Chłopaki, walczę z tym pojęciem "value bet" i totalnie nie kumam, o co w nim chodzi –…
Ale serio, jak to w ogóle działa? 😅
Bo widziałem gdzieś, że ktoś mówił, że zakład wartościowy to jak znalezienie darmowej monety na ulicy — tylko że nikt nie wie, że to moneta 💰
A ja myślę: no dobra, ale jeśli bukmacherzy są tacy sprytni, to dlaczego w ogóle dają takie zakłady? Przecież oni muszą na tym tracić, prawda? Albo... nie? 👀
Wyobrażam sobie, że jakbym postawił 100 zł na psa, który ma kurs 10, i ten pies wygrywa — to niby dostaję 1000 zł. Ale skoro pies miał tak małe szanse, to jakim cudem to jest "wartość"? Przecież to totalnie nieintuicyjne 🤯
Pomóżcie mi to ogarnąć, bo naprawdę nie wiem! Może jakiś prosty przykład z życiem codziennym? Z góry wielkie dzięki za cierpliwość! 🙏
10 postów
-
✓a no właśnie, skoro pies w twoim przykładzie ma kurs 10, to bukmacher dał ci w nim nadzieję, że taki wynik się wydarzy — ale tylko i wyłącznie po to, żebyśmy sobie myśleli, że szanse są większe niż w rzeczywistości, bo on wie, że to jednak rzadki cud i prędzej czy później na tym zarobi, a nie straci. wyobraź sobie, że idziesz na targ i widzisz staruszkę, która sprzedaje świeże truskawki za pięć złotych za kilo, a obok niej facet z brudnymi garnkami woła, że te same truskawki to u niego za piętnaście. normalnie byś pomyślał, że oszust, prawda? no bo każdy rozumie, że te same truskawki nie mogą być pięć razy droższe. ale ten facet z garnkami wie, że ty nie masz pojęcia, ile te truskawki faktycznie są warte, więc liczy na twoją niewiedzę. jeśli jednak wiesz, że te truskawki kosztują w supermarkecie sześć złotych, to kupując je u niego za piętnaście dasz mu forsa za nic — ale jeśli masz szansę dowiedzieć się, że te truskawki są warte jednak cztery, to weźmiesz je u niego za piętnaście i zaraz potem sprzedasz komuś innemu po osiem, bo wiesz, że dasz radę. u bukmacherów jest podobnie: oni dają kursy, które czasem są zaniżone względem realnych szans, ale czasem — zupełnie przypadkiem — trafia się zakład, którego kurs jest wyższy niż powinien, bo np. wszyscy uwierzyli w jakąś historię albo media nakręciły histerię, a zawodnik faktycznie jest w lepszej formie, niż sądzili typowi eksperci. wtedy mamy sytuację, w której ty masz większe prawdopodobieństwo sukcesu niż sugeruje kurs, więc postawiony zakład to właśnie ten twój "value bet" — bo bukmacher przez pomyłkę dał ci lepszą cenę, niżbyś dostał, gdyby wszystko było uczciwie. tylko pamiętaj, że to nie bukmacher specjalnie robi to na złość — on po prostu nie wie wszystkiego idealnie, a ludzie często się mylą w swoich typowaniach. ty tylko musisz znaleźć te momenty, kiedy ich błąd działa na twoją korzyść, i wtedy masz to "darmowe dziesiątki", o którym gadał ten twój koleś z monetą. oczywiście, jak już wszyscy się zorientują, że dany zakład ma sens, kurs spada i radocha się kończy — ale póki co, dla ciebie to jak znalezienie banknotu w kieszeni płaszcza, którego nikt nie zauważył.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No ale serio… jak mam wiedzieć, kiedy ten kurs jest naprawdę "zaniżony"? 😅 Bo przecież jak wszyscy biją pianę na wynik pojedynczego meczu, to trafi się ktoś, kto myśli "heh, ja widzę co inni nie", a potem co? Ja postawię 100 zł, on wrzuci setkę, i obaj tracimy? A jeśli przypadkiem trafię na ten jeden raz na tysiąc, który bukmacher jednak przegapił? To chyba chodzi o to, żeby mieć jakieś swoje sprawdzone metody, no nie? A nie liczyć tylko na fart, prawda?Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
a co? kurczę, naprawdę się czepiasz tej kwestii, skoro sami bukmacherzy na to liczą, że 99% graczy nie ogarnie, co tu się dzieje 😄 słuchaj, weźmy takiego starego dobrego federera z czasów, kiedy jeszcze rzeczywiście latał po korcie. no bo ja pamiętam, jak w 2018 na wimbledonu w trzeciej rundzie miał kurs na samego siebie... 1.50? serio, jeden i pół? nikt nie wierzył, że wylosuje kogoś, kto go cokolwiek zmusi do szaleństwa, a on jednak poszedł i zagrał jeden z najlepszych meczów w sezonie. no i co? bukmacherzy dostali serię takich "cudów" za darmo, bo przez przypadek dali za niski kurs — a raczej, sami typowali, że federer sobie poradzi, ale przeliczyli się o włos. tylko pytanie, jak tobie, nowemu, trafić na taki moment? no cóż, nie ma złotej recepty, bo inaczej każdy by zarabiał, a bukmacherzy by wzięli się pod nos. ale pomysł jest prosty: zamiast wierzyć w to, co piszą media albo gadają kibole na trybunach, zrób sobie małą tabelkę swoich typowań. np. bierzesz 100 zakładów na różne mecze w sezonie i zapisujesz, jaki kurs dawał bukmacher, a jaka była twoja analiza szans na wygraną. potem liczysz średnio, ile zarobiłeś. jeśli wychodzi, że ty masz plusa, to znaczy, że potrafisz znajdować te "nadprogramowe dziesiątki" — a to właśnie jest value bet w praktyce. pamiętaj tylko, że bukmacherzy też się uczą. jak widzieli, że ludzie nagle odkryli, że federer ma czasem zaniżone kursy, to następnym razem dali mu już 1.30 i historia się nie powtórzyła. dlatego to nie jest robienie sobie złudzeń przez jeden mecz, tylko cierpliwa robota, jak u starego elektromontera — raz się spalisz, raz trafi się śrubka na wagę złota, a z czasem widzisz, gdzie twoje oko jest lepsze niż ich kalkulator.
-
a co, pamiętam jeszcze czasy, kiedy jeden kolega z sosnowieckiej fabryki stalowni — no, ten stary zapaleńców, co to zbierał karty z meczów z gazet — to on mi kiedyś powiedział, że bukmacherzy to wcale nie tacy mądrzy, tylko czasem dają się nabrać na to, co oni sami wymyślili. konkretnie mieliśmy w 2010 roku sytuację z ligą hiszpańską, kiedy to malutki zespół lewanty na siłę próbowali wszyscy wbijać do mistrzostwa, bo mówili, że są w fenomenalnej formie. no i oczywiście wszyscy bukmacherzy dawali im kursy na wygraną ligi jakieś tam 8-10, podczas gdy reszta typowała madryt i barcelonę. tylko że kiedy sevilia w jednym meczu w połowie sezonu olała ich cztery do zera, to okazało się, że rzeczywiste szanse lewanty były jednak bliższe tym, co sugerował kurs, a nie temu, co krzyczeli w mediach kibole. no i trafił się taki moment, że jeden z moich kolegów postawił akurat 50 złotych na remis lewanty z konkretnym zespołem, a kurs był 12 — i akurat ten remis padł. no ale to nie była szczęśliwa noga, tylko dlatego, że analitycy bukmacherów dali się zwieść emocjom, a mój koleżka po prostu patrzył na statystyki formy obu drużyn i widział, że remis nie jest jednak aż takim cudem. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No i teraz ja się wtrącę, bo akurat dziś rano przeglądałam stare zeszyty z liceum, gdzie mieliśmy te wszystkie wzory na prawdopodobieństwo i normalnie włos mi się zjeżył... 😅 Właśnie tam było coś takiego, że jak masz szansę 1 do 5, to kurs powinien być około 5, prawda? A jeśli bukmacher da ci kurs 6, to nagle ten zakład jest dla ciebie lepszy, bo realne ryzyko jest mniejsze niż to, za co on bierze twoje pieniądze. Tyle że ja się zastanawiam... co w tym momencie robią typowi "eksperci" przy bukmacherach? Bo oni muszą przecież jakoś te kursy ustalać, nie? Czy oni faktycznie mogą się tak bardzo mylić, że aż o jeden punkt w kursie? I czy to jest w ogóle możliwe, że oni czasem celowo tak robią, żeby wciągnąć nowych graczy? Bo jak widzę, że moi koledzy z pracy naprawdę wierzą w te "pewniaki", to trochę mnie to przeraża...Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
No dobra, ale widzisz, Ola88, to nie żaden ekspert u operator buja się w obłokach z cyferkami jak jakiś profesor na katedrze — oni po prostu liczą, a potem jeszcze doliczają swoją marżę i gotowe. Ale pamiętaj, że ta ich marża to jest taka "opłata za bilet wstępu", bo oni i tak muszą być rentowni. Ty natomiast masz szansę trafić na moment, kiedy oni się przeliczą albo kiedy jakaś informacja do nich dociera za późno. Weźmy chociażby ten przypadek, co LechKrakow wspomniał — Lewantyna z kursem 12 na remis, bo wszyscy gadali o mistrzostwie, a tymczasem jeden mecz walnięty w twarz i statystyki zamiast emocji wzięły górę. To nie było celowe oszustwo, tylko błąd w algorytmie, który opierał się na medialnym szumie zamiast na suchych liczbach. Ty w tej sytuacji nie musiałeś być geniuszem, wystarczyło mieć głowę na karku i nie wierzyć na słowo kibicom albo dziennikarzom. A jeśli myślisz, że operator celowo ściemniają kursy, żeby wciągnąć nowych — to jesteś w błędzie. Oni nie potrzebują twojego nowego konta, bo i tak mają pełno takich, co grają od lat i tracą regularnie. To trochę jak z tym twoim przykładem ze szkoły — jeśli szansa wynosi 1/5, to kurs 6 to jednak lepsza oferta niż 5, bo ty masz realne prawdopodobieństwo niższe, niż ono sugeruje. Czyli właśnie: kiedy realne prawdopodobieństwo wydarzenia jest mniejsze niż to, co pokazuje kurs, to masz swoje "value" i na dłuższą metę zarobisz, bo operator prędzej czy później to zauważy i poprawi kurs. 💸🔥
-
Ej, no to mówisz, że bukmacherzy to jacyś wszechwiedzący geniusze? A ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie w Ekstraklasie Zagłębie Sosnowiec miało kurs 1.30 na remis z Lechem, a mecz skończył się 2:0 dla gospodarzy i nikt nie trafił! To nie żaden Federer z kursem 1.50, tylko prosty ligowiec, a przecież kibole bredzili o świetnej formie „Zagła”. A bukmacher? Wystarczyło, że jakiś analityk zasnął przy laptopie, bo akurat grali w pokera z operatorami z następnego stołu. I jeszcze pytanko do tych waszych cwaniaków: skoro kurs 1.30 na remis to już „value bet”, to jakim cudem moi kumple w Poznaniu stracili po 5 tysięcy na takich „pewniakach” w ciągu półrocza? Bo albo oni nie mają oka, albo ci eksperci to tacy sami wróżbici co reszta forum — zamiast liczyć, gadają. 😂🤡 I nie, nie wierzę w żadne „celowe ściemnianie”, bo po co im nowi gracze, skoro siedemdziesiąt procent starych kont regularnie się doładowuje na minusie? Oni mają swoją marżę, my mamy swoje złudzenia — i tyle.Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, no to mówisz, że bukmacherzy to jacyś wszechwiedzący geniusze? A ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie w Ekstraklasie Zagłębie Sosnowiec miało kurs 1.30 na remis z Lechem, a mecz skończył się 2:0 dla gospodarzy i nikt n…@KrzysiekWarszawa no właśnie, dlatego nikt tu nie powinien liczyć na "pewniaki" - bo jak widzisz, kurs 1.30 na remis to było więcej niż hucpa, to była kara dla tych, co wierzyli w medialne narracje zamiast patrzeć na formę. A co do twoich kumpli z Poznania - 5 tysięcy strat na "pewniakach"? Pokazuje to tylko, że albo bukmacherzy są geniuszami w oszukiwaniu samych siebie (co nie jest ich celem), albo typujący nie mają pojęcia o tym, że prawdziwa wartość zakładu tkwi w porównaniu realnego prawdopodobieństwa z kursem, a nie w cheerowaniu za drużynę. Pokaż liczby ze swoich typowań - ile miałeś trafień na kursach powyżej 2.00 w ostatnich 50 zakładach? Bo jak nie masz takich, to twoja krytyka "ekspertów" bije w próżnię.Gdzie dowody?
-
Ej, cholera, akurat dzisiaj rano przeglądałem stare papiery z biura i trafiłem na taką tabelkę — niechcący, bo szukałem faktury od gazowni. Wrzucam wam, jakby ktoś chciał popatrzeć na coś konkretnego: w zeszłym roku mieliśmy w Ekstraklasie kilka meczów, gdzie kursy na remis były wyższe niż 3.50, a padło... no właśnie, tylko raz remis. Reszta to były te same typowe 1:0, 2:1 czy tam 3:1. I co? Jeden facet z mojego teamu postawił akurat na tamte mecze — nie wiadomo dlaczego — i wyszedł na zero po pół roku. A bukmacher? Faktury dostał, my tymczasem dalej się zastanawiamy, czy oni naprawdę liczą, czy jednak co drugiego dnia grają w szachy z losem. 😏Kto wie, ten wie.