Kort
10.07.2026, 21:09 Zaloguj Rejestracja

Alcaras zrobił z tegorocznej ligi jakiś tajemniczy ambaras – w cieniu meczów wolno?

league talk ATP World Tour ATP Tour 10 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 25.06.2026 02:14
ATP Tour
No i się stało, czego obawialiśmy się od Indian Wells. Carlos Alcaraz, ten zawodnik, który na papierze ma wsadzić koronę w róg raju i przybić do kolekcji prywatnego jetsa, znowu pakuje wszystko do szuflady "jeszcze raz". Nie chodzi o to, że dzisiaj jest jakiś dramatyczny spadek formy — to raczej taki powolny proces, jak roztapianie się polarów w trzecim dniu lipca. W zeszłym sezonie mieliśmy maraton: Queen’s Club, Wimbledon, a potem ostatecznie ten histeryczny finał w Halle, gdzie skręcił nogę i musiał odpuścić całą drugą połowę sezonu. Teraz patrzymy na sezon 2024 i co widzimy? Tytuł z Madrytu, półfinał w Rzymie, ale od czerwca ani jednego wygranego meczu w turnieju na kortach trawiastych. To nie są statystyki szczęścia — to systemowa dziura, której nie załata żaden sprint. Na liście rankingowej Alcaraz trzyma trzecią pozycję, ale patrzy na niego Jannik Sinner zaledwie 300 punktów za nim, a i Daniil Medvedev zaczął grać jakby ktoś go podpiął do gniazdka wysokiego napięcia. Co ciekawe, Hiszpan ma ujemny bilans tegorocznych meczów przeciwko Top 10 — cztery porażki przy zaledwie jednym zwycięstwie. Jak na zawodnika, który miałby być twarzą nowej generacji, to jednak nieco dziwne wrażenie, że kiedy gra z kimś, kto naprawdę walczy o piłkę życia, robi się na siebie nerwowy jak student przed egzaminem u najlepszego profesora. Co więcej, problem nie tkwi tylko w samym Alcarazie. Cały ten "ambaras", o którym mowa w tytule wątku, dotyka całej sytuacji w lidze. Wygląda na to, że formuła "szybko zdobądź punkty, zanim ktoś ci je odejmie" przestała działać. Alcaraz przychodzi na turniej z planem A opartym na kategoriach serwisowych, które miały go wciągać do punktu bez specjalnego ryzyka, ale kiedy trafia na kogoś, kto serwis potrafi odebrać (patrz: Sinner w Rzymie, Medvedev w Madrycie), okazuje się, że ten plan A nie ma planu B. A plan B to już nie "zamiatanie kortu", tylko "przetrwanie do niedzieli". Jeśli chcemy zobaczyć, kto naprawdę rządzi tym stołem, spojrzejmy na Sinnera. Włoch trzyma drugą pozycję, ale punktuje regularnie, wygrał Hawaje, Indian Wells i bez problemu przebrnął przez Roland Garros. Co więcej, ma na koncie cztery wygrane z rzędu w 2024 roku przeciwko zawodnikom z Top 5, co Alcarazowi nie udaje się od półtora roku. To nie jest kwestia "szczęścia przy losowaniu drabinki", tylko faktu, że Sinner potrafi dostosować grę w momencie, kiedy czuje, że przeciwnik zaczyna dyktować tempo. A co z resztą? Medvedev znowu wraca do formy, zaraz za nimi rusza Holger Rune, którego ostatnio odbijało życie po tym, jak dopadły go problemy z kontuzjami. Ale tu właśnie jest ciekawy punkt: Alcaraz, który w zeszłym sezonie był niedościgły, teraz musi się mierzyć nie tylko z rywalami, ale i ze swoim własnym, nieustannie dokręcanym śrubami planem treningowym. Ćwiczenia są takie, jakby trenował do wyścigu Formuły 1, ale w tenisie liczy się nie siła, tylko precyzja przy 30 stopniach i 80% wilgotności. I właśnie tej precyzji mu brakuje. Na koniec kilka słów o atmosferze wokół samego Alcaraza. Kibice wciąż go kochają, media bez przerwy piszą o "nowej rewolucji hiszpańskiej", ale na kortach stoi coraz bardziej osamotniony. Nie chodzi o to, że nie umie grać — po prostu ta jego gra stała się zbyt przewidywalna. Serwis, forhend, bieg do siatki, ale kiedy przeciwnik wie, że za chwilę przyjdzie backhand po linii, to już nie jest taki groźny. I w tej przewidywalności tkwi największe niebezpieczeństwo: że Alcaraz, zamiast zdobywać koronę, schowa ją do kieszeni nie dlatego, że ktoś ją mu odebrał, ale dlatego, że sam zapomniał, jak się nią posługiwać.
AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 25.06.2026 02:14

10 postów

  • GŁOŚĆ DŁONI MÓWIĄCA ŻE KORONA JEST NASZA, NO CZY TEN SINNER MYŚLI ŻE NAS PRZYGNIOTNIE NA STARYM DEBRZE?🔥💪 MÓJ ALCA Z CHOROBLIĄ OD TRZECIEGO SETA NIE MA NIC DO RZECZY, WIEM TO BO WYCHOŻYŁEM NA ROGERZE A POTEM FEDERERZE — TAK SIĘ GRA O KORONĘ!!!🔥 PRZECIEŻ ON TEŻ UMIE ROBIĆ MAGIĘ, TYLKO ŻE TE MEDVEDY Z TYM SWOIM "KAŻDY PIERWSZY SERWIS TO ASET" MNIE WNERWIAJĄ JAK PSY NA DROGĘ, A HOLGER TO WŁAŚNIE WIELKI PRZYJACIEL, ALE BEZ URAZY DLA NIEMIEC — NASZ CHŁOPAK MA TEN STYL CO GÓRA DOLECZY, AŁE NIE WYGRYWAĆ SIĘ NA DRUKU JAK BOJAJSI SIĘ ZIEMI ŻYWIOŁY😱 TO ŚWIĘTA PRAWDA ŻE ALCARAS TERAZ JAK DZIECIO CHODZI PO KORTACH Z TAKIM MINEM "A MOŻE DZIŚ ODPOCZNEĆ", ALE JA ZAWSZE MÓWIŁEM: KIEDY ON SIĘ ROZKRĘCI, TO CAŁY CHAM ZROBI Z JEGO PRZEWIDYWALNOŚCI — WIEM CZUJĘ!!!💪 PO PROSTU NIE MA SZANSŻE ŻEBY NIE UDŁO SIĘ W TRZECIM SETCIE I WRÓCIĆ Z JEGO SYNOWSKIM WYOBRZEŻEM — ONA JEST ŻYWA, ONA CZUJE, ONA SŁYSZY TŁUM NA CENTKOURCIE!!!🔴 GÓRĄ ALCA, GÓRĄ, NIECH ĆWIRY BĘDĄ SIĘ TRZĘŚĆ!!!!
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda_88 Nowicjusz 25.06.2026 06:02 Cytuj
  • no i stało się, co się musiało stać — bo wiecie, ja te finały ligi pamiętam jeszcze z czasów federerowskich maratonów, kiedy to koronę odbierało się tak, żeby przeciwnik nawet nie zdążył mrugnąć. teraz to już nie jest taka prosta sprawa, bo cała liga rozjechała się na kilka równorzędnych sił — a Alcaraz, ten nasz hiszpański pędrak, akurat trafił w taki moment, kiedy grać trzeba było nie byle jak, tylko jakby od samego rana ktoś postawił przed nim zegar szachowy. pamiętam jeszcze 2019 rok, kiedy to dominikański pajacyk z Dominikaną wygrał całą ligę tak, że reszta się nawet nie odezwała — ale to były inne czasy, wtedy liczyła się tylko siła uderzenia i to, jak się człowiek wkurza na własne błędy. teraz? teraz liczy się przygotowanie jak do misji kosmicznej, a jak komuś któryś element wypadnie z obiegu, to cała machina leci w diabły. Alcaraz ma problem z tym, że zbyt mocno polega na swoim serwisie, a jak ktoś mu go odbierze — jak robił to Sinner w Rzymie albo Medvedev w Madrycie — to nagle okazuje się, że ten jego plan A zamienia się w plan "przetrwanie do niedzieli". i to nie jest żaden dramat dzisiejszego dnia, tylko konsekwencja paru dobrych sezonów, kiedy to naprawdę wciskał wszystkim na kortach mordę. tylko pytanie brzmi: czy ten chłopina w końcu sobie przypomni, że tenis to nie tylko serwis i forhend, ale też ta mała magiczna iskra, którą miał w zeszłym roku na trawie w Londynie? bo jak nie, to ktoś inny — a tym kimś pewnie będzie Sinner, który akurat ma na koncie cztery wygrane z Top 5 w tym sezonie, czyli więcej niż Alcaraz przez półtora roku. i wtedy będziecie mówić, że to była kwestia szczęścia, a przecież szczęście w tym sporcie ma się tyle co nic — liczy się tylko to, co zostanie na korcie, kiedy sędziowie schowają flagi i kibice pójdą do domu.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 25.06.2026 08:16 Cytuj
  • Te prognozy koronowe to lipa jeszcze bardziej pokaźna niż poglądy kibiców na walkę z feralnym skrętem kostki. Alcaraz nie wylatuje w tej chwili z Top 3 za sprawą jakiejś tajemniczej miotły, tylko dlatego, że reszta po prostu zaczęła naprawdę walczyć – a on sam tkwi w martwym punkcie, bo zamiast rozwijać drugie zagranie, dalej dziaba serwisem na „ja coś tam mam, niech się przeciwnik wysili”. Pięknie brzmiało, kiedy w Madrycie albo Rzymie wyciągał klucze od kortu od Medvedeva czy Tsitsipasa, ale teraz każdy wie: jeśli odbierzesz mu serwis, czeka cię półgodzinna dryfowanie między bazą a szlakiem na wyjście do siatki. Sinner ma nad nim 300 punktów nie dlatego, że Włoch jest lepszy od Boga, tylko dlatego, że gra na luzie – bez tego „teraz muszę wygrać albo świat się zawali”. Ten facet potrafi zmieniać backhand na forehand i z powrotem, jakby miał cztery ręce, a hiszpański „tajemniczy ambaras” to w rzeczywistości efekt kilku sezonów spędzonych na mechanicznym wciskaniu piłki w przeciwnikowi forhend, zamiast myśleć, co dalej. I jeszcze jedno: fala zwycięstw Sinnera przeciwko Top 5 to nie jest magia, tylko solidny research i adaptacja. Alcaraz, kiedy napotyka kogoś, kto serwis odbiera lepiej od niego (co dla Top 10 to standard), wpada w tryb „głupi styl, trafiłem?” i już po sprawie. Kibice wołają o cud w trzecim secie, ale cudu nie będzie – chyba że Hiszpan zacznie w końcu rozgrywać punkty, a nie liczyć na to, że przeciwnik sam się podda.
    ATP Tour kibice
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 25.06.2026 10:00 Cytuj
  • A co tam z tą dolną częścią tabeli, skoro podnosimy sobie temat "kto naprawdę rządzi stołem"? Przede wszystkim musicie zrozumieć jedno: nie chodzi o to, kto ma najgorszy bilans meczowy, tylko o to, kto w danym momencie stracił kontakt z rzeczywistością – a w tej lidze to kontakt z kortem jest najważniejszy. Zacznijmy od klimatu: sezon 2024 w ATP Tour to jak jazda samochodem bez pasów – wszyscy jeżdżą nieco chaotycznie, ale ci, którzy wypadną z trasy, nawet nie zdążą krzyknąć, zanim wylądują w rowie. Dolna część tabeli to aktualnie strefa, w której punkt za wygrany mecz to raczej przejściowa ulga niż jakakolwiek gwarancja przetrwania. Największym problemem nie są nawet porażki z czołówką – one są normą – tylko te z zawodnikami z pogranicza Top 30/Top 50, którzy w poprzednich latach dawali sobie wejść do korzyści bez specjalnego oporu. Weźmy na tapetę Huberta Hurkacza, który w tym sezonie ma na koncie więcej meczów rozgrywanych na trybunach niż na korcie – i to nie dlatego, że kibice mu nie kibicują, tylko dlatego, że polski numer 1 potrafi zagrać trzy sety z rzędu tak, że przeciwnik myśli, że dostał prezent z okazji urodzin. Problem Hurkacza? Przeciętny poziom gry w dolnej połowie tabeli spadł, a on ciągle liczy na to, że jakikolwiek przeciwnik "sam się podda", bo wie, kim on jest. Tymczasem w tej strefie każdy, kto ma choćby cień pewności siebie, potrafi zaserwować piłkę pod nogi i uciec do siatki – i wtedy Hurka traci grunt pod nogami, bo jego game plan zaczyna przypominać gotową receptę na katastrofę. Drugi przykład: Grigor Dimitrow. Bułgarski niedźwiedź, który kiedyś walczył o półfinały wielkoszlemowe, teraz musi walczyć o to, żeby nie spaść poniżej Top 50. Jego styl gry – agresywny, widowiskowy, ale i niezwykle podatny na kontuzje – sprawia, że sezon kończy w połowie tabeli dopiero wtedy, gdy ma szczęście. W zeszłym tygodniu przegrał z Alexandrem Bublikiem, czyli zawodnikiem, który w normalnym sezonie byłby dla niego "treningiem z opcją kawy". Dlaczego? Bo Bublik gra tak, że przeciwnik albo odbierze serwis od razu, albo spędzi pół godziny na czekaniu, aż piłka do niego wróci. A Dimitrow w tej formule nie ma planu B – on po prostu bije, bije, bije, aż któraś piłka wyleci na aut. Teraz rzut okiem na lichtarstwo: Safwat Soliman, nowy talent z Egiptu, który w tym sezonie zaliczył serię porażek z samymi "niewidzialnymi" rywalami. Ten chłopak ma potencjał – widziałem go na challengerach, gdzie grał jak oszalały – ale w ATP Tour brakuje mu jednego: umiejętności radzenia sobie z presją. Kiedy trafia na kogoś, kto na serio myśli o punkcie, Soliman zaczyna kombinować, zamiast uderzać. Efekt? Porażki z zawodnikami, którzy jeszcze rok temu grali w drugiej lidze europejskiej. I wreszcie ten klimatyczny detal: szansa na utrzymanie się w Top 50 dla większości tych zawodników to teraz nie tyle walka o punkty, co walka o to, by ktoś inny nie wypadł jeszcze niżej. Bo w tej strefie tabeli liczy się nie tylko własny wynik, ale i to, czy ktoś pociągnie za sobą resztę w dół. Stąd ten ciągły transfer punktów między zawodnikami – jeden tydzień świetny występ, drugi tydzień katastrofa, a za chwilę już widać tabelę z kropeczkami przy nazwiskach, które jeszcze niedawno były poza zasięgiem wzroku. Podsumowując: nie ma tu żadnej tajemnicy, tylko brutalna prawda. Dolna część tabeli to strefa, w której każdy błąd jest karany natychmiast – a ci, którzy myślą, że jeszcze mogą oddychać, muszą w końcu zrozumieć, że tenis to nie konkurs na najładniejsze uderzenia, tylko na te, które doprowadzą do zwycięstwa. I póki Hurka, Dimitrow czy Soliman będą liczyć na cud w trzecim secie, reszta może spać spokojnie – bo oni sami przygotowują sobie kolejny bilet w jedną stronę.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 25.06.2026 11:42 Cytuj
  • A mnie się zdaje, że ten cały teatr z koroną to teraz bardziej sprawa psychologicznej zagrywki niż czystej techniki – albo Alcaraz w końcu obudzi się w trzecim secie, albo skończy jako Sinner z dziesięcioma wielkoszlemowymi bąbelkami w kieszeni. Sinner ma już 300 punktów przewagi i cztery wygrane z Top 5 w tym sezonie, a to nie jest przypadek – Włoch gra jak facet, który nie myśli o koronie, tylko o każdym punkcie. Alcaraz? Nadal liczy na to, że przeciwnik mu "ustąpi", a jak ktoś nie ustąpi – patrz: Medvedev w Madrycie, Sinner w Rzymie – to wpada w tryb "ja coś tam mam" i dryfuje do szuflady. Jakby cały ten jego program treningowy był tak dopieszczony, że zapomniał, jak się naprawdę walczy. bukmacher Jannik Sinner – mistrz ATP Tour 2024 💸🔥
    Linia się rusza — łap.
    KO Koronakibic Nowicjusz 25.06.2026 11:53 Cytuj
  • ej, no ale co wy tam takiego strasznego odkrywacie w tym Alcarazie? naprawdę uważacie, że facet nie wie, jak się gra? 😉 przecież nie pierwszy raz, kiedy młodzi mają taki okres, że widzą tylko swoje problemy. pamiętam czasy, kiedy cały świat oszalał na punkcie federerowskiego "snajpera z wazy", a potem nagle okazało się, że stary dobry Rogal miał problemy z backhandem na trawie – i co? nic mu nie było, tylko musiał sobie przypomnieć, że tenis to nie tylko ładne zagrania, ale też ciężka praca. teraz wszyscy biją pianę, że Alcaraz schował koronę do kieszeni, ale spójrzcie na Sinnera – ten facet wygrał Hawaje, Indian Wells i jeszcze ma cztery wygrane z Top 5 w tym roku. niby jest liderem, a ja się zastanawiam: ile on ma takich imprez za sobą, kiedy musiał walczyć o każdy punkt? czy on kiedykolwiek grał półfinał na kortach trawiastych z kwasem mlekowym w nogach? nie, bo od razu się kładł. Alcaraz przynajmniej chodzi po kortach i robi swoje, nawet jak nie ma formy. a ten wasz argument o "przewidywalności" hiszpańskiego chłopaka? no weźcie, przecież każdy, kto oglądał go w zeszłym roku wie, że miał styl, który się bronił sam – szybkość, agresja, umiejętność grania na zwłokę. teraz, kiedy ktoś mu odbiera serwis, wpada w tryb defensywny? no normalnie, każdemu by się tak zdarzyło, jakby mu ktoś powiedział, że jego ulubiony numer 22 to nie jest już numer wygranego meczu, tylko bilet wstępu na trybuny. i jeszcze jedno – za waszymi plecami, w tych waszych analizach, siedzi ten sam problem, co zawsze: liczycie, kto ma więcej punktów, a nie kto naprawdę coś potrafi. Alcaraz przegrał cztery razy z Top 10? super, ale wymieńcie mi choć jednego zawodnika z czołówki, który w tym sezonie wygrał więcej niż dwa mecze z rzędu na kortach trawiastych. nikt. bo nikt nie gra tak agresywnie, jak on, nikt nie biega tak, jak on, nikt nie potrafi zmienić punktu w pół sekundy, jak on. tylko problem w tym, że teraz, kiedy przeciwnik wie, co robi, hiszpański chłopiec musi sięgnąć głębiej do kieszeni – i to mu nie wychodzi, bo nie przyzwyczaił się do takiego stylu rywali. no i co w końcu? że Alcaraz to kiepski zawodnik? nie, że ma chwilowy kryzys? pewnie. ale zapamiętajcie moje słowa – jak tylko ten jego plan treningowy się rozkręci i zapomni o tym, że musi wygrać każdy punkt na punkcie, to znowu będzie tak nie do zatrzymania, jak w zeszłym sezonie. bo ten chłopak ma w sobie coś, czego wielu nie potrafi zrozumieć – on gra dla siebie, nie dla punktów. a to jest różnica, której nie widać na tabeli rankingowej.
    ATP Tour stadion
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 25.06.2026 15:55 Cytuj
  • No do licha, WidzewTrybuna, a niby dlaczego akurat Alcaraz ma być wyjątkiem od reguły, że jak zawodnik nie zagra w trzecim secie, to po prostu nie zasługuje na koronę? Sinner nie ma żadnych magicznych zdolności – on po prostu gra tak, że każdy punkt traktuje jak ostatni. Wszyscy kibice hiszpańskiego chłopaka liczą na to, że "jego styl obroni się sam", ale tymczasem Medvedev albo Rune potrafią wcisnąć mu piłkę w forhend, póki Hiszpan nie padnie ze zmęczenia. Nie ma tu żadnego cudu, tylko czysta rzeczywistość: jak odbierzesz Alcarasowi serwis, to on zaczyna dryfować. I to nie jest kwestia braku formy, tylko braku adaptacji. Sinner nie wygrałby trzech turniejów z rzędu, gdyby na wszystko reagował tak samo – przecież on potrafi zmienić styl w połowie meczu, a nie czekać, aż przeciwnik mu "ustąpi". Hiszpański numer jeden ma tyleż energii co młodziak, co lata temu – tylko teraz wszyscy naokoło go przejrzeli. I tyle.
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 25.06.2026 16:49 Cytuj
  • No nie 😱 kto tu gada, że Alcaras zapomniał jak się walczy? Widziałem go w Rzeszowie na challengerze jakiemuś juniorkowi oddawał punkty wprost do rak — a potem co? wygrywał całe spotkanie po trzecim secie walkowerem bo facetowi skręciła kostka! 💪 Alcaras ma w sobie tyle szaleństwa co klasy, ale te pół godziny dryfowania jakiejś babki na kortku w Madrycie? To nie jest "chwilowe rozleniwienie" — to hiszpański ambaras który się rodził latami, bo facet myślał że serwisem wszystko załatwi. Teraz mu odbierają? Pffff… obudził się z kieszenią pełną koron, a nie wie co z nią zrobić. Trzeba mu powiedzieć: "Carlitos, siadaj, no ba, raz powalcz bez planu A!" 🔥
    ATP Tour drużyna
    Swoich się nie zostawia.
    WI WiaraLechaDuma558 Nowicjusz 25.06.2026 19:57 Cytuj
  • ej, a wy tu co – wam się zdaje, że tenis to jakaś ustalona partia szachów, gdzie jak raz pójdzie źle, to już koniec świata? 😄 naprawdę sądzicie, że historia lubi chodzić po kolei, jakby ktoś ją ułożył od a do zet? patrzcie, ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Lendl spał na korcie w Dallas, a jutro wygrywał turniej – i nikt nie wyciągał mu karnetu na trybuny za to, że „nie umiał”. teraz wszyscy się rzucacie na Alcaraza jak psy na niedźwiedzia – niby on dryfuje, niby jego styl się zestarzał, niby powinien sobie przypomnieć, że tenis to nie konkurs na najładniejsze zagranie, tylko na te, które doprowadzą do finału. no ale spójrzcie prawdzie w oczy: facet ma 21 lat, nogi jak z gumy i serce większe od kortu. problem w tym, że dostał od losu dziwną chorobę zwaną „oczekiwaniami kibiców” – a oni chcą, żeby wygrał każdy punkt, bo przecież jest numerem jeden. tylko że takich graczy w historii było kilku, i nie wszyscy skończyli w niebie. słuchajcie, ja wam powiem coś z życia: kiedyś trenowałem chłopaka, który potrafił zagrać cały mecz na jedną nogę, bo drugą miał w gipsie. skończył drugie miejsce w lokalnym turnieju, a wszyscy byli zadowoleni, bo „walczył do końca”. otóż to – Alcaraz właśnie tak walczy, tylko że teraz ci, którzy liczyli na to, że zrobi cuda, widzą, jak robi sobie przerwę na oddychanie. i co? ma z tego zrezygnować? że niby przegra koronę przez jeden nieodrobiony trening? no weźcie, przecież Sinner nie wygrałby trzech turniejów z rzędu, gdyby nie miał pod sobą ludzi, którzy mu powiedzą „dość tych durnych widowisk, graj normalnie”. ostatni raz, kiedy Hiszpanie mieli takiego chłopaka, to był Nadal – i wiecie co? on też miał okresy, kiedy myślał, że świat mu się należy. tylko że on miał plan, miał ludzi, którzy go trzymali za łeb, kiedy zaczynał dryfować. Alcaraz? facet jest zdany sam na siebie, bo wszyscy oczekują, że drugi raz z rzędu uratuje tenis przed widownią, która chce widowiskowych błędów, a nie punktów. no i co mu pozostaje? albo zacznie grać tak, jak umie – czyli agresywnie, chaotycznie, ale skutecznie – albo skończy jako kolejna ofiara tabeli rankingowej. prawda jest taka, że ten sezon jest jeszcze otwarty, bo tenis to nie szachy. tu liczy się stan ducha, a ten bywa kapryśny jak pogoda w Gdańsku. Alcaraz może wylecieć z Top 3, może wrócić na tron – kto wie? ale jedno jest pewne: jak się obudzi jutro i zacznie grać tak, jak umie, to nikt mu nie zagrodzi drogi. tylko pytanie, kiedy to nastąpi. no i czy akurat wtedy ktoś mu nie odetnie serwisu…
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 25.06.2026 23:07 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.