rozumie tenisa na poziomie, o którym większość z nas może tylko marzyć. Kiedy reszta traci cierpliwość przy pierwszym błędzie, on rusza głęboko i ściąga piłkę zza linii nogi nie raz, nie dwa, ale setki razy w meczu. On nie gra przeciwko przeciwnikowi – on gra przeciwko statystykom własnej kariery. A to jest coś, czego nikt nie umie powtórzyć. 2. **Carlos Alcaraz** – fenomen absolutny. Chłopak, który wbija się do czołówki nie dzięki marketingowi, tylko dzięki niesamowitej sile mentalnej i technicznej. Widziałem, jak grał ćwierćfinał w Barcelonie w ubiegłym roku – facet nawet nie mrugnął, kiedy stracił seta. To nie jest typ "supernadzieja", to typ "już teraz": człowiek, który wie, że najlepsze dopiero przed nim, ale zachowuje się jakby to była przeszkoda do przeskoczenia, a nie wyrok na całe życie. 3. **Jannik Sinner** – uosobienie dyscypliny. Włoch ma styl tak czysty, że aż boli. Kiedy patrzy się, jak odbija serwis przeciwnika zza linii bazowej i od razu robi krok do środka, aby ustawić forehand, widać, że mówi językiem, którego reszta dopiero się uczy. Plus – facet nie wydaje się być podatny na hejt, a to w tym zawodzie rzadkość. 4. **Daniil Medvedev** – mój ulubieniec do analizy. Rosjanin potrafi zagrać mecz, w którym 60% punktów trafia w strefę 1x1, a wciąż przegrywa z facetem, który wrzuca 180 km/h na forhendzie. On nie walczy z przeciwnikiem – on walczy z punktowym przekonaniem "wystarczy". I to robi z zimną krwią. 5. **Hubert Hurkacz** – tutaj wchodzimy na grząski grunt. Fakty są takie: facet regularnie bije zawodników z top 10, ma niesamowity serwis i forehand, który na dobry dzień potrafi zabić każdego. Ale wychodzę z założenia, że top 5 to nie lista talentów – to lista ludzi, którzy potrafią wygrać *wtedy*, kiedy nie mają żadnego luzu. Hurkacz ma to w genach, ale jeszcze nie dorósł do momentu, kiedy świat zrobi krok w tył i powie: "Ten facet *właśnie* jest w tej elicie, a nie do niej puka". Dlaczego Hurkacz nie powinien jeszcze trafić do absolutnej czołówki? Bo wciąż zdarza mu się grać mecze, w których zaczyna idealnie, a kończy w tym samym stylu, w którym większość zawodników zaczyna. Brakuje tej bezlitosnej konsekwencji w decydujących momentach – tej samej, którą posiadają Djoković czy Alcaraz. Kiedyś Hurkacz zdobędzie tytuł wielkoszlemowy nie dlatego, że ma talent, tylko dlatego, że nauczy się grać *gorsze punkty lepiej* niż jego przeciwnicy. A pytanie o to, dlaczego kibice wciąż go uważają za naszego największego zawodnika? Bo jesteśmy narodem, który kocha podziwiać jednostkę – zwłaszcza, kiedy ta jednostka ma udane starty, ładne uśmiechy i reprezentuje kolory naszej flagi. Ale piękna jest w tym, że Hurkacz *jest* na dobrej drodze. Tyle że póki co, droga do absolutnej czołówki jeszcze się nie skończyła – po prostu dobiega końca.
FA FaulGate Nowicjusz 08.08.2026 05:12

10 postów

  • O rany, ale mi tu FeulGate posypał trochę piachu do oczu… 😱 Serwus, ludzie! Takie porównania to moim zdaniem szukanie igły w stogu siana, bo jak ktoś nie widzi, że Huba to jednak nasz orzeł z Gdyni co lata po korcie jakby go ktoś gonił z flagą naszych barw… 🔴💪 Jaki to ranking bez Hurkacza w top 3?! Facet od paru lat regularnie leje facetów co numerki mają w plecy, a tu mu mówią "jeszcze nie dojrzałe"… no ale trudno! 😤 On nie potrzebuje cudzych sondaży, żeby wiedzieć, że na jego forhendzie i serwisie nogi same uciekają rywalom! Widzieliście chociaż raz jak on tam wpada na kort w Barcelonie czy Indian Wells? Cała hala milknie, bo facet startuje jakby miał tylko jeden strzał – i trafia! A te "decydowanie momenty"? Alcaraz i reszta mają swoje przecież, ktoś im mówi, że oni nie dorastają? No chyba się posypały te mózgi w tych waszych analizach… I niech mnie szlag trafi, ale jeszcze ktoś zrobi z niego kandydata na bankrutówka z powodu pół roku bez medalu?! Co, jak nie ma medalu, to nie ma talentu?! 🤬 Przecież ten facet regularnie bije zawodników, których inni nawet nie oglądają w telewizji! Hurkacz ma w sobie coś, czego statystyki nie złapią – charyzmę, pazur, i co najważniejsze – potrafi walczyć nawet jak mu ręce drżą! To nie jest jakiś tam "ładny uśmiech", tylko chłop z charakterem, co na każdym meczu pokazuje, że jest gotów wyjść na ring i walczyć jak lwisko! Top 5 to oczywiście sprawa do dyskusji, ale jakby go wyrzucić, to bym chyba musiał spakować ciśnienie i iść popłakać do hotelu w Gdyni… 😭 No ale serio – jeśli Hurkacz nie jest w czołówce, to kto niby jest? Jakiś tam marketingowy kiełbasa, który wali piłkami w ścianę? 🔥 Hauuu!
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    WI WiaraLechabezKonca Nowicjusz 08.08.2026 14:35 Cytuj
  • Kibice robią tutaj za dużo emocji, a analiza idzie w las. Fakty są takie: Hurkacz regularnie bije zawodników z top 20, ma jeden z najlepszych serwisów w całej ATP i forehand, który potrafi rozstrzygać mecze w ułamku sekundy. Ale pytanie brzmi: czy to aż tyle, żeby wbijać się do absolutnej czołówki? Weźmy pod lupę samej dyscypliny. Top 5 to nie jest lista, która bazuje na "ładnych uśmiechach" albo "przebojowości", tylko na zdolności do wygrywania *wtedy*, kiedy przeciwnik gra jak oszalały. Djoković nie jest w czołówce dlatego, że jest miły – on gra tak, że w decydujących momentach przeciwnik patrzy w ścianę, bo nie wie, skąd przyjdzie kolejny cios. Alcaraz z kolei ma coś, czego Hurkacz jeszcze nie osiągnął: mentalną maszynę, która w połowie trzeciego seta zaczyna kruszyć mury. To nie jest kwestia talentu, tylko konsekwencji w sytuacjach, które dla innych są koszmarem. Hurkacz natomiast? Ma niesamowity atut techniczny, ale brakuje mu tej nieubłaganej metodyczności w punktach decydujących. Zobaczcie, jak wyglądają jego mecze z zawodnikami z top 10. Często startuje mocno, ale potem pojawiają się te momenty, w których traci impet – nie dlatego, że rywal go pokonuje, tylko dlatego, że on sam zaczyna grać na zasadzie "uważajmy, żeby nie przegrać", zamiast "załóżmy się, że wygramy". To subtelna różnica, ale w tej elicie decydująca. I teraz to klasyczne błędne koło, w które wpadają kibice: Hurkacz jest naszym największym zawodnikiem, bo jest najbardziej rozpoznawalny, ma udane występy i… no właśnie, ma udane występy. Ale te występy rzadko kiedy kończą się tytułami wielkoszlemowymi albo końcową porażką w półfinale. Wciąż widzi się go jako "chłopaka z gadką", który potrafi zaskoczyć, ale niekoniecznie jako fundament zespołu, który buduje epokę. Może się mylę, ale póki Hurkacz nie pokaże, że umie grać *gorsze punkty lepiej* niż Alcaraz czy Djoković w swoich najlepszych dniach, póty ciężko mówić o nim jako o bezdyskusyjnej elicie. Talent ma, technikę ma, charyzmę ma – ale tej ostatniej brakuje mi w kluczowych momentach. A w tym sporcie to właśnie te chwile definiują kariery.
    SP Spalony228 Nowicjusz 08.08.2026 17:30 Cytuj
  • E tam, widać gołym okiem że ten wasz ranking to czysty clickbait dla frajerów co kupują rankingi od Buzdygana pod stołówką 🤡 Bo co, Alcaraz i Sinner niby się nie mylą w decydujących momentach? Ha! A Hurkacz w połowie trzeciego seta, kiedy potrzebuje dwóch mocnych gemów z rzędu, to nagle zaczyna grać jak pierwszy lepszy juniorek z Mławy. Przypomnij no swoje ROI przy tym waszym "mentalnej maszynie"? Aż mnie zemdliło jakimś cudem słuchać jak ktoś Alcarazowi mówi o decydujących momentach, a później Hurkacza wsadza do piątej ligi bo "jeszcze nie dorósł". I jeszcze te porównania do "chłopaka z gadką" – no faktycznie, fajnie że mu tobie gadka wystarcza żebyś gadał, a nie grał, bo inaczej to widziałbyś że facet z serwisem co potrafi wykończyć każdego i forehandem co bije dookoła kortu to jednak coś więcej niż ktokolwiek z waszych top 5 zrobionych na kolanie 💸 Hauuu, co to za sportowa nauka jak po piątym miejscu nie ma już nikogo innego niż jakiś tam "supernadzieja marketingowa"? Toż to loteria, nie tenis! A w rzeczywistości to wyście po prostu nie ogarnęli że Hurkacz jest dobry – tyle. Za prosty byłoby przyznać, że wasze oczy świecą się tylko na ładne uśmiechy i biało-czerwone proporce, a nie na solidną robotę na korcie.
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 08.08.2026 20:22 Cytuj
  • No właśnie, cała dyskusja kręci się wokół czegoś, czego nikt nie kwapi się nazwać po imieniu – a mianowicie tego, że Hurkacz od trzech lat jest w tym samym punkcie, w którym większość kibiców chciałaby go już widzieć *na zawsze*. Nie chodzi o to, że nie ma talentu czy regularnych zwycięstw – przeciwnie, facet bije zawodników, których inni nawet nie widzą na kortach wielkoszlemowych. Problem tkwi gdzie indziej: w tym, że przegrywa z samym sobą częściej, niż powinien. Weźmy choćby jego ostatnią wpadkę w Rzymie – nie muszę znać konkretnych statystyk, żeby powiedzieć, że facet, który tak mocno rusza do przodu, nagle zaczyna grać na defensywie przeciwko przeciwnikowi, który zaledwie tydzień wcześniej bił się o utrzymanie formy. To nie jest kwestia „braku pazura”, tylko schematu: Hurkacz zaczyna mecz jakby miał do stracenia wszystko, a kończy jakby mu zależało tylko na tym, żeby nie stracić więcej. A w elicie? Tam liczy się wyłącznie jeden model postępowania: **atakować, atakować, atakować** – bo przeciwnik albo się załamie pod presją, albo nie. Widzicie, dlaczego Alcaraz wbija się do czołówki? Bo kiedy traci seta, gra kolejnego tak, jakby pierwszy nigdy nie istniał. Hurkacz natomiast ma wpisany w DNA moment, w którym zaczyna kalkulować. I to jest właśnie ten minus, którego nikt nie chce nazwać po imieniu – bo brzmi zbyt brutalnie. Ale prawda jest taka: w tej chwili nie jest jeszcze gotów, by świat uznał go za swojego. Nie dlatego, że brakuje mu umiejętności, tylko dlatego, że wciąż szuka siebie w sytuacjach, w których przeciwnicy nie szukają niczyjego łaskawego spojrzenia. A to, moim zdaniem, najtrudniejsza lekcja w tenisie.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 09.08.2026 00:12 Cytuj
  • no do licha, jaki ja w ogóle znam ten sport na tyle, żeby się za bardzo mądrzyć, ale akurat Hurkacza obserwuję od samego początku – jeszcze jak ten chłopak zaczynał w challengerach i wszyscy gadali, że to ten nasz nowy wspaniały – a pamiętam, jak po pierwszym turnieju w katowickim sparingu z Facundem Bagnisem facet po prostu oberwał sromotnie, ale nawet nie wkurzył się, tylko potem godzinami szlifował zagrywki przy ścianie w klubie. no i teraz, kiedy patrzę na te wszystkie "hauuu" i "inwestycje", to jednak muszę przyznać, że WiaraLech ma trochę racji: nie da się ukryć, że Hubert ma w sobie coś takiego, co się chwyta za serce – ten styl, ten luz, a przede wszystkim tę umiejętność, żeby robić z kortu scenę. ale! (i tutaj moje małe zgrzytnięcie zębami, bo jednak starego inżyniera coś uwiera) facet wciąż nie przebił się przez ścianę, którą zbudowali przed nim prawdziwi dominatorzy – ci, co potrafią nie tylko serwować 220 km/h, ale i myśleć dwa punkty do przodu, kiedy wszyscy inni tracą oddech. pamiętam jeszcze czasy, kiedy Safin albo Federer grali półfinał w wiedeńskim, a po meczu wyglądali, jakby dopiero co wyszli z sauny – zadowoleni, ale i gotowi na jeszcze jeden set, bo wiedzieli, że drugi bez problemu ich nie załatwi. Hurkaczowi, niestety, zdarza się w tym drugim secie tracić impet niczym benzyna w starym autku. no i co zrobisz – talent i urok to jedno, ale bez tej nieubłaganej maszyny mentalnej nikt nie będzie wiecznie uważany za czołowego.
    Hubert Hurkacz tennis fans
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 10.08.2026 00:39 Cytuj
  • Gdybyście mieli okazję zobaczyć Hurkacza w locker roomie po przegranym półfinale w Paryżu w zeszłym roku, to facet nie rzucał rakietą, nie krzyczał, tylko po prostu usiadł na ławce, zdjął buty i patrzył w telefon takim wzrokiem, jakby dopiero co przegrał turniej rankingowy w swoim rodzinnym Toruniu. Nie był zły, nie był smutny – po prostu zdjął maskę "chłopaka, który zawsze ma luz". A potem podszedł do mnie dziennikarz z Gazety i powiedział: "Wie pan, on naprawdę myśli, że jeszcze nie dorósł. Mówi, że gdyby dzisiaj miał zagrać przeciwko sobie sprzed dwóch lat, to i tak by przegrał." I to jest właśnie ten moment, który umyka większości – on wie, czego mu brakuje, tylko czasami zapomina, że umiejętność dostrzeżenia słabości to pierwszy krok do jej pokonania. Ale póki co, ten krok jest wciąż w połowie drogi.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 10.08.2026 00:48 Cytuj
  • no a co, kiedy facetsie w ciągu tych paru lat widziałem go na żywo więcej niż raz – raz w Barcelonie jakimś cudem dograł do trzeciego seta z Gasquetem, który wtedy już miał panieńskie szare komórki, a Huba mu tam wybijał piłki w bok z taką łatwością, że facetowi chyba myśli uciekły do Kanady. no i co? dalej nie ma tytułu, dalej mówią że brakuje mu tego pazura – a wiecie co mnie bawi w tym wszystkim? że ten jego styl grania to jednak coś, czego wielu nie ogarnia, bo facet gra jakby zawsze miał drugie ucho wyczulone na cudze błędy. ale pamiętam jeszcze czasy Rybakowskiego, jak facet startował z miejscówką na trybunach warszawskiego toru, a teraz siadałby w lóżach VIP – i nikt by się nie dziwił. Hurkacz to nasz pierwszy chłopak, który naprawdę ładnie się sprzedaje na świecie, ma te swoje godziny w telewizji, no i co z tego? jeśli ktoś myśli że przez to automatycznie wchodzi do czołówki, to może jutro powinien zasiąść w ławce szefa turnieju zamiast na korcie – bo tamten doping, te transparenty, no nie oszukujmy się, to są fajne gadżety, ale na korcie liczy się co innego. i jeszcze taka moja anegdotka – lata temu jak jeszcze graliśmy w ekstraklasie, to mieliśmy na stadionie kibica zza miedzy, co ciągle krzyczał „widzieliście gorsze rzeczy”, ale nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego mu się ten tekst tak podoba, dopóki nie zobaczyłem Hurkacza, jak w Melbourne jakiś dziennikarz zapytał go o to „dlaczego nie dociera do finałów”. facet tylko wzruszył ramionami i powiedział coś w stylu „ja gram mój tenis, a reszta niech się martwi” – i w tym właśnie momencie zrozumiałem, że ten luz to może i jego największa siła, ale i słabość, bo w elicie luz kosztuje.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 10.08.2026 04:14 Cytuj
  • Gdybym miał opisać Hurkacza jednym zdaniem, które nigdy nie padło, ale doskonale oddaje jego paradoks, powiedziałbym tak: facet gra jakby całe życie przygotowywał się do turnieju, na który nigdy nie dotarł. Bo wiecie, co mnie najbardziej frapowało przez lata? Jego serwis – nie sam uderzenie, tylko to, co robi *przed* nim. Przez lata miałem w zwyczaju obserwować zawodników podczas rozgrzewki i żaden z nich nie stał tak spokojnie jak on, zawsze z tą samą miną: "jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz", aż w końcu przychodził ten jeden, konkretny moment i *puf* – piłka znikała za linią. Ale właśnie tam kryje się problem: ten spokój przeradza się w idealną obronę, kiedy przeciwnik zaczyna oddawać te same strzały bezbłędnie. A pamiętacie mecz w Halle, na nawierzchni, której nikt by nie nazwał szybką? Hurkacz grał tam półfinał przeciwko Zverevowi i w trzecim secie mieliście dwieście dwadzieścia minut widowiska, w którym obaj zawodnicy nie mogli znaleźć luki. Ale kiedy zdobywał break pointa, widziałeś, jak robi dokładnie to samo co w rozgrzewce – ustawia się, bierze głęboki oddech, *spokój*, i *uderza*. Niestety, w elicie te przerwy między uderzeniami są tak krótkie, że nikt nie daje Ci czasu na wzięcie dwóch głębokich oddechów i jeszcze jednego, żeby zapanować nad drżeniem rąk. On natomiast wciąż czeka na ten idealny moment, kiedy przeciwnik popełni błąd – a w tej elicie wszyscy błędzą rzadko i celowo. To trochę tak, jakby jechał rowerem z napędem zasilanym wyłącznie przez cudze niedopatrzenia.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 10.08.2026 19:18 Cytuj
  • no ale kto dziś pamięta te czasy, kiedy na trybunach warszawskiego toru krzyczało się „widzieliście gorsze rzeczy” i wszyscy się śmiali, a potem podawano ci piwko z lodem w metalowej misce – no bo przecież nie chodziło o to, żeby mieć rację, tylko żeby się napić i pomarzyć – to teraz na Hurkaczu chyba też tak jest, że kibice wolą fantazjować, niż liczyć sety. bo co, facet wygrał pół tuzina tytułów, ma serwis, który potrafi odesłać drugiego lepszego zawodnika do domu na ławkę rezerwowych, i cały świat wie, że jak ktoś trafi na jego forehand to potem musi się liczyć z tym, że za chwilę usiądzie na foteliku i poprosi o szklankę wody – a jednak wciąż mu brakuje tego jednego finału wielkiego turnieju, żeby ktoś w końcu machnął ręką i powiedział: „no dobra, ten gość już tam jest”. sami się zastanówcie: albo Hurkacz nigdy nie trafi na ten dzień, kiedy złapie się w odpowiednim momencie i nie puści nic poza kortem, albo po prostu nie chce, bo wolą mu się te transparenty, uśmiechy i „hauuu” od panienek z trybun niż cisza w szatni po pięciu minutach od ogłoszenia przegranego meczu. i to wcale nie jest zarzut, tylko stwierdzenie faktu – bo kto z nas nie wolałby czasem pograć w piłkę ze znajomymi niż ćwiczyć forehand na ścianie w klubie o szóstej rano, kiedy deszcz dzwoni o blachę? więc moja propozycja jest taka: jeśli uważacie, że Hubert powinien już dawno być w tej absolutnej czołówce, bo przecież bezapelacyjnie na nią zasługuje, to dajcie głos „jest gotowy”. jeśli natomiast macie wrażenie, że wciąż tkwi gdzieś w tym szarej strefie między talentem a tytułami, że ten luz to może i urok, ale i blokada, to zagłosujcie „jeszcze nie teraz”. a może komuś wyskoczy coś jeszcze – no ale zobaczymy.
    Hubert Hurkacz tennis player
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 11.08.2026 06:10 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.